Wesołego ALLELUJA :)

Witajcie Kochani po dłuższej przerwie. Przepraszam Was, że się nie odzywałam, ale po zabiegu leżałam cały czas na Intensywnej Terapii i dochodziłam do siebie. Obecnie od piątku po prawie pięcio tygodniowym pobycie w szpitalu nareszcie jestem w domu :) Trochę czasu jeszcze upłynie zanim dojdę do siebie, bo jestem słaba i rany cały czas się goją, lecz z Bożą pomocą staram się iść do przodu.

Weszłam tu tak na chwilę, bo chciałam się do Was odezwać, że jestem, że żyję i złożyć Wam życzenia z okazji Świąt, a więc:

Na radosne święta Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa życzę wszystkim, by Jego blask zwyciężający śmierć rozjaśniał doliny zmartwień,
przenikał cienie codziennych trudów, umacniał w chwilach boleści,
podnosił w czasie słabości i prowadził ku wiecznej radości.
Radosnego ALLELUJA :)

20170415_125414

 

Ubieranie koszyka to moja tradycja od lat, cieszę się, że i w tym roku mnie to nie ominęło :)

20170415_125410

 

W ostatnim czasie …. i co dalej?

Wiem, dawno mnie tu nie było, ale coś ostatnio cały czas mam pod górkę. Nowy Rok nie zaczął się dla mnie łaskawie. Mamy początek marca, a ja już zaliczyłam półpaśca, mocną grypę z uporczywym kaszlem i dwie kontuzje stóp, trochę dużo, ale nie poddaję się i idę dalej do przodu, bo jak to mówią: „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”.

W między czasie cały czas się przygotowuję do operacji na ten swój brzuch. Otóż miałam termin przyjęcia do szpitala na 27 luty, ale przez ten mój upierdliwy kaszel byłam zmuszona go przesunąć. Nowy dostałam na 13 marca (poniedziałek), czyli już tuż, tuż.
Powiem wam, że się trochę nachodziłam, bo musiałam zrobić konsultację reumatologiczną (moja choroba mięśni), kardiologiczną i echo serca, diabetologiczną (moja cukrzyca), endokrynologiczną i badania na tarczycę, pulmonologiczną (płuca) i spirometrię (takie badanie na pojemność płuc) oraz wymaz z gardła, nosa i mocz bakteriologicznie. Tak, że jestem przebadana od stóp do głów, a wszystko na szczęście wyszło w miarę dobrze jak na mnie :) Przyznacie, że załatwienie tego wszystkiego w dwa tygodnie to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę fakt jak długo trzeba czekać na wizytę u specjalisty. Dobrze, że większość lekarzy mnie zna i są tacy dobrzy, że potrafili mnie przyjąć tak od razu bez terminu. To wszystko już miałam gotowe na wspomniany wcześniej 27 luty, ale wszystko się niestety przesunęło z powodu mojej grypy. Mam tylko nadzieję, że nie straciło to wszystko ważności. Na oddziale zrobią mi jeszcze badania z krwi. Nie wiem kiedy będę mieć zabieg, bo jeszcze ma się zebrać konsylium i mają nade mną radzić. Jestem już po wstępnych rozmowach z anestezjologami i chirurgami, którzy będą mnie operować. Szczerze, po tym co usłyszeliśmy z mężem, to jestem posrana po same pachy tak jak nigdy dotąd. Będzie to bardzo ciężki zabieg, najprawdopodobniej od kilku do kilkunastu godzin, ryzyko wystąpienia poważnych powikłań jest duże, mamy być przygotowani na wszystko nawet na to, że mogę tego zabiegu nie przeżyć :(
Przepraszam, że tak bezpośrednio, ale taka jest brutalna prawda. Nie mam w zasadzie wyjścia, przepuklina jest już taka duża, że ciężko mi się poruszać, wyglądam jakbym była w ciąży bliźniaczej już tuż przed urodzeniem, do tego dolegliwości brzuszne się nasilają i pojawiły się problemy ze stomią. Z drugiej zaś strony jest ryzyko, że jelita mogą w każdej chwili uwięznąć w tej przepuklinie i wtedy mogę nawet nie zdążyć dojechać na SOR, bo dochodzi do martwicy spętlonych jelit i wtedy podobno liczy się każda sekunda. Postanowiłam więc, że wolę to zrobić planowo, maksymalnie przygotowana i pod fachową opieką lekarską. Mają mnie operować jedni z najlepszych, dlatego mam nadzieję, że się wszystko uda.
No tak, ale ja jakoś nie mogę przestać myśleć o tym co usłyszałam od lekarzy, o tym najgorszym, strasznie się boję, że już nie wrócę do domu, denerwuję się bardzo, chodzę i ryczę jak bóbr, a rodzinie cały czas mówię co mają zrobić, gdy mi się coś stanie :(
Nawet napisałam swoją ostatnią wolę i plan na pogrzeb. Mogę się domyśleć nawet co sobie pomyśleliście, że oszalałam, że nie powinnam tak mówić, że muszę myśleć pozytywnie, ale uwierzcie mi, to jest cholernie trudne :( wręcz niemożliwe. Nie wiem co się stało z tą dawną optymistyczną i pozytywnie zakręconą Agnieszką. Przypuszczam, że przyczyniły się do tego wydarzenia z lata 2015 roku, gdzie to moje cierpienie i otarcie się o śmierć zostawiło mocny ślad w mojej głowie. Tak na marginesie, to przypomniałam sobie, że nie dokończyłam swojej historii z tamtego okresu, ale mam nadzieję, że jeszcze będę mogła to zrobić.
Najchętniej poleciałabym gdzieś daleko w kosmos, żeby uciec i schować się przed tym wszystkim. Powiem Wam, że to co czuję jest straszne i nikomu nie życzę być w takiej sytuacji. Jednak wiem jedno, że bez walki się nie poddam, muszę, chcę jeszcze żyć.
Mam tyle planów i pomysłów na siebie, czym chciałabym się zająć, no i nie zapominam o  najważniejszym, chciałabym jeszcze bawić wnuki :)
A i pochwalę się Wam jeszcze, że sprezentowałam sobie taką swoją motywację, otóż wykupiłam bilety dla mnie i dla męża na koncert Piotra Rubika :) Uwielbiam jego piosenki, a że będzie koncertował w Krakowie w Tauron Arenie, to nie mogłam sobie odmówić, więc do 26 maja muszę byc już w pełnej gotowości :) I co Wy na taką motywację? Prawda, że jest kusząca? ;)

