Dentysta czy Dentysta – o co tutaj kurna chodzi?

Nie wiem jak Wy ale ja biegnę do dentysty zaraz jak tylko poczuję, że coś się zaczyna dziać z moimi zębami. Jakoś tak nie uśmiecha mi się wizja bycia kobietą z uszkodzoną lub popsutą klawiaturą bądź zafundowania sobie sztucznej szczęki ;) Dbam o swój uśmiech bo on jest moją dewizą. O zabrzmiało jak reklama pasty do zębów ;)

Był październik zeszłego roku. Jak zwykle poszłam do mojego stomatologa z bolącym zębem. Doktor go oglądnął i stwierdził, że trzeba przeleczyć kanałowo ale odeśle mnie do koleżanki ponieważ ona się akurat tym zajmuje. Pomyślałam sobie, że nie ma problemu i umówiłam się na wizytę do owej dentystki. Jak ktoś z Was przeżył taką przyjemność to doskonale wie o czym piszę. Leczenie szło dość mozolnie ponieważ mój ząbek był totalnie oporny i nie chciał ujawnić swych ukrytych kanałów. Trwało to sporo czasu bo terminy były dość odległe. Okazało się, że mam do wyleczenia 3 kanały i gdy drugi został ujarzmiony, a było to w okolicach lutego bieżącego roku to pani doktor oznajmiła mi, że wyjeżdża i już jej nie będzie w związku z tym muszę się zapisać znów do kogoś innego. Zapewniła mnie również iż wszystko zapisze w karcie by jej następczyni wiedziała na jakim etapie jest leczenie. Trochę się zezłościłam ale cóż było robić. Dostałam więc termin do kolejnej pani doktor.

Nadszedł dzień wizyty i gdy znalazłam się w gabinecie to najpierw musiałam poczekać około pół godziny bo owa pani doktor (taka gdzieś po 60 -tce) się z czymś tam guzdrała i piła kawę, a gdy już się pojawiła przy fotelu zaczęłam jej pokrótce opowiadać jak wygląda sytuacja z tym moim zębem. Wysłuchała przeglądnęła kartotekę i powiedziała, że poprzednia pani stomatolog nie zanotowała na jakim etapie zostało skończone leczenie w związku z tym ona się nie podejmie tak w ciemno by to dalej prowadzić, a poza tym przy moich schorzeniach i przyjmowanych lekach trzeba się temu przyglądnąć dokładniej. Mówiłam jej co przekazała mi poprzednia lekarka. Byłam zła, że nie dopilnowała i nie zapisała co dokładnie miałam zrobione. W związku z tym obecna dentystka kazała mi zrobić zdjęcie panoramiczne i punktowe tego zęba i zapisać się do niej na następny termin. Wkurzyłam się nie na żarty i wyraziłam swoje niezadowolenie bo jak można tak traktować pacjentów tym bardziej, że straciłam już niemałe pieniądze lecząc zęby u nich. Nie dość, że tyle czasu zmarnowane to znów wszystko się przesunęło w czasie, a ja miałam właśnie wylatywać do Turcji ( KLIK i KLIK ) Spytałam czy nie mogą się skontaktować z poprzednią lekarką i zapytać o mnie ale skwitowali to mówiąc, że nie mają do niej żadnych namiarów. Dentystka zaczęła się tłumaczyć iż to przecież nie jej wina i chce dla mnie jak najlepiej. Uspokoiłam się więc ale byłam zdezorientowana bo nie wiedziałam co mam myśleć o tej całej sytuacji. Niby z jednej strony miała rację ale z drugiej gdy pytałam kiedyś kilku stomatologów czy leczenie jest uwarunkowane od moich schorzeń i lekarstw to usłyszałam odpowiedź negatywną, że nie ma to znaczenia przy zębach. Więc komu tak na prawdę wierzyć? Cóż, zapisałam się na kolejny termin trzy dni po powrocie do kraju i wyszłam stamtąd. W między czasie kontuzjowałam moją stopę, o której piszę TUTAJ  i nie zrobiłam tych zdjęć przed wyjazdem. Po powrocie z urlopu też miałam zbyt mało czasu i nie zdążyłam prześwietlić tych zębów więc zadzwoniłam do gabinetu stomatologicznego i przesunęłam termin wizyty na 9 czerwca na 17:30. 

