Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji … odcinek 2

Święta, święta i po świętach. Czas przelatuje nam między palcami szybko i nieubłaganie.
A ja znów siedzę i pisząc wspominam ten ostatni feralny pobyt nad morzem.

Pierwszą część już mam za sobą, a jeżeli ktoś nie czytał to zachęcam … odcinek I

A teraz ZAPRASZAM na odcinek 2 …

Brzuch cały czas mnie bolał, przez co droga strasznie mi się dłużyła. Panowie z karetki transportowej jechali co prawda na skróty, ale i tak trwało to około godziny. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Na szczęście na SORze było mało ludzi, więc szybko zostałam przyjęta, lecz niestety wakacje, czas urlopowy przyczynił się do zbyt małej liczby  personelu medycznego, zwłaszcza lekarzy. Wyobraźcie sobie, że w tym dniu przypadał jeden chirurg na SOR, oddział i blok operacyjny. Jak dla mnie totalna porażka. Przyjęli mnie bardzo sympatyczni ratownicy, którzy cały czas się mną zajmowali i nawet pozwolili mężowi siedzieć przy mnie. Mój stan ciągle się pogarszał, więc ratownicy próbowali usilnie skontaktować się z lekarzem, który cały czas operował. Jednak, gdy po zmierzeniu ciśnienia okazało się, że spadło do 70/40 (a idealne jest 120/80) i saturacja do 70% zaczęli działać na własna rękę. Podłączyli mi płyny w kroplówce i podali mocniejsze przeciwbólowe, mówiąc, że nie mogą już dłużej czekać, bo mój stan zagraża życiu. Na szczęście po jakimś czasie funkcje życiowe zaczęły się poprawiać.

Na lekarza czekałam 6 godzin. Przez chwilę udało mi się zasnąć. Po przebudzeniu zauważyłam, że ratownicy się zmienili. Byli bardzo nieuprzejmi, wygonili męża, a jak próbowałam ich prosić, by go zawołali, bo lepiej się czuję jak jest przy mnie, to się wydarli, że nie wolno mu tu przebywać. Zapewne tak jest, ale dlaczego tamci poprzednicy potrafili być tacy ludzcy, pomóc, powiedzieć coś miłego, a Ci jak takie chamidła z mordą do cierpiącej osoby.
W między czasie przywieźli jakiegoś pijaka, który się przewrócił i miał rozbite czoło. Położyli go obok mnie nie oddzielając nas żadnym parawanem. Gościu wydziwiał niesamowicie. Starałam się cały czas odwracać głowę i zatykać nos, bo strasznie od niego śmierdziało. Rozebrał się do naga i potem się ubierał na nowo. W związku z tym, że nie trzymał moczu założyli mu pampersa, którego zdjął, przy czym odwrócił się do mnie dupskiem i zesikał się na swoje łóżko :(  Myślałam, że zwymiotuję. Poprosiłam niemiłych ratowników by mnie przewieźli dalej od tego gościa i postawili parawan. Na szczęście tak zrobili. Wiecie co, ja wszystko rozumiem, że pijak to też człowiek, ale dlaczego nie trzymają ich osobno od innych poważnie chorych? Przecież nie wiadomo, co takiemu strzeli do głowy i czy coś nie zrobi drugiej osobie, a poza tym nie jest przyjemnie znosić jego żenujące pijackie zachowanie i wąchać jego smrody. Według mnie SOR powinien mieć taką szpitalną izbę wytrzeźwień i tam tacy delikwenci powinni być trzymani.

