Nowa/stara reforma szkolnictwa.

Od kilku dni trwają dyskusje w sprawie zmian w szkolnictwie jakie podpisał nasz prezydent, śmiesznie zwanej  ”nową reformą szkolnictwa” …  hmm .. a ja myślałam, że jest to przywrócenie starych zasad, wcześniej obowiązujących. No cóż może się myliłam, nowy Prezydent, niech będzie i nowa reforma ;)
Przyglądam się temu wszystkiemu i kompletnie nie rozumiem o co chodzi, bo myślę, że nasze społeczeństwo tak do końca nie wie czego chce. Nasz naród chyba ogólnie jest na „nie” bez względu na to co ma dla nas do zaoferowania rząd. Pamiętam jak weszła uchwała o wprowadzeniu gimnazjów, rodzice byli tym faktem mocno podenerwowani. Głośno protestowali, żądając przywrócenia starego sytemu i zlikwidowania gimnazjów. Teraz, gdy co prawda po kilku latach, ale ich żądania zostały wysłuchane, nagle wszystkim się odwidziało.  Wiem, że jest to polityka naszego kraju, na której tak do końca się nie znam i nie zamierzam się w to wgłębiać, wiem też, że w związku z tym wielu nauczycieli straci pracę. No i myślę, że w tym tkwi największy problem, bo moim zdaniem tym najbardziej pikietującym wcale nie chodzi o dobro dzieci. Według mnie wielu dobrych nauczycieli wyjechało za granicę, a Ci co pozostali nie musza się martwic o etat, bo na pewno znajdą pracę. Tu chodzi o tych pseudo nauczycieli, o tych co chcą tylko odbębnić swoje, nie potrafią umiejętnie przekazać wiedzy, nie mają podejścia pedagogicznego do dzieci i młodzieży. Tu chodzi o tych, których jest coraz więcej, na których my rodzice się uskarżamy. Ręka, rękę myje, stałe posadki po znajomości, i tak to wszystko się kręciło, a teraz likwidacja gimnazjum stawia tych wszystkich pseudo pod znakiem zapytania.

Zdaję sobie sprawę, że swoim wpisem najprawdopodobniej wbiłam kij w mrowisko i tym samym spadnie na mnie lawina przykrych komentarzy, a nawet hejtów. Pomimo to postanowiłam napisać swoje spostrzeżenia i opinie na ten temat, które są poprzedzone pewnym doświadczeniem, którego nabyłam jako rodzic dziecka uczącego się i przechodzącego przez różne etapy szkolnictwa. Mój syn jest rocznikiem, który rozpoczynał większość eksperymentów edukacyjnych. Mianowicie, ocena opisowa od 1 – 3 klasy (co było dla mnie pozbawione sensu), coroczne testy sprawdzające, w tym najważniejszy na zakończenie 3 i 6 klasy (bardzo stresujące dla dzieciaków) i nowa matura.
Z biegiem czasu, z biegiem lat i z tym co doświadczyłam i zaobserwowałam podczas edukacji mojego syna, jako rodzic z całą pewnością popieram decyzję Prezydenta o zlikwidowaniu gimnazjów. Myślę, że niektórzy rodzice wiedzą co mam na myśli.

Syn był bardzo zdolnym dzieckiem (teraz jest mężczyzną :) ) nie musiał się jakoś specjalnie wysilać by mieć dobre oceny. Dodatkowo jest uzdolniony muzycznie.
Szkoła podstawowa do której chodził miała wysoki poziom nauczania co działało na niego  szczególnie mobilizująco. Pani wychowawczyni w 6 klasie napomknęła, że ma wejść w życie system dodatkowego, indywidualnego nauczania dla dzieci wybitnie uzdolnionych i widzi w tym programie naszego syna. Oczywiście pomysł umarł śmiercią naturalną, a że była to ostatnia klasa, myślami byliśmy już w gimnazjum. Jako młodzi i niedoświadczeni jeszcze rodzice kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zabrać za wybór kolejnej szkoły.  Nie zdawaliśmy sobie też sprawy, że nasza decyzja może mieć aż taki wpływ na przyszłość syna, ale o tym napiszę kiedy indziej. Nasz wybór padł na jedno z pobliskich gimnazjów, bardziej ze względu na leszy dojazd, które okazało się w praktyce jedną z gorszych szkół. Był tam bardzo niski poziom. Zbieranina dzieci z różnych grup społecznych, niekompetentni nauczyciele, z którymi były problemy, to niestety miało zły wpływ na naszego syna. Na początku zależało mu na nauce, a że był jednym z lepszych w klasie, to spoczął na laurach i przestał się całkiem uczyć, jego aktywność i kreatywność na lekcjach była w bulwersujący sposób gaszona i krytykowana przez nauczycieli. Bardzo żałowaliśmy z mężem, że tak to wszystko się potoczyło. Po części czuliśmy żal do grona pedagogicznego, że jako eksperci nie ukierunkowali nas co do dalszej edukacji syna i mieliśmy też wyrzuty sumienia, że sami nie zaangażowaliśmy się bardziej w wybór gimnazjum. Po co Wam o tym piszę? Otóż uważam, że gdyby nie było gimnazjów i syn zostałby w tej szkole podstawowej, z której byliśmy bardzo zadowoleni, najprawdopodobniej nie byłoby tych problemów, które mieliśmy po zmianie szkoły. Z pewnością jego zdyscyplinowanie, mobilizacja i ambicje byłyby o wiele większe i mogłyby przynieść dużo lepsze efekty.