Moi kochani wspieraliście mnie na wszystkie możliwe sposoby, gdy walczyłam o życie nad morzem, udało się, wróciłam, przez chwilę było dobrze. Dziękuję Wam za to z całego serca <3  to miłe uczucie wiedzieć, że moja osoba nie jest wam obojętna, tyle ciepłych słów od Was wówczas dostałam. To mnie mocno mobilizowało i dodawało siły do walki.
Moi Drodzy mam do Was wielką prośbę, byście znów zebrali swoje siły, modlitwy i dobrą energię, bo teraz będę ich bardzo potrzebować. Mam tylko nadzieję, że tym razem uda mi się stawić na wyznaczony termin, bo znów jakieś przeziębienie po mnie chodzi, póki co wspomagam się leczeniem naturalnym i jak na razie jest dobrze, tylko gardło swędzi i pokasływać zaczynam. Oj coś mnie te choróbska opuścić nie chcą :(

Przepraszam Was, że tak smutno się zrobiło u mnie, ale niestety cała ta sytuacja mnie przytłoczyła i nie potrafię już o niczym innym myśleć. Jak człowiek od lekarzy słyszy same czarne wizje, to niestety zaczyna tym przesiąkać. Ja wiem, że oni muszą powiedzieć o tych najgorszych przypadkach, uświadomić, żeby potem nie było pretensji, ale powinni to robić jakoś tak z wyczuciem, a nie odbierać pacjentowi resztę nadziei.
Ja jednak wierzę, że z Bożą pomocą wszystko się uda i zła passa wreszcie pójdzie sobie ode mnie w siną dal, bo już zbyt długo się u mnie zasiedziała.
Miewajcie się moi Drodzy szczęśliwie i mam nadzieję, że mogę liczyć na Wasze wsparcie, bo bez tego ani rusz ;)

Obiecuję, że jeśli tylko będę coś więcej wiedzieć i dojdę do siebie na tyle by pisać, a przy tym  uda mi się złapać w szpitalu trochę internetu, to na pewno się odezwę :)  gdybym jednak zbyt długo nie dawała żadnych znaków, to niestety będzie znaczyć, że sprawdziła się ta najgorsza wizja doktorów :(  Mówiłam mojemu mężowi, żeby wtedy coś tu skrobnął w moim imieniu byście wiedzieli co i jak, ale powiedział, że nie może mi tego obiecać, bo na pewno nie będzie miał do tego głowy.
Ściskam Was ciepło i przesyłam moc pozdrowień  :)

Nie wiem, czy lubicie repertuar Piotra Rubika, ale tak na koniec posłuchajcie jednej z moich ulubionych piosenek, tak na poprawę humoru :)



Co słychać u naszego podopiecznego contra – podziękowania od Lakusia :)

I tak na samym początku chcieliśmy wraz z psiakiem z całego serca  serdecznie podziękować wszystkim darczyńcom za ich dobrotliwość oraz czytelnikom, którzy poprzez swoje życzliwe i serdeczne komentarze dali nam ogromną siłę do działania i przywrócili wiarę w człowieka. Jesteśmy niezmiernie wzruszeni Waszą reakcją, nie spodziewaliśmy się, że jest tylu ludzi dobrej woli, którzy tak bardzo kochają psy i nie jest im obojętny ich los.

