Nadszedł czas na zaległości czyli wyzwanie w LBA.

 

Jakiś czas temu, gdy byłam w szpitalu dostałam dwie nominacje do LBA.  Bardzo Wam dziękuję dziewczyny za wyróżnienie mojego Bloga :) Nie będę opisywać zasad tej zabawy, bo na pewno większość z Was je zna na pamięć, a niewtajemniczonych zapraszam na wyjaśnienia  TUTAJ.

Bardzo lubię odpowiadać na pytania, dlatego z miłą chęcią podjęłam się wyzwaniom, które rzuciły mi dziewczyny. Nie będę nominować, bo wiem, że niektórzy z powodu nadmiaru nominacji nie mają ochoty lub czasu na kolejne odpytywanie.

A więc do dzieła. Czeka mnie nie lada wyzwanie, wszakże odpowiem na 22 pytania ;)

Pierwszą z dziewczyn, na której pytania odpowiem jest Ruda Blondynka. Kobieta wrażliwa, dobra i pełna optymizmu, którym zaraża mnie w swoich postach. Nasze podobne zainteresowania i poglądy życiowe powodują, że pojawia się u mnie taka myśl, czy aby Ruda nie jest moją odnalezioną siostrą bliźniaczką ;)
Przede mną trudne wyzwanie, bo pytania wymagają dogłębnego przemyślenia nad odpowiedzią :)  No to ruszamy …..

