Poradnik Niepełnosprawnego podróżnika – TURCJA :)

Minęło 7 dni jak wróciliśmy z urlopu więc wypadałoby coś skrobnąć na ten temat, a tutaj czarna dziura. Moja inwencja twórcza chyba zastrajkowała bo chce jeszcze poleniuchować :) Jak wiecie mój wyjazd był pod wielkim znakiem zapytania w związku z kontuzją stopy jaka mi się przytrafiła kilka dni przed podróżą i o której wspominam TUTAJ. W całym tym nieszczęściu jednak miałam wiele szczęścia.

Martwiłam się jak sobie damy radę na lotnisku i jak się dostaniemy na pokład samolotu. Moje obawy rozwiały się gdy siostra wspomniała, że widziała raz jak specjalna ekipa odtransportowała osobę na wózku do samolotu. Nie namyślając się długo zadzwoniłam na infolinię lotniska i popytałam o wszystko. Pani bardzo uprzejmie przekazała mi wszelkie potrzebne informacje. Jak się potem okazało było to dziecinnie proste.

W oczekiwaniu na wylot z Podkrakowskich Balic :)

20150506_131222

Osoby niepełnosprawne jeżdżące na wózku inwalidzkim lub mające problem z poruszaniem się także w wyniku powstałych kontuzji mogą zgłosić o swoim stanie w biurze podróży i poprosić o tzw. „asystę” bądź to samo można zrobić w momencie przybycia na lotnisko jeszcze przed odprawą w punkcie informacji. Oczywiście pomoc asysty jest bezpłatna. My akurat wybraliśmy tą drugą opcję ponieważ nie mieliśmy uwzględnionej tej pomocy przez biuro turystyczne bezpośrednio na bilecie. Dobrze, że moja siostra podpowiedziała mi to rozwiązanie bo była to dla mnie na prawdę komfortowa sytuacja. W sumie jakoś tak o tym nie pomyślałam chociaż już wielokrotnie leciałam samolotem.  A więc w drogę :)

6 maja wyjątkowo paskudny dzień było zimno i deszczowo. Na dodatek chwilę przed odlotem rozpętała się burza co spowodowało godzinne opóźnienie startu. Na lotnisko przywiózł nas mój tata. Wygramoliliśmy się z walizami z samochodu i powoli poczłapaliśmy w stronę terminalu odlotów. Mój mąż miał co ciągnąć bo z racji tego iż nie mogłam się zdecydować czy wziąć tą czy tamtą bluzeczkę bądź klapki czy spódnicę wzięłam i to i tamto więc moja walizeczka trochę ważyła :) Moim zdaniem kobiety powinny mieć swój przywilej i możliwość wzięcia trochę cięższego bagażu z racji ilości ciuchów i częściowego niezdecydowania ;)  Co to jest 20 kg połowę z tego ważyły przecież moje lekarstwa, które są dla mnie ważne i niezbędne.

Byliśmy w szoku bo nasze lotnisko chwilowo przypomina wielki plac budowy ponieważ toczą się na nim wszelkie remonty i rozbudowa.
Po przybyciu na miejsce udaliśmy się do punktu informacji by poprosić o asystę z wózkiem inwalidzkim. Po krótkiej chwili podeszła do nas sympatyczna pani, która pomogła mi usiąść na wózku. Bardzo sprawnie i szybko przeprowadziła nas przez całą odprawę od bagażowej do osobistej. Wszędzie bez kolejki i z pewnymi przywilejami statusu osoby niepełnosprawnej bądź wymagającej pomocy.
Jeżeli ktoś przyjmuje insulinę to najlepiej ją przewozić w bagażu podręcznym, a nie w walizce ponieważ występująca dość niska temperatura w luku bagażowym mogłaby spowodować, że insulina by się zepsuła. Koniecznie trzeba mieć przy sobie zaświadczenie od lekarza specjalisty o chorobie i posiadaniu insuliny oraz glukometru by okazać kontrolerom przy odprawie osobistej.