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-images-white-paw-print-heart-letter-i-image24184439Chciałabym również bardzo podziękować redakcji ONETU, który udostępnił ten wpis na swojej głównej stronie, dzięki temu nasz apel z prośbą o pomoc finansową  oraz historię tego biednego i skrajnie wycieńczonego psiaka mogło przeczytać wielu ludzi.
Z tego miejsca chciałam też zapewnić wszystkich ofiarodawców, że wpłacone pieniądze zostały odłożone i będą wykorzystywane tylko i wyłącznie na wszelkie potrzeby Lakiego.
Bardzo zależy nam na tym byśmy mogli zapewnić mu spokojną i godną starość. Ponieważ do tej pory nie znalazł się właściciel, w związku z tym przyjęliśmy psiaka do naszej rodziny i poczuwamy się do odpowiedzialności za jego życie i zdrowie.
Bardzo chcemy by u nas został, lecz cały czas mam na uwadze fakt, iż przede mną poważny zabieg chirurgiczny i tak na prawdę czas pokaże co będzie dalej.

Oczywiście ZAPRASZAM wszystkich na mój Fanpage FB, (z Waszej lewej strony jest odnośnik) tam co jakiś czas zamieszczam nowe informacje dotyczące Lakiego :)
A dla tych, którzy z jakichś względów nie odwiedzają FB mam dawkę informacji tutaj ;)
Dokładnie dziś mija miesiąc jak nasz nowy domownik u nas zagościł, myślę, że nas polubił, bo cały czas podkulony wcześniej ogonek, teraz na nasz widok merda pięknie we wszystkie strony. Poza tym chętnie do nas podchodzi na mizianie i głaskanie :)
Byliśmy ostatnio u weterynarza i pani Agnieszka po przebadaniu psa potwierdziła, że jest on staruszkiem i daje mu tak około 13 lat. Waga póki co stoi w miejscu, ciężko będzie, żeby Laki przytył, bo jest dużym psem, który niestety jest mocno wychudzony i wyniszczony :( Będziemy się jednak starać na tyle na ile damy radę, by doprowadzić go do możliwie jak najlepszego stanu. Jego stawy biodrowe są w nie najlepszej kondycji, ciężko mu siadać, chodzić, niestety poprawa jest minimalna, ale dostał teraz mocniejsze i lepsze leczenie, które mam nadzieję, chociaż trochę załagodzi jego dolegliwości, poza tym został ponownie odrobaczony. Szczepienie i kontrolne badania (poprzednie próby wątrobowe wyszły podwyższone) będziemy mu robić gdzieś za miesiąc, by Laki się jeszcze bardziej wzmocnił. Kupiliśmy mu 12 kilogramowy worek lepszej karmy, obróżkę i bramkę na schody, bo go kusiło wychodzenie na górę, a ze względu na te jego biedne łapy nie chcieliśmy by mu się coś stało, tak że mam nadzieję iż jest u nas szczęśliwy.
A jeszcze Wam powiem, że udało się mężowi wreszcie wykąpać naszego kochanego brudaska. Jak na pierwszy raz był nawet dość spokojny, ale za to jaki czysty, no nie ten pies :)

