Psia starość również nie jest wesoła :(

Chciałam podzielić się z Wami pewnym wydarzeniem, które nas ostatnio spotkało, być może niektórzy już słyszeli obserwując mnie na FB.

Mianowicie, w czwartek 12 stycznia wieczorem syn wybrał się do miasta, niedaleko naszego domu zauważył błąkającego się psa, powiadomił odpowiednie służby po czym zadzwonił do męża, by podjechał sprawdzić co to jest za psiak. Na miejscu okazało się, że jest skrajnie wyczerpany. Mąż nie zastanawiając się ani chwili wziął psa do samochodu i przywiózł do domu. Bał się trochę, bo go nie znał, a był to duży pies, lecz postanowił zaryzykować, gdy go tylko zobaczyłam to się popłakałam, taki był biedny :(
Nie mamy pojęcia jaka jest jego historia i co on tak na prawdę przeżył. Skąd przyszedł, uciekł, czy może został wywieziony lub wyrzucony, bo pojawiły się problemy, choroby wieku starczego, które mogły wyniknąć z zaniedbania psa.  Ktoś ze służb zajmujących się błąkającymi zwierzakami zadzwonił do syna dopiero po około 2 godzinach, a my w międzyczasie  postanowiliśmy z mężem pomóc temu biedakowi o czym owe służby powiadomiliśmy. Nie chcieliśmy oddać go do schroniska tylko zaopiekować się nim do momentu, gdy nie znajdzie się właściciel lub nowy dom. Na początku nie wiedzieliśmy o nim nic, liczyło się tylko tu i teraz.
Zadzwoniłam do mojej znajomej, by doinformować się w sprawie żywienia i dalszego postępowania ponieważ w tego typu sytuacji znaleźliśmy się po raz pierwszy. Nie licząc Aresa ( KLIK ), którego na szczęście właściciel odebrał po chwili.

Tak wyglądał nasz bidul, gdy mąż go przywiózł  :(
20170112_193740

Serce nam się ściskało, gdy patrzyliśmy na naszą znajdę. Daliśmy mu na imię LAKI (lucky – szczęściarz). Ogłosiliśmy na internecie, że go znaleźliśmy i poszukujemy właściciela.
Ponieważ nie jestem zwolenniczką dawania psu śmieciowego jedzenia, czy tanich karm typu fast food, dostał karmę Szili. Nasza Szila przez cały czas jest na dobrej suchej karmie i nie ma problemów ze zdrowiem, a ma już 9 lat i nieźle się trzyma. Na początku dawaliśmy Lakiemu często, a po trochę, oczywiście suche chrupki moczyliśmy w wodzie, by je lepiej trawił. Dodatkowo dostał również kurczaka z ryżem i marchewką :) Na szczęście miał apetyt i nie miał po jedzeniu żadnych ekscesów żołądkowych. Przeszliśmy więc na większe porcje 3 razy dziennie.

Nie ma jak pełna micha :)
20170115_223617

No więc w czwartek go znaleźliśmy, a w sobotę pojechaliśmy do naszego zaufanego  weterynarza, żeby go dokładnie oglądnął i zrobił odpowiednie badania. Pies jest mocno wychudzony, waży 20 kg i wygląda na to, że spokojnie mógłby ważyć drugie tyle. Zarzuca tyłem i ma problem z chodzeniem na tylnych łapach, wygląda to na problemy reumatyczne najprawdopodobniej zaniedbanie lub przemarznięcie stawów. Niestety nie słyszy ( może trochę jak się klaśnie lub krzyknie tuż nad głową) i niedowidzi. Weterynarz jego wiek szacuje na około 12 lat.
Laki dostał zastrzyk przeciwzapalny, przeciwbólowy i antybiotyk. Został pokropiony kroplami przeciw pchłom, bo miał ich dużo, przez co dostał zapalenie skóry. Dostał tabletki na odrobaczenie i miał pobrane badania na wątrobę, nerki, trzustkę i morfologię. RTG mu nie robiliśmy by go nie męczyć i dodatkowo nie stresować.

