Bariera nie do „przeskoczenia”.

 

Wczoraj byliśmy z rodzicami w knajpie na obiedzie. Dość często do niej chodzimy ponieważ mają tam smaczne jedzenie. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie „mały” drobiazg. Mianowicie w pewnym momencie poczułam potrzebę pójścia do ubikacji więc pokierowałam się w miejsce, w którym do tej pory znajdowało się WC również dla osób niepełnosprawnych. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że tabliczki informacyjne zostały pościągane, a drzwi zamknięte. Okazało się, że toalety przeniesiono na stałe w dolną część restauracji, z których raz już miałam okazje skorzystać. Doskonale to pamiętam bo moje dotarcie do nich i z powrotem na miejsce było dla mnie niczym wspinaczka na Mount Everest. Oczywiście nie obyło się bez pomocy męża, który dzielnie mnie holował w obie strony.
Wczoraj stojąc nad tymi schodami przypomniała mi się moja poprzednia przeprawa z nimi i wierzcie mi od razu mi się odechciało siku :) Nie chciałam odrywać męża czy rodzinkę od spożywanego posiłku więc zaciskając nóżki jakoś dojechałam do domu. Schodów była tam cała masa bodajże dotarcie co najmniej na I piętro. Zdrowy nie zwróci uwagi i pokona je raz dwa jednym susem, a niepełnosprawny (oczywiście ruchowo) nie ma szansy „przeskoczenia” tej jakże wydawałoby się banalnej bariery. Pewnie jakbym była zdrowa to tak jak większość osób nie zwróciłabym na to uwagi i nie byłoby tutaj tego wpisu. Co prawda nie poruszam się na wózku ale jednak mam duże problemy z chodzeniem  i wszelkie, schody, krawężniki i podesty traktuję jako zło konieczne.

Opiszę Wam jeszcze jedną taką podobną sytuację. Jakiś czas temu pojechałam na wizytę kontrolną do mojego doktora od cukrzycy. Na tej ulicy jest oczywiście parkomat do którego trzeba mieć wyliczone pieniążki. Niestety na śmierć zapomniałam przygotować sobie wcześniej jakieś drobniaki więc na miejscu okazało się, że pojawił się problem jakby tutaj rozmienić głupie 10 zł. Kawałek dalej zauważyłam pana parkingowego. Podeszłam do niego i spytałam czy miałby rozmienić 10 zł. Niestety nie miał i odesłał mnie do pobliskich sklepików. Podchodzę do jednego, a tutaj wysokie schodki w dodatku bez poręczy, podeszłam do drugiego i trzeciego było to samo :( Stałam jak ta sierotka i miałam ochotę się rozbeczeć, kurde co za pech, że też mi się musiało przytrafić coś takiego akurat teraz gdy spieszę się do doktora. Zaczęłam wśród przechodniów pytać o rozmienienie ale większość nie miała drobniaków i odsyłali mnie do owych niedostępnych dla mnie sklepów. Krępowałam się poprosić kogoś o pomoc (nie chciałam zabierać cennego czasu ludziskom bo tłumaczyli, ze się bardzo spieszą) by ktoś wszedł do jednego z nich i rozmienił mi te pieprzone pieniądze. W końcu trafiłam na litościwą duszę. Pani w biegu wysłuchała mojej krótkiej historii i po zaglądnięciu do portfelika stwierdziła, że niestety nie ma rozmienić 10 zł. Spytała mnie ile potrzebuje do parkomatu. Odpowiedziałam jej, że 3 zł. Nie namyślając się ani chwili uzbierała z drobniaków określoną sumę i wręczyła mi z tekstem: „proszę sobie to wziąć” oczywiście nie chciałam przyjąć bo było mi strasznie głupio, dawałam jej ten banknot żeby sobie wzięła ale zaprzeczyła twierdząc, że od takiej sumy nie zbiednieje i szybko się oddaliła zostawiając mnie w totalnym osłupieniu.
Z tego miejsca chciałam bardzo serdecznie podziękować owej Pani za taką mało spotykaną w dzisiejszych czasach harcerską postawę :) i gorąco pozdrowić.
Jak widać ilość takich dobrych duszyczek jest znikoma bo na 20, a może 30 osób jedna taka się pojawiła.

