I co się działo dalej w szpitalnej celi? – kontynuacja

CZĘŚĆ VI ….

Po 3 dniach pojechałam swoją ratunkową karocą na wycieczkę do chirurgów. W worku na dnie pojawiło się niewiele płynu surowiczego więc został usunięty. Mój Anioł Stróż (Pamiętacie? Wspominałam o nim  TUTAJ) wyjaśnił mi, że nie pokazała się w drenie ropa, której wszyscy tak się spodziewaliśmy bo albo GO tam nie było i to był tylko stan zapalny lub w trakcie wkłuwania się mógł trafić obok NIEGO.
Gorączka ustąpiła ale wyniki badań pomimo 3 tygodniowego leczenia nie poprawiały się jakoś zawrotnie. Po usunięciu drenu wróciłam na oddział. W między czasie moje sąsiadki z sali zmieniały się dość często. Przychodziły i po kilku dniach odchodziły. Właśnie zbliżał się 3 tydzień mojego pobytu w szpitalu. Brzuch cały czas mnie pobolewał, a ja coraz bardziej tęskniłam za domem i coraz częściej płakałam, że nie chcę już dłużej siedzieć w tych murach gdy są wakacje, a za oknem słonko mocno przygrzewa.
Lekarze prowadzący byli rozdrażnieni swoją bezsilnością, moim uporem i brakiem rozwoju sytuacji.

Na drugi dzień znów pojechałam do chirurgów aby określili się konkretnie co dalej z tym fantem zrobić. Trafiłam tym razem na bardzo życzliwą panią doktor, która zawołała mojego Anioła i razem uradzili, że spróbują jeszcze raz założyć mi tym razem dwa dreny. Wyjaśnili mi jeszcze raz wszystko co mają zamiar zrobić i w jaki sposób. Pan doktor i Pani doktor świetnie ze sobą współpracowali i widać było, że mój problem nie jest im obcy. Czułam, że jestem w dobrych rękach. Wtedy doktor powiedział do mnie coś co na długo pozostanie w mej pamięci „jest pani bardzo rezolutną, odpowiedzialną, wrażliwą, a do tego schorowaną  osobą, widzę, że walczy pani dzielnie dlatego bardzo chce pani pomóc i zrobię wszystko co w mojej mocy żeby tym razem się udało”. Słysząc to wzruszyłam się i totalnie mnie zamurowało bo żaden lekarz do tej pory nic takiego mi nigdy nie powiedział, a wierzcie mi  przewinęło się ich w moim życiu dość sporo. Po tych słowach uspokoiłam się jeszcze bardziej i już nie miałam żadnych wątpliwości, że coś może się nie udać. Ryzyko przebicia jelita grubego oczywiście występowało nadal ale jakoś o tym zapomniałam. Przeżegnałam się i oczekiwałam na rozwój wydarzeń. Pani doktor znieczuliła mi zastrzykiem miejsce wkłucia drenów na brzuchu i pilotowała doktora, który w skupieniu zaczął zakładać pierwszy dren, a po krótkiej chwili powyżej założył drugi. Jakaż wielka była wspólna radość gdy w obu drenach pojawiła się upragniona ropa, którą doktor nabrał do strzykawki w celu wysłania do badania. Do drenów wystających z brzucha przykręcono mi oczywiście dwa worki, do których zaczęła spływać żółta i gęsta treść. Pomyślałam wtedy, że jest nadzieja iż wreszcie wszystko dobrze się skończy. Ratownicy z karetek mocno mnie dopingowali bo znali już mnie i mój problem :) Doktor z uśmiechem i ulgą w głosie powiedział, że tym razem udało się trafić w samo sedno. Wytłumaczył mi jak trzeba przepłukiwać dren i napisał wytyczne do lekarzy prowadzących. Na koniec zapytałam jeszcze jak długo te dreny mam mieć założone, mój Anioł Stróż odpowiedział, że im dłużej tym lepiej ale raczej tak do tygodnia. Podziękowałam serdecznie doktorowi i pani doktor za fachową pomoc i ucieszona pojechałam na oddział.