W oczekiwaniu na chirurga przywieźli helikopterem młodego chłopaka, który był w ciężkim stanie po wypadku na motorze. Zlecieli się anestezjolodzy i lekarze z innych oddziałów, by go reanimować. Nie wiem co się z nim stało, bo zaraz zabrali go na OIOM (Oddział Intensywnej Opieki Medycznej).
Wreszcie pokazał się chirurg. Zlecił mi USG brzucha. Po badaniu powiedział, że najprawdopodobniej jest to wyrostek. Oczywiście ja i mój mąż nie zgadzaliśmy się z diagnozą. Przedstawiliśmy lekarzowi historię sprzed roku, którą opisywałam wcześniej ( KLIK w kilku częściach, oraz karty informacyjne z poprzedniego pobytu w szpitalu dotyczące właśnie tych moich boleści brzucha. Oczywiście nie docierało do lekarza to co mówiliśmy. Powiedział krótko, że konieczna jest operacja wycięcia wyrostka i daje nam chwilę na zastanowienie się. Po chwili przyszedł niefajny ratownik i z szyderczym uśmiechem powiedział do nas: „o widzę, że pacjent chce być mądrzejszy od lekarza”.
Odpowiedziałam: - Żeby pan wiedział. Od dziecka choruję i wiem o sobie i moich chorobach więcej niż lekarze, mało tego znam swój organizm na wylot.
Ratownik zrobił głupia minę i poszedł sobie. Nie wiedziałam co mam robić, bałam się, bo czułam, że to nie jest wyrostek. Po rozmowie z mężem zdecydowałam się jednak na zabieg, bo chciałam żeby przestało boleć, bo miałam nadzieję, że jak mnie otworzą, to wszystko się wyjaśni i mi pomogą.

Po chwili zawieziono mnie na oddział i tam zaczęto przygotowywać do zabiegu. Pielęgniarki były bardzo sympatyczne i pomocne. Zaczęłam z nimi rozmawiać i jedna taka wesoła powiedziała mi, że jak mnie na początku zobaczyła, to pomyślała, że jestem murzynem i zaczęła się zastanawiać, jak ona się ze mną dogada    :)
Pewnie Was to zdziwiło dlaczego ona tak pomyślała? Otóż moja bujna i kręta szopa na głowie, plus mocna opalenizna, widoczna wieczorową porą, oznaczała jedno, MURZYN   :)
Sytuacja szybko się wyjaśniła, gdy spojrzały w moje dokumenty, okazało się, że to tylko JA.
Mąż był bardzo zmęczony od 5:30 cały czas na nogach i w pełnej gotowości. Zdenerwowany, głodny bez dachu nad głową. Poprosił ową wesołą pielęgniarkę podając swój numer telefonu, żeby dała mu znać jak będę już po zabiegu, bo on musi iść znaleźć sobie jakiś nocleg, bo jest bardzo późno, a były to godziny nocne. Pielęgniarka zgodziła się bez problemu. Po około 30 minutach zabrały mnie na blok operacyjny. P. odprowadził mnie pod same drzwi i pożegnał się słowami: „Nie martw się wszystko będzie dobrze, na pewno się uda i już nie będziesz cierpiała. Kocham Cię i po zabiegu się zobaczymy”.
Niestety nie udało się i nic nie było dobrze. Nie byłam świadoma tego, że moje cierpienie dopiero się zacznie.

The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy gabunia76 (zobacz wszystkie)

38 Komentarze

    • No, dokładnie i anielską cierpliwość :) a najlepiej żeby samemu sobie być lekarzem, bo niektórzy, to mogą nawet lecząc wpędzić pacjenta do grobu.

      Pozdrawiam

  1. Podziwiam Twój spokój Gabuniu. Mąż w roli asystenta też się spisał na medal. Czekam na ciąg dalszy tej opowieści.
    Oby obyśmy wszyscy zdrowi byli …

    • Nie jestem taka spokojna Tatulu, opisując tą historię wracam wspomnieniami do tamtych dni i wtedy łezka się w oku kręci.
      Mąż w całej tej sytuacji trzymał się dzielnie i dużo mi pomagał, za co mu jestem niezmiernie wdzięczna :)

      Pozdrawiam i również zdrówka życzę Tatulu

  2. W Polsce to aż strach chodzić do szpitali. Współczuję Ci Gabuniu, że musisz tyle w życiu przechodzić i byłam w szoku, kiedy napisałaś, że nie oddzielili cię od pijanego pacjenta.
    Murzyn mnie rozbawił, też chciałabym się tak ładzie opalać. Niestety Si opala się na czerwono jak burak czy rak.
    To dobrze, że masz duże oparcie w swoim mężu.
    Pozdrawiam Cię Gabuniu i życzę dużo zdrowia.
    Si.

    • No niestety w naszej służbie zdrowia jest tak, że już wielu mówiło, że trzeba mieć święte nerwy i końskie zdrowie, żeby się leczyć. I ja takowe nabyłam chodząc ciągle po szpitalach, SORach i przychodniach.