20170125_224301 20170126_102737

 20170131_175104 20170129_135900O tym, że zżyliśmy się bardzo z Lakim przekonaliśmy się w poniedziałek. Był późny wieczór, psy jak zwykle dostały kolację, przy czym po krótkim czasie wypuściłam je na pole, by jak zawsze załatwiły się przed nocą, Po około 15 minutach zaczęłam wołać je do domu. Szilka przyszła od razu, natomiast Lakiego nie było przez dłuższą chwilę, Zaniepokoiłam się i wyszłam sprawdzić na pole co się stało, nagle zobaczyłam, że brama wjazdowa jest otwarta, zamarłam, krzyknęłam do męża, że Laki uciekł. Mąż powiedział, że musiała się przyciąć jak ją zamykał, gdy wrócił do domu. Nie zastanawiając się ani chwili wziął szybko latarkę i postanowił najpierw iść szukać psinkę pieszo, a nie było to proste, bo mieszkamy w zalesionej okolicy. Po mniej więcej pół godziny wrócił zmartwiony i powiedział, że teraz pojeździ samochodem, może go gdzieś wypatrzy. A ja ze względu na swoją kontuzjowaną stopę ( w niedziele się wywróciłam i kolejny raz przykręciłam stopę ) siedziałam w domu. Byłam zrozpaczona i zalana łzami, Nie wyobrażałam sobie, żeby miało już nie być Lakusia z nami :(  Miałam wyrzuty sumienia, że nie sprawdziłam, czy wszystko jest pozamykane, ale nie przypuszczałam, że brama się nie zamknęła, wcześniej się to nie zdarzało.
Mąż ciągle nie wracał, a ja co po chwilę dzwoniłam do niego by spytać, czy znalazł Psa. W końcu nie wytrzymałam, postanowiłam się ubrać i jeszcze raz przejść wzdłuż lasu. Byłam tak zdenerwowana, że nawet nie zwracałam uwagi na swoją stopę. Idąc cały czas prosiłam Pana Boga i Św. Antoniego o pomoc w znalezieniu psiaka. Wtedy zrozumiałam co czują ludzie, którym zaginie ich psi przyjaciel, to jest żal po prostu nie do opisania. Nagle spojrzałam przed siebie i zobaczyłam tą kochaną mordkę, która zmierzała w moim kierunku. Moja radość nie miała końca, gdy podszedł do mnie mocno go przytuliłam. Liczyło się tylko tu i teraz. Po chwili zadzwoniłam do męża, że nasz wędrownik się znalazł, Św. Antoni po raz kolejny mnie wysłuchał. Radości nie było końca, szukaliśmy naszej zguby przez około półtorej godziny, a jakby trzeba było to i całą noc byśmy poświęcili, dopóki by się nie znalazł. Teraz dwa razy sprawdzam, czy furtka i brama są zamknięte, zanim wypuszczę Lakusia na pole, o naszą sunię się nie martwię tak bardzo, bo ona gdy sobie wyjdzie na zewnątrz na pobliska łąkę, to zaraz grzecznie wraca. Zrozumieliśmy, że kochamy tego naszego dziadzia i nikomu go nie oddamy :)
Po tej całej przygodzie zastanawialiśmy się, czy Laki tak krążył w koło, czy wróciłby do nas, czy może cały czas szuka swojego poprzedniego domu, jedno wiemy na pewno, że musimy na niego bardzo uważać i pilnować jak oka w głowie.

20170126_104002 kopia

W dalszym ciągu zbieramy na Lakusia, więc jeśli ktoś miałby życzenie, by wpłacić choćby złotówkę, podaję dane do przelewu:  Agnieszka, Kraków, Eurobank S.A. 
nr konta: 72 1470 0002 2836 6207 1000 0001  z dopiskiem DLA LAKIEGO

Psia starość również nie jest wesoła :(

Chciałam podzielić się z Wami pewnym wydarzeniem, które nas ostatnio spotkało, być może niektórzy już słyszeli obserwując mnie na FB.

Mianowicie, w czwartek 12 stycznia wieczorem syn wybrał się do miasta, niedaleko naszego domu zauważył błąkającego się psa, powiadomił odpowiednie służby po czym zadzwonił do męża, by podjechał sprawdzić co to jest za psiak. Na miejscu okazało się, że jest skrajnie wyczerpany. Mąż nie zastanawiając się ani chwili wziął psa do samochodu i przywiózł do domu. Bał się trochę, bo go nie znał, a był to duży pies, lecz postanowił zaryzykować, gdy go tylko zobaczyłam to się popłakałam, taki był biedny :(
Nie mamy pojęcia jaka jest jego historia i co on tak na prawdę przeżył. Skąd przyszedł, uciekł, czy może został wywieziony lub wyrzucony, bo pojawiły się problemy, choroby wieku starczego, które mogły wyniknąć z zaniedbania psa.  Ktoś ze służb zajmujących się błąkającymi zwierzakami zadzwonił do syna dopiero po około 2 godzinach, a my w międzyczasie  postanowiliśmy z mężem pomóc temu biedakowi o czym owe służby powiadomiliśmy. Nie chcieliśmy oddać go do schroniska tylko zaopiekować się nim do momentu, gdy nie znajdzie się właściciel lub nowy dom. Na początku nie wiedzieliśmy o nim nic, liczyło się tylko tu i teraz.
Zadzwoniłam do mojej znajomej, by doinformować się w sprawie żywienia i dalszego postępowania ponieważ w tego typu sytuacji znaleźliśmy się po raz pierwszy. Nie licząc Aresa ( KLIK ), którego na szczęście właściciel odebrał po chwili.

Tak wyglądał nasz bidul, gdy mąż go przywiózł  :(
20170112_193740

Serce nam się ściskało, gdy patrzyliśmy na naszą znajdę. Daliśmy mu na imię LAKI (lucky – szczęściarz). Ogłosiliśmy na internecie, że go znaleźliśmy i poszukujemy właściciela.
Ponieważ nie jestem zwolenniczką dawania psu śmieciowego jedzenia, czy tanich karm typu fast food, dostał karmę Szili. Nasza Szila przez cały czas jest na dobrej suchej karmie i nie ma problemów ze zdrowiem, a ma już 9 lat i nieźle się trzyma. Na początku dawaliśmy Lakiemu często, a po trochę, oczywiście suche chrupki moczyliśmy w wodzie, by je lepiej trawił. Dodatkowo dostał również kurczaka z ryżem i marchewką :) Na szczęście miał apetyt i nie miał po jedzeniu żadnych ekscesów żołądkowych. Przeszliśmy więc na większe porcje 3 razy dziennie.