Myślałam, że wreszcie nadszedł kres moim udrękom lecz niestety pomyliłam się. Pielęgniarki nie miały zielonego pojęcia jak się zabrać za te moje dreny. Niby z jednej strony co się dziwić skoro nie miały wcześniej do czynienia z takimi rzeczami ale z drugiej strony to jednak był szpital i leżeli tam też ciężej chorzy, którzy wymagali różnych zabiegów pielęgnacyjnych. Oj szczerze to czarno to wszystko widziałam.
Z resztą chirurg opisał dokładnie jak przepłukiwać dreny i dodatkowo pokazał mi jak to się robi bym mogła wyjaśnić pielęgniarkom w czym rzecz. Było to całkiem proste. Jakbym się uparła to mogłabym robić to sobie sama. Trzeba było do jednego drenu wlać 50 ml roztworu solnego i miało się to w tym drenie cofnąć do worka, a w drugim miało też częściowo spływać do drugiego worka. Niektóre pielęgniarki chętnie słuchały jak im objaśniałam jak to najlepiej zrobić jednak były też takie, które chciały być mądrzejsze robiąc coś po swojemu i wyrządzając mi przez to dodatkowy ból.
Na drugi dzień od założenia owych drenów przyszły wyniki z pobranej przez chirurga treści ropnej i antybiogram. Okazało się, że były to dwa upierdliwe paciorkowce na szczęście oporne tylko na jeden z podawanych mi antybiotyków, który od razu zmieniono.
Musiałam bardzo uważać na te moje dreny żeby sobie ich niechcący nie wyrwać. Uciążliwe było takie chodzenie czy mycie z dwoma takimi wężami i workami wystającymi z brzucha. Wychodząc z sali by rozprostować trochę kościska śmiałam się do moich współtowarzyszek z sali, że zabieram Azora i Burka na spacer :)
Z jednego drenu cały czas coś się tam sączyło, a drugi przez który wpuszczano roztwór do płukania po 3 dniach odmówił współpracy całkiem bo już nawet przestało się cofać to co zostało wlane do środka. Pojechałam więc znów do mojego doktora wybawcy, który usunął mi ten niedziałający dren i powiedział, żeby przepłukiwać teraz ten, który jeszcze zostawia ponieważ wszystko się jeszcze cofa i wypłukuje to co tam jest w środku. Zrobił mi też USG i stwierdził, że ten duży ropień zaczął się na szczęście zmniejszać. Poza tym wyniki się ładnie poprawiły i brzuch pobolewał już dużo mniej i tylko chwilami.

Wszystko toczyło się swoim rytmem ku dobremu. Niestety piątego dnia wydarzyło się coś co zburzyło mój spokój i radość. Przyczyniła się do tego pewna pielęgniarka, która już od dłuższego czasu miała ze mną zatarg.

w szpitalu

CIĄG DALSZY NASTĄPI ……

The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy gabunia76 (zobacz wszystkie)

16 Komentarze

  1. Pozytywna jestes bardzo za co cie podziwiam :) ja bylsm 10 dni w szpitalu i nie wytrzymalabym chyba ani dnia dluzej. Fakt ze zdarzaja sie lekarze z powolania jak w Lesnej Gorze :) ale to na prawde wyjatki. Wiekszosc przychodzi przemeczona po swoich prywatnych pacjentach i robi mechanicznie wszystko. Bez serca.
    Pozdrawiam cieplo i zycze zdrowia jak nsjmniej wizyt w szpitalu
    uposledzona,blogujaca.pl

    • Szczerze mówiąc nigdzie nie spotkałam takiej opieki i zaangażowania jakie pokazują w serialowej Leśnej Górze. Ja to traktuję jak bajkę, która ma się nijak do rzeczywistości.

      Staram się jakoś pozytywnie patrzeć na to wszystko i tłumaczyć bo inaczej bym padła psychicznie. Nie mam innego wyjścia więc muszę się z tym godzić.
      Dzięki wieczna opiekunko za słowa otuchy. Mam nadzieję, że tych pobytów szpitalnych faktycznie będzie coraz mniej.

      Ściskam serdecznie :)

  2. Śledzę tę historie od samego początku, z jednej strony niesamowicie irytują zachowania poszczególnych przedstawicieli służby zdrowia, z drugiej cieszy, że trafiłaś na swojego Anioła Stróża, a z trzeciej podziwiam Cię nie tylko za spokój, wiarę i opanowanie, ale też za humor, jakim mimo wszystko wówczas tryskałaś. Pozdrowienia dla Burka i Azora.