Tutaj Lakuś leży na swoim nowym materacu, który dostał od życzliwej i dobrej rodziny :) Dziękujemy pięknie :)
20170120_183022

Ale legowisko Szilki też jest super :)
20170119_224141

Poniedziałkowa wizyta i kolejne zastrzyki przeciwbólowy, przeciwzapalny i antybiotyk.
Wyniki wyszły całkiem niezłe jak na niego, tylko enzymy wątrobowe są podwyższone, ale to może być efekt niedożywienia i złego odżywiania typu co znalazł w rowie, czy lesie to zjadł. Kupiłam mu zioło OSTROPESTKLIK ) kto nie zna zachęcam do poczytania, bo jest na prawdę świetny i oczyszcza oraz regeneruje wątrobę u ludzi, ale sprawdziłam i u psów również :)
Żeby nie trzeba było tak z nim jeździć dostałam dla niego do domu kontynuację antybiotyku w tabletkach (Augmentin), steryd (Encorton), krople do uszu z antybiotykiem (Dicortineff), zastrzyki (Milgamma N), które robiłam Lakusiowi sama podskórnie. Jest to witamina B1, B6 i B12 działa na układ nerwowy i na zapalenie skóry, oczu oraz wzmacniająco. Kto brał ten wie, że są to bardzo bolesne zastrzyki, dlatego aż mi się serce ściskało z żalu, gdy miałam mu je zrobić, lecz wiedziałam, że muszę, bo to jest dla jego dobra, na szczęście było ich tylko 5 i koniec, więcej mu bólu nie chcę sprawiać. Powiem Wam, że on chyba czuje, że chcemy mu pomóc, bo jest przy tym wszystkim taki grzeczny, tabletki schowane w chrupkach pięknie pałaszuje :)
W najbliższym czasie czeka go jeszcze kąpiel, bo wstrzymywaliśmy się z tym ponieważ dostał te krople na pchły i Wet mówił żeby mu się to zapalenie skóry jeszcze uspokoiło. Jako, że w młodości chciałam studiować medycynę, a potem myślałam o weterynarii to z przyjemnością wykonuję wszelkie zabiegi i pielęgnację Lakiemu. Staram się też sumiennie wypełniać wszystkie zalecenia weterynarza.

Zakolegowałem się z moją nową koleżanką :)
20170117_130611Chodzę z nią na pole :)
20170117_132704

Jak wiecie mamy suczkę Goldenkę, która przyznaję jest rozpieszczona i od zawsze dla nas najważniejsza, a tu nagle pojawia się drugie duże psisko. W pierwszym dniu musieliśmy je trzymać osobno, bo Szila nie była zbyt gościnna i warczała na Lakiego. W drugim dniu postanowiliśmy je oswajać, no bo skoro psiak ma być u nas dłużej, to muszą się polubić. I tak z dnia na dzień było coraz lepiej. Szila dość szybko zaakceptowała nowego domownika, nawet wyjdzie jej to na dobre, bo ma kolegę i przy okazji oduczy się być samolubem :) Obecnie piją wodę z jednej miski, leżą obok siebie i chodzą razem na pole. Zamieniają się legowiskiem, Laki woli spanie Szili, a Szila chętnie leży na materacu ( dostaliśmy go od dobrych i życzliwych ludzi) Lakiego.
Pies ze względu na to, że jest głuchy ( tutaj więcej o głuchocie psa  KLIK ) i chyba ze strachu, że go znów człowiek porzuci chodzi za nami krok w krok, jak ja siedzę, to Lakuś leży, a jak tylko wstanę to zaraz człapie za mną, i gdy tylko straci z oczu mnie lub męża, to przez chwilę piszczy (znakiem tego, że chyba nas polubił i jest mu u nas dobrze :) )  Nawet ogonek, który miał cały czas podkulony pod siebie zaczął się podnosić i merdać na nasz widok i michy z jedzonkiem :)
Staramy się uczyć psiaka dobrych manier i umownych znaków dzięki którym będzie nas mógł lepiej zrozumieć, coś na zasadzie języka migowego.