1. Skąd pomysł na taki nick blogowy ?
Ten nick towarzyszy mi od dawna, pamięta czasy, jak byłam w liceum. Szczerze
powiedziawszy, to tak dokładnie nie kojarzę jego początków. Wiem, że jest
spokrewniony z moim nickiem BUNIA, którego używałam w czasach, gdy zamiast
internetu i portali społecznościowych, królowały radia CB.
Gabunia76 to mój znak rozpoznawczy, którego używam wszędzie i na internecie i w
realu.
2. Gdzie poznałaś/poznałeś swoją pierwszą miłość ?
Oj z racji tego, że byłam kochliwym dziewczęciem, to ciągle byłam w kimś zakochana
:) jednak myślę, że moją pierwszą poważniejszą miłością był syn naszych sąsiadów, z
którym znałam się od dzieciaka :)
3. Kiedy ostatnio i komu powiedziałaś/powiedziałeś „kocham cię „?
O to mówię dość często swojemu mężusiowi, a i czasem też synalkowi.
4. Kogo ( nie co ) zabrałabyś/zabrałbyś w podróż dookoła świata ?
Oczywiście, że zabrałabym swojego męża, bo nikt inny, tylko on jest najbardziej
wprawiony w te nasze przygody podróżnicze, zwłaszcza głównie z moim udziałem ;)
ale żeby nie było za monotonnie i nudno, to może jeszcze Ciebie Ruda, bo Ty byś
wiedziała jak rozluźnić atmosferę i poprawić humor.  Co Ty na to? ;)
5. Gdybyś wygrała/wygrał Konkurs na najbardziej sympatycznego blogera jakimi
słowami byś podziękowała/podziękował za uznanie
 ?
Bardzo dziękuję wszystkim za to, że we mnie wierzycie, że mnie wspieracie i jesteście
ze mną. Bez Was nie byłoby tego Bloga i mnie.
Wasze wyróżnienie i uznanie, oraz przyznanie mi tytułu „najsympatyczniejszego
 blogera” wiele dla mnie znaczy. Dzięki temu wiem, że to co piszę, wkładając w to
swoje serce, nie jest dla Was obojętne. Jeszcze raz wielkie dzięki za docenienie tego
co robię i oczywiście za Wasze głosy.
6. Czy byłabyś/byłbyś zdolny do tego aby z dnia na dzień porzucić pisanie bloga?
Myślę, że tak, chociaż nie jestem pewna, czy byłoby to porzucenie pisania na stałe.
Niewiele brakło, by tak się stało, ponieważ gdy człowiek ma na głowie masę spraw i do
tego poważne problemy choćby ze zdrowiem, tak jak ja, to ciężko jest się wtedy skupić
na pisaniu. Do pisania Bloga potrzebny jest czas, pomysły na tematy postów i
oczywiście czysty sprawny umysł, by można było sklecić coś w miarę sensownego.
Nikt nigdy tak do końca nie wie co go czeka i jak potoczy się dalej życie. Każdy radzi
sobie z problemem czy określonym tematem na swój sposób. I jeden przestanie pisać
w ogóle, a drugi będzie pisał jeszcze więcej.
7. Co uważasz za swoją największą porażkę życiową , a co za największy sukces?
Moją największą porażką życiową jest choroba, z którą borykam się od dziecka.
Natomiast mój sukces, to zdana matura, pomimo wielu trudności i zaległości, oraz
najważniejsze czyli urodzenie zdrowego syna i zamążpójście, pomimo mojego
poważnego stanu zdrowia:)
8. Gdybyś miała/miał do wyboru karierę polityczną , prawniczą , wokalisty
rockowego czy celebryty to na co byś się zdecydowała/zdecydował
 ?
Bez namysłu wybieram karierę wokalistki rockowej, ponieważ moja pasja to muzyka.
Od dziecka chciałam śpiewać i grać na pianinie. W wieku 6 lat dostałam się nawet do
szkoły muzycznej na wokalistykę i pianino, lecz niestety zaraz potem zachorowałam i
musiałam przerwać swoją karierę muzyczną :(
9. Masz na zbyciu milion złotych – komu byś je przekazała/przekazał ?
Przyznam się, że ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie wyobrażam
sobie być w posiadaniu takiej sumy, a co dopiero mieć jej nadmiar. Myślę jednak, że
przekazałabym te pieniądze potrzebującym, ale nie przez jakieś fundacje, czy inne
tego typu organizacje, lecz tak bezpośrednio z ręki do ręki. Na pierwszym miejscu
byłyby to dzieci ciężko chore, a potem dorośli i ubodzy skrzywdzeni przez los. Nie
mam tu jednak na myśli patologii, bo tego nie popieram.
10. Jaki masz stosunek do emigrantów którzy zalewają Europę ?
Jeżeli są to rodziny bądź osoby, które faktycznie uciekają przed wojną, czy
potrzebują pomocy, to jestem jak najbardziej za. Sama przyjęłabym taką rodzinę pod
swój dach, by pomóc im stanąć na nogi. Jednak nie popieram, ba nawet wścieka
mnie, gdy taki uchodźca to leń i oszust, który kombinuje jakby tutaj wyzyskiwać kraj,
do którego wyemigrował. Moim zdaniem każde państwo powinno dbać o swoich
obywateli, by nie musieli opuszczać swojej ojczyzny w poszukiwaniu pracy i lepszego
życia, a nie utrzymywać leni i nierobów, którzy nazywają siebie uchodźcami.
Podejrzewam, że na jedno by wyszło gdyby rząd dołożył więcej funduszy swoim i
zapewnił im pracę niż utrzymywał obcych.
11. Gdybyś mogła/mógł wybrać swoją drugą połówkę z pośród Włochów/Włoszek
Japończyków/Japonek , Amerykanów/Amerykanek , Francuzów/Francuzek ,
Skandynawów/Skandynawek , Arabów/Arabek , ludności afrykańskiej  –  na jaką
narodowość (nację) by padło i dlaczego ?
O kurcze, to mnie zastrzeliłaś tym pytaniem. Nigdy jakoś się nad tym nie
zastanawiałam. Myślę, że ja jednak pozostanę przy tej swojej połówce, którą
wybrałam prawie 20 lat temu :)