Mój doktor posłużył się takim gotowym formularzem, który możecie znaleźć TUTAJ. Teraz wystarczy wydrukować i dać do wypełnienia swojemu  lekarzowi specjaliście :)

Po zakończeniu procedur formalnych przyszedł czas na odtransportowanie mnie na pokład samolotu. Byłam bardzo ciekawa jak to się odbędzie bo wiadomo, że normalnie wszyscy inni pasażerowie jadą autobusem pod samolot. Po mnie przyjechał taki duży samochód. Oczywiście cały czas mąż towarzyszył mi w tej przeprawie. Podjechaliśmy pod  drzwi samolotu z drugiej strony niż stały schody i gdy otwarły się asysta wywiozła nas do góry na takiej windzie platformowej. Stewardessy i pilot grzecznie nas przywitali przy czym zajęliśmy nasze miejsca :)
W drodze na samolot dowiedzieliśmy się od naszej pomocy, że w momencie gdy poprosi się o asystę zostaje wysłany raport z powiadomieniem do miejsca docelowego o statusie osoby potrzebującej asysty. W związku z tym mamy już automatycznie zapewnioną pomoc w miejscu, do którego lecimy. Poinformowano nas jeszcze byśmy cierpliwie poczekali aż wszyscy wyjdą z samolotu i ktoś się po nas zgłosi.
Szczerze mówiąc obawialiśmy się jak to będzie gdy dolecimy na miejsce. Była to dla nas kompletna nowość, a i perspektywa innego kraju i języka nas paraliżowała. No cóż byliśmy dobrej myśli.
Przeżegnaliśmy się i żując gumę (by nas uszy nie bolały i by nam ich nie zatkało) poszybowaliśmy w górę. Lot minął nam całkiem dobrze i szybko. Zarówno start jak i lądowanie było mistrzowsko wykonane przez pilota :) Ledwo dolecieliśmy na miejsce, a w oknie zobaczyłam zbliżający się taki sam duży samochód ze znaczkiem inwalidy, który wiózł mnie w Polsce. Turecka asysta szybko i sprawnie przeprowadziła nas przez kontrolę paszportową po bagaże, a następnie pod autobus, który miał nas zawieźć do hotelu. Tam już musieliśmy sobie radzić sami. Zmęczenie dawało nam się we znaki bo od wczesnego ranka byliśmy na nogach, a w hotelu znaleźliśmy się około 22:00 czasu Tureckiego (przesunięcie godziny do przodu).
Lotnisko w Turcji i nasz samolocik na pierwszym planie :)

20150520_120426

Przygoda nasza szybko się skończyła i trzeba było wracać do domu.
W drodze powrotnej w autobusie towarzyszyła nam nasza rezydentka, która po przybyciu wraz z nami na miejsce zgłosiła przez wystawiony w informacji telefon, że potrzebujemy asysty. Po chwili ukazał nam się pan Turek z wózkiem inwalidzkim. Wszystko znów przebiegło szybko i sprawnie tak jak przy przylocie z Polski. Trochę się obawialiśmy jak to będzie bo zaszaleliśmy z zakupami i niestety przy ważeniu bagaży okazało się, że mamy mocny nadbagaż. Byliśmy pewni, że będziemy musieli dopłacić do dodatkowych kilogramów ale miło zaskoczył nas fakt, że osoba niepełnosprawna może mieć więcej kilogramów przy sobie. W sumie to dokładnie nie wiem ile ale uszczęśliwiło mnie to, że mój status zapewnił nam wiele przywilejów, z których jak widać w pełni skorzystaliśmy :)
W oczekiwaniu na samolot mąż wziął mnie na tym wózku i pojechaliśmy na strefę wolnocłową by kupić jeszcze jakieś słodycze do domu. Powiem Wam, ze bardzo zaskoczyło mnie podejście tamtejszego personelu do mnie jako osoby niepełnosprawnej. Wszyscy uśmiechali się do mnie i pytali czy mogą w czymś pomóc, a na zadawane pytania bardzo uprzejmie odpowiadali. Przy wyborze perfum dostałam taki markowy krem do ciała od pani, która nas obsługiwała. Wszyscy ustępowali nam miejsca żebyśmy mogli swobodnie przejechać wózkiem. No po prostu inny świat.

Taki widok żegnał nas opuszczając Riwierę Turecką 
20150520_125415

Tym razem samolot był podstawiony pod rękaw bo w Turcji jest ich dość sporo więc Turek asysta dowiózł mnie na wózku inwalidzkim pod samo wejście na pokład samolotu.
Samolot mknął po pasie startowym coraz szybciej. Przeżegnaliśmy się oczywiście żując gumę :) i trzymając się za ręce oderwaliśmy się od ziemi szybując coraz wyżej i wyżej. Z góry ukazał nam się piękny widok. Powiem Wam, że jest to niesamowite przeżycie. Człowiek z jednej strony się denerwuje żeby lot przebiegł spokojnie i dobrze ale z drugiej strony odczuwa wielką ekscytację i satysfakcję z możliwości przeżycia przez siebie czegoś wyjątkowego i niecodziennego. Nie mam tutaj na myśli oczywiście osób, które często latają np. do pracy bo dla nich jest to już powszednia przyjemność.
Jako, że z Turcji poszła wiadomość do Polski o potrzebie asysty gdy dolecieliśmy zapewniono mi spokojne dotarcie do terminalu przylotów po odbiór bagaży.