Jaki jest Laki? To mieszaniec w typie Labradora lub Goldena. Wydaje nam się, że przebywał w domu, bo jest spokojny, przyjaźnie nastawiony do ludzi, zwierząt, do dzieci, nie jest strachliwy.  Nie nabrudzi w domu, jest nauczony załatwiać się na polu, nie niszczy przedmiotów, czy ubrań, umie chodzić po schodach, jednak zagradzamy je ze względu na łapy, by sobie większej krzywdy nie zrobił. Jest nauczony wskakiwać na sofę, chodzić na smyczy. A mąż odkrył ostatnio, że sam wskakuje do samochodu, bo gdy otwarł drzwi by coś sprawdzić, Lakuś jednym susem już siedział na tylnym siedzeniu :)  Lubi za nami chodzić krok w krok, jak śpi, to potrafi się co jakiś czas przebudzić i tak jakby sprawdzał, czy jesteśmy. Zobaczy, że wszystko w porządku, jeszcze go pogłaskam i idzie z powrotem spać.
W związku z tym, że jest mocno wygłodzony musimy na niego uważać, bo jest bardzo łapczywy za jedzeniem. Jedzenie nie może leżeć w zasięgu jego pysiaka, czy to na stole, czy na szafce, czy tym bardziej na ławie, bo zaraz zostanie skonsumowane ;) Musimy uważać na ręce, bo one mu się kojarzą z jedzeniem i czasem jak coś wyczuje, to kłapie zębami.
Ostatnio mąż zrobił zakupy i miałam kabanosy w ręce, bo chciałam je schować, lecz schyliłam się na chwilę po pudełeczko do szuflady i nagle wyczułam, że coś mnie szarpie, patrzę, a Lakuś spałaszował kawałek wianuszka z kabanosami  :) Nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni, żeby uważać na każdym kroku, bo Szila jest nauczona, że tak nie wolno robić.

A tak się ukradkiem zakradłem na sofę ;)

20170114_222822

Powiem Wam moi drodzy, że cały czas się zastanawiamy, jeśli nie znajdzie się właściciel, a jest to bardzo prawdopodobne, czy by nie zacząć szukać Lakiemu nowego domu. Jednak na samą myśl chce nam się z mężem płakać, bo pokochaliśmy tą psinę i nie wyobrażamy sobie, że mielibyśmy go komuś oddać :(
Sprawa się niestety komplikuje, bo jak już kiedyś wspominałam mamy dość sporo zwierzaków, a oprócz naszej Szili, która jest dużym psem teraz dochodzi jeszcze drugi również duży pies.
Najbardziej obawiam się tego jak pójdę na operację, co będzie z tym całym zwierzyńcem, nie wiadomo jak się będę czuła, czy nie będzie trzeba znów przez dłuższy czas się mną zajmować, istnieje ryzyko, że mogę z tego nie wyjść, więc sami rozumiecie, że ta sytuacja nas momentami przerasta.
Niestety mój brzuch się pogarsza i jestem zmuszona to zoperować, lekarze mówią, że będzie to ciężki kilkugodzinny zabieg i nie wiadomo jak się skończy, trzeba być przygotowanym na wszystko.
Teraz to już mam na prawdę mało czasu na cokolwiek, bo robię konsultacje specjalistyczne i badania (i gdy zostanę zakwalifikowana do zabiegu to dostanę termin), a dodatkowo doszła nam opieka nad Lakim. Póki co, radzimy sobie, a  czas pokaże co będzie dalej. Teraz jesteśmy skoncentrowani nad wyprowadzeniem Lakusia na prostą i zapewnienie mu godnej starości, bo uważam, że po tym wszystkim co przeszedł należy mu się to w 100%  :)
To smutne, że człowiek mając przez lata psa, nie potrafi go pokochać, nie potrafi traktować jak członka rodziny, tylko gdy zaczynają się problemy, choroby, to najzwyczajniej w świecie pozbywa się go jak starej niepotrzebnej rzeczy, którą można tak bez skrupułów z zimną krwią wyrzucić :(  To niemoralne, pozbawione człowieczeństwa i serca zachowanie.

A tak mnie przytula moja nowa pani :)
20170115_152638

 

Moi Kochani jest mi bardzo głupio, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam, ale z tego miejsca chciałam Was gorąco prosić o wsparcie finansowe, ponieważ nie ukrywam, że karma, witaminy, leki, badania i wizyty weterynaryjne Lakiego kosztują sporo, a już wydaliśmy nie mało, bardzo chcemy mu pomóc, ale obawiam się, że bez Waszej pomocy będzie bardzo ciężko, więc jeśli ktoś miałby chęć wspomóc Lakiego, byśmy mogli zapewnić mu szczęśliwszą starość to będę bardzo wdzięczna  :)
Podaję numer konta:  72 1470 0002 2836 6207 1000 0001 z dopiskiem „DLA LAKIEGO”

Chciałam prosić jeszcze, jeśli to nie problem o udostępnianie tej informacji, im więcej osób przeczyta tym są większe szanse na pomoc Lakiemu. Bardzo dziękuję :)

Chciałam jeszcze wszystkich zaprosić na mój Fanpage na FB, tu na stronie z Waszej lewej jest okienko, które Was tam przeniesie :)
Zamieszczam tam wiele ciekawych informacji, a także nowinki z życia
Lakusia u nas.
Zapraszam serdecznie !!!!

