Nasze Narodowe znalezisko :)

Był 11 listopad Narodowe Święto Niepodległości, po obiedzie wybraliśmy się na cmentarz, by posprzątać na grobach bliskich po Święcie Zmarłych. Wchodząc na cmentarz zwróciliśmy uwagę na goniącego luzem Owczarka Niemieckiego, był piękny, zadbany. Zaczęłam się rozglądać za kimś ze smyczą w ręku, kto mógłby być jego właścicielem. Nikogo takiego nie dostrzegliśmy. Szła jedynie jakaś starsza para, którą mąż zapytał, czy to nie jest przypadkiem ich pies. Okazało się, że niestety nie. Wówczas podeszliśmy do niego. Powiedziałam więc do małżona: myślę, że ten wilczur się zgubił, bo jest zbyt czysty i zadbany, nie wygląda na porzuconego i ma na szyi obrożę z breloczkiem, zobacz może jest tam jakiś numer telefonu. Mąż chwycił go za tą obrożę, by nam nie uciekł. Spojrzał na breloczek, na którym na szczęście był numer, dodatkowo z imieniem psa. Małżon zadzwonił do właściciela i powiedział: mamy państwa psa Aresa. Kobieta odpowiedziała: gdzie on znowu zawędrował?  Wywnioskowaliśmy wtedy, iż najprawdopodobniej miał już jakąś ucieczkę za sobą. Odpowiedzieliśmy, że będziemy z nim czekać przy cmentarzu w Skawinie,  Powiedziała, że jej mąż zaraz po niego przyjedzie takim i takim samochodem. Była zdziwiona, że pies znalazł się tak daleko od domu, bo okazało się, że przeszedł jakieś 6 kilometrów. Małżon dumnie spacerował z Aresem, bo psiak nie mógł ustać w miejscu. Obaj panowie prezentowali się całkiem fajnie :)

20161111_143100
Wszyscy się oglądali i mówili, że ładny pies, ale się go bali, bo wiadomo duży i wygląda groźnie. Ktoś nawet spytał małżona, czy on gryzie, ale mąż odpowiedział, że nie wie, bo to nie jego pies, wówczas pytający odszedł ze zdziwioną miną nie drążąc tematu ;) Powiem Wam, że ogólnie boję się psów, szczególnie tych wielkich, ale jakoś ten miał taką kochaną mordkę, że podeszliśmy do niego bez żadnych oporów, ja nawet zaczęłam go głaskać :) Był taki pogodny i przyjaźnie nastawiony.
Po około pół godzinie przyjechał właściciel owczarka, bardzo nam podziękował za zainteresowanie się nim i chwilową opiekę. Powiedziałam facetowi żeby pilnował psa. Oboje z mężem bardzo się ucieszyliśmy, że ta historia dobrze się skończyła.

20161111_142619

Nie chcę nawet myśleć co by było, gdyby potrącił go jakiś samochód lub gdyby złapał go ktoś i zrobił mu krzywdę. Ludzie potrafią być okrutni zwłaszcza w stosunku do zwierząt. Mogłoby być też tak, że ktoś by sobie go przywłaszczył i nie oddał właścicielom. A ja wiedziałam, że gdzieś jest ktoś, kto za nim tęskni i się o niego martwi.
Odczuwam jednak taki wewnętrzny niepokój, że gdyby przypadkiem Ares znów uciekł, to może już nie mieć takiego szczęścia jak wtedy w piątkowe popołudnie kiedy go znaleźliśmy. Tak na prawdę nikt się nim nie zainteresował, nikt nie zwracał na niego uwagi, ludzie przechodzili obok niego obojętnie :(

Z tego miejsca chciałam zaapelować do właścicieli psów, by lepiej ich pilnowali, by uważali na swoich pupili. Żeby postarali się wyeliminować wszelkie możliwości ucieczki, a przede wszystkim, by zaopatrzyli je w obróżkę lub breloczek z numerem telefonu, zwiększą się tym samym szanse na odnalezienie swojego psa, co właśnie miało miejsce w naszym przypadku :)
Wielkimi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i oczywiście Sylwester, który wiąże się z wystrzeliwaniem petard i fajerwerków, pomyślcie proszę o tym, że większość psów boi się tego huku. Zapewnijcie im w tym okresie bezpieczne schronienie, zamknijcie w domu, może nawet będzie trzeba zaopatrzyć się u weterynarza w jakieś środki uspokajające, by podać swojemu zwierzakowi. W tym okresie właśnie ma miejsce dużo zaginięć psów, które w wielkim stresie mogą wyrządzić sobie lub komuś, nieświadomie krzywdę.

Chciałam też zaapelować do wszystkich. Jeśli zauważycie jakiegoś psa, zwłaszcza w miejscach, w których z reguły one nie przebywają (w naszym przypadku był to cmentarz)  to zaobserwujcie proszę, czy jest gdzieś w pobliżu jego pan/pani i jeśli nikogo takiego nie będzie, to zobaczcie, może psiak ma gdzieś ukryty numer telefonu do właściciela. Jeśli jednak nic takiego nie znajdziecie, to zawiadomcie pobliską placówkę  weterynaryjną bądź schronisko lub ewentualnie Straż Miejską.