Co myślimy o Walentynkach?

Jak widać WALENTYNKI obchodzono już w epoce kamienia łupanego :)

 

WALENTYNKI – mi nasuwa się kilka interpretacji tegoż właśnie słowa.
Po pierwsze, Święto komercyjne napędzające koniunkturę wielu działalnościom gospodarczym.
Po drugie,
dzień kłopotliwych zobowiązań na zasadzie Ja Tobie, Ty Mi.
Po trzecie, jest też oczywiście dobra strona. W moim długoletnim małżeństwie życie biegnie bez opamiętania. Wdarła się rutyna i melancholia. Święto Zakochanych daje nam taką odskocznię od rzeczywistości, zatrzymuje nas na chwilę i przypomina, że po mimo wszystkich trudności jakie zsyła nam los nadal się kochamy przez cały czas nie tylko w Walentynki.
I po czwarte,
uważam też, że miłym gestem jest wyrażenie sympatii nie tylko swojej drugiej połówce ale też można rodzicom, swoim dzieciom, dziadkom i przyjaciołom, a nawet listonoszowi (listonoszce) czy dozorcy (dozorczyni) więc jak widzicie możliwości może być wiele. Każdy ma prawo do swojego szczęścia w tym szczególnym dniu.
Drogi Singlu nie traktuj tego Święta jako coś beznadziejnego lecz pomyśl i rozglądnij się wokół siebie może jest ktoś kogo lubisz i komu mógłbyś/chciałbyś podarować trochę szczęścia. Na pewno sporo osób myśli podobnie jak TY w tym dniu ale możesz to zmienić jednym swoim uśmiechem czy dobrym słowem :)

Słodką Walentynkę z marcepanu dostałam już dzień wcześniej w piątek :) ponieważ mój mąż wrócił z 4 dniowego szkolenia. Nazajutrz od samego rana zastanawialiśmy się co będziemy robić w tym szczególnym dniu. Syn wyganiał nas wszelkimi sposobami z domu nawet pomógł przy sprzątaniu bo chciał urządzić romantyczną kolację ze swoją dziewczyną :) Nadchodził wieczór i jakoś tak nie mogliśmy się zorganizować. W pewnym momencie zadzwoniła moja siostra i namówiła nas żebyśmy poszli z nią i jej mężem na kolacje. Nie zastanawialiśmy się długo i pojechaliśmy bo rzadko gdziekolwiek razem wychodzimy. Po kolacji siostra ze szwagrem zapytali czy idziemy z nimi do kina na „50 twarzy Greya”. Jakoś nie miałam ochoty na ten film ale miałam ochotę na kino więc namówiłam męża żebyśmy pojechali z nimi, a najwyżej pójdziemy na coś innego jak będą miejsca.
Tak też zrobiliśmy, a na co poszliśmy i jakie były nasze wrażenia to już opiszę w następnym poście.  :)