Jak to „stąpająca stopa” poradziła sobie na urlopie – Turcja II

Przez dwa tygodnie po naszym powrocie do kraju było zimno i prawie cały czas padało. Różnica temperatur była dość duża bo u nas między 10 a 15 stopni, a tam między 25 a 30 stopni. Nie dziwota więc, że mój ślubny się pochorował, a że nie chce słuchać swojej pielęgniareczki to cały czas go potwornie kaszle i smarka, a co się przy tym najojczy to jego. Gorzej niż dziecko ale faceci już tak ponoć mają i są uparci na umór, a mówi się, że to kobiety posiadają tą cechę. I tak chronię się cały czas przed zarażeniem tym okropnym przeziębieniem bo mnie jak dopadnie to dopiero będzie katastrofa.

I tak nasz kochany czerwiec przywitał nas słonkiem i ciepełkiem, a ja przypomniałam sobie jak to było fajnie poleniuchować w ciepłym kraju. W domu cały czas są jakieś obowiązki i załatwienia więc nie ma szans na jakiekolwiek wyciszenie się.

Jak minęła nam podróż to już wiecie bo opisałam ją TUTAJ  więc zapraszam na dalszy ciąg „stąpającej stopy”.
W związku z tym, że lot był opóźniony o godzinę z powodu burzy to cała podróż i dotarcie na samo miejsce automatycznie też się przeciągnęło. Jadąc autobusem z lotniska byliśmy skupieni i nasłuchiwaliśmy jaką nazwę hotelu wywołuje turecki kierowca by nie przegapić naszego. Jechaliśmy tak prawie godzinę, aż wreszcie usłyszeliśmy Seher Resort & Spa (klik na nazwę i można go zobaczyć) - no nareszcie jesteśmy – powiedziałam do męża bo zmęczenie dawało nam się we znaki. Wysiedliśmy z autobusu i zabraliśmy nasze bagaże, które kierowca już zdążył wyciągnąć. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do recepcji. W międzyczasie musieliśmy włączyć nasze receptory pamięci i przestawić się na język angielski. Nie było tak lekko bo mąż zna tylko kilka pojedynczych słów, a ja uczyłam się w liceum dawno temu. Co prawda byliśmy już kilka razy za granicą i jakoś w miarę się dogadywaliśmy ale wiecie jak to jest gdy się tego języka w ogóle nie używa. Zawsze po powrocie do kraju obiecuję sobie, że zabieram się za szlifowanie angielskiego ale potem jakoś to moje postanowienie umiera śmiercią naturalną aż do następnego razu.

20150510_111139Jak ktoś z Was nie wie skąd się biorą szczotki WC lub do mycia butelek to już wiecie, że rosną w Turcji na drzewach :)

Pan recepcjonista jak tylko nas zobaczył odezwał się w języku niemieckim dlatego, że jak się później okazało 90% przebywających tam ludzi to właśnie Niemcy. Powiem Wam, że chwilami wydawało nam się jakbyśmy byli w Niemczech bo wokół nas słychać było tylko ten język. Grzecznie więc powiedzieliśmy panu, że nie mówimy po niemiecku tylko po angielsku. Oczywiście ów recepcjonista w jednej chwili zaczął z nami rozmawiać po angielsku prosząc o paszporty i wauczery na nasz pobyt. Nagle ożywił się i powiedział, że widzi iż jesteśmy z Polski. Przytaknęliśmy więc zapytał z jakiego miasta odpowiedziałam, że z Krakowa, a on na to, że był w Krakowie bo jego żona jest Polką i pochodzi z Katowic. Zapytałam go jak długo mieszkał w Polsce i czy umie mówić po Polsku. Odpowiedział więc, że mieszkał 4 lata i nie nauczył się naszego języka bo jest za trudny. Poprosiliśmy go więc by dał nam fajny pokój i najlepiej blisko windy bo mam kontuzję stopy. Uśmiechnął się i powiedział - no problem, i że będziemy zadowoleni bo dostaliśmy rili gud rum :) Grzecznie podziękowałam i dałam mu napiwek. Powiedziałam jeszcze naszemu w połowie ziomalowi iż jesteśmy głodni i zapytałam czy możemy coś zjeść. Pan grzecznie odpowiedział, że jest jeszcze późna kolacja i wskazał nam gdzie jest stołówka. Podziękowaliśmy za informację i poszliśmy z bojem hotelowym by zanieść bagaże do pokoju, który faktycznie znajdował się na przeciwko windy :) podziękowaliśmy bojowi standardowo napiwkiem.