Dwa tygodnie szybko zleciały, a że czas u mnie jest dość napięty i z wieloma rzeczami zostaję na ostatnią chwilę to rano pojechałam na ten RTG zębów i potem wieczorem na wizytę do dentysty. Po przybyciu na miejsce okazało się, że na fotelu siedzi jeszcze pacjentka w związku z tym musiałam poczekać aż 45 minut. No nic jak mus to mus. Przyszła wreszcie moja kolej więc zasiadłam na fotelu, do którego po dłuższej chwili podeszła owa pani doktor. Przypomniałam jej temat mojej poprzedniej wizyty. Popatrzyła znów w kartę i potem na zdjęcia. Powiedziała, że ten leczony ząb oraz sąsiedni mają najprawdopodobniej jakiś stan zapalny i jeszcze po drugiej stronie jeden ma nieszczelne wypełnienie. Poinformowała mnie też, że może się okazać iż ten ząb, który jest w trakcie kanałówki oraz te z nieszczelnym wypełnieniem są do usunięcia. Zdenerwowałam się i powiedziałam, że przecież wydałam już sporo kasy na to leczenie, a poza tym chcę ratować zęby by jakoś wyglądać. Wiadomo oczywiście iż co swoje to swoje. Doktorka sprawiała wrażenie zdziwionej, że zęby są dla mnie takie ważne. Patrzyła na mnie jakbym była co najmniej z kosmosu.  Zapytałam więc co mam z tym zrobić? Na co dentystka odpowiedziała, że ona się nie podejmie tego leczenia bo jest to w moim przypadku dość skomplikowane ze względu na ble, ble, ble (to samo mówiła co poprzednio). Powiedziałam jej wtedy, że nikt wcześniej nigdy nie robił mi żadnych problemów z jakimkolwiek leczeniem zębów nawet kanałowym pomimo iż wiedzieli o moim obciążeniu chorobami i nic się potem nie działo. Sprawiała wrażenie zdziwionej. Zaczęła wysyłać mnie do innego gabinetu położonego na drugim końcu miasta bo niby tam mieli lepszy sprzęt by jeszcze raz sprawdzić te moje zęby. Powiem Wam szczerze, że podku …. wiłam się konkretnie bo pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją u stomatologa. I miałam ochotę tam wybuchnąć ale powstrzymałam się grzecznie by nie robić zamieszania i oszczędzić sobie nerwów. Podziękowałam przez zaciśnięte zęby za informację. Wzięłam te namiary na proponowany gabinet i jeszcze dodatkowo zapisałam się na wizytę do mojego dawnego stomatologa z myślą, że może on wreszcie to dokończy co inni zaczęli zamiast odsyłać mnie do koleżanki.

Powiem Wam, że wyszłam stamtąd z wielkim mętlikiem w głowie. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony może ta dentystka faktycznie ma rację, a z drugiej znów czuję, że bała się mi cokolwiek robić i wolała mnie spuścić po brzytwie żeby pozbyć się problemu. Z taką reakcją wśród lekarzy już się spotkałam wielokrotnie. Byłam potraktowana jak tzw. śmierdzące gówno, które trzeba szybko usunąć zanim narobi większego smrodu. To rozwiązanie wydaje mi się najbardziej prawdopodobne bo tak mi ta lekarka podejrzanie wyglądała. Normalnie dobry dentysta powinien zająć się tym problemem osobiście, zadziałać, pokierować mną, a nie spychać mnie na boczny tor. No cóż czeka mnie trudny orzech do zgryzienia bo będę musiała teraz znaleźć sobie jakiś dobry gabinet stomatologiczny, który poprowadzi mnie dalej sensownie i skończy coś za kogoś. Wybór jest trudny bo namnożyło się tych gabinetów jak grzybów po deszczu. Myślę też by iść jednak na tą wyznaczoną wizytę do doktora i przedstawić mu całą sytuację. Może on ma jakiś namiar do tej swojej koleżanki i wyciągnie od niej informacje. To jest chyba najrozsądniejsze wyjście zanim zacznę szukać czegoś innego. Szkoda mi czasu i nie chcę stracić tego zęba. Wydaje się, że świat idzie z postępem ale jednak pod wieloma względami jest jeszcze w powijakach najczęściej można to zaobserwować właśnie w naszym kraju.

Zobaczcie i przypomnijcie sobie jak dawniej wyglądała wizyta u  dentysty :)