No wiec uogólniając, ja widzę same plusy z powrotu „nowej” reformy. Przede wszystkim zminimalizowanie stresu wśród dzieciaków, które za wcześnie były przerzucane w nowe środowisko. Nieznani nauczyciele, którzy nic nie wiedzieli o swoich nowych uczniach, nowi koledzy i koleżanki, nowe zasady panujące w nowym budynku. I po co? Zanim dzieciaki zdążyły się zaaklimatyzować musiały stanąć przed kolejnym wyborem szkoły i kolejnym stresem, czy aby ta następna nie będzie gorsza, oby tylko była lepsza od poprzedniej.
Drugim takim problemem związanym z gimnazjum był brak poczucia bezpieczeństwa. Wiadomo, jak wszystko jest obce, to i nie tylko dziecko, ale też ogólnie człowiek czuje się nieswojo, niekomfortowo. Często też dzieci by dostać się do nowej szkoły musiały pokonać duże odległości, nie wszędzie był zapewniony transport z i do szkoły co wiązało się z dodatkowym problemem, jak bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Rodzice nie zawsze mogli podwieźć lub odebrać dziecko, czasem zajęcia trwały do późnych godzin popołudniowych, co wiązało się z niebezpiecznym powrotem do domu.
I kolejnym takim istotnym problemem, który miał miejsce w przypadku mojego syna i który pokrótce opisałam powyżej, było pogorszenie poziomu nauczania, który ma na prawdę wielkie znaczenie, bo może zniszczyć dotychczas osiągnięty efekt pracy i systematyczności u dziecka. Dzieci czasem mając problem z akceptacją przez rówieśników i nauczycieli mogą mieć problemy z odnalezieniem się w nowej sytuacji, a co za tym idzie reagują buntem i pogorszeniem zachowania, bo trzeba wziąć też pod uwagę to, że w tym mniej więcej wieku, dzieci zaczynają okres dojrzewania i ich gospodarka hormonalna diametralnie się zmienia.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każda taka większa, poważniejsza zmiana niesie za sobą ogólny chaos i potrzebne będzie trochę czasu zanim to wszystko się ustatkuje, tylko pojawia się pytanie, czy w między czasie znów się coś w naszym obecnym lub nowym rządzie nie urodzi i tak będą sobie lawirować tymi ustawami w różne strony narażając społeczeństwo na dodatkowe koszty i stres.

Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie w tym temacie. Jeśli jest coś czego tu nie napisałam bądź według Was mam mylne zdanie, to chętnie zapoznam się z Waszą opinią i argumentami.

The following two tabs change content below.

30 Komentarze

  1. Wbiłaś kij w mrowisko i na dodatek rozpętałaś burzę śnieżną…. normalnie skupić się nie mogę, bo boję się aby mnie ten śnieg nie przysypał :)

    • Skoro śnieżek się topi i nie chce nasypać dzieciakom na ferie, to niech sobie przynajmniej u mnie na blogu popada :) a wracając do kija w mrowisku jestem ciekawa co Ty myślisz w tym temacie, bo większość już się tu wypowiedziała ;)

  2. Przeoczyłem moment edytowania tej notki i dopiero dzisiaj czytam całość, wraz z bogatą dyskusją. Ja też dawałem wyraz swojemu zbulwersowaniu wprowadzaną pospiesznie DEFORMą , a nie reformą oświaty, zawłaszcza gdy oczywistym się stało, że jest to tylko spełnienie obietnic wyborczych złożonych przez jednego pana, który w przeciwieństwie do Ciebie Gabuniu własnych doświadczeń z wychowaniem i nauczaniem nastolatków nie miał.
    Spełnienie obietnic musiało się odbyć koniecznie w pierwszym roku rządzenia, bo drugi rok poświęcił reformie sejmu, zmianie ustroju – konstytucja, nowa ordynacja wyborcza do samorządu i Bóg wie co jeszcze pozostało do zreformowania. Gospodarką zajmą się rządzący dopiero w kolejnych latach, chociaż już wydają pieniądze z kupki, która dopiero ma urosnąć .
    Polityka znalazła się na pierwszym miejscu, chociaż pewien prezydent ważnego kraju wszedł do historii forsując hasło „Liczy się gospodarka, głupcze!” – pod tym hasłem Bill Clinton wygrał w 1992 kampanię .
    prezydencką.
    Reforma, czy deforma jest już tematem odfajkowanym. Samorządy też trafią pod to samo kierownictwo i pewnie przestaną być samorządne. Służba zdrowia będzie finansowana z budżetu tak samo jak zabezpieczenie społeczne. Jak budżet to zniesie?
    Pożyjemy – zobaczymy

    • Tak, wiem, widziałam, byłam na Twoim blogu Tatulu, czytałam, a nawet skomentowałam dość obszernie :) Nie wiem jak jest w innych krajach, ale u nas jak zdążyłam zauważyć już od dawna totalną porażką jest fakt, że osoby kwestionujące ustawę, zmianę bądź nowelizację nie mają kompletnie doświadczenia praktycznego, ani tym bardziej chęci dogłębnego zanalizowania problemu. Nie wiem jak to jest, że