20170113_143340

Nowa/stara reforma szkolnictwa.

Od kilku dni trwają dyskusje w sprawie zmian w szkolnictwie jakie podpisał nasz prezydent, śmiesznie zwanej  ”nową reformą szkolnictwa” …  hmm .. a ja myślałam, że jest to przywrócenie starych zasad, wcześniej obowiązujących. No cóż może się myliłam, nowy Prezydent, niech będzie i nowa reforma ;)
Przyglądam się temu wszystkiemu i kompletnie nie rozumiem o co chodzi, bo myślę, że nasze społeczeństwo tak do końca nie wie czego chce. Nasz naród chyba ogólnie jest na „nie” bez względu na to co ma dla nas do zaoferowania rząd. Pamiętam jak weszła uchwała o wprowadzeniu gimnazjów, rodzice byli tym faktem mocno podenerwowani. Głośno protestowali, żądając przywrócenia starego sytemu i zlikwidowania gimnazjów. Teraz, gdy co prawda po kilku latach, ale ich żądania zostały wysłuchane, nagle wszystkim się odwidziało.  Wiem, że jest to polityka naszego kraju, na której tak do końca się nie znam i nie zamierzam się w to wgłębiać, wiem też, że w związku z tym wielu nauczycieli straci pracę. No i myślę, że w tym tkwi największy problem, bo moim zdaniem tym najbardziej pikietującym wcale nie chodzi o dobro dzieci. Według mnie wielu dobrych nauczycieli wyjechało za granicę, a Ci co pozostali nie musza się martwic o etat, bo na pewno znajdą pracę. Tu chodzi o tych pseudo nauczycieli, o tych co chcą tylko odbębnić swoje, nie potrafią umiejętnie przekazać wiedzy, nie mają podejścia pedagogicznego do dzieci i młodzieży. Tu chodzi o tych, których jest coraz więcej, na których my rodzice się uskarżamy. Ręka, rękę myje, stałe posadki po znajomości, i tak to wszystko się kręciło, a teraz likwidacja gimnazjum stawia tych wszystkich pseudo pod znakiem zapytania.

Zdaję sobie sprawę, że swoim wpisem najprawdopodobniej wbiłam kij w mrowisko i tym samym spadnie na mnie lawina przykrych komentarzy, a nawet hejtów. Pomimo to postanowiłam napisać swoje spostrzeżenia i opinie na ten temat, które są poprzedzone pewnym doświadczeniem, którego nabyłam jako rodzic dziecka uczącego się i przechodzącego przez różne etapy szkolnictwa. Mój syn jest rocznikiem, który rozpoczynał większość eksperymentów edukacyjnych. Mianowicie, ocena opisowa od 1 – 3 klasy (co było dla mnie pozbawione sensu), coroczne testy sprawdzające, w tym najważniejszy na zakończenie 3 i 6 klasy (bardzo stresujące dla dzieciaków) i nowa matura.
Z biegiem czasu, z biegiem lat i z tym co doświadczyłam i zaobserwowałam podczas edukacji mojego syna, jako rodzic z całą pewnością popieram decyzję Prezydenta o zlikwidowaniu gimnazjów. Myślę, że niektórzy rodzice wiedzą co mam na myśli.