Tak dobrnęłam do połowy. Mam nadzieję, że jesteś kochana usatysfakcjonowana moimi odpowiedziami, bo bardzo się starałam :)

Teraz przyszła kolej na odpowiedzi do nominacji Marii Alejandry. Kobieta okrutnie skrzywdzona przez los, życie dało jej masę przykrych doświadczeń, ale przyszedł czas, że do niej też się uśmiechnęło szczęście. Chcecie dowiedzieć się więcej? Odwiedźcie jej Bloga klikając na granat ;)

Zapraszam na kolejną chwilę szczerości ….
1. Co Was skłoniło do pisania bloga?
 Bardzo chciałam się podzielić ze wszystkimi moimi przeżyciami i doświadczeniem
jakie doznałam podczas choroby. Pokazać swój Świat widziany oczyma chorej osoby
i pomóc zrozumieć Go tym, którzy nie znają tej inności, a nawet się jej boją.
2. Blogi o jakiej tematyce najczęściej czytacie?
Lubię blogi o życiu, o normalności, jakieś porady domowe lub przepisy kulinarne.
3. Jakie miejsce na świecie chcielibyście odwiedzić?
Bardzo chciałabym znaleźć się na takiej dziewiczej wyspie, gdzie byłoby mnóstwo
palm, kwiatów i lazurowe, piękne wybrzeże, a przystojni panowie podawaliby mi drinki
i wachlowali dużymi palmowymi liśćmi :)
4. Gdzie chcielibyście zamieszkać w przyszłości?
Na pewno gdzieś, gdzie jest ciepło i dużo słonka, które kocham :)
5. Co myślicie o polskich politykach?
Polityka to nie moja działka, bo i tak nie mam wpływu na wszelakie zmiany w naszym
kraju, więc po co się wysilać? Nasi politycy, to klauni, a rząd to cyrk, ot tyle o nich
myślę.
6. Ile waszym zdaniem powinni zarabiać Polacy?
Myślę, że nie ma takiej ostatecznej kwoty, która by zadowoliła wszystkich i zaspokoił
materialne żądze ;)
7. Czy Waszym zdaniem 6 latki powinny iść do szkoły?
Uważam, że nie powinny, bo to takie skracanie dzieciństwa jest.
Są jednak takie kraje jak np. New York, gdzie 6 latki również idą do szkoły.
8. Jak oceniacie polską służbę zdrowia?
Moja ocena od 1 do 10, to 4. Ze służbą zdrowia akurat mam najczęściej do czynienia i
określę ją jednym słowem, ŻENADA.
9.
Czy jesteście zadowoleni z dotychczasowego życia?
Ja nie jestem. Bo jak można być zadowolonym, gdy życie zamienia się w walkę o
przetrwanie i wegetację :(
10. Co myślicie o moim blogu?
Lubię czytać Twojego bloga, bo jest szczery, w ciekawy sposób opisujesz swoje
życie i dzielisz się swoimi doświadczeniami.
11. Czy przeczytaliście mojego bloga od deski do deski?
Niestety nie, bo ostatnio przeżyłam bardzo trudny okres czasu w swoim życiu.
Wiem, że mam u Ciebie duże zaległości, ale obiecuję, że postaram się je
nadrobić, jak tylko się ogarnę :)

Jeszcze raz dziękuję dziewczyny za nominacje. Było mi miło odpowiedzieć na Wasze
pytania. Może ktoś też ma ochotę na zabawę w szczerość? Zapraszam do odpowiedzi :) Pozdrawiam Wszystkich serdecznie :)

Jak leziesz Baranie …

 