Uważam, że takie sytuacje jak moja i tysięcy innych osób niepełnosprawnych nie powinny w ogóle mieć miejsca tym bardziej w kraju należącym do Unii Europejskiej.
Takie bariery są niestety wszędzie i w instytucjach urzędowych czy w komunikacji miejskiej, a także w szpitalach czy przychodniach. To jest koszmar i skazywanie chorych na areszt domowy.
My nie w pełni sprawni ruchowo musimy walczyć o nasze prawa byśmy mogli bez problemów wydostać się z własnych domów i sami bez niczyjej pomocy (bo często nie ma kto pomóc) w celu czy to rozrywkowym czy załatwienia różnych ważnych spraw. Pomóżmy zbudować nasz kraj bez barier architektonicznych tak byśmy wszyscy mogli się w nim czuć dobrze i bezpiecznie.
Dlaczego mamy się czuć winni swojej choroby czy jako gorszy gatunek bo tak to niestety wygląda :( Ile razy tak było, że musieliście zrezygnować ze swoich planów wyjścia na miasto czy zrobienia zakupów bądź załatwienia czegoś w urzędzie bo bariery komunikacyjne okazały się wielką przeszkodą? Jestem przekonana, że wiele razy tak było bo ja sama ciągle tego doświadczam w swoim „innym” życiu.

A ja mam takie zadanie domowe dla chętnych zdrowych osób. Jeżeli ktoś ma ochotę i chociaż trochę chciałby zrozumieć osobę niepełnosprawną to niech spróbuje obwiązać sobie obie nogi razem jakimś np. bandażem i weźmie przykładowo kule do ręki i wyjdzie lub zejdzie po schodach. Można też do nóg przywiązać sobie coś ciężkiego i spróbować z tym balastem tak pochodzić góra – dół.
To jest oczywiście namiastka tego z czym na co dzień borykają się osoby kalekie. I pozostaje jeszcze fakt, że Wy możecie uwolnić swoje nogi, a my chorzy musimy z tym żyć cały czas.
Ciekawa jestem czy ktoś z Was się skusi i zrobi sobie taki test. Jeżeli będą tacy śmiałkowie to poproszę oczywiście o podzielenie się tym z nami tutaj :)

The following two tabs change content below.

30 Komentarze

  1. O czym mówimy???!!! Przecież w takiej sytuacji pomagam nie patrząc czy jest to osoba niepełnosprawna , starsza czy po prostu ktoś kto potrzebuje pomocy. Bardzo podobna sytuacja niedawno , pani nie miała drobnych na parkomat , nie miał nikt rozmienić i chociaż mnie nie pytała to sama podeszłam i oddałam jej swój bilet bo ja już jechałam a był ważny jeszcze pół godziny. Bardzo się zdziwiła ale i ucieszyła.

    • To dobrze, że jest w Tobie chęć niesienia pomocy innym. Mam nadzieję, że takich osób jak Ty i Mary będzie coraz więcej i przywróci to nam chorym wiarę w ludzi i lepszy świat.

      Pozdrawiam :)

  2. Proponowała bym aby wszyscy architekci przed otrzymaniem uprawnień, przeszli szkolenie w taki sposób, żeby posadzono ich na wózkach i kazano przez jeden dzień żyć jak niepełnosprawni. Może wówczas było by więcej zrozumienia przy projektowaniu czegokolwiek .

    • Dokładnie to samo sobie pomyślałam i opisałam poniżej w odpowiedziach na komentarze. Na pewno by to dużo zmieniło i poprawiło jakiekolwiek zmiany wszelkich nieudogodnień terenowych.

