Ciąg dalszy „Potyczek ze Służbą Zdrowia”.

CZĘŚĆ II ….

Jakże ważna przysięga. W dzisiejszych czasach brzmi trochę inaczej  
http://www.bibula.com/images/Przyrzeczenie_Lekarskie.JPG
 lecz niestety często nie ma swojego zastosowania w praktyce.

W drodze na kolejny SOR musieliśmy pokonać sporą trasę. Mąż nie do końca znał drogę. Był bardzo zdenerwowany tą całą naszą wędrówką i moim pogarszającym się stanem zdrowia. Pamiętam to wszystko jak przez mgłę. W pewnym momencie zaczęliśmy błądzić więc mąż zatrzymał się i zapytał starszą kobietę, która stała na przystanku czy zna drogę na ów SOR. Kobieta odpowiedziała, że zna więc wystraszony moim nagłym krzykiem mąż prawie siłą wepchnął mocno zdziwioną panią do samochodu. W środku przeprosił i powiedział, żeby nam pokazała jak mamy jechać bo żona bardzo cierpi. Ból był w zasadzie nie do opisania jakby wszystko w środku płonęło. Płakałam, krzyczałam i wyłam na przemian. Z pomocą przypadkowej Pani szybko dotarliśmy na miejsce. Przerażony mąż wyskoczył z auta i błyskawicznie przywiózł wózek inwalidzki bo nie byłam już w stanie stanąć na nogach. Personel medyczny widząc powagę sytuacji od razu mnie przyjął. Oczywiście zaczęli pytać o moją dokumentację z opisem chorób i o ubezpieczenie. Miałam przy sobie tylko Legitymację Rencisty i nic więcej. Coś tam krzyczeli, że takie rzeczy się nosi przy sobie cały czas. Leżałam na tym łóżku zwijając się z bólu, a każda sekunda wydawała mi się wiecznością. W końcu powiedziałam: „błagam pomóżcie mi bo już nie wytrzymam”. Przybiegła pielęgniarka z termometrem i gdy okazało się, że mam 41 stopni to nie mogli uwierzyć. Powiedzieli mężowi, że papiery może dowieźć później i zajęli się mną w reszcie. Zaczęli podawać mi kroplówki z elektrolitami żeby mnie wzmocnić i nawodnić oraz środki na zbicie gorączki. Przyszedł chirurg i zrobił mi USG brzucha przy czym stwierdził, że on tam nie widzi nic niepokojącego więc muszę jechać gdzie indziej żeby zbadał mnie internista ponieważ u nich go nie ma. Gorączka nie chciała mi spadać, a brzuch dalej bolał pomimo podanych silnych środków przeciwbólowych. W międzyczasie mama przywiozła potrzebną  dokumentację, a mąż zadzwonił do mojego lekarza prowadzącego diabetologa z pytaniem czy gdybym musiała zostać w szpitalu to czy mogę na ich oddziale. Doktor oczywiście bez problemu się zgodził. Jest na prawdę bardzo w porządku i sumiennie się zajmuje moim trudnym przypadkiem od wielu lat. Po przeanalizowaniu badań i mojej dokumentacji sprzed lat chirurg stwierdził, że nie są w stanie nic więcej dla mnie zrobić. SOR wezwał więc karetkę żeby było szybciej i odesłali mnie na Oddział Ratunkowy jak się później okazało ten, na którym się wysiedziałam 4 godziny i wyszłam stamtąd zdenerwowana i zmęczona tą całą sytuacją nie doczekawszy się żadnej pomocy. Po półgodzinie (tak mi się przynajmniej wydawało bo przysypiałam chwilami) zjawił się lekarz internista. Powiedział, że nie miał czasu przeglądnąć zbyt dokładnie moich wyników badań, które miałam robione na poprzednim SORze ale z tego co rzucił wzrokiem to nie widzi nic złego. Najprawdopodobniej jest to jakaś infekcja, przepisze mi antybiotyk i mogę wracać do domu. No powiem szczerze, że zagotowałam ale nie miałam już siły na nic więc powiedziałam półszeptem: „doktorze jak pan sobie wyobraża mój powrót do domu w takim stanie? Proszę mnie przyjąć do szpitala bo bardzo źle się czuję i nie jestem w stanie wracać do domu”. Poprosiłam o położenie mnie na oddziale z cukrzycą bo tam mnie znają i będą wiedzieć jak się mną zająć. Internista na początku się zastanawiał ale w końcu się zgodził. I tak po dłuższej chwili zostałam odtransportowana do szpitala. Była godzina 23:30. Ponad 12 godzin minęło gdy zaczęła się moja wędrówka po współczesnych Oddziałach Ratunkowych, które powinny pomagać, leczyć i przynosić ulgę cierpiącym i chorym, a tymczasem dzieją się tam rzeczy o jakich człowiek nie ma najmniejszego pojęcia. Odetchnęłam z ulgą bo pomyślałam, że jestem bezpieczna, że mój koszmar się skończył. Nie wiedziałam jednak co mnie jeszcze czeka, i że nie jest to koniec mojego cierpienia. 

KONIEC CZĘŚCI II ……

na bloga

The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy gabunia76 (zobacz wszystkie)

4 Komentarze

  1. Takie historie sprawiają, że nawet obcego człowieka – bo przecież się nie znamy – krew zalewa… Tym bardziej, że słyszałam o podobnych, nie wspominając o tych, których sama doświadczyłam…

    • I jak widzisz niestety takich przykładów uzbierała by się cała masa. To smutne, że w naszym kraju tak źle się dzieje. aż strach chorować.

  2. Totalna znieczulica, że też chcieli Cię w takim stanie wysłać do domu? 12 h czekania, jeżdżenia i proszenia się? Aż się boję co przeczytam w „kolejnym odcinku”, bo zapowiedziałaś, że to jeszcze nie koniec.

    • Niestety nie koniec. Ktoś kto mnie zupełnie nie zna może pomyśleć, że koloryzuję ale tak faktycznie było i ciężko w to uwierzyć ale taka jest smutna rzeczywistość. Zapraszam Ciebie i innych na Ciąg Dalszy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.