    • Burek i Azor poszły sobie daleko i mam nadzieję, że już nie wrócą nigdy więcej :)
      Spokój i wiarę dostawałam chyba odgórnie bo patrząc z perspektywy czasu na swoje przeżycia sama się sobie dziwię, że przeszłam to całkiem spokojnie i nie ześwirowałam. Humor raczej był taką maską dla mnie i dla innych pod, którą tak na prawdę kryła się bezsilność, strach i cierpienie. Przetrwałam też dzięki moim najbliższym, którzy wspierali mnie i modlili się za mnie cały czas. Myślę, że bez tego byłoby mi na prawdę bardzo ciężko żeby nie powiedzieć niemożliwie.
      Pozdrawiam :)

    • Niestety tak się przedstawia ta moja historia. Za jakiś czas będzie ciąg dalszy więc zapraszam Cię Consku :)

  3. Widzę że przez niezły horror przechodziłaś. Mam nadzieję że Twoja gehenna zbliżała się jednak do końca.
    Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam

    • Wszystko ma swój koniec czasem lepszy, a czasem gorszy. Jak to będzie u mnie, zobaczymy ;)

      Pozdrawiam Cię Ruda i zapraszam do mnie :)

  4. Ja wgl. jestem na bakier ze służbą zdrowia, rzadko pojawiają się wspaniali lekarze, o pielęgniarkach to już nawet nie wspomnę.
    Wszystkiego dobrego Gabuniu!

    • Ech właśnie, niby są w tym zawodzie bo chcieli pomagać ludziom bo w jakiś sposób ich to fascynowało, a tak na prawdę robią to wszystko jakby za karę z przymuszeniem.
      No cóż nie biorą tego pod uwagę, że i oni kiedyś będą potrzebować pomocy i zostaną dokładnie tak samo potraktowani lub może gorzej niż oni traktują chorych.
      Tego się nie widzi i nie czuje dopóki się samemu nie doświadczy.

      Pozdrawiam Cię Aniu cieplutko :)

    • Witam, jesli chodzi o pielegniarki to powiem tsk. Porownujac ich prace w szpitalu i w D P S gdzie pracuje to podziwiam te szpitalne. U nas pielegniarka uklada leki towarzyszy przy kapieli i toalecie czasem jakis opatrunek. Wszystko inne robia opiekunki.
      A tak wogole to ciesze sie ze tu trafilam do takich cieplych ludzi ..pozdrawiam was :)

      • Wiem, że praca pielęgniarek bywa ciężka zwłaszcza w szpitalu tak jak piszesz ale moim zdaniem nic nie usprawiedliwia przedmiotowego i poniżającego traktowania ludzi starszych i mocno schorowanych. W końcu same sobie wybrały ten zawód i nikt ich do niczego nie zmuszał, a jak ich ta praca denerwuje to powinny ją zmienić, a nie wyżywać się na niewinnych i cierpiących pacjentach :(

        Przepraszam ale niestety często mam okazję spotkać się z takimi właśnie bezdusznymi pielęgniarkami co nie oznacza, że wszystkie są takie bo te, które potrafią się uśmiechnąć, powiedzieć dobre słowo czy pomóc w jakiś sposób też bywają lecz niestety zbyt rzadko się je spotyka.

        Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam częściej :)

  5. To okropne, że takie postawy, które powinny być normą, wciąż budzą w nas zdziwienie. Przecież lekarze zachowali się tak, jak powinni. A nam wydaje się, że to coś niezwykłego. Ale dobrze, że spotkałaś ludzi, którzy chcieli Ci pomóc, wykazując się przy tym delikatnością. Pozdrawiam.

    • Ciągle spotykamy się wśród społeczeństwa nie tylko medycznego z chamstwem, znieczulicą, egoizmem, że gdy ktoś właśnie potraktuje nas po ludzku ot tak po prostu to wydaje nam się, że jest jakimś nieziemskim zjawiskiem.
      Strach mnie ogarnia na samą myśl jak to wszystko będzie gdyż człowieka w człowieku jest coraz mniej ot takie pojedyncze jednostki w tłumie :(

      Pozdrawiam również cieplutko :)

      • Dlatego kiedy poznaję takie osoby jak Ty, pełne mądrości, dobroci i ciepła, jestem naprawdę wdzięczna Bogu. Wokół mnóstwo egoistów, ukierunkowanych na swoje cele, aż tu nagle spotykam osobę, która dzieli się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, która jest zainteresowana również innymi. To piękne i dziękuję!
        Co więcej Gabuniu, dziś okazało się, że trafiłam na główną onetu. I to tylko i wyłącznie za Twoją sprawą. To cudowne uczucie. Dziękuję!

        • Dziękuję Ci Aniu za ciepłe słowa. Ty też jesteś wyjątkową i ciepłą osobą :)

          Bardzo się cieszę, że udało Ci się dostać na pierwszą stronę ONETU.
          Gratuluję z całego serca i życzę Ci jeszcze wielu takich sukcesów :)

          Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.