Niesforne włosy i problemy z wypadaniem.

Może niektórzy z Was zauważyli na moich zdjęciach, że o ile choroba zniszczyła moje ciało, to o tyle moje włosy obrodziły obficie :)  Nie jest ich jakoś dużo, ale za to puszą się straszliwie, gdy byłam dzieckiem układały się super i były pofalowane, ale za to bardziej proste. Teraz mam na głowie siano. Ciężko je ujarzmić. Próbowałam różnych środków i metod polecanych przez fryzjerów, ale z marnym skutkiem. Dość długo stosowałam wosk w piance firmy WELLA, był stworzony do moich włosów, ale niestety jakiś czas temu został wycofany, bo nigdzie go już nie ma.
Chodziłam z nimi po różnych fryzjerach i pytałam co robić. Jedni mówili nie rozczesywać i nie suszyć, inni suszyć suszarką z dyfuzorem, wcierać różne żele i pianki w mokre włosy. No cóż wszystko przynosiło chwilowy efekt, po wyschnięciu było to samo. Ostatnio kupiłam sobie w takim specjalnym sklepie żel, który stosują fryzjerzy, nakłada się go na suche włosy. O to mi chodziło, bo czasem tak na szybko chcę coś zaaplikować i wyjść z domu. Wybieraliśmy się akurat w czerwcu na wesele, o którym wspominałam TUTAJ i postanowiłam użyć ten żel. Posmarowałam nim włosy i loki niby były, ale jakieś takie sklejone i sztywne, beznadzieja. No cóż, nie miałam wyjścia tylko je trochę zmoczyłam, ułożyłam rękami i było dość znośnie.
Ostatnio postanowiłam, że będę je zapuszczać, lubię je, bo to poniekąd moja ozdoba. Jak uda mi się je jakoś okiełznać są świetne, wtedy mniej się puszą, a loki zdobią moją głowę i wszyscy pytają, czy to moje włosy, czy może trwała. I tu moje pytanie do Was, może ktoś zna jakiś dobry specyfik lub sposób, bym mogła ogarnąć to swoje sianko?

Po moich zeszłorocznych, poważnych problemach ze zdrowiem, kudełki zaczęły wypadać mi na potęgę. Organizm był mocno wycieńczony i wyniszczony, a ja przy czesaniu się i myciu głowy płakałam, bo na szczotce, czy rękach zostawało mnóstwo włosów :( Patrzyłam w lustro i widziałam jak łysieję. Wyglądało to mniej więcej tak jakbym była po chemii. Poszłam do dermatologa, by sprawdzić co się dzieje, na szczęście usłyszałam od pani doktor żebym się nie martwiła, bo one są po prostu osłabione w wyniku mojego ogólnego stanu zdrowia. 3 poważne operacje, narkozy i utrata dużej ilości krwi zrobiły swoje.
Postanowiłam ostro zabrać się do pracy, by odbudować moje kręciołki. Poczytałam na internecie i posłuchałam rad mojej siostry, która też miała podobny problem i udało się :)
Już Wam piszę co stosowałam, na wypadek, gdyby ktoś chciał skorzystać z tych sposobów. Tak na prawdę, to na jesień i wiosnę każdy powinien wzmacniać swoje włosy smarując odpowiednimi odżywkami i zażywając pewne środki witaminowe.

No więc do dzieła :)
Zakupiłam SEBORADIN NigerKLIK ) świetny środek. Stosowałam go codziennie przez dwa miesiące, wsmarowując w skórę głowy na noc ze względu na jego specyficzny zapach ziół. Do tego trzeba się jeszcze obstawić odpowiednimi suplementami witaminowymi, sam płyn nie wystarczy.
Poczytałam i okazało się, że aminokwasy są bardzo ważne dla naszego organizmu, a na włosy, głównie mieszki włosowe, które odgrywają ważną rolę przy stymulacji włosa dobrze wpływa TAURYNAKLIK ). Ja jednak ze względu na moje obciążenia chorobami i ciągły niedobór wszystkich elementów wpływających na lepszą funkcjonalność organizmu, zakupiłam sobie taki zbiór większej ilości aminokwasów w sklepie dla sportowców i robię z nich koktajl :) Do tego jeszcze piję sobie taki syrop VITAL TONIK ( KLIK ), powiem Wam, że działanie ma rewelacyjne, stawia mocno człowieka na nogi i poprawia chęć do życia :) a i grupa witaminy B oraz C wpływa też na wzmocnienie cebulek włosowych.
Ważna też w tym wszystkim jest Biotyna i Kwas Foliowy, dlatego polecam tabletki Merz Special Dragees (KLIK)
Po około miesiącu włosy przestały mi wypadać, a po dwóch miesiącach zauważyłam mnóstwo „bejbików”, a teraz mam znów całą głowę mojego ukochanego sianka :)