      Pozdrawiam :)

  3. Oj, rozumiem świetnie, współczuję i- mam nadzieję że nie zabrzmi to źle- cieszę się z własnego zdrowia i sprawności…
    Też otworzyło mi oczy poruszanie się z wózkiem dziecięcym. Nagle okazało się że malutki sklepik na dole to już nie miejsce dla nas bo schodki a zaraz za nimi wąski zakręt, osiedlowy market również nie dla nas bo w malutkiej bramce obrotowej wózek się nie mieścił, do apteki schodki a podjazd- owszem, był ale kończył się na zamkniętej części drzwi. Podjazdy z których regularnie zsuwało mi się jedno kółko wózka, nieczynne rampy o których nikt nie wie jak je uruchomić, albo właśnie podjazdy- slalomy gdzie na zakrętach ciężko było zawrócić. Toalety dla matki z dzieckiem i niepełnosprawnych zarazem zamykane na klucz który gdzieś tam ktoś z obsługi ma, samochody parkujące na chodnikach tak że przejechać się nie da. Pamiętam taką sytuację jak ja utknęłam na chodniku z wózkiem dziecięcym bo jakiś baran stanął może pół metra od ściany, i za nami dziewczyna z dzieckiem. Czekaliśmy 20 min. na interwencję straży miejskiej, nie doczekaliśmy się… doczekaliśmy się kierowcy od którego nawet głupiego „przepraszam” nie usłyszeliśmy…
    I w porównaniu z niepełnosprawnymi wiem że mam luksus. Bo w awaryjnej sytuacji tego malucha wyjmę z wózka, albo wózek wniosę na rękach, albo użyję chusty, a dzieciak szybko zaczyna chodzić. Wózek odstawiliśmy tak szybko jak się dało.
    Podobnie zrozumiałam jakim problemem są wszelkie te schodki i przejścia chodząc z nogą w gipsie, a tak się złożyło że chodzić z nią musiałam. Ból wielki, a poruszanie się na jednej nodze i kulach, w zaśnieżonym mieście, to był chyba największy wysiłek jakiego musiałam dokonywać do tej pory. Samo przejście na przystanek 15-20 min zamiast 3 min, wejście na wysoki parter, półpiętro właściwie w przychodni- bo tak trzeba było do windy dojść- tak jak piszesz, jak Mount Everest… zanim weszłam na wysokie piętro w pracy, byłam oblana potem, regularnie pod miejscem pracy lądowałam na ulicy tyłkiem bo oblodzony bruk to czysta ślizgawka, zero punktu oparcia (tu muszę się serdecznie wypowiedzieć o przechodniach- reagowali natychmiast, zawsze oferowali pomoc, doprowadzenie na przystanek itd).
    Kiedy byłam w Szwecji, uderzył mnie właśnie widok ludzi na wózkach- w muzeach, kawiarniach, na przydrożnych parkingach… nie spotkałam się tam nigdzie z takimi barierami architektonicznymi jak u nas, wszędzie, nawet w głuchym lesie jeżeli znalazł się parking z toaletą to była tam też toaleta dla niepełnosprawnych, czysta i łatwo dostępna. A przecież to nie jest kraj w którym niepełnosprawność zdarza się częściej niż u nas, u nas po prostu wszystkie te osoby o kulach, na wózkach, z laskami, zniedołężniałe, schorowane, o ograniczonych ruchach są również, tyle że… zbyt często zamknięte w domach.

    • Bardzo Ci dziękuję Iko za mądry i emocjonalny komentarz :)
      Zamieściłaś w nim wiele ważnych i cennych uwag. Szkoda tylko, że musiałaś z tego powodu tyle wycierpieć.
      Nie potrafię zrozumieć dlaczego w naszym kraju tyle złego się dzieje przecież należymy do UE i jakieś normy i przepisy chyba istnieją? Może jest to oczywiste dla niektórych ale ja się nad tym zastanawiam widząc co się dzieje wokół.

      Jak widać w tym co opisujesz inne kraje sobie radzą nie najgorzej z modernizacją terenów dla osób niepełnosprawnych i dla rodziców z małymi dziećmi.
      Moja koleżanka mówiła mi, że u nich w Stanach też osoba chora i niepełnosprawna jest szanowana i traktowana na równi z innymi zdrowymi. Mało tego w szkołach dzieci są uczone jak pomagać i traktować koleżankę lub kolegę z problemami zdrowotnymi, a gdy któreś z dzieci śmieje się z tych chorych kolegów jest wydalane ze szkoły.