Nie rozglądaliśmy się jakoś bardzo bo byliśmy strasznie głodni tylko zostawiliśmy walizki i poszliśmy na stołówkę coś zjeść. Po kolacji, która była całkiem smaczna udaliśmy się do pokoju by trochę się ogarnąć i iść spać bo było bardzo późno. Mieliśmy otwarty balkon, a że zaraz obok hotelu był kanał, którym płynęła sobie woda i wieczorem wpuszczano tam ścieki to zaśmierdziało nam się okrutnie w środku. Do tego zobaczyliśmy mrówki, które dreptały prosto do naszego pokoju. Wkurzyliśmy się i pomyśleliśmy żeby iść na recepcję i powiedzieć o mrówkach i smrodzie, i że chcemy się przenieść gdzie indziej. Jednak byliśmy zbyt zmęczeni żeby znów te tobołki przenosić gdzieś, a poza tym mogło się okazać, że dostalibyśmy gorszy pokój. Ślubny zamknął balkon i coś tam pozatykał w oknie żeby mrówki nam nie wchodziły do środka i poszliśmy spać. Zanim jednak usnęliśmy mąż oznajmił mi, że będzie biegał codziennie rano i zrobi taki rekonesans po okolicy gdzie są sklepy i jak wygląda dojście do plaży. Nie bardzo mi się chciało w to wierzyć bo mówił tak gdziekolwiek byliśmy i zawsze kończyło się to takim jednorazowym wypadem :)

Nad ranem uchyliliśmy balkon ponieważ w pokoju zrobiło się bardzo ciepło i o 5:00 usłyszeliśmy głośny jakby taki zawodzący śpiew Muezzina, który wzywał wszystkich muzułmanów do modlitwy bo całkiem blisko znajdował się Meczet. Taka ceremonia odbywa się pięć razy dziennie. Potem jakoś tak przyzwyczailiśmy się do tego, a poza tym był większy ruch więc nie było tego Muezzina słychać. Bardzo ciekawe przeżycie. niestety moja „stąpająca stopa” nie była na tyle sprawna bym mogła doczłapać się do owego Meczetu. Zawsze chciałam zobaczyć go od środka no ale cóż myślę, że następnym razem mi się to uda :) Nie wiem która to była godzina bo drzemałam jeszcze sobie jak usłyszałam, że ślubny zbiera się do wypadu. Przebrał się w swój strój do biegania, wziął wodę i wyruszył na podbój Side  gdy wrócił obudził mnie i poszliśmy na śniadanie w trakcie, którego opowiadał co widział.
Szkoda, że nie było nam dane trochę pozwiedzać ale cieszę się, że pomimo tej kontuzji (KLIK), która na początku wyglądała dużo poważniej niż się później okazało w ogóle ten nasz urlop doszedł do skutku :)

A takie focie zrobił mój ślubny podczas swojego maratonu ;)
20150511_142814Nikt tych pomarańczy nie jadł bo były przygnite ;)
20150511_143928Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam zbyt dokładnym opowiadaniem?
Wygląda na to, że kroi się tutaj kilka części ;) a myślałam iż w jednej się zmieszczę.
Lubię opisywać w miarę dokładnie wydarzenia i rzeczy, które wydają mi się ważne, ciekawe i istotne by moi czytelnicy się nie pogubili i wiedzieli o co chodzi.

Więc moi Drodzy CIĄG DALSZY NASTĄPI …….

The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy gabunia76 (zobacz wszystkie)

16 Komentarze

  1. Bardzo ciekawa opowieść czyta się z zapartym tchem choć znam dobrze życie na obczyźnie nie na urlopie a na stałe i nawet nam przytrafiają się bardzo dziwne historyjki, zapraszam do siebie może odkrywając uroki Teneryfy zawitacie tutaj na następny urlop, a jest na prawdę pieknie.

    • Dziękuję za zaproszenie na pewno zaglądnę bo chciałabym zwiedzić Teneryfę. Podobają mi się Wyspy Canaryjskie . 5 lat temu byliśmy na Fuerteventurze. Było pięknie chociaż wietrznie i ta plaża naturystów gdzie było mnóstwo Nagich Niemców seniorów (średnia wieku 70 lat) jak dla mnie obrzydlistwo. Uraz i niesmak pozostał mi do teraz.