A taki widok nas witał gdy dolatywaliśmy – Kraków z lotu ptaka :)
20150520_145826

Zamieściłam w swoim wpisie kilka potrzebnych informacji z myślą, że Wam się przydadzą.
Mam nadzieję, że opisana przeze mnie przygoda z podróżą zachęci Was chorych, mających problem z poruszaniem się z jakichkolwiek powodów oraz wymagających pomocy osób trzecich abyście wyruszyli z domu w świat bo jest on bardziej przyjazny dla nas „innych” niż ten nasz własny, w którym żyjemy.
W sumie mogę powiedzieć, że moja sytuacja z kontuzją stopy w jakimś sensie się przydała bo mogłam doświadczyć zupełnie czegoś innego i dzięki temu podzielić się z Wami właśnie tym swoim nowym doświadczeniem.

Kolejna część moich przygód „stąpającą stopą w Turcji” już wkrótce :) 

Mój doktor posłużył się

 

Kości zostały rzucone – LIEBSTER BLOG AWARD

Wracam z urlopu wchodzę na bloga i widzę w komentarzu, że dostałam nominację do Liebster Blog Award :) Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi więc odwiedziłam stronę osoby, która mnie nominowała.
Subiektywna-ja  bardzo Ci dziękuję za wyróżnienie mnie i docenienie tego co tutaj piszę :) Zapraszam wszystkich do odwiedzenia mojej promotorki i wierzcie mi na prawdę warto. Jej wpisy są pełne mądrości i dojrzałości emocjonalnej, którą dzieli się ze swoimi czytelnikami. Zobaczcie i sami oceńcie :)
Oczywiście z przyjemnością podejmę to wyzwanie. To taka fajna przygoda, która w pewnym sensie promuje i ukazuje sens blogowania. Nie wiem czy uda mi się nominować aż 11 blogów ale spróbuję.  To do dzieła :)

ZASADY:
Nominację do Liebster Blog Award otrzymuje się od innego bloggera za tzw. „dobrze wykonaną robotę.” Oczywiście podjęcie wyzwania nie jest obowiązkowe lecz myślę, że warto wziąć udział w tej zabawie i wciągnąć też inne blogi :) Jeżeli już zdecydujecie się wziąć udział w LBA to należy u siebie założyć nowy wpis i odpowiedzieć na zadane 11 pytań przez swojego promotora. Następnie nominować swoje 11 blogów powiadamiając ich właścicieli podając jednocześnie linka do swojego wpisu i kolejnych 11 pytań ułożonych przez siebie. Warunkiem jest jeszcze wstawienie do swojego wpisu logo Liebster Blog Award.
PAMIĘTAJCIE – nie nominujemy bloga, od którego dostaliśmy nominację.
Wszystko jasne? :)