Nie ma jak pełna micha :)
20170115_223617

No więc w czwartek go znaleźliśmy, a w sobotę pojechaliśmy do naszego zaufanego  weterynarza, żeby go dokładnie oglądnął i zrobił odpowiednie badania. Pies jest mocno wychudzony, waży 20 kg i wygląda na to, że spokojnie mógłby ważyć drugie tyle. Zarzuca tyłem i ma problem z chodzeniem na tylnych łapach, wygląda to na problemy reumatyczne najprawdopodobniej zaniedbanie lub przemarznięcie stawów. Niestety nie słyszy ( może trochę jak się klaśnie lub krzyknie tuż nad głową) i niedowidzi. Weterynarz jego wiek szacuje na około 12 lat.
Laki dostał zastrzyk przeciwzapalny, przeciwbólowy i antybiotyk. Został pokropiony kroplami przeciw pchłom, bo miał ich dużo, przez co dostał zapalenie skóry. Dostał tabletki na odrobaczenie i miał pobrane badania na wątrobę, nerki, trzustkę i morfologię. RTG mu nie robiliśmy by go nie męczyć i dodatkowo nie stresować.

Tutaj Lakuś leży na swoim nowym materacu, który dostał od życzliwej i dobrej rodziny :) Dziękujemy pięknie :)
20170120_183022

Ale legowisko Szilki też jest super :)
20170119_224141

Poniedziałkowa wizyta i kolejne zastrzyki przeciwbólowy, przeciwzapalny i antybiotyk.
Wyniki wyszły całkiem niezłe jak na niego, tylko enzymy wątrobowe są podwyższone, ale to może być efekt niedożywienia i złego odżywiania typu co znalazł w rowie, czy lesie to zjadł. Kupiłam mu zioło OSTROPESTKLIK ) kto nie zna zachęcam do poczytania, bo jest na prawdę świetny i oczyszcza oraz regeneruje wątrobę u ludzi, ale sprawdziłam i u psów również :)
Żeby nie trzeba było tak z nim jeździć dostałam dla niego do domu kontynuację antybiotyku w tabletkach (Augmentin), steryd (Encorton), krople do uszu z antybiotykiem (Dicortineff), zastrzyki (Milgamma N), które robiłam Lakusiowi sama podskórnie. Jest to witamina B1, B6 i B12 działa na układ nerwowy i na zapalenie skóry, oczu oraz wzmacniająco. Kto brał ten wie, że są to bardzo bolesne zastrzyki, dlatego aż mi się serce ściskało z żalu, gdy miałam mu je zrobić, lecz wiedziałam, że muszę, bo to jest dla jego dobra, na szczęście było ich tylko 5 i koniec, więcej mu bólu nie chcę sprawiać. Powiem Wam, że on chyba czuje, że chcemy mu pomóc, bo jest przy tym wszystkim taki grzeczny, tabletki schowane w chrupkach pięknie pałaszuje :)
W najbliższym czasie czeka go jeszcze kąpiel, bo wstrzymywaliśmy się z tym ponieważ dostał te krople na pchły i Wet mówił żeby mu się to zapalenie skóry jeszcze uspokoiło. Jako, że w młodości chciałam studiować medycynę, a potem myślałam o weterynarii to z przyjemnością wykonuję wszelkie zabiegi i pielęgnację Lakiemu. Staram się też sumiennie wypełniać wszystkie zalecenia weterynarza.

Zakolegowałem się z moją nową koleżanką :)
20170117_130611Chodzę z nią na pole :)
20170117_132704