Mam nadzieję, że mój wpis pomoże komuś odzyskać swoje włosy :)
A może ktoś stosował te środki lub jakieś inne i ma w związku z tym swoje własne doświadczenia? Czekam na Wasze opinie i komentarze.

A tutaj są moje nieposkromione kudliska, rozwiane na wietrze :) Co prawda było to rok temu nad morzem, ale teraz wyglądają tak samo :)
DSC03622

Najważniejsze zagrożenia, jakie czyhają na nas, podczas wakacji …

Wakacje w pełni, a to wiąże się z nierozważnym i nieodpowiedzialnym zachowaniem ludzi. Młodzież szaleje, a brawura, szpan i brak wyobraźni dają o sobie znać w nawarstwiającej się liczbie zasłyszanych w mediach tragicznych ogłoszeń i informacji.
Na tej bazie powstało wiele spotów, które chciałam Wam tu dziś przedstawić.
Będzie dramatycznie, smutno i prawdziwie, ale uważam, że na publikowanie tego typu zdarzeń powinno się stawiać największy nacisk, by uświadamiać wszystkich o czyhających niebezpieczeństwach i tragediach.
Myślę, że taki brutalny i dosadny przekaz dociera najbardziej skutecznie, więc zapraszam Was na zastrzyk adrenaliny.

1. Dopalacze i środki odurzające. Dorośli, młodzież, a nawet dzieci są często ofiarami tych szkodliwych substancji. Kupowanie z nieznanych źródeł, mieszanie z alkoholem, czy w ogóle przyjmowanie ich jest bardzo niebezpieczne, naraża na ciężką utratę zdrowia, a nawet śmierć. Dobra zabawa, odprężenie, wyluzowanie, może na początku jest fajnie, ale po chwili konsekwencje przyjęcia czegokolwiek mogą być opłakane w skutkach. Niestety okres letni i wakacyjne wypady przyczyniają się do częstszego sięgania po tego typu środki odurzające, zwłaszcza za namową rówieśników.
Dlatego szczególnie w tym okresie, dorośli, rodzice, musicie zaostrzyć swoją czujność. Obserwujcie swoje pociechy, interesujcie się tym co robią, z kim się spotykają, trzymajcie rękę na pulsie, bo potem może być za późno, tak jak to było w tym przypadku, zobaczcie ….


2. Kąpieliska, pływanie. Lato, upały przyciągają większość ludzi nad wodę. Niestety nie wszyscy potrafią rozsądnie i odpowiedzialnie korzystać z wszelkich akwenów wodnych. Często nagrzani ze słońca wskakują do zimnej wody, a pod wpływem dużej różnicy temperatur następuje paraliż ciała, czy skurcze mięśni. Człowiek wtedy zaczyna się topić. Często zarówno młodzież, jak i dorośli pod wpływem alkoholu chcąc się popisać przed innymi, swoimi pseudo zdolnościami pływackimi, wypływają zbyt daleko lub skaczą w nieznanych miejscach do wody, co niestety może skończyć się tragicznie.
Dorośli, rodzice pilnujcie swoje dzieci, miejcie je cały czas na oku, by bez opieki nie wchodziły do wody. Tłumaczcie dużo i rozmawiajcie ze swoimi starszymi pociechami, by zachowały rozsądek i były ostrożne, by nie kusiły losu.
I oczywiście Wy dorośli nie wchodźcie do zimnej wody tacy nagrzani, a zwłaszcza po alkoholu, bo to może się źle dla Was skończyć.
To był moment, zobaczcie co spotkało Mariusza …