Od jakiegoś czasu pogoda nas nie rozpieszcza. Piękna, złota jesień nas opuściła. Coraz częściej mamy pochmurne, deszczowe, zimne i zamglone dni, w dodatku wcześnie robi się ciemno. Jest to dodatkowe utrudnienie dla kierowców i pieszych. Zawsze obrywa się kierowcom, więc teraz przyszła kolej głównie na pieszych :)
Ostatnio weszła ustawa, że poza terenem zabudowanym trzeba mieć jakiś odblask przy sobie, byśmy byli lepiej widoczni dla nadjeżdżających pojazdów. Osobiście uważam, że ten przepis powinien też obowiązywać na terenie zabudowanym ponieważ często zdarza się, że widoczność jest ograniczona z różnych powodów. Wiem, że ten drugi wariant jest już rozpatrywany.
Niestety nie wszyscy to rozumieją i nie stosują się do ustalonych przepisów. Ktoś kto jest kierowcą, tak jak ja, doskonale wie jakie to ważne, by pieszy zachował należytą ostrożność. Chodzi tu przecież o jego i nasze życie. Czasem zdarza mi się w ostatniej chwili zauważyć pieszego podążającego poboczem, który wieczorową porą ubrany jest cały na ciemne kolory, głównie czerń i szarości. Mam ochotę wtedy zatrzymać się i zbesztać delikwenta/kę za lekkomyślne i nieodpowiedzialne zachowanie. Często na ryzyko potrącenia przez pojazd narażone są dzieci, które wracają ze szkół poboczami, gdy jest już całkiem ciemno.
Jakiś czas temu znajomy wracał z pracy. Wysiadłszy z autobusu podążał w stronę domu, a że miał dosłownie kawałeczek z przystanku, to nie miał nic odblaskowego przy sobie. Pech chciał, iż nadjechał akurat radiowóz. Panowie policjanci zwrócili mu uwagę, że jest niewidzialny na drodze i wlepili Mu mandat ;) myślę, że ta sytuacja Go czegoś nauczyła i będzie zwracał uwagę, by mieć ze sobą coś odblaskowego.

Kolejna rzecz, która mnie wkurza, to miasto, po którym ludziska łażą jak chcą, wchodząc prawie pod koła nadjeżdżającego pojazdu, bo myślą, że on zatrzyma się w miejscu.
Najczęściej obserwuję przebiegających przez jezdnię na czerwonym świetle lub w niedozwolonych bardzo ruchliwych miejscach. Te moje obserwacje nauczyły mnie, że trzeba mieć oczy w koło głowy, skupioną na maksa uwagę i kategorycznie zwalniać przed przejściem dla pieszych, zwłaszcza wieczorem.
To właśnie tłumaczyłam mojemu synowi najdalej w piątek, gdy wracaliśmy z miasta, z zakupów. Syn od półtorej roku ma prawo jazdy, więc ja oczywiście jako mama i kierowca dzielę się z Nim swoimi uwagami i doświadczeniami :)

Jakoś tak chyba wykrakałam, bo w poniedziałek wieczorem syn zadzwonił do męża z przykrą wiadomością :(
Było coś około 20:00 i duży ruch na mieście. Syn wracał z korepetycji i potrącił mężczyznę. Okazało się, że ów człowiek wracał z pracy i zobaczywszy swój tramwaj po drugiej stronie ulicy bez zastanowienia, na czerwonym świetle, wbiegł pędem prosto pod koła samochodu mojego syna, który nie miał szans zapobiec wypadkowi. Mocno zahamował, a  mężczyzna wpadł na maskę, uderzył głową w szybę, która w tym miejscu pękła kalecząc Go przy tym i odbijając się od szyby upadł na jezdnię. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało ponieważ syn zgodnie z wcześniej udzielonymi przeze mnie wskazówkami jechał ostrożnie. Skończyło się na potłuczeniu i zadrapaniach owego sprintera. Strach pomyśleć, co by było, gdyby widząc zielone światło syn dodał więcej gazu. Przyjechała Policja i Pogotowie. Pan przyznał się, że wbiegł nagle na czerwonym świetle, więc władza ukarała Go mandatem. Myślę, że zarówno dla owego mężczyzny, jak i mojego syna była to lekcja życia i zarazem ostrzeżenie przed tym jak przykre w skutkach mogą być konsekwencje naszych lekkomyślnych i nieodpowiedzialnych zachowań.
Całe to zdarzenie mocno wstrząsnęło synem. Oboje z mężem bardzo się zdenerwowaliśmy po telefonie od syna, lecz po wyjaśnieniu sprawy odetchnęliśmy z ulgą.