11 pytań do mnie:
1. Czy kawa jest Ci niezbędna w codziennym funkcjonowaniu?
- W zasadzie nie piję takiej tradycyjnej mocnej kawy fusiastej bo źle się po niej czuję. Natomiast bardzo lubię taką słabą rozpuszczalną z dużą ilością mleka lub po prostu kawę zbożową z mlekiem :)
2. Podaj tytuły trzech ulubionych książek.
- Ciężko mi jest określić się do trzech ulubionych książek bo przeczytałam ich całkiem sporo i wiele z nich mi się podobało. Bardzo lubię thrillery medyczne głównie Cooka, oraz sensacje i kryminały. Urzekła mnie też książka „Spotkamy się kiedyś w moim Raju”, którą napisała kobieta chora na raka.
3. Co cenisz w sobie najbardziej?
- Trudne pytanie bo jestem raczej bardzo krytyczna wobec siebie. Myślę jednak, że cały ten życiowy bagaż jaki dźwigam od dziecka doświadczył mnie dość mocno i dzięki temu uwrażliwił mój umysł i duszę oraz otworzył mi oczy na wiele problemów, spraw i krzywd tego Świata. Nauczyłam się cieszyć tym co mam i doceniać to wszystko co osiągnęłam.
4. Jakie miejsce na świecie chciałabyś odwiedzić?
- Na pewno chciałabym znaleźć się na bezludnej wyspie by wreszcie uciec od tych wszystkich ciekawskich spojrzeń pełnych pogardy i oburzenia „kim jestem i co tutaj robię?”
5. Czy jest coś, czego żałujesz w swoim życiu? (decyzje, działania…)
- Często bywa tak, że podejmuję w życiu wiele trudnych decyzji i nigdy nie mam 100% gwarancji, że będą one trafne i słuszne. Jeśli coś okaże się nie do końca po mojej myśli to staram się nie roztrząsać tego tylko udoskonalając wszelkie niedociągnięcia iść przed siebie do przodu :)
6. Dlaczego piszesz blog?
- Bo lubię, bo chcę dzielić się swoim doświadczeniem, radą czy ostrzeżeniem z moimi czytelnikami, bo chcę znać ich zdanie i zachęcić do wyrażania swoich opinii.
7. Co jest Twoim popisowym daniem?
- W sumie to wszystkie moje dania są popisowe bo za każdym razem eksperymentuję i modyfikuję swoje potrawy co daje całkiem nowy i ciekawy smak. Bywa też tak, że jak za bardzo poniesie mnie inwencja twórcza to potrawa może mieć dziwny smak :)
8. Jak lubisz spędzać czas z przyjaciółmi?
- Niestety bardzo rzadko spotykamy się ze znajomymi bo to życie tak pędzi, że każdy w wolnej chwili chce się odciąć i wyciszyć. Raczej często spotykamy się w naszym najbliższym rodzinnym gronie.
9. Czyją inteligencję chciałabyś posiadać? (aktor, dziennikarz, a może ktoś z rodziny lub przyjaciół?)
- Nie znajduję konkretnej odpowiedzi na to pytanie bo nie wiem co tak na prawdę drzemie w każdym człowieku. Ktoś kto pozornie może wydawać się inteligentnym człowiekiem po bliższym poznaniu okazuje się być gburowatym burakiem. Najlepiej i najbezpieczniej jest być po prostu sobą bo może się okazać, że skoczyliśmy z deszczu pod rynnę ;)
10. Twoje ulubione miejsce w domu to…
- Och jaka ja niezdecydowana jestem. W zasadzie to lubię cały swój domek i spędzam w nim dużo czasu więc nie umiem się określić do jednego miejsca. Ot wszędzie mnie pełno :)
11. Jakie jest, Twoim zdaniem, najpiękniejsze imię żeńskie i męskie (jakie jest znaczenie tych imion)?
- Jako katoliczka powiem, że najpiękniejsze imię żeńskie to Maria, a męskie to Jezus. Jako zwykły śmiertelnik natomiast przyznam szczerze iż mam dużo swoich faworytów w tym temacie :)
Tak dobrnęłam do końca.

Teraz pora na moje nominacje:

http://www.singielmama.eu/

http://rblodz.blogspot.com/

http://agulec.blog.pl/

http://konwenanse.blog.pl/

http://przemyslniki.blog.pl/

http://ale-ze-co-consek.blog.pl/

http://boja.blog.pl/

http://bezpukania.blog.pl/

http://zakonnica-w-przebraniu-2.blog.pl/

http://pisanymyslami.blog.pl/

http://podpowieka.blog.pl/
 

Subiektywna-ja szkoda, że nie mogę ponownie Cię nominować bo Twój Blog z całą pewnością zasługuje na specjalne wyróżnienie :)

Oto moje 11 pytań do Was drodzy nominowani:
1. Wypoczynek to najlepiej nad morzem czy w górach? Czynnie czy biernie?
2. Czy macie jakieś fobie? Jeżeli tak to jakie?
3. Wasz ulubiony utwór muzyczny, który przypomina jakieś znaczące wydarzenie w Waszym życiu.
4. Co zmienilibyście w swoim obecnym życiu?
5. Wasze pasje, hobby i zainteresowania.
6. Jakie jest Wasze ulubione danie bądź potrawa?
7. Co doprowadza Was do szewskiej pasji?
8. Wyobraźcie sobie, że zabrano Wam rzecz bez której na codzień nie potraficie się obejść co by to było i jakbyście sobie poradzili z jej brakiem?
9. Czy przeżyliście jakąś zabawną lub traumatyczną przygodę w dzieciństwie? Jeżeli tak to jaką?
10. Co sprawia Wam największą radość lub satysfakcję?
11. Wasze 3 życzenia do złotej rybki :)