3. Członkowie rodziny, czyli zwierzaki. Niestety wakacje, okres urlopów i wyjazdów wiąże się z częstym porzucaniem swoich zwierzęcych pupili, najczęściej są to psy. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć, jak tak można nie mieć serca i litości. Najpierw nazywa się go przyjacielem, członkiem rodziny, a potem bez skrupułów pozostawia gdzieś na obcym terenie, mało tego, w bestialski sposób przywiązując do drzewa, pozostawiając tym samym na pewną śmierć. Mi na samą myśl serce się kraje i nie wyobrażam sobie żebyśmy mieli tak postąpić z naszą sunią.
Zawsze, gdy wyjeżdżaliśmy zostawialiśmy ją pod opieką rodziny i nigdy nie było z tym problemów, a nawet raz Szilka była z nami nad morzem, była przeszczęśliwa :)
Jednak nie wszystkie PIESY mają takich oddanych właścicieli.
Ten spot w taki szczególny sposób dociera do nas ze swoim przekazem,  zobaczcie …


4. Upał w samochodzie. Wiadomo, gdy jest gorąco to otwieramy okna w samochodzie, bądź włączamy klimatyzację. Trzeba jednak pamiętać, by nie przesadzić z ustawioną temperaturą w środku, by nie było zbyt dużej różnicy między tą na zewnątrz, a tą w środku. Temperaturę jaką ja ustawiam to minimum 20 stopni, niektórzy mają tylko 16, 17 stopni, a potem dziwią się, dlaczego często się przeziębiają.
Jest jednak coś co mrozi krew w żyłach. Ostatnio coraz częściej mówi się o przypadkach zostawienia zwierząt lub dzieci zamkniętych w samochodzie na upale. Nie wiem jak to się dzieje. Osobiście uważam, że osoby odpowiedzialne za to, najzwyczajniej w świecie są pozbawione tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za myślenie. Dla mnie w tej kwestii nie ma wytłumaczenia.
W tym punkcie pozwolę sobie przytoczyć dwa spoty.
Jak reagować i ratować dziecko z nagrzanego auta, zobaczcie …


Jak ratować psa pozostawionego w nagrzanym samochodzie ….



Nie bójmy się, reagujmy i pomagajmy.

W 4 punktach przedstawiłam, moim zdaniem najważniejsze zagrożenia wakacyjne, które mogą doprowadzić do poważnych i tragicznych konsekwencji.
Z tego miejsca, głośno apeluję, uważajcie, a przede wszystkim pomyślcie, zanim zrobicie coś, co zaważy na Waszym życiu i waszych bliskich.

A Wy moi drodzy czytelnicy, co sądzicie o tym, co tu dziś przeczytaliście? Może coś jeszcze Wam się nasunęło, o czym zapomniałam napisać? Czekam na Wasze sugestie i komentarze :)

Niech żyją wakacje? … czyli plusy i minusy

I tak od półtorej tygodnia mamy upragnione i wyczekiwane WAKACJE. Wzmożony okres urlopowy, ograniczona ilość personelu: to są minusy, które odczuwamy praktycznie na każdym kroku, ale za to plusy są bezcenne: wypoczynek, turystyka, odprężenie, cieplej, więcej słonka itp. Najbardziej na ten  czas czekają dzieci i młodzież szkolna, by chociaż  przez te dwa miesiące nie musieć zaglądać do książek i zeszytów, by się zresetować :)
Dzieciaki wyjeżdżają na kolonie bądź obozy, starsze pociechy nawet same organizują sobie jakiś wypad, czy to z dziewczyną, czy ze znajomymi. Dlatego drodzy rodzice warto zainteresować się tym, gdzie i jak będą wypoczywać Wasze pociechy oraz jakim transportem mają zamiar podróżować. Teraz jak zapewne słyszeliście jest możliwość zgłoszenia na Policję, by sprawdzili dany autokar, czy jest na pewno sprawny i bezpiecznie dowiezie dzieci do celu.
Rodzice, którzy mają już w zasadzie samodzielne i dorosłe pociechy mają większe pole do popisu, bo mogą brać sobie urlop w okresie jaki im pasuje ponieważ wiadomo, że starsza młodzież nie chce już wyjeżdżać z wapniakami na wczasy ;)
Nasz synalek odkąd skończył 2 latka jeździł z nami przez kolejne kilka lat nad morze, dzięki temu uodpornił się i rzadko chorował. Następnie będąc w wieku szkolnym przez kilka lat latał z nami i z dziadkami za granicę, trzeba przyznać, że zwiedził i widział wiele.