Jak wiecie mamy suczkę Goldenkę, która przyznaję jest rozpieszczona i od zawsze dla nas najważniejsza, a tu nagle pojawia się drugie duże psisko. W pierwszym dniu musieliśmy je trzymać osobno, bo Szila nie była zbyt gościnna i warczała na Lakiego. W drugim dniu postanowiliśmy je oswajać, no bo skoro psiak ma być u nas dłużej, to muszą się polubić. I tak z dnia na dzień było coraz lepiej. Szila dość szybko zaakceptowała nowego domownika, nawet wyjdzie jej to na dobre, bo ma kolegę i przy okazji oduczy się być samolubem :) Obecnie piją wodę z jednej miski, leżą obok siebie i chodzą razem na pole. Zamieniają się legowiskiem, Laki woli spanie Szili, a Szila chętnie leży na materacu ( dostaliśmy go od dobrych i życzliwych ludzi) Lakiego.
Pies ze względu na to, że jest głuchy ( tutaj więcej o głuchocie psa  KLIK ) i chyba ze strachu, że go znów człowiek porzuci chodzi za nami krok w krok, jak ja siedzę, to Lakuś leży, a jak tylko wstanę to zaraz człapie za mną, i gdy tylko straci z oczu mnie lub męża, to przez chwilę piszczy (znakiem tego, że chyba nas polubił i jest mu u nas dobrze :) )  Nawet ogonek, który miał cały czas podkulony pod siebie zaczął się podnosić i merdać na nasz widok i michy z jedzonkiem :)
Staramy się uczyć psiaka dobrych manier i umownych znaków dzięki którym będzie nas mógł lepiej zrozumieć, coś na zasadzie języka migowego.

Jaki jest Laki? To mieszaniec w typie Labradora lub Goldena. Wydaje nam się, że przebywał w domu, bo jest spokojny, przyjaźnie nastawiony do ludzi, zwierząt, do dzieci, nie jest strachliwy.  Nie nabrudzi w domu, jest nauczony załatwiać się na polu, nie niszczy przedmiotów, czy ubrań, umie chodzić po schodach, jednak zagradzamy je ze względu na łapy, by sobie większej krzywdy nie zrobił. Jest nauczony wskakiwać na sofę, chodzić na smyczy. A mąż odkrył ostatnio, że sam wskakuje do samochodu, bo gdy otwarł drzwi by coś sprawdzić, Lakuś jednym susem już siedział na tylnym siedzeniu :)  Lubi za nami chodzić krok w krok, jak śpi, to potrafi się co jakiś czas przebudzić i tak jakby sprawdzał, czy jesteśmy. Zobaczy, że wszystko w porządku, jeszcze go pogłaskam i idzie z powrotem spać.
W związku z tym, że jest mocno wygłodzony musimy na niego uważać, bo jest bardzo łapczywy za jedzeniem. Jedzenie nie może leżeć w zasięgu jego pysiaka, czy to na stole, czy na szafce, czy tym bardziej na ławie, bo zaraz zostanie skonsumowane ;) Musimy uważać na ręce, bo one mu się kojarzą z jedzeniem i czasem jak coś wyczuje, to kłapie zębami.
Ostatnio mąż zrobił zakupy i miałam kabanosy w ręce, bo chciałam je schować, lecz schyliłam się na chwilę po pudełeczko do szuflady i nagle wyczułam, że coś mnie szarpie, patrzę, a Lakuś spałaszował kawałek wianuszka z kabanosami  :) Nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni, żeby uważać na każdym kroku, bo Szila jest nauczona, że tak nie wolno robić.

A tak się ukradkiem zakradłem na sofę ;)

20170114_222822

Powiem Wam moi drodzy, że cały czas się zastanawiamy, jeśli nie znajdzie się właściciel, a jest to bardzo prawdopodobne, czy by nie zacząć szukać Lakiemu nowego domu. Jednak na samą myśl chce nam się z mężem płakać, bo pokochaliśmy tą psinę i nie wyobrażamy sobie, że mielibyśmy go komuś oddać :(
Sprawa się niestety komplikuje, bo jak już kiedyś wspominałam mamy dość sporo zwierzaków, a oprócz naszej Szili, która jest dużym psem teraz dochodzi jeszcze drugi również duży pies.
Najbardziej obawiam się tego jak pójdę na operację, co będzie z tym całym zwierzyńcem, nie wiadomo jak się będę czuła, czy nie będzie trzeba znów przez dłuższy czas się mną zajmować, istnieje ryzyko, że mogę z tego nie wyjść, więc sami rozumiecie, że ta sytuacja nas momentami przerasta.
Niestety mój brzuch się pogarsza i jestem zmuszona to zoperować, lekarze mówią, że będzie to ciężki kilkugodzinny zabieg i nie wiadomo jak się skończy, trzeba być przygotowanym na wszystko.
Teraz to już mam na prawdę mało czasu na cokolwiek, bo robię konsultacje specjalistyczne i badania (i gdy zostanę zakwalifikowana do zabiegu to dostanę termin), a dodatkowo doszła nam opieka nad Lakim. Póki co, radzimy sobie, a  czas pokaże co będzie dalej. Teraz jesteśmy skoncentrowani nad wyprowadzeniem Lakusia na prostą i zapewnienie mu godnej starości, bo uważam, że po tym wszystkim co przeszedł należy mu się to w 100%  :)
To smutne, że człowiek mając przez lata psa, nie potrafi go pokochać, nie potrafi traktować jak członka rodziny, tylko gdy zaczynają się problemy, choroby, to najzwyczajniej w świecie pozbywa się go jak starej niepotrzebnej rzeczy, którą można tak bez skrupułów z zimną krwią wyrzucić :(  To niemoralne, pozbawione człowieczeństwa i serca zachowanie.