po wypadku

Z tego miejsca chciałam przestrzec wszystkich.
Kierowców, by bardziej uważali na niesfornych pieszych i jednak zdejmowali nogę z gazu.
Jednak, gdy przytrafi się Wam już jakiś wypadek z udziałem pieszego, zatrzymajcie się, w miarę swoich możliwości udzielcie pomocy i wezwijcie pogotowie.
Niestety często się zdarza, że potrąconych pieszych zostawia się samych sobie uciekając z miejsca wypadku, a czasem liczą się minuty, sekundy, by kogoś uratować. Rozumiem, że szok może być powodem ucieczki, bo najpierw jest działanie, a potem myślenie, ale pomimo wszystko zatrzymajcie się, zostańcie, sprawdźcie co się stało, przecież chodzi o ludzkie życie. Nie ważne jakie poniesiecie konsekwencje wobec swojego czynu. Liczą się intencje, być może nawet uratujecie człowieka. Będziecie mogli wtedy śmiało spojrzeć w lustro, wiedząc, że nie stchórzyliście, że zrobiliście wszystko, by pomóc.

Do PIESZYCH mam specjalny przekaz.
Uważajcie na siebie. Wieczorem miejcie coś odblaskowego przy sobie lub jasnego na sobie, a szczególnie w miejscach słabo, bądź kompletnie nieoświetlonych. Ubrani na ciemno zlewacie się z otoczeniem. Nadjeżdżający pojazd może Was nie zauważyć i nieszczęście gotowe. Pamiętajcie o swoich pociechach wracających wieczorami ze szkoły lub innych miejsc, by mogły na drodze czuć się w miarę bezpiecznie.

Pod żadnym pozorem, zwłaszcza w mieście, gdy ruch jest wzmożony, nie przechodźcie przez jezdnie w niedozwolonych i ruchliwych miejscach, nie przebiegajcie na czerwonym świetle.
Zapamiętajcie, że pojazd nie zatrzyma się nagle w miejscu, a im szybciej jedzie, tym jego droga hamowania jest dłuższa.
Tramwaj czy autobus odjedzie i za paręnaście minut będzie następny, a życia Wam już nikt nie wróci.
Może nie zastanawialiście się nigdy, ale takim lekkomyślnym zachowaniem narażacie nie tylko siebie, ale i innych z kierowcą włącznie. Dlaczego? Otóż, gdy KIEROWCA zdąży zauważyć wybiegającego na jezdnię, nerwy i strach nakazują mu działać, by uniknąć wypadku. Tak na prawdę nie wiadomo jak się zachowa. Ostro hamując, czy odbijając kierownicą może uderzyć w coś lub kogoś, doprowadzając tym samym do nieszczęścia.
Szczęście w nieszczęściu, gdy nikomu nic poważnego się nie stanie, jak w wyżej opisanej przeze mnie sytuacji mojego syna. Natomiast w przypadku, gdy ktoś ginie i nie ważne są okoliczności, czy jest to pieszy potrącony śmiertelnie przez kierowcę, czy jest to kierowca (bądź inne osoby), który zginął ratując Ci życie, pozostaje trwały ślad w psychice i wieczne wyrzuty sumienia.

Mi na szczęście nie przytrafiło się potrącić człowieka i mam nadzieję, że się nie przytrafi, bo nie dałabym rady żyć z piętnem poczucia winy i ze świadomością, że ZABIŁAM człowieka, że odebrałam komuś życie :(
A TY?