      Nasz kraj tak jak piszesz zamyka wszystkich niepełnosprawnych ludzi w domach niczym w więziennych twierdzach. To absurd totalny. Przecież My tez chcemy cieszyć się życiem i realizować swoje plany i marzenia. Wiele z tych osób jest bardzo uzdolniona i chciałaby się kształcić lub pracować ale wszelkie bariery i te komunikacyjne i te ludzkie na każdym kroku to uniemożliwiają.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i miłego dnia życzę :)

  4. Podoba mi się ten wpis, sama mam problemy z poruszaniem i często czuję się jak człowiek gorszego gatunku. Moje kłopoty często maskuję poczuciem humoru, ale czasem jestem bezsilna tymi absurdami. Pozdrawiam

    • I dokładnie ja odczuwam to samo. Często mam w swoim życiu takie chwile, że najchętniej z powodu choroby chciałabym zapaść się pod ziemię lub schować gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie. Powód – zachowania ludzi bezdusznych, o których już wcześniej wspominałam.

      Również serdecznie pozdrawiam :)

  5. Tak, albo podjazd tak stromy, że strach z niego korzystać. I buraki parkujące a chodniku, w taki sposób, że zmuszają osoby na wózkach czy z wózkami do zawrócenia i ryzykownego przejazdu ulicą lub całkowitej zmiany trasy.

    • Z takiego stromego podjazdu to powinno się puścić jednego z drugim co to wymyślili i wykonali żeby na takim wózku się przejechał i zobaczył przez jakie ekstremalne warunki muszą przechodzić osoby niepełnosprawne.
      A z tym blokowaniem przejść czy przejazdów to jest jakiś koszmar.
      Ostatnio pod szpitalem jakiś kretyn wielkim autem zablokował wjazd dla wózków do szpitala. Co prawda nie jeżdżę na wózku inwalidzkim ale korzystam z takich podjazdów ponieważ ciężko mi chodzić po schodach. Musiałam wtedy jednak skorzystać z owych schodów wciągając się po poręczy dostałam się do środka.

      Ludziska trochę więcej wyobraźni i rozglądajcie się co się wokół Was dzieje.
      Pozdrawiam serdecznie :)

  6. Ja też kiedyś próbowałam rozmienić pieniądze do parkomatu, też nikt nie miał i też jedna pani mi po prostu dała. Byłam w szoku. Szkoda, że świat jest dziś taki, że zwyczajny, mały gest nas tak szokuje. Podziękowałam wówczas tej pani bardzo mocno i dziękowałam Bogu, za to, że są na świecie tacy ludzie.

    • Dokładnie rozumiem co czułaś. Właśnie takie drobne gesty, a potrafią nas mocno zszokować. O czymś to świadczy, że po mimo postępu czasu i rozwoju cywilizacji nadal panuje duża znieczulica i egoizm wśród ludzi.

      Pozdrawiam :)

  7. Smutna prawda :( co prawda ja należę do osób w pełni sprawnych ale nie raz i nie dwa razy zdarzyło się, że widziałam jak osoba na wózku stoi pod schodami bądź jak pani z wózkiem i dzieciątkiem w środku zastanawia się jak wtargać wielki wózek i dziecko na „szczyt”. Mimo, że jestem drobnej postury i raczej za dużo siły nie mam zawsze staram się chociaż pomóc czy cokolwiek. Zawsze myślę o tym, że przecież to mogę być ja, poza tym chyba każdy normalny człowiek ma w sobie jakąś empatię. Boli mnie jedynie fakt, że mimo świadomości, że Polska nie jest krajem przystosowanym dla potrzeb niepełnosprawnych to część ludzi jakby nie chce widzieć, że ktoś potrzebuje pomocy. Zresztą, to nie tylko kwestia niepełnosprawności :( pozdrawiam ciepło i mam nadzieję, że zmieni się to w końcu na lepsze!

    • Droga Mary dziękuję Ci za iskierkę nadziei, że są jeszcze ludzie dobrego serca. Twoja postawa jest godna pochwały i naśladowania. Widać, że jesteś dojrzałą emocjonalnie i wrażliwą osobą, a takich jest u nas jak na lekarstwo. Wiele osób zdrowych nie chce utożsamiać się z tymi chorymi i często bywa, że celowo nie widzą co się wokół nich dzieje, że może ktoś potrzebuje Waszej pomocy. Mało kto myśli tak jak Ty, że przecież równie dobrze mógłby to on być na miejscu tej chorej osoby lub może sam będzie kiedyś też potrzebował pomocy.
      W imieniu wszystkich chorych i niepełnosprawnych osób dziękuję Ci za wszelką udzieloną pomoc.
      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