      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam częściej do mnie :)

  2. aż się chce poleniuchować na gorącym piasku nad ciepłym morzem… mimo tego, iż w ostatnim czasie u nas temperatury iście tropikalne, to jednak woda wciąż i niezmiennie zimna jak cholera!
    bardzo się cieszę, że urlop się udał! :)
    pozdrawiam serdecznie :)
    PS> zazdroszczę umiejętności jęz. ang. choćby w stopniu podstawowym.. ja nie potrafię powiedzieć nawet jednego zdania… dzięki Bogu mąż nadrabia za nas dwoje ;)

    • Powiem Ci moja droga, że kocham nasz Bałtyk ale jak sobie przypomnę swoje odmrożone stopy po zamoczeniu to od razu dostaję gęsiej skórki :) Wyobraź sobie, że mój ślubny jak się parę lat temu poszedł kąpać z synem bo mały chciał poskakać po falach to dostał anginę i 40 stopni gorączki. Stracił potem tydzień bo musiał leżeć w łóżku i brał antybiotyk. Synalowi na szczęście nic nie było :)
      Mieliśmy zawsze takiego pecha, że za każdym razem jak byliśmy nad Bałtykiem to na dwa tygodnie potrafiliśmy mieć tylko 4 dni pogody, a resztę przesiedzieliśmy w pokoju lub w knajpach i kasa szła jak woda bo co robić z dzieckiem gdy jest zimno i leje.

  3. Chciałabym umieć mówić biegle w jakimś drugim (po ojczystym) języku ;) W wyjazdach zagranicę chyba właśnie kwestia dogadania się – byłaby dla mnie najbardziej stresująca.
    Pozdrawiam :)

    • Ja chciałabym mówić biegle w języku angielskim bo on głównie dominuje lecz z obserwacji dochodzę do wniosku, że najlepiej jest umieć kilka języków po trochę to wtedy człowiek się na pewno dogada ;) bo w zależności od kraju, regionu czy nawet hotelu w jednym mówi się po Niemiecku, w drugim po angielsku, a w jeszcze innym po Rosyjsku bądź Francusku :)

      Ja się dogadam po Angielsku, a mój ślubny po Rosyjsku więc myślę, że razem nie zginiemy i na pewno przetrwamy :)

      Ściskam poniedziałkowo

  4. No no zapowiada się ciekawie.
    Mam nadzieję że pomimo pięknego hotelu nie mieliście więcej niemiłych niespodzianek.
    A szczoty na drzewach FANTASTYCZNE .
    Chcę takąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąą :D

    • Tak szczoty mnie najbardziej urzekły bo nie sądziłam, że takie cuda rosną na drzewach :)
      Kurcze chcieliśmy wziąć zaszczepkę ale doszliśmy do wniosku, że w naszym klimacie na pewno się nie utrzyma szczotkowa roślinka tak jak wszystkie inne, które do tej pory przywieźliśmy, a poza tym wszedł teraz ten przepis, że skarbów narodowych nie wolno wywozić z kraju bo mogłoby się mieć poważne kłopoty więc nie chcieliśmy ryzykować.

  5. Wpis bardzo interesujący. Kiedy zrobiłam ‚klik’ na Wasz Hotel, zrobiłam potem ‚Wow’ tam musi być pięknie! A poza tym bardzo chętnie usłyszałabym takie prawdziwe muzułmańskie wezwanie na modlitwę i obejrzała meczet z bliska. Aczkolwiek to zawsze jakaś odmiana dla naszej kultury i religii.
    Cieszę się, że odpoczęłaś i zaczerpnęłaś nowych klimatów.
    Pozdrawiam Gabuniu :)

    • Wiadomo, że foldery czy główne fotografie zawsze są tak zrobione żeby najlepiej i najładniej wszystko wyglądało. Przyznaję jednak iż faktycznie było tam bardzo ładnie i ciekawie. Nie jest to moja pierwsza i ostatnia wyprawa do tego kraju więc następnym razem moim celem będzie Meczet bo chociaż w Turcji byłam już 4 razy to jakoś tak zawsze mieliśmy daleko i nie było okazji by zwiedzić tą muzułmańską świątynię :)

      Tak Aniu odpoczęłam i już zdążyłam się tak zmęczyć, że najchętniej poleciałabym tam i to zaraz :)

      Buziaki

    • Próbowałam ale coś Ty nie było szans bo tak mnie przetrzepali na osobistej, że wszystkie ze mnie wyciągnęli ;)

      Weszły teraz te głupie przepisy, że nawet ziarenka piasku nie możesz wywieźć z kraju bo to niby skarby państwa są i kary za to wlepiają masakryczne.

  6. No to Ci powiem, że na tym folderze hotel wydaje się bardzo zachęcająco. Ciekawa jestem, czy tak rzeczywiście było? Z zapartym tchem czekam na dalsze opowieści :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.