      Powiem Ci, że moja opalenizna zeszłego roku była wyjątkowo ładna, bo miałam dobry podkład. Mnie też najpierw łapie na czerwono, dopiero z intensywnością opalania zaczyna brązowieć, chyba, że się spalę i skóra mi schodzi płatami :) Przed mocnym słonkiem zwłaszcza tym zagranicznym najpierw idę kilka razy do solarium, żeby złapać podkład. Potem opalałam się w Turcji, a na końcu utrwaliłam sobie kolor nad morzem.

      Szkoda tylko, że to wszystko zmarnowało się w szpitalnych murach :( ale cóż, może jeszcze kiedyś będę mogła cieszyć się ładną opalenizną.

      Pozdrawiam Cię Si cieplutko :)

  3. Niestety naoglądaliśmy się seriali medycznych i mamy inne oczekiwania wobec SOR, niż ma się to w rzeczywistości. A z tymi pijakami to faktycznie nie wiadomo, co robić – przyjąć ich trzeba, bo jak coś się stanie to odpowiedzialność lekarza, a wiadomo – alkohol to dodatkowy czynnik ryzyka. A przez takich delikwentów cierpią „zwykli” pacjenci.

    • Witam Cię Królowo Karo :)

      No i własnie, oglądając „Na dobre i na złe”, czy „Szpital” Ci, którzy nie mieli dotąd do czynienia ze Służbą zdrowia mają mylne wyobrażenie o rzeczywistości i zupełnie inne oczekiwania od tych, które niestety panują w szpitalach, czy SORach.
      Pijaczek, menel, no cóż, tak jak pisałam, to też człowiek, ale pomimo wszystko dla nich powinny być oddzielne sale. Taka sytuacja jaką opisałam w ogóle nie powinna mieć miejsca.

      Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej :)
      Pozdrawiam Cię słonecznie :)

  4. Pewnego razu trafiłam na SOR ze względu na alergiczne opuchnięcie gardła. Przyjął mnie ginekolog, całe szczęście, pomógł. Natomiast leżało jeszcze dwóch panów, nie jestem pewna, czy ginekolog im pomógł lub skierował do innych lekarzy.
    Pozdrawiam.

    • Ginekolog piszesz? hmm … no w sumie tu otwór i tam otwór ;)
      A tak poważnie, to jest bez sensu, że przyjmuje Cię lekarz, który o alergii zapewne nie ma pojęcia. I nie ma się co dziwić, że na SORach dzieją się różne dziwne rzeczy z pacjentami. Ech, szkoda gadać. Najgorsze jest, to, że nie zapowiada się, by miało się coś zmienić na lepsze :(

      Pozdrawiam Cię Ultro weekendowo :)

  5. No Gabuniu, wyobrażam sobie jak musiałaś się czuć leżąc w bólach obok takiego typa… Co do ratowników, jak widać są ludzie i taborety… niestety :(

    • Dokładnie Consku, tak jak szklanki i parapety ;)
      Oj powiem Ci, że ten pijak był odrażający, cały czas się bałam, żeby mu nie odwaliło przypadkiem i by nic głupiego nie zrobił.

      Buźka

  6. Ale, że tego pijaka położyli obok Ciebie! Czyżby uważali, że ukoi to Twoje cierpienia? Wygląda na to, że w szpitalu jest możliwe wszystko!

    • Powiem Ci boja, że ja też byłam w ciężkim szoku, a te jego pośladki, to mi się do końca życia będą śniły po nocach :)

  7. O matko – to jakiś horror. Nie myślałam, że takie szpitale jeszcze istnieją. Jakaś masakra ;( aż się boję co będzie dalej.

    • Oj istnieją, istnieją, chociaż do samego szpitala i pielęgniarek nie mam uwag, to o lekarzach wolę się nie wypowiadać, bo byłyby to niecenzuralne słowa.
      Mogę Cię zapewnić oto ja, że będzie się jeszcze działo, oj działo.