Mam nadzieję, że wytypowane osoby przyjmą wyzwanie i wezmą udział w przygodzie z LBA. Zachęcam gorąco i jestem ciekawa Waszych odpowiedzi na moje 11 pytań.
Jeżeli już ktoś wstawiał swoją nominację na swoim Blogu i nie ma ochoty po raz kolejny tego robić ale chciałby odpowiedzieć na moje pytania to może to zrobić tutaj w komentarzu  :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

Co to będzie? – dobrze będzie :)

I nadszedł wreszcie ten bardzo wyczekiwany dzień. Jutro wszystkie choroby, troski i fatum zostawiam w domu, a ja lecę z mężem na zasłużony odpoczynek. Stopa co prawda nie zagoiła się całkowicie dlatego nastawiam się bardziej na leżakowanie, a nie na wycieczki :) Turcję już trochę mamy pozwiedzaną więc jakoś żal nam bardzo nie będzie.
Co najwyżej jak ślubny będzie chciał zaliczyć jakąś wycieczkę to przylepi się do polskich turystów i pojedzie, a ja się będę rozkoszować słonkiem.
Transport do samolotu będę sobie organizować bo jest możliwość przy odprawie zgłosić, że jestem osobą niepełnosprawną i podobno odpowiednia ekipa odstawia pasażera specjalnym pojazdem na pokład samolotu więc nie muszę się martwić czy dam radę do niego wejść po tych schodach czy nie.

Jeżeli będę miała dostęp do internetu i znajdę trochę czasu pomiędzy jedzeniem, spaniem i opalaniem się to na pewno coś do Was tutaj skrobnę :) gdyby się jednak okazało, że technika mnie zawiedzie to przez 2 tygodnie będę niedostępna w Blogosferze.
Obiecuję jednak, że jak tylko wrócę i się trochę ogarnę to na pewno zaraz się tutaj pojawię :)

Moi drodzy proszę trzymać za mnie kciuki żeby udało mi się przetrwać tam bez żadnych przykrych przygód i bym wróciła do Was w jednym kawałku ;)

Jakbym czasem się zbyt długo nie odzywała to znaczy, że jakiś kolejny wariat uprowadził nasz samolot i wylądowaliśmy zamiast w Polsce to np.: na Wyspach Dziewiczych.
Tak na marginesie to wcale bym sie nie pogniewała na takiego wariata :)
Jeżeli ktoś ma u mnie jakieś zaległości to zachęcam do ich nadrobienia.

Trzymajcie się Kochani i nie zapomnijcie o mnie ;)
P.S. Synal zostaje na gospodarce z całą naszą trzodą więc mam nadzieję, że jak wrócimy to zastaniemy wszystko na swoim miejscu i inwentarz żywy będzie się zgadzał co do jednego :)

A tak żeby Wam smutno nie było to coś na wesoło zapodam ……



Ach Ci fachowcy :/

Jakiś czas temu opisywałam TUTAJ naszą przeprowadzkę do nowego domku i co się z tym wiąże urządzanie i wykańczanie w środku. W dzisiejszych czasach jest taki wybór wszystkiego, że ciężko się zdecydować na coś konkretnie zwłaszcza gdy się jest osobą niezdecydowaną tak jak ja czyli „osiołkowi w żłoby dano w jednym owies w drugim siano” :) Zawsze mam ten dylemat czy jakbym jednak wybrała inny kolor farby bądź płytek czy przypadkiem nie wyglądałoby lepiej. Wiem, że podobne dylematy ma większość osób bo nikt do końca nie przewidzi czy faktycznie była to dobra i przemyślana decyzja.

Materiał materiałem ale wybrać fachowców do wykonania określonej usługi to dopiero wiąże się z cudem zwłaszcza gdy nie mamy nikogo znajomego bądź poleconego i musimy zdać się wyłącznie na swoją intuicję, która jak się okazuje bywa czasem zawodna.
Na pewno większość z Was oglądała program usterka i może ktoś się nawet zastanawiał czy to nie jest przesadzone i czy faktycznie ktoś potrafi tak partaczyć robotę udając przy tym wielkiego fachowca. Otóż wierzcie mi po tym co przeszliśmy z naszymi fachowcami jednogłośnie można powiedzieć, że wszystko co pokazują w tym programie jest prawdą i faktycznie takie przypadki się zdarzają.