  8. Jako zdrowa osoba nigdy nie zwracałam uwagi na bariery. Jednak w czasie studiów miałam praktyki w domu pomocy społecznej i dosyć często wychodziłam na spacer ze starszym panem na wózku. Wtedy okazało się jak wiele miejsc jest dla nas niedostępnych. Jak trzeba było nadrabiać 2 km drogi z powodu kilku schodków. Wszystkich architektów, którzy projektują przestrzeń miejską należałoby wysłać na wózkach w miasto, w ramach szkolenia. Pozdrawiam

    • Dokładnie, to jest to o czym napisałam poniżej w jednej z odpowiedzi na komentarz. Ja się nie dziwię, że tyle błędów w projektach i architekturze ma miejsce bo czy „zrozumie syty głodnego”? Takich przypadków jak Twój jest na prawdę dużo więc powinno to dać do myślenia wszystkim, którzy zajmują się pracami nad poprawieniem barier komunikacyjnych czy lokalowych. Powinno zatrudniać się na stanowiskach architektonicznych osoby niepełnosprawne bo tak na prawdę one mają największą świadomość jak powinny wyglądać wszystkie modernizacje terenowe.
      Pozdrawiam :)

  9. Moja mam od lat nie jest w pełni sprawna ruchowo. Wiem jaki to problem zabrać ją choćby do restauracji. Nie rozumiem jak w tym kraju można udawać , że problemu nie ma. A restauracje i dostęp do toalet to temat na powieść epicką. Ja nie wiem, czy oni chcą klienta zniechęcić tymi kluczami u barmana? W Opolu w centrum jest cukiernia-lodziarnia. Desery boskie. Wystrój stylizowana, kafelki dupereli, idziesz do toalety a tam niespodzianka. Zamknięte. I albo płacisz złotóweczkę klamce albo wracasz do kasy i w miarę dyskretnie żebrzesz o żeton do toalety. To PONIŻAJĄCE.

    • Oj tak zgadzam się z Tobą. To jest karygodne żeby człowiek w jakiś sposób miał ograniczony dostęp do załatwienia swoich potrzeb fizjologicznych. Nie wiem jak jest z tym w innych krajach ale to co się u nas wyprawia, ten brak szacunku dla człowieka to jakaś porażka. Na każdym kroku jakieś problemy i bariery nie tylko dla osób chorych ale jak widać zdrowe osoby też to dotyczy. Nie wiem czy to się zmieni czy jest w ogóle jakaś szansa na poprawę tych wszystkich niedogodności.
      Pozdrawiam :)

  10. Ja nie mam problemu z poruszaniem się, ale odkąd mam Pannę M to zauważam absurdy architektoniczne na każdym kroku. Jak byłam na macierzyńskim to urządzałyśmy sobie spacery do tzw centrum naszej mieścinki i wykorzystywałam to na jakieś drobne zakupy. Mocno ograniczone, bo 4/5 sklepików ma właśnie przeklęte schodki, a jak nie schodki to w środku jest tak ciasno, że dwie osoby się z trudem koło siebie mieszczą. I mogę zostawic wóżek z dzieckiem przed sklepem, albo sam wózek, za to berbecia wziąć na ręce. Ani jedno ani drugie nie jest fajną perspektywą, więc zakupy ograniczyć trzeba było do dwóch przyjaznych wózkom sklepów. Nawet apteki, co juz jest debilizmem jak dla mnie kompletnym były ze schodkami (poza jedną, do niej od tej pory chodzę zawsze, dwie pozostałe omijam). Kwestię krawęzników i chodnikóœ pominę milczeniem. Skoro problem miałam ja – pchająca całkiem zwrotny wózek to co ma powiedzieć osoba na wózku się poruszająca, albo chodząca o własnych siłąch, ale mająca problem np z unoszeniem nóg do pokonania schodóœ czy krawężników? Masakra jakaś!