      Pozdrawiam ciepło :)

  8. Kiedy boli, każdy z nas dąży do tego, by przestało i godzi się, nawet, na nietrafione diagnozy lekarskie. Zrobiłabym tak samo jak Ty. Przynajmniej miałaś pewność, że otwarcie brzucha, odsłoni im prawdziwy powód Twoich dolegliwości. Według Twojego opisu, można się domyślać, że nie było wesoło. Na szczęście byłaś w szpitalu, a gdzie jak nie tam można oczekiwać pomocy.
    Pozdrawiam Gabuniu serdecznie:)

    • Masz rację Elu szpital powinien pomagać, lecz niestety nie zawsze tak jest. Wtedy podjęłam taką, a nie inną decyzję, której z biegiem czasu i nabycia nowych informacji, oraz faktów w tym temacie, żałuję. Cóż, ciężko jest nam podejmować trudne decyzje, które mogą znacząco wpłynąć na nasze życie, lub gdy mamy nóż na gardle.
      Nie było wesoło, było tragicznie, walczyłam o życie, walkę wygrałam, ale mogę śmiało powiedzieć, że nie, dzięki lekarzom, ale dzięki Bogu i wszystkim, którzy mnie wspierali w jakikolwiek sposób.

      Pozdrawiam Cię Elu serdecznie :)

  9. Jestem tu od niedawna, ale widzę, że nie nudziłaś się do tej pory. ;)
    Masz rację SORy, i w ogóle Służba Zdrowia to dramat, gdy trafia to nas niespodziewanie. Przerażające jest to co piszesz, chociaż na szczęście nie wszędzie jest tak źle. Mam nadzieję, że teraz to najgorsze już za Tobą.
    Życzę dużo zdrówka. :)

    • Oj żebyś wiedział Anzai. I jak to moje chłopisko mówi, że ze mną nie można się nudzić ;)

      Powiem Ci, że niestety większość SORów zalicza się do tych najgorszych i o ile czasem ratownicy i sprzęt są całkiem w porządku, to już z lekarzami i organizacją nie jest tak wesoło.

      Często słyszałam takie dwa określenia na SOR, a mianowicie „przechowalnia ludzi” i „umieralnia ludzi”. Mojej znajomej przez błędy SORu zmarł brat. Cóż, smutne, ale niestety prawdziwe :(

      Bardzo dziękuję przyda się :)
      Pozdrawiam serdecznie

      • Nie powinienem tego pisać, bo b. bliska mi osoba właśnie kieruje SORem, ale przecież tę prawdę sama odkryłaś. SORy to nie tylko „przechowalnia i umieralnia ludzi”, ale przede wszystkim pierwsza „pomoc” dla lekarzy I kontaktu, którzy zamiast kierować na badania specjalistyczne (to obciąża ich rachunek) namawiają ludzi do udania się na SOR i symulowania nagłego przypadku. SORy nie mogą w takiej sytuacji odmówić i robią wszelkie, nawet najdroższe, badania. Także lekarze prywatni, gdy im się coś nie uda, podrzucają pacjentów na SOR. Nad tym nikt nie panuje, i jest jak jest.

        • Być może tak jest, ja na swoje szczęście z takimi lekarzami się nie spotkałam, bo zarówno I kontaktu i specjaliści, którzy mnie leczą nigdy nie wysługiwali się SORem. Nie wiem jakie zasady panują w owej placówce, w której pracuje Twoja bliska osoba, ale w tych, w których dotąd byłam niestety potraktowali mnie nieludzko i okrutnie, stąd takie moje zdanie, a nie inne. Jakiś czas temu opisywałam historię, która przytrafiła mi się również z udziałem kilku SORów jeśli masz ochotę poczytać to zapraszam http://gabunia76.crazylife.pl/2015/02/19/potyczki-ze-sluzba-zdrowia/ jest tego kilka odcinków.
          Z punktu widzenia pacjenta i osoby potrzebującej wszystko wygląda inaczej, natomiast personel tam pracujący będzie zawsze bronił swoich racji.

          • Czytałem I cz. Podejrzewam, że z SORami jest tyle dziwnych przypadków ilu pacjentów. Ja nie bronię SORów, i nie zamierzam zajmować się ich naprawą, chociaż w służbie zdrowia przepracowałem kilka lat (jako psycholog, i szef kadr), bo wiem, że tam gdzie nie wiadomo o co chodzi, to najczęściej … nadal nie wiadomo. ;)
            Dużym błędem jest łączenie funkcji ratunkowych z normalną obsługą chorych. Może dlatego panuje niesłuszne przekonanie, że pacjenci często mylą DPSy, z apteką, telefonem zaufania, oraz tp. ośrodkami i w końcu trafiają na SOR. To wymaga regulacji organizacyjno prawnych i dobrze, że o tym piszesz.