A tak mnie przytula moja nowa pani :)
20170115_152638

 

Moi Kochani jest mi bardzo głupio, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam, ale z tego miejsca chciałam Was gorąco prosić o wsparcie finansowe, ponieważ nie ukrywam, że karma, witaminy, leki, badania i wizyty weterynaryjne Lakiego kosztują sporo, a już wydaliśmy nie mało, bardzo chcemy mu pomóc, ale obawiam się, że bez Waszej pomocy będzie bardzo ciężko, więc jeśli ktoś miałby chęć wspomóc Lakiego, byśmy mogli zapewnić mu szczęśliwszą starość to będę bardzo wdzięczna  :)
Podaję numer konta:  72 1470 0002 2836 6207 1000 0001 z dopiskiem „DLA LAKIEGO”

Chciałam prosić jeszcze, jeśli to nie problem o udostępnianie tej informacji, im więcej osób przeczyta tym są większe szanse na pomoc Lakiemu. Bardzo dziękuję :)

Chciałam jeszcze wszystkich zaprosić na mój Fanpage na FB, tu na stronie z Waszej lewej jest okienko, które Was tam przeniesie :)
Zamieszczam tam wiele ciekawych informacji, a także nowinki z życia
Lakusia u nas.
Zapraszam serdecznie !!!!

20170113_143340

Nowa/stara reforma szkolnictwa.

Od kilku dni trwają dyskusje w sprawie zmian w szkolnictwie jakie podpisał nasz prezydent, śmiesznie zwanej  ”nową reformą szkolnictwa” …  hmm .. a ja myślałam, że jest to przywrócenie starych zasad, wcześniej obowiązujących. No cóż może się myliłam, nowy Prezydent, niech będzie i nowa reforma ;)
Przyglądam się temu wszystkiemu i kompletnie nie rozumiem o co chodzi, bo myślę, że nasze społeczeństwo tak do końca nie wie czego chce. Nasz naród chyba ogólnie jest na „nie” bez względu na to co ma dla nas do zaoferowania rząd. Pamiętam jak weszła uchwała o wprowadzeniu gimnazjów, rodzice byli tym faktem mocno podenerwowani. Głośno protestowali, żądając przywrócenia starego sytemu i zlikwidowania gimnazjów. Teraz, gdy co prawda po kilku latach, ale ich żądania zostały wysłuchane, nagle wszystkim się odwidziało.  Wiem, że jest to polityka naszego kraju, na której tak do końca się nie znam i nie zamierzam się w to wgłębiać, wiem też, że w związku z tym wielu nauczycieli straci pracę. No i myślę, że w tym tkwi największy problem, bo moim zdaniem tym najbardziej pikietującym wcale nie chodzi o dobro dzieci. Według mnie wielu dobrych nauczycieli wyjechało za granicę, a Ci co pozostali nie musza się martwic o etat, bo na pewno znajdą pracę. Tu chodzi o tych pseudo nauczycieli, o tych co chcą tylko odbębnić swoje, nie potrafią umiejętnie przekazać wiedzy, nie mają podejścia pedagogicznego do dzieci i młodzieży. Tu chodzi o tych, których jest coraz więcej, na których my rodzice się uskarżamy. Ręka, rękę myje, stałe posadki po znajomości, i tak to wszystko się kręciło, a teraz likwidacja gimnazjum stawia tych wszystkich pseudo pod znakiem zapytania.

Zdaję sobie sprawę, że swoim wpisem najprawdopodobniej wbiłam kij w mrowisko i tym samym spadnie na mnie lawina przykrych komentarzy, a nawet hejtów. Pomimo to postanowiłam napisać swoje spostrzeżenia i opinie na ten temat, które są poprzedzone pewnym doświadczeniem, którego nabyłam jako rodzic dziecka uczącego się i przechodzącego przez różne etapy szkolnictwa. Mój syn jest rocznikiem, który rozpoczynał większość eksperymentów edukacyjnych. Mianowicie, ocena opisowa od 1 – 3 klasy (co było dla mnie pozbawione sensu), coroczne testy sprawdzające, w tym najważniejszy na zakończenie 3 i 6 klasy (bardzo stresujące dla dzieciaków) i nowa matura.
Z biegiem czasu, z biegiem lat i z tym co doświadczyłam i zaobserwowałam podczas edukacji mojego syna, jako rodzic z całą pewnością popieram decyzję Prezydenta o zlikwidowaniu gimnazjów. Myślę, że niektórzy rodzice wiedzą co mam na myśli.