Skończywszy 15 lat syn nie chciał już z nami wyjeżdżać, zaczęłam więc szukać jakiegoś obozu dla niego. K. jest otwarty na wszelkie nowości, wszystko go interesuje, jest aktywny i lubi próbować różnych nowych dziedzin sportowych. Znalazłam, więc coś co go zainteresowało. I tak to sam pojechał  z Krakowa nad morze, na obóz windsurfingowy. Wsadziliśmy go na dworcu w autobus, poprosiliśmy kierowców, by mieli go na oku. I tak nasz synal jechał sobie przez całą noc, a ja denerwując się nie zmrużyłam oka do rana. Objechało nasze dziecię szczęśliwie w obie strony :)
Zadowolony i zakręcony na punkcie deski za rok pojechał z kolegą, też autobusem. Natomiast za trzecim razem obaj pojechali już z nami samochodem, bo zatęskniliśmy za naszym morzem, a przy okazji mieliśmy młodzież na oku ;)
Przez kolejne 2 lata syn ciężko pracował przez półtorej miesiąca w czasie wakacji, by zarobić sobie na wspólny wyjazd z dziewczyną za granicę. W jednym roku byli w Tunezji, a w drugim w Turcji. Jestem dumna z niego, że tak dobrze sobie radzi i nie boi się żadnej pracy. Jestem spokojna o niego i wiem, że w przyszłości z głodu nie zginie :)

Wakacje dla rodziców pracujących i mających malutkie dzieci to poniekąd problem, bo często w miasteczkach, czy na wsiach zamykane są żłobki i przedszkola na całe 2 miesiące.  Szczęśliwie się składa, gdy tylko przez miesiąc jest zamknięte i dodatkowo w tym czasie jest dostępna placówka dyżurna. Nie zawsze pod ręką są bowiem dziadkowie, czy inni bliscy, by mogli w tym okresie zająć się maluchem.
Najczęściej jest tak, że przedszkole jest nieczynne przez miesiąc i niestety nie ma żadnego innego dyżurującego. Znam takie osoby, które radzą sobie w ten sposób, przez pierwsze dwa tygodnie jedzie tata z dzieckiem, a przez drugie dwa, mama. Niestety nie są w stanie oboje dostać miesiąca urlopu w tym samym czasie. No cóż, jest to trudna i na pewno przykra sytuacja dla obojga rodziców, która przedstawia fakt, iż nie wszyscy mogą spędzać wczasy wspólnie.

Takim istotnym minusem tych wakacji, który przyszedł mi na myśl jest jeszcze dodatkowe obciążenie naszego portfela.
Okres urlopowy, wyjazdy, wycieczki i oczywiście zapewnienie dzieciakom jakiegoś zajęcia, czy wszelkich rozrywek, by przypadkiem się zbytnio nie nudziły, to niestety  mocno uszczupla nasz budżet.

Kolejnym takim zagadnieniem, które chciałam tu jeszcze poruszyć jest kierunek, miejsce i sposób,  w jakim lubicie wypoczywać.
KIERUNEK – co was bardziej satysfakcjonuje, nasze morze, czy jakieś zagraniczne,
ciepłe, a może góry te krajowe, bądź zagraniczne?
Jestem wysoko ciśnieniowcem, więc lepiej czuję się na terenach nizinnych, a poza tym zdecydowanie wolę ciepłe morze i dużo słonka :) Są za granicą takie miejsca, gdzie jest zarówno morze, jak i góry np. na Riwierze Tureckiej, gdzie byliśmy i ponoć Chorwacja oraz Portugalska Madera. Z polskich miejsc kocham nasz Bałtyk, czuję się tam jak ryba w wodzie :) Dlatego jak tylko są ku temu możliwości, to staramy się go, od czasu do czasu odwiedzić.
Mąż lubi góry, kilkukrotnie z synem robili sobie takie męskie, górskie wycieczki, bo ja niestety nie dam rady wędrować po tego typu terenach.

