Puszczone w trąbę i Wredny Kanar – wspomnienia Nastolatki.

W 3 klasie liceum miałyśmy miesiąc praktyki zawodowej, którą mogłyśmy załatwić sobie same lub z pomocą szkoły. Psiapsióła miała chłopaka pracującego w takim regionalnym radiu. A. zdeklarował się, że załatwi nam fajną praktykę u siebie w pracy. Jak to naiwne nastolatki zgodziłyśmy się bez chwili zastanowienia. Było powiedziane, że nie będziemy musiały jeździć tam codziennie zwłaszcza iż nie było to wcale blisko i miałyśmy sobie trochę posiedzieć i wracać do domu. Jednak niestety okazało się zupełnie inaczej niż obiecywał chłopak D.  Szef A. był strasznym sknerą i wyzyskiwaczem. Nie dość, że musiałyśmy tam być codziennie rano to jeszcze harowałyśmy jak wół bo w radiu akurat były remonty i całe sprzątanie spadło na nas :(  Byłyśmy niesamowicie wściekłe, że dałyśmy się wciągnąć w te bajeczki. Zwłaszcza jak słyszałyśmy nasze koleżanki z klasy chwalące sobie praktyki załatwione przez szkołę w banku lub w Urzędzie Miasta przy pracach biurowych. Nie chciałyśmy stać się pośmiewiskiem w klasie więc fantazjowałyśmy jak to nie było super i w ogóle same ochy i achy ;) Wszystkie koleżanki nam zazdrościły, a że taki był zamiar to reszta się nie liczyła.

Ups i sprawa się wydała. Teraz jak to szanowne koleżanki przeczytają to będzie wtopa ;) Pozwolicie, że skwituję to co się wydarzyło mądrym porzekadłem  „Obiecanki cacanki, a głupiemu radość”.
Powiem Wam, że to doświadczenie nas wzbogaciło o kolejną cenną lekcję od życia żeby w przyszłości nie dać się tak łatwo zwieźć w pole i wszystko dogłębniej analizować :)

Pamiętam to dość dobrze. Pewnego kwietniowego dnia jechałyśmy jak zwykle z Mr A. na plac budowy by odgruzować kolejne radiowe pomieszczenia ;) Po wejściu do autobusu od razu skasowałam bilet, a psiapsióła nie bo A. jej poradził, że na pewno nikt tego nie będzie sprawdzał tłumacząc się iż On tam jeździ dość często i bardzo rzadko trafia się jakaś kontrola biletów. Ledwo dokończył swoje wywody, a za plecami usłyszałam głośne „bileciki do kontroli proszę”. Ja byłam spokojna bo bilet skasowałam ale D. spanikowała.
Kanar podszedł do mnie i zapytał o bilet oczywiście podałam mu go, a on przetargał troszkę i oddał mi z powrotem. Korzystając z okazji, że poszedł trochę w bok kontrolować dalej ludzi nie myśląc ani chwili podałam D. swój przetargany bilet. Po chwili Kanar podszedł również do psiapsióły i poprosił ją o bilet. Podała mu ten ode mnie, a on spojrzał i powiedział: „o widzę, że już panią sprawdzałem” i oddał jej ów bilet.
W tym momencie autobus zatrzymał się i gdy drzwi się otworzyły A. korzystając z okazji wyciągnął D. szybko na pole. Nie zdążyłam wybiec z nimi więc zostałam w środku, a pech chciał, że Kanar podszedł do mnie ponownie i zapytał o bilet. Myślałam, że się rozpłaczę i poczułam duży żal do psiapsióły, że mnie tak samą zostawiła. Kontroler nie odpuszczał i nie chciał słuchać moich wyjaśnień, że już mi sprawdzał i przetargał nawet ale musiał mi gdzieś wypaść. Na kolejnym przystanku prawie siłą wydarł mnie z autobusu i zaczął spisywać. Po jakimś czasie dotarłam do radia i opowiedziałam D. i A. co mnie spotkało wtedy  A. zaczął się wymądrzać, że jak jestem głupia i nie myślę racjonalnie to sama sobie jestem winna całej tej sytuacji. Byłam w totalnym szoku, a moja szczena gruchnęła z hukiem o podłogę :D Nie spodziewałam się zupełnie takiej reakcji ze strony A.
Ponieważ był od nas o kilka lat starszy to miałam nadzieję, że coś wymyśli i na to zaradzi.
Psiapsióła nie wytrzymała i wstawiła się za mną opieprzając przy tym swojego chłopaka, że to nie moja wina bo jej przecież pomogłam, a oni zostawili mnie na lodzie i takie tam różne. Nasłuchał się trochę ale należało mu się. Wstrząs pomógł bo A. zaproponował, że pojedzie z nami do bazy MPK by to wyjaśnić. Na szczęście miałam duże szanse bo kasownik wybił na bilecie datę i godzinę więc mógł spokojnie być moim alibi.