    • Bardzo trafne spostrzeżenie Agulec :)
      Jak widać zdrowa osoba też w jakiś sposób może mieć trudności z pokonaniem niby takich wydawałoby się drobnych problemów, które w praktyce okazują się niebanalnym torem przeszkód.
      To już kompletnie świadczy o braku jakiejkolwiek wyobraźni osób, które projektują i wykonują te wszystkie zagospodarowania terenów.
      No cóż miejmy tylko nadzieję, że jednak Ci wszyscy „fachowcy” pójdą po rozum do głowy i zabłysną swoimi nowymi pomysłami już w oparciu o jakieś doświadczenie np. w postaci takiego testu „jestem niepełnosprawnym inwalidą”.

      • Rany, przepraszam Cię za te koszmarne literówki w moim komentarzu! Teraz rzuciłam na niego okiem i dopiero je zauważyłam :( Pisałam wczoraj szybko i przyznaję, że nie przeczytałam przed wysłaniem… Przepraszam i obiecuję się poprawić!

        • Aga coś Ty nie przejmuj się kobieto :) każdemu się zdarza. Dla mnie liczy się, że wyraziłaś swoje zdanie, które nakreśliło jeszcze inny ważny problem, a reszta to już rzecz drugorzędna :)
          Pozdrawiam Cię

  11. Macie rację absurd goni absurd. Mnie do potęgi wkurzają urzędy, które teoretycznie powinny być przystosowane, a w praktyce… masakra. Przykład mamy w moim i Gabuni76 mieście. Urząd miasta pod tym względem to jakaś totalna masakra, ale wydział komunikacji (chyba grodzki nie miejski), który mieści się bodajże na 3 lub 4 piętrze w wynajmowanym budynku bez windy (nie pamiętam na którym, bo dostaję zadyszki gdy już się tam doczołgam, a jestem zdrowa) to już totalny absurd i przesada.

    Ups… przeczytałam to i masło maślane wyszło, ale dacie radę ze zrozumieniem co autor(ka) miał(a) na myśli.

    • Zrozumieliśmy autorkę :)
      Ech i właśnie zdrowy człowiek ma często problem z pokonaniem tych wszystkich niedoskonałości terenowych, a co dopiero ma powiedzieć ktoś z problemem poruszania się.

      Ktoś kto jest zdrowy nie zdaje sobie sprawy jak wygląda życie inwalidy, a zwłaszcza zależnego od innych. Czasem takie proszenie o pomoc osób przypadkowych potrafi być bardzo upokarzające i krępujące. Niestety mało robi się w kierunku by ułatwić i umożliwić osobom niepełnosprawnym w miarę normalną egzystencję w społeczeństwie.

      Dlatego z całą przekonaniem mogę powiedzieć, że „nie zrozumie syty głodnego”.

  12. Na temat jestem cięta jak osa. Nie mam problemu z poruszaniem, ale wystarczająco dużo empatii i wyobraźni, żeby szlag mnie trafił. Zwracam na to uwagę wszędzie. Niby prawo wymaga dostosowania, ale często nie jest ono stosowane. Czasem jest, ale w sposób, który urąga godności ludzkiej i świadczy o braku rozumu u realizatorów. Pisałam już u siebie o absurdach architektonicznych, jak choćby przyciski dla osób na wózkach znajdujące się na wysokości dla nich nieosiągalnych. Trzeba być skończonym kretynem, żeby nie pomyśleć, że zasięg osoby siedzącej na wózku jest mniejszy. Albo podjazd będący prawdziwym labiryntem. Wsadziłabym budowniczego na wózek i kazała raz się przejechać na górę. Ciekawe, co by powiedział! Pozdrawiam. :)

    • Oj masz racje Pani S. często te wszystkie niby udogodnienia to czysta porażka.
      Dlatego uważam, że pracownicy, którzy zajmują się wykonaniem lub architekturą pod kontem osób niepełnosprawnych powinny przechodzić takie testy sprawdzające. Powinni wczuć się na chwilę w rolę takiej osoby chorej i myślę, że wtedy widząc ten problem i po części rozumiejąc pewne trudności w pokonywaniu barier architektonicznych wszystkie koncepcje miałyby bardziej funkcjonalne zastosowanie.
      Pozdrawiam :)

      P.S. Pani S. gdybym mogła prosić o podanie linka na Twój wpis o tych absurdach architektonicznych to może ktoś chciałby sobie też tam zerknąć :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.