MIEJSCE – wolicie bardziej zaludnioną i imprezową, czy spokojniejszą okolicę, gdzie można wypocząć w ciszy bez zgiełku i tłumów? A może jest Wam wszystko jedno?
My jeżeli jedziemy za granicę, to liczymy się z tym, że ogólnie będzie głośniej. Zależy to też po części od hotelu i okresu wypoczynku. Jeżeli wybierzemy się gdzieś poza sezonem, wtedy jest zdecydowanie mniej osób z dziećmi oraz im więcej atrakcji, zwłaszcza dla dzieci, tym więcej rodzin tam przebywa. Jak Polska to tylko Bałtyk, bardzo spodobały nam się okolice Helu, zwłaszcza Chałupy i Kuźnice. Ogólnie spokojnie, jest gdzie spacerować, plaża nie jest przeludniona i nie trzeba nigdzie daleko chodzić, bo np. Kuźnice mają najwęższy punkt lądowy. Z jednej strony zatoka pucka, a z drugiej morze.
Piękny widok :) Jest to oczywiście raj dla windsurferów i kitesurferów. Mój mąż też próbował swoich sił w pływaniu na desce i muszę Wam powiedzieć, że całkiem nieźle mu szło :)

SPOSÓB w jaki lubicie wypoczywać, czy biernie, czy może czynnie? Jedni lubią cały czas coś zwiedzać, wspinać się po górach, czy uprawiać różne sporty, a inni wolą poleżeć na leżaczku i poopalać się, poczytać książkę, popływać, pospać.
Ja bardzo lubię poleżeć na leżaku do słonka, poczytać książkę, czy pospacerować trochę. Lubię też zwiedzać pod warunkiem, że nie trzeba gdzieś daleko i dużo chodzić. Natomiast, gdy jesteśmy gdzieś za granicą uwielbiam chodzić wieczorami po sklepach, tam mają fajne rzeczy, zwłaszcza w Turcji. Dużo ciuchów innych niż u nas, w przystępnej cenie i bardzo dobrym gatunku, a podróbek tam Ci dostatek :)

Mam taki pomysł żeby opisać miejsca, w których byliśmy i umieścić jakieś wskazówki, czy rady. Wielu z nich już nie pamiętam, zwłaszcza tych, gdy syn był mały, ale może podczas pisania mi się coś przypomni. Co Wy na to?

A tutaj posłuchajcie jak śpiewa o wakacjach Majka Jeżowska :)


Na ten okres wakacyjny chciałam wszystkim dużym i małym życzyć udanego wypoczynku, dużo słonka, wielu wrażeń oraz zdrowych i bezpiecznych WAKACJI  :)

A cóż Ty masz na sobie, czyli brak lustra w domu …

Myślałam, że każdy, albo przynajmniej większość ma taką wrodzoną intuicję, jak się ubrać w określone miejsca i na określoną okazję. Jednak nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak się myliłam. Najczęściej spotykam się z brakiem wyobraźni, właśnie u kobiet, bo facet, jak to facet, spodnie, koszula i gotowe, ponoć, to właśnie płeć piękna najwięcej czasu spędza w łazience i przed lustrem :) Powiem Wam szczerze, że czasem widząc efekty poważnie się zastanawiam, czy jest to aby prawda, bo z moich obserwacji wynika, że niektórzy pozbyli się wszelkich luster ze swego domu.

Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, idziemy do:
- kościoła – wiadomo, elegancko, schludnie, nie wyzywająco (tyczy się to oczywiście  głównie kobiet). Ostatnio zauważyłam, że na drzwiach wejściowych pojawiły się nawet
takie krótkie informacje, objaśniające jaki styl ubioru jest odpowiedni. Niestety nie wszyscy potrafią się do tego dostosować. U panów, latem preferowane są długie spodnie, natomiast panie często przychodzą na mszę św. roznegliżowane. Duże dekolty po sam pępek, krótkie spódniczki ledwo zakrywające pośladki i przezroczyste sukienki pozostawiające wiele do życzenia lub raczej do zobaczenia :)
Pamiętam jak w lutym, czy może w marcu (w każdym bądź razie było zimno) siedząc na ławce grzecznie oczekiwaliśmy na rozpoczęcie mszy. W pewnym momencie do kościoła weszła para z dzieckiem w wózku i stanęli tuż przed nami. Spojrzałam i zdurniałam, bo kobieta miała na sobie dość kusą kurteczkę i skąpą obcisłą mini, która opinała jej pośladki, tak, że przy każdym jej ruchu widać było pracę każdego mięśnia z osobna.
Owa kobieta przeginała się i wyginała we wszystkie strony. Mój wzrok był skupiony na jej mięśniach pośladkowych tak, że mógłby w tym miejscu na spódniczce wypalić jej wielką  dziurę :)  Skoro ja nie mogłam skupić się na mszy, to nie chcę nawet myśleć, jakie grzeszne myśli chodziły w tym momencie panom po głowie ;)
Przez chwilę już nawet się zastanawiałam, czy ta pani przypadkiem nie wyprała swoich rzeczy w zbyt wysokiej temperaturze. Takich podobnych przykładów mogłabym przytoczyć dużo, myślę, że o dużo za dużo.

- na grilla lub ognisko – wygodnie, luźno, na sportowo, raczej unikając zbyt jasnych ciuchów, no chyba, że jest to jakaś wyjątkowa okazja, wtedy wiadomo, że można bardziej elegancko. Oczywiście wszyscy to wiedzą, ale znajdzie się czasem taka kobietka, która ubierze białą  króciutką sukieneczkę, a do tego piękne szpileczki i siedzi potem sztywno naciągając tą swoją kieckę, by inni nie przypalili swoich piekących się smakołyków patrząc na jej stringi :)

- na studniówkę – kiedyś prym wiodły długie skromne, a zarazem eleganckie i gustowne suknie, teraz po oglądnięciu płytki ze studniówki syna jestem mocno zszokowana, bo o ile chłopaki pięknie wystrojeni w garnitury i muchy, tak dziewczyny ubrane w jakieś kolorowe obcisłe miniówki, wyglądały jakby pomyliły imprezy i były na zwykłej dyskotece.

- na zakończenie roku szkolnego, maturę, egzamin – w garniturze i raczej eleganckich butach, a nie w adidasach jak to teraz moda wprowadziła. Syn mówił mi, że jeden chłopak przyszedł na maturę w jasnych dżinsach. Dobrze, że K. wie kiedy trzeba założyć garnitur i elegancko wyglądać :) W szkole został nawet kilka razy za to pochwalony, gdy elegancko się prezentował na uroczystościach szkolnych np. na opłatku.

- do teatru, opery, czy filharmonii – kiedyś obowiązywał strój wieczorowy, elegancki, teraz coraz częściej spotykam się z luźnym i sportowym stylem ubrania.

Spotkałam się też z typem kobiet, które za wszelką cenę chcą być ubrane koniecznie w to co najmodniejsze i najlepiej by było dziełem sławnych projektantów, śledzą zaciekle wszystkie trendy modowe. Niestety często się zdarza, że owe kobiety wyglądają w tych bestsellerach ciuchowych po prostu żałośnie. No, ale cóż nie liczy się dla nich by dobrze wyglądać, tylko by mieć najlepszy markowy ciuch na sobie.  Ciekawe co by jedna z druga zrobiły, gdyby miały taką figurę jak ja. Ciężko jest mi cokolwiek kupić na siebie. Dużo rzeczy muszę szyć, więc nie przywiązuję dużej wagi do tego co mi się podoba, tylko by na mnie pasowało.