Syn był bardzo zdolnym dzieckiem (teraz jest mężczyzną :) ) nie musiał się jakoś specjalnie wysilać by mieć dobre oceny. Dodatkowo jest uzdolniony muzycznie.
Szkoła podstawowa do której chodził miała wysoki poziom nauczania co działało na niego  szczególnie mobilizująco. Pani wychowawczyni w 6 klasie napomknęła, że ma wejść w życie system dodatkowego, indywidualnego nauczania dla dzieci wybitnie uzdolnionych i widzi w tym programie naszego syna. Oczywiście pomysł umarł śmiercią naturalną, a że była to ostatnia klasa, myślami byliśmy już w gimnazjum. Jako młodzi i niedoświadczeni jeszcze rodzice kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zabrać za wybór kolejnej szkoły.  Nie zdawaliśmy sobie też sprawy, że nasza decyzja może mieć aż taki wpływ na przyszłość syna, ale o tym napiszę kiedy indziej. Nasz wybór padł na jedno z pobliskich gimnazjów, bardziej ze względu na leszy dojazd, które okazało się w praktyce jedną z gorszych szkół. Był tam bardzo niski poziom. Zbieranina dzieci z różnych grup społecznych, niekompetentni nauczyciele, z którymi były problemy, to niestety miało zły wpływ na naszego syna. Na początku zależało mu na nauce, a że był jednym z lepszych w klasie, to spoczął na laurach i przestał się całkiem uczyć, jego aktywność i kreatywność na lekcjach była w bulwersujący sposób gaszona i krytykowana przez nauczycieli. Bardzo żałowaliśmy z mężem, że tak to wszystko się potoczyło. Po części czuliśmy żal do grona pedagogicznego, że jako eksperci nie ukierunkowali nas co do dalszej edukacji syna i mieliśmy też wyrzuty sumienia, że sami nie zaangażowaliśmy się bardziej w wybór gimnazjum. Po co Wam o tym piszę? Otóż uważam, że gdyby nie było gimnazjów i syn zostałby w tej szkole podstawowej, z której byliśmy bardzo zadowoleni, najprawdopodobniej nie byłoby tych problemów, które mieliśmy po zmianie szkoły. Z pewnością jego zdyscyplinowanie, mobilizacja i ambicje byłyby o wiele większe i mogłyby przynieść dużo lepsze efekty.

No wiec uogólniając, ja widzę same plusy z powrotu „nowej” reformy. Przede wszystkim zminimalizowanie stresu wśród dzieciaków, które za wcześnie były przerzucane w nowe środowisko. Nieznani nauczyciele, którzy nic nie wiedzieli o swoich nowych uczniach, nowi koledzy i koleżanki, nowe zasady panujące w nowym budynku. I po co? Zanim dzieciaki zdążyły się zaaklimatyzować musiały stanąć przed kolejnym wyborem szkoły i kolejnym stresem, czy aby ta następna nie będzie gorsza, oby tylko była lepsza od poprzedniej.
Drugim takim problemem związanym z gimnazjum był brak poczucia bezpieczeństwa. Wiadomo, jak wszystko jest obce, to i nie tylko dziecko, ale też ogólnie człowiek czuje się nieswojo, niekomfortowo. Często też dzieci by dostać się do nowej szkoły musiały pokonać duże odległości, nie wszędzie był zapewniony transport z i do szkoły co wiązało się z dodatkowym problemem, jak bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Rodzice nie zawsze mogli podwieźć lub odebrać dziecko, czasem zajęcia trwały do późnych godzin popołudniowych, co wiązało się z niebezpiecznym powrotem do domu.
I kolejnym takim istotnym problemem, który miał miejsce w przypadku mojego syna i który pokrótce opisałam powyżej, było pogorszenie poziomu nauczania, który ma na prawdę wielkie znaczenie, bo może zniszczyć dotychczas osiągnięty efekt pracy i systematyczności u dziecka. Dzieci czasem mając problem z akceptacją przez rówieśników i nauczycieli mogą mieć problemy z odnalezieniem się w nowej sytuacji, a co za tym idzie reagują buntem i pogorszeniem zachowania, bo trzeba wziąć też pod uwagę to, że w tym mniej więcej wieku, dzieci zaczynają okres dojrzewania i ich gospodarka hormonalna diametralnie się zmienia.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każda taka większa, poważniejsza zmiana niesie za sobą ogólny chaos i potrzebne będzie trochę czasu zanim to wszystko się ustatkuje, tylko pojawia się pytanie, czy w między czasie znów się coś w naszym obecnym lub nowym rządzie nie urodzi i tak będą sobie lawirować tymi ustawami w różne strony narażając społeczeństwo na dodatkowe koszty i stres.

Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie w tym temacie. Jeśli jest coś czego tu nie napisałam bądź według Was mam mylne zdanie, to chętnie zapoznam się z Waszą opinią i argumentami.