            • „Nie wiadomo o co chodzi”… to najczęstszy problem niestety pozostawiony sam sobie.
              Hmm …. organizacja faktycznie kuleje i musowo powinno się z tym coś zrobić, ale niekompetentni lekarze też psują reputację SORu. Niestety wielogodzinne dyżury w kilku miejscach najczęściej odbijaja się na pacjencie. Rozmawiałam kiedyś z ratownikami, którzy po części uświadomili mi jak to wszystko wygląda. Tak na prawdę, to oni odwalają najgorszą robotę i ponoszą największą odpowiedzialność za poszkodowanego, za tak na prawdę marne pieniądze.

              • To prawda, ale jednocześnie w tych zespołach ratowniczych, gdzie jeździ lekarz, jest on najczęściej mało już kumatym staruszkiem. Rekordzista miał podobno prawie 90 lat! Niestety w sytuacjach skomplikowanych, gdzie powinien być lekarz często jest tylko ratownik, a to za mało. Moim zdaiem SORy trzeba odciążyć od bieżącej obsługi medycznej, lekarz o ile nie szuka miejsca na wypoczynek urlopowy (jak piszesz) zawsze wybierze przypadek łatwiejszy skazując trudniejsze przypadki na „zejście”. To jest brutalna prawda. Możemy dalej opisywać sytuacje na plus i minus, ale nie zmienimy tego, że „to nie działa”.

                • Zgadzam się z Tobą. Jest to cały czas temat rzeka i mogłabym wypowiadać się w nim bez końca.

                  Bardzo dziękuję za ciekawą dyskusję :)
                  Pozdrawiam i udanego weekendu życzę :)

  10. Boże, aż mi się zimno zrobiło i boję się co napiszesz dalej! To się w głowie nie mieści, średniowiecze normalnie!!!
    U nas była izba wytrzeźwień i została zlikwidowana. Teraz pacjenci żartują, że chce się być szybko przyjętym na SORze, to trzeba się upić i wezwać karetkę…
    Mnie bardzo irytuje zawsze u lekarza, gdy zgłaszam coś co mnie niepokoi, bo przecież znam swój organizm, a lekarz obrażony, bo on lepiej wie.
    Czekam w takim razie na ciąg dalszy…

    • Niestety Asiu tak to teraz wygląda, że pijaczki mają szybszą i lepszą opiekę medyczną, niż taki zwykły cierpiący człowiek, który na prawdę potrzebuje pomocy.
      Ze służbą zdrowia mam do czynienia od dziecka, więc wiele w życiu doświadczyłam i przeszłam w tym temacie. Powieść mogłabym napisać na ten temat.

      Mam kilka chorób i lekarzy prowadzących, na szczęście udało mi się trafić na tych ludzkich, z którymi świetnie się dogaduję. Często to ja im coś sugeruję i podpowiadam, a oni się do mnie podporządkowują. Prawdziwy lekarz analizuje, myśli i słucha. Niestety mało jest takich. Dla mnie doktor, który wie wszystko najlepiej, tak na prawdę nie wie nic.

      Oj Asiu wierz mi, mogłabym pisać bez końca na ten temat. Dlatego żeby nie przedłużać, może na tym zakończę :)

      Uściski serdeczne Asieńko przesyłam :)

    • Brzmi strasznie, ale było jeszcze straszniej :(

      Dziękuję Anno za odwiedziny i zapraszam częściej.
      Pozdrawiam :)

  11. Mój ulubiony Murzynku :))
    A tak serio, świetnie Gabuniu, że podzieliłaś historię na dwie części. Łatwo mi się czytało pierwszą i jak najszybciej chciałam przejść do drugiej :)

    • Na jeden raz by było zbyt dużo informacji, a i tak powiem Ci Aniu, że to nie koniec, to dopiero początek mojej historii.

      Pozdrawiam słonecznie :)

  12. Ta relacja Gabi spowodowała że wszystkie włosy stanęły mi dęba , szczególnie ostatnie zdanie :( ..
    Całe szczęście że znam dalszy przebieg wypadków bo inaczej dostałabym zawału serca :(.
    Zdrówka Gabi !!!

    • Tak bez niego bym tam tego wszystkiego nie wytrzymała, dużo mi pomógł.

      Przez chwile byłam murzynem, też jak to usłyszałam, to mnie rozbawiło :)

      słoneczne uściski Tereniu dla Ciebie :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.