Na drugi dzień wzięłam swój skasowany bilet oraz wypisany przez Kanara mandat i pojechaliśmy. Nie ukrywam, że bardzo się bałam jak ta cała sprawa się zakończy. W domu nie powiedziałam nic rodzicom żeby ich nie denerwować pomyślałam, że zrobię to dopiero gdy będę miała jasną sytuację.
Na miejscu pan od reklamacji wstępnie zapoznał się z moją sprawą i powiedział, żebyśmy chwilę poczekali bo on musi wezwać owego kontrolera na konfrontację.
Przyszedł mój oprawca, a ja gdy go zobaczyłam to zdenerwowałam się jeszcze bardziej ale pomyślałam raz kozie śmierć i zaczęłam swoją opowieść, która miała troszkę zmienioną wersje wydarzeń ;)
Mianowicie brzmiało to mniej więcej tak:
„Obecny tutaj pan kontroler podszedł i zażądał ode mnie biletu do kontroli po okazaniu sprawdził, przetargał  i oddał mi go z powrotem. Po chwili podszedł ponownie i znów zażądał ode mnie okazania biletu. Cała ta sytuacja bardzo mnie zdenerwowała, a gdy roztrzęsiona zaczęłam szukać go po kieszeniach zniecierpliwiony i dość opryskliwy pan X wyciągnął mnie na siłę z autobusu i nie dał mi żadnej szansy na znalezienie owego skasowanego biletu, który później znalazłam”.
Na koniec pokazałam im ten nieszczęsny bilet i usiadłam w oczekiwaniu co będzie dalej.
Pan X nie miał szans bo moja psiapsióła i jej chłopak jako świadkowie wydarzenia potwierdzili moją wersję wydarzeń, która w zasadzie była prawdą. Pominęłam tylko taki drobny fakt iż na chwilę pożyczyłam go D.  ;) a Kanar był faktycznie bardzo nieuprzejmy.
Zapytany przez gościa od reklamacji czy tak faktycznie było puścił farbę i spuścił głowę. Nie musiał nic mówić odpowiedź miał wypisaną na twarzy. Pan X dostał naganę i upomnienie od kierownika zmiany, a ja swoje zasłużone uniewinnienie :)

Nie macie pojęcia jaka wielka była moja radość i wracałam do domu niesiona na skrzydłach szczęścia. Tą lekcję będę pamiętać do końca życia. W sumie dzięki niej uniknęłam w przyszłości tego typu przykrych zdarzeń.
Przyznam się szczerze, że nie pamiętam kiedy ostatnio jechałam wspaniałym MPKiem. Myślę, że kilka lat na pewno minęło :) więc ciężko mi się wypowiadać na temat funkcjonowania naszej współczesnej komunikacji miejskiej. Przypuszczam też, że jak to mówią co kraj to obyczaj więc w każdym z nich na pewno występują inne zasady bądź procedury. Oczywiście zapomniałabym dodać, że duże znaczenie ma też to jakim człowiekiem jest Kontroler Komunikacji Miejskiej czy uprzejmym i wyrozumiałym, a może chamskim i gburowatym? Czy ktoś z Was mnie oświeci?

Oglądnęłam kilka filmików o agresywnych Kontrolerach i jestem w ciężkim szoku jak często uciekają się oni do zastosowania przemocy fizycznej wobec gapowiczów.
Jest tego na YouTube bardzo dużo aż przerażenie człowieka dopada :(

Żeby nie było tak całkiem na poważnie to zobaczcie na wesoło  ;)