Czy jesteśmy tolerancyjni?

 

 

 

Często mylimy Tolerancję z akceptacją. Ja też jakoś tak nie zastanawiając się myślałam, że znaczy to dokładnie to samo. jednak po krótkiej rozmowie z moim synalem, który naświetlił mi zarys problemu uświadomiłam sobie, że byłam w błędzie. Bycie tolerancyjnym wbrew pozorom nie jest takie proste.  Ja staram się iść z duchem i postępem czasu i tolerować wszystko oraz wszystkich jednak z akceptacją jest już trochę inaczej bo czasem musiałabym zrezygnować ze swoich przekonań czy zasad, według których zostałam wychowana. Taki krótki przykład, toleruję związki homoseksualne bo każdy ma prawo do swojego życia i szczęścia ale nie akceptuję ich żądań w sprawie udzielania ślubów i możliwości adopcji czy wychowywania dzieci ponieważ jest to sprzeczne z moją etyką i religią. Toleruję też ludzi zakręconych, którzy w jakiś dziwny dla mnie sposób próbują zwrócić na siebie uwagę czy osiągnąć zamierzony cel ale przestaję to akceptować w momencie gdy zostają przekroczone wszelkie granice rozsądku i komuś zaczyna dziać się jakakolwiek krzywda.  Niestety codziennie mam okazję przekonać się jak bardzo ludzie są nietolerancyjni, okrutni i niesprawiedliwi. Ten problem męczy mnie od dziecka. Nawet nie jestem w stanie zliczyć ile przykrości i poniżenia spotkało mnie ze strony naszego społeczeństwa z powodu tego, że choroba „zbezcześciła” moje ciało. Niektórzy może zastanawiają się co czuje taka osoba jak ja więc powiem Wam, że to bardzo boli, czuję wtedy okropny wstyd i mocne kłucie w sercu. Nie da się tego opisać słowami. Ktoś może oglądał taki stary polski film pt.: „Trędowata” jak główna bohaterka jest wytykana palcami i wyśmiewana tak to też wygląda u mnie. W szkole podstawowej i liceum byłam popychana, a od zawsze wytykana palcami i wyśmiewana. Skutki uboczne spowodowały, że jestem nieśmiała wręcz zaszczuta i stronię od ludzi, brak poczucia własnej wartości ciągle mówi mi, że jestem jak ta bestia z bajki „Piękna i Bestia”, na którą ludzie patrzą z obrzydzeniem unikając jakiegokolwiek kontaktu. Żeby ktoś nie powiedział, że piszę tu taką suchą teorię to poprę to przykładami.

Mój syn chodził do przedszkola (było to dość dawno bo jest już pełnoletni) i dzieci śmiały się z niego, że jego mama wygląda śmiesznie jak małpa itp. widziałam, że jest mu bardzo przykro i pamiętam jak pewnego dnia gdy przyszłam po syna jeden z chłopców w szatni zaczął się ze mnie śmiać nie wiedziałam jak mam zareagować. Na szczęście była tam mama innego dziecka i podniesionym tonem powiedziała mu „dlaczego śmiejesz się z tej pani, wiesz, że takie zachowanie jest bardzo brzydkie bo ona jest chora i jest jej bardzo przykro”. Chłopczyk popatrzył na nią i na mnie zdziwiony i już od tamtej pory nie śmiał się ze mnie.
Inna sytuacja jak syn chodził do szkoły podstawowej i przez przypadek od wychowawczyni dowiedziałam się, że pobił kolegów bo mówili straszne rzeczy na mój temat ale nie chciał powiedzieć jakie żeby nie sprawić mi przykrości. Nauczycielka powiedziała mi, że nie wzywali mnie do szkoły ponieważ była to zbyt delikatna sprawa i konflikt został szybko zażegnany, a dzieciaki przeprosiły syna za swoje zachowanie. Wiem, że dzieci czasem potrafią być okrutniejsze od dorosłych ale wierzcie mi, że ból jest ten sam.  Czasem myślę sobie, że nie powinnam być matką bo narażam swojego syna na ciągłe przykrości związane z moją osobą, które mogą budzić w nim nienawiść i żal do społeczeństwa oraz poczucie winy, że może to przez niego mama jest chora.
Inny przykład jak w kościele młodzież się ze mnie śmiała to wychodziłam z płaczem na zewnątrz. Ja nie mówię, że nie można się popatrzeć na drugą osobę, która zachowuje się czy wygląda jakoś inaczej. Sama tak czasem robię bo ciekawość ludzką ciężko jest powstrzymać ale staram się to zrobić dyskretnie kątem oka, a nie tak jak ja tego ciągle doświadczam z rozdziawioną buzią lub jedna osoba  szturcha drugą i z gromkim śmiechem i palcami wskazującymi dają mi stanowczo do zrozumienia, że bardzo zainteresowała ich moja osoba. Wiecie co mam ochotę wtedy zrobić? Pokazać im język albo powiedzieć coś takiego żeby im się głupio zrobiło lecz pomyślę i zaraz się wycofuję  bo nie mam odwagi podejść tylko najchętniej chciałabym zapaść się pod ziemię :( Jeszcze jeden incydent, który miał miejsce całkiem niedawno. Wyobraźcie sobie taką sytuację, że jadąc samochodem stanęłam na światłach i obok mnie stanął drugi samochód, a w nim kilku młodych chłopaków takich mniej więcej w wieku mojego syna (czyli 17 i 18 lat). W pewnym momencie poczułam czyjeś spojrzenia, popatrzyłam w ich stronę i zobaczyłam, że robią mi zdjęcia telefonem i mają przy tym ubaw po pachy. Poczułam się strasznie i myślałam o tym żeby to światło szybko się zmieniło i żebym mogła odjechać jak najdalej stamtąd. Potem jak ochłonęłam to pomyślałam sobie, „żeby tylko nie wstawili tych zdjęć na jakąś stronę”.

Mam nadzieję, że w jakiś sposób udało mi się w miarę obrazowo naświetlić moją codzienną walkę z nietolerancją. Niestety jest to ciągle duży problem w naszym kraju. Moim zdaniem pedagodzy czy rodzice powinni wpajać dzieciom już od najmłodszych lat co to jest tolerancja i jak sobie z nią radzić bo jej brak może na prawdę wyrządzić wiele ludzkich krzywd. Przydałoby się żeby do szkół czy przedszkoli wprowadzić większą ilość klas integracyjnych bo słynne porzekadło mówi, że „tylko praktyka czyni mistrza”. Proponowałabym też dużo rozmów w temacie: „jak się zachować gdy zauważymy, że ktoś potrzebuje naszej pomocy”

Moi drodzy w imieniu wszystkich „innych” proszę zrzućcie kotary ze swoich oczu i spójrzcie na nas normalnie. Pozwolę sobie przytoczyć bardzo mądre słowa mojej koleżanki, która też prowadzi bloga 
http://www.singielmama.eu/2015/01/tolerancja.html
 : „Otóż to nie „inni”, to normalni ludzie. Też śpią, jedzą i często muszą jakoś na swoje życie zarabiać. Mają swoje marzenia i jednym z ich wielkich pragnień jest, by traktować ich normalnie, nie stwarzać bariery, nie obrażać”.
Drodzy nauczyciele i rodzice zwracajcie swoim pociechom uwagę i tłumaczcie im gdy zauważycie, że dokuczają innym osobom czy wyśmiewają się z nich. Bo potem bywa najczęściej tak, że „czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”. Czasem tak niewiele trzeba. po prostu dobre słowo czy życzliwy uśmiech żeby przywrócić „NAM” wiarę w ludzi i lepszy Świat.