Ciąża chciana, czy nie chciana?

Najważniejsze Dłonie na świecie …

To pytanie może się Wam wydać dość banalne. W naszym współczesnym świecie to temat dość obszerny i odbierany przez każdego z nas w zupełnie różny sposób. ”

„Jestem w ciąży” mhm… ta wiadomość może zwalić z nóg. Dla jednych oznacza wielkie i oczekiwane szczęście, a dla innych problem i zbędny balast. Na pewno wielu z was zastanawia się jak ten świat jest skonstruowany. W ostatnim czasie coraz więcej związków nie może mieć własnych dzieci i leczą się latami w Klinikach płodności. Dużo kobiet też ma problem z donoszeniem i muszą czasem leżeć przez całe 9 miesięcy, a ja się zastanawiam co się dzieje? Mama opowiadała mi jak była ze mną w ciąży to do ostatnich chwil pracowała i jeszcze pomagała dziadkom przy gospodarce, o której wspominałam TUTAJ.  Pamiętam, że jak mama spodziewała się mojej siostry to też było  w porządku.  Dawniej wszystko było zdrowsze: powietrze, jedzenie, ludzie. Teraz życie to jedna wielka chemia stąd kobiety są coraz słabsze i dzieciaki bardziej chorują. No dobrze skoro świat jest jeden to dlaczego Ci co bardzo chcą to nie mogą, a Ci co nie chcą to mają? Właśnie, ktoś zna odpowiedź na to pytanie? Ja tłumaczę sobie to tak: ta grupa, która nie może mieć potomstwa za bardzo chce i się stara, działa więc w dużym stresie BO zegar biologiczny tyka, BO rodzina się  dopomina, BO przecież już sporo czasu się staramy i nic, a trauma coraz większa i wtedy zaczynamy się zastanawiać czy aby ze mną wszystko w porządku? Może jestem bezpłodny/a? Słyszy się ostatnio dość często, że dobrym rozwiązaniem na ów stres czy traumę może być urlop najlepiej nad morzem :) Wtedy słonko, woda, romantyczne spacery czy długie rozmowy potrafią tak odblokować ludzką psychikę, że po powrocie okazuje się, że rodzinka się powiększy :) Więc potencjalni rodzice zanim pomyślicie o najgorszym to spakujcie się i zmykajcie w swoje ulubione miejsca, które staną się dla Was Oazą spokoju, pełnego optymizmu i całkowitego spełnienia.

No tak, coś w tym musi być bo patologie i marginesy nie mają z tym problemów. Działają impulsywnie i spontanicznie. Narkotyki czy alkohol potrafią mocno wyluzować. Tacy ludzie nie zastanawiają się i nie myślą o tych wszystkich „BO”. Tylko jeden drineczek czy jedna daweczka i wszystko staje się takie proste. Potem słyszymy w wiadomościach okrutne i pełne zgrozy informacje, że znaleziono niemowlę uduszone, wyrzucone na śmietnik lub zamrożone w lodówce albo o zgrozo zgwałcone przez własnego ojca.  Brzmi to na prawdę strasznie. Na samą myśl w moich oczach pojawiają się łzy goryczy i żalu.  Skąd w matce tyle zła, jak wielka musi być jej bezsilność żeby móc zrobić coś tak strasznego i niewybaczalnego. Nie wyobrażam sobie w jakim szoku trzeba być żeby zamienić się w takiego bezdusznego potwora. Według mnie nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takiej matki, która niegodna jest by ją tak nazywać. Słowo Mama kojarzy nam się przecież z bezpieczeństwem, miłością, ciepłem domowego ogniska. Uważam, że karą za dzieciobójstwo powinna być przymusowa sterylizacja lub kastracja. Kara więzienia? No cóż, przypuszczam, że samo to co się stało to już powinno być wielką karą bo chyba nie ma nic okrutniejszego jak świadomość życia z piętnem zabójcy własnego dziecka :( Najsmutniejsze jest jednak to, że taka patologia czy margines nie myśli o tym jak się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą tylko gdy już dziecko jest na świecie to pasuje pozbyć się Go, usunąć ze swojego życia jak niewygodnego intruza. Może nie powinnam tutaj używać takiego porównania ale takie zachowanie kojarzy mi się z wiejskimi gospodarstwami gdzie psy i koty mnożą się na potęgę, a gospodarz zamiast mądrze temu zaradzić skoro ma już te zwierzaki to najzwyczajniej w świecie topi te stworzenia  wielokrotnie bez jakichkolwiek skrupułów. Nie uważacie, że tych nieodpowiedzialnych dzieciobójców można właśnie porównać do takiego wiejskiego gospodarza, który zamiast zapobiegać to w najprostszy sposób pozbywa się „problemu”? 

Ciekawa jestem jakie jest Wasze zdanie, może ktoś ma ochotę się wypowiedzieć?