Jest już lato, pojawiły się upalne dni, więc wiele pań zaczęła się dość skąpo ubierać, panowie obserwując, ten jakże błogi dla nich widok coraz częściej dostają ślinotoku, mniej więcej podobnego do tego, który ma nasza sunia, patrząc na kiełbasę :)
Drogie panie wygląda na to, że jesteście smacznym kąskiem dla płci przeciwnej ;)
No cóż, przyznam się Wam szczerze, że mi ten widok najzwyczajniej w świecie gra na nerwach, a dlaczego? Też chciałabym się fajnie i seksownie ubrać, by czasem atrakcyjniej wyglądać, by ludziska gapiący się na mnie nie myśleli wyłącznie, a cóż to jest za zjawisko nadprzyrodzone, ufo, czy „cuś”,
Ci, którzy zdążyli mnie poznać i widzieli moje zdjęcia, na pewno wiedzą o czym piszę, myślę, że kobiety zrozumieją to bardziej.
Przypuszczam, że miło jest żyć ze świadomością iż jest się postrzeganym jako atrakcyjną, mającą to coś osobę. Ja niestety nie miałam i nie będę mieć okazji doświadczyć tego uczucia. Staram się jednak bardzo tym nie załamywać, że jestem taka jaka jestem, bo wiem, że jest wiele osób, które są w dużo gorszej sytuacji niż ja i muszą jakoś z tym żyć.

Ciekawa jestem jakie jest Wasze zdanie w kwestii mody i stylów ubierania się, a może też zaobserwowaliście jakieś nieprawidłowości w ubiorze co do określonej okazji?
Czekam na Wasze komentarze i chęć podjęcia dyskusji w tym temacie :)

A tak na koniec dla poprawienia humoru, koniecznie oglądnijcie Mariolkę w SPA, bo warto, ja się popłakałam ze śmiechu :)


Z weselnych opowieści, czyli mam chusteczkę haftowaną …

W ostatnią sobotę mieliśmy okazję bawić się na weselu u kuzynki męża. Było na prawdę sympatycznie i miło. Jedzonko pyszne, lokal na wysokim poziomie (znajdował się całkiem blisko naszego domu :) ), orkiestra skutecznie kusiła do tańca, tak że nawet moje słabe nogi nie mogły się oprzeć i ruszyły w tanecznym pląsie, a towarzystwo też dopisało.
Jednak w moim dzisiejszym poście chciałam się skupić właśnie na zabawianiu gości.
Tym razem wodzirejem był pan z orkiestry, który świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Przedstawił taką jedną zabawę, z którą w zasadzie spotkałam się po raz pierwszy. Mianowicie, wyciągnął z torby wielką, kolorową płachtę, a goście weselni złapali za uchwyty na końcach, których było całkiem sporo. Po rozłożeniu okazało się, że jest to mata w kształcie koła z takim otworkiem na środku.
I zaczęło się: taniec w kółeczku, manewrowanie płachtą tak, by piłeczka wpadła do otworu, wachlowanie (wszystkie kiecki i bluzki w górę :) ) huśtanie dziecka, podrzucanie cukierków i zamiana miejscami, czyli wodzirej mówił jakiś kolor np. czerwony, a osoby trzymające za uchwyt znajdujący się na pasku w tym kolorze, puszczały matę i przebiegając pod płachtą zamieniały się miejscami z pozostałymi posiadaczami tegoż konkretnego koloru. Mam nadzieję, że opisałam to w miarę obrazowo  ;)

Spodobał mi się też pomysł ze śpiewem, bo bardzo to lubię. Już objaśniam.
Otóż na salę, tuż po posiłku, przyszli muzykanci z orkiestry i rozdali słowa przyśpiewek ludowych, między innymi „Miała baba koguta”, „Gdy strumyk płynie z wolna”, a następnie jeden z nich zaczął grać na akordeonie. Wodzirej natomiast w tym czasie zachęcił wszystkich do śpiewania.
Przy jednej z piosenek mieliśmy ubaw po pachy, była to „Szła dzieweczka do laseczka”.
Nie wiem, czy kojarzycie refren, więc dla przypomnienia leci to tak:
Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom
Gdzie jest ta dziewczyna
Co kocham ją.
Znalazłem ulicę, znalazłem dom
Znalazłem dziewczynę
Co kocham ją. Lala, la, la, la, la, la
Mianowicie po tym refrenie za każdym razem śpiewaliśmy jeszcze drugi:
Na prawo, na lewo,
W górę i w dół.
Do przodu, do tyłu,
W górę i w dół. (2x)
Jak nie trudno się domyśleć mieliśmy za zadanie wykonać te konkretne czynności, o których była mowa w refrenie. Bawiliśmy się przy tym świetnie, czasem udawało się wszystko w miarę równo, a czasem było mnóstwo pomyłek i w tym było najwięcej śmiechu i zabawy :D