Syn był bardzo zdolnym dzieckiem (teraz jest mężczyzną :) ) nie musiał się jakoś specjalnie wysilać by mieć dobre oceny. Dodatkowo jest uzdolniony muzycznie.
Szkoła podstawowa do której chodził miała wysoki poziom nauczania co działało na niego  szczególnie mobilizująco. Pani wychowawczyni w 6 klasie napomknęła, że ma wejść w życie system dodatkowego, indywidualnego nauczania dla dzieci wybitnie uzdolnionych i widzi w tym programie naszego syna. Oczywiście pomysł umarł śmiercią naturalną, a że była to ostatnia klasa, myślami byliśmy już w gimnazjum. Jako młodzi i niedoświadczeni jeszcze rodzice kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zabrać za wybór kolejnej szkoły.  Nie zdawaliśmy sobie też sprawy, że nasza decyzja może mieć aż taki wpływ na przyszłość syna, ale o tym napiszę kiedy indziej. Nasz wybór padł na jedno z pobliskich gimnazjów, bardziej ze względu na leszy dojazd, które okazało się w praktyce jedną z gorszych szkół. Był tam bardzo niski poziom. Zbieranina dzieci z różnych grup społecznych, niekompetentni nauczyciele, z którymi były problemy, to niestety miało zły wpływ na naszego syna. Na początku zależało mu na nauce, a że był jednym z lepszych w klasie, to spoczął na laurach i przestał się całkiem uczyć, jego aktywność i kreatywność na lekcjach była w bulwersujący sposób gaszona i krytykowana przez nauczycieli. Bardzo żałowaliśmy z mężem, że tak to wszystko się potoczyło. Po części czuliśmy żal do grona pedagogicznego, że jako eksperci nie ukierunkowali nas co do dalszej edukacji syna i mieliśmy też wyrzuty sumienia, że sami nie zaangażowaliśmy się bardziej w wybór gimnazjum. Po co Wam o tym piszę? Otóż uważam, że gdyby nie było gimnazjów i syn zostałby w tej szkole podstawowej, z której byliśmy bardzo zadowoleni, najprawdopodobniej nie byłoby tych problemów, które mieliśmy po zmianie szkoły. Z pewnością jego zdyscyplinowanie, mobilizacja i ambicje byłyby o wiele większe i mogłyby przynieść dużo lepsze efekty.

No wiec uogólniając, ja widzę same plusy z powrotu „nowej” reformy. Przede wszystkim zminimalizowanie stresu wśród dzieciaków, które za wcześnie były przerzucane w nowe środowisko. Nieznani nauczyciele, którzy nic nie wiedzieli o swoich nowych uczniach, nowi koledzy i koleżanki, nowe zasady panujące w nowym budynku. I po co? Zanim dzieciaki zdążyły się zaaklimatyzować musiały stanąć przed kolejnym wyborem szkoły i kolejnym stresem, czy aby ta następna nie będzie gorsza, oby tylko była lepsza od poprzedniej.
Drugim takim problemem związanym z gimnazjum był brak poczucia bezpieczeństwa. Wiadomo, jak wszystko jest obce, to i nie tylko dziecko, ale też ogólnie człowiek czuje się nieswojo, niekomfortowo. Często też dzieci by dostać się do nowej szkoły musiały pokonać duże odległości, nie wszędzie był zapewniony transport z i do szkoły co wiązało się z dodatkowym problemem, jak bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Rodzice nie zawsze mogli podwieźć lub odebrać dziecko, czasem zajęcia trwały do późnych godzin popołudniowych, co wiązało się z niebezpiecznym powrotem do domu.
I kolejnym takim istotnym problemem, który miał miejsce w przypadku mojego syna i który pokrótce opisałam powyżej, było pogorszenie poziomu nauczania, który ma na prawdę wielkie znaczenie, bo może zniszczyć dotychczas osiągnięty efekt pracy i systematyczności u dziecka. Dzieci czasem mając problem z akceptacją przez rówieśników i nauczycieli mogą mieć problemy z odnalezieniem się w nowej sytuacji, a co za tym idzie reagują buntem i pogorszeniem zachowania, bo trzeba wziąć też pod uwagę to, że w tym mniej więcej wieku, dzieci zaczynają okres dojrzewania i ich gospodarka hormonalna diametralnie się zmienia.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każda taka większa, poważniejsza zmiana niesie za sobą ogólny chaos i potrzebne będzie trochę czasu zanim to wszystko się ustatkuje, tylko pojawia się pytanie, czy w między czasie znów się coś w naszym obecnym lub nowym rządzie nie urodzi i tak będą sobie lawirować tymi ustawami w różne strony narażając społeczeństwo na dodatkowe koszty i stres.

Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie w tym temacie. Jeśli jest coś czego tu nie napisałam bądź według Was mam mylne zdanie, to chętnie zapoznam się z Waszą opinią i argumentami.