Wyobraźcie sobie, że spotkała nas taka niemiła sytuacja, która dotyczyła pewnego kamieniarza. Otóż chcieliśmy zamówić sobie parapety i upatrzyliśmy taki granit, który fajnie pasowałby nam do naszego wystroju wnętrz. Zaczęliśmy poszukiwania kto by nam to wykonał w przystępnej cenie. W końcu znaleźliśmy spory kawałek od naszego miejsca zamieszkania jak nam się na początku wydawało bardzo w porządku małżeństwo, które miało firmę kamieniarską. Pani zajmowała się przyjmowaniem zamówień i zamawianiem materiału natomiast mąż z innym pracownikiem wykonywał zlecenie.
Nasze zamówienie przebiegło całkiem sprawnie ponieważ pani miała wyłożoną posadzkę pokoju właśnie tym samym granitem, który nam się podobał. Nie spisywała dokładnej umowy tylko zanotowała nazwę kamienia, ile sztuk i wymiary oraz cenę i termin wykonania. Skserowała i nam dała oryginał, a sobie zostawiła kopię. Wpłaciliśmy zaliczkę i uradowani pojechaliśmy do domu. Cieszyliśmy się bardzo, że będziemy mieć ładne parapety.
Zbliżał się dzień odbioru naszego cudeńka. Pan kamieniarz zadzwonił dzień wcześniej, że osobiście przywiezie nam te parapety. Trochę nas to zdziwiło bo wcześniej powiadomiono nas, że odbioru trzeba dokonać osobiście, a tutaj taka niespodzianka.
No nic pomyśleliśmy sobie porządna firma i na drugi dzień oczekiwaliśmy przyjazdu pana fachowca.

Jest pojawił się. Mąż zadzwonił po mnie żebym podeszła (jeszcze mieszkaliśmy w starym domu miedzę dalej) z pieniążkami oglądnąć nasz nowy nabytek. Pamiętam jaka byłam podekscytowana. Ledwo weszłam do naszego przyszłego domu mąż powiedział do mnie żebym oglądnęła te parapety bo wydaje mu się, że to nie jest ten kamień, który zamawialiśmy. Popatrzyłam i faktycznie jakoś tak nie przypominały mi tego co wybraliśmy. Przedstawiliśmy panu nasze wątpliwości na co usłyszeliśmy, że jest to dokładnie to co zamówiliśmy tylko po prostu gdy się tnie i szlifuje kamień jest wtedy mocno polewany wodą pod wpływem, której zmienia kolor. Nie znaliśmy się na tym kompletnie więc uwierzyliśmy w to co powiedział nam kamieniarz. Zapłaciliśmy resztę pieniążków i pan pośpiesznie odjechał.

Ta sprawa nie dawała nam spokoju. Zaczęłam czytać na internecie na temat obróbki kamienia i przeglądać zdjęcia by ustalić czy to faktycznie jest ten kamień, który wybraliśmy i zamówiliśmy. Im więcej czytałam tym bardziej upewniałam się, że zostaliśmy oszukani. Minęło kilka upalnych dni, a parapety wcale nie zmieniły swojego wyglądu. Postanowiliśmy podjechać do owej firmy i wyjaśnić nasz problem. Na miejscu się okazało, że właścicieli nie ma więc pocałowaliśmy klamkę. Próbowałam się dogadać z właścicielką telefonicznie w końcu przyjmowała od nas zamówienie więc była nam winna wyjaśnienie. Rozmowa była bardzo nerwowa. Ja krzyczałam i pani tez krzyczała próbując mi wmówić, że to jest właśnie to co zamówiliśmy. Na internecie znalazłam rodzaj kamienia, który wyglądał dokładnie jak ten, który przywiózł nam ów kamieniarz i nie był to granit tylko marmur, który jest tańszy. Stąd ta przystępna cena, którą nam zaproponowano. Powiedziałam pani, że ja kategorycznie nie chcę tych parapetów i żądam zwrotu pieniędzy. Na szczęście zachowałam tą kartkę, którą ona mi dała na początku więc nie byłam taka całkiem przegrana jak mi się wcześniej wydawało. Kobieta w końcu kazała nam przywieźć te parapety i powiedziała, że jakoś się dogadamy. To co usłyszeliśmy na miejscu nie mieściło nam się w głowie.

To te parapety, które próbowali nam wcisnąć nieuczciwi właściciele firmy kamieniarskiej :(
Zdjęcie0528Nie wiem jak mogliśmy się dać tak zaślepić. Zmyliło nas na pewno to, że nie przypuszczaliśmy iż zostaniemy tak perfidnie oszukani :(

Ciąg Dalszy Nastąpi …….