Wielokrotnie bywaliśmy na różnych weselach, na których spotykaliśmy się z większością zabaw. Przypuszczam, że i Wy, też na pewno o nich słyszeliście, a może nawet braliście udział? ;)
1. Nie siądziesz, odpadasz z gry – czyli mamy przykładowo 6 ochotników i 5 krzeseł. Muzyczka sobie gra, a ochotnicy chodzą wokół krzeseł. Nagle orkiestra przestaje grać i ten kto nie zdąży usiąść odpada z gry. Zawsze musi być o jedno krzesło mniej niż ludków :)  Wygrywa ta osoba, która wytrwa do końca. Tej zabawy akurat nie było.
2. Złapiesz to się ochajtasz – Pani Młoda ma zasłonięte oczy i rzuca bukietem bądź najczęściej welonem w otaczający ją wianuszek niezamężnych panienek, a Pan Młody też z zakrytymi oczyma rzuca, ale krawat lub muszkę w grupkę kawalerów.
Nowa Młoda para ma najczęściej zatańczyć wspólny taniec :)
3. Mam chusteczkę haftowaną –  na pewno wszyscy znają tą zabawę z okresu dzieciństwa, ale jak zdążyłam zauważyć, większość wesel w zasadzie nie może się bez niej obejść.
Zabawa bardzo fajna i czasem nawet śmieszna, ale do pewnego momentu.
Otóż wyobraźcie sobie moje drogie panie, jak Wasza druga połowa pląsając w środku koła, nagle nieśmiale  przyklęka z ową chustą, nie przy kuzynce, ciotce, młodej pani, tylko przy jakiejś seksi niuni, która przykuwa wzrok wszystkich panów, i ochoczo całując ją to w jeden, to drugi policzek, przekazuje chusteczkę cały rozpromieniony :D  Nie wiem jak Wam, ale mi na samą myśl pojawiają się kurwiki w oczach ;/
Wyjątkowo na tym weselu tej zabawy nie było, nad czym wcale nie ubolewam :)
4. Słynne Kaczuchy – myślę, że to też większość już zna, dziobki, skrzydełka i kuferek. Na tym weselu, na którym ostatnio byliśmy, dodatkowo podczas poruszania się w kółku wymyślono, że trzeba było trzymać sąsiada, za ucho, kolano, łokieć i kostkę, a z tym ostatnim już było dużo trudniej :)

Do takich standardowych pozycji na przyjęciu weselnym, które już nie zaliczają się do grupy zabaw, mogę zaliczyć w zasadzie cztery:
1. Wspólny toast, gdzie Młodzi rzucają opróżnione już kieliszki za siebie, by rozbiły się na szczęście, następnie dostają łopatkę i miotłę w celu ustaleniu podziału obowiązków w przyszłości. Zauważyłam, że najczęściej Pani Młoda bierze łopatkę, a Pan Młody zamiata :)
2. Pierwszy taniec – teraz ponoć przyszli małżonkowie uczą się go przy instruktorze, jednak często trema i emocje przegrywają z wrodzonym talentem ;)
3. Podziękowanie rodzicom – moim zdaniem piękna i wzruszająca tradycja, różnie obchodzona, w zależności od inwencji twórczej Pary Młodej :) Osobiście spotkałam się z piosenką, kwiatami, drobnymi upominkami, koszami słodkości.
4. Tort – o ustalonej godzinie wjeżdża taki kilkupiętrowy ozdobiony racą ze sztucznych ogni. Młodzi kroją sobie po kawałku i karmią się na wzajem.

Są to jedne ze starszych tradycji, bo wszystkie cztery miałam 20 lat temu na swoim ślubie, no może z wyjątkiem tego tortu, który był dużo mniejszy i bez tych płonących rac, ale był równie piękny i smaczny ;)

Bardzo jestem ciekawa jakie macie wspomnienia dotyczące Waszego wesela lub tych, na których byliście jako goście. Może coś Wam się nie spodobało, lub Was zauroczyło, a może wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż ja tu opisuję?
Będzie mi bardzo miło, gdy podzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami w tym temacie :)

Dla wytrwałych, którzy dotarli do końca wpisu mam piękną piosenkę …
„Podziękowanie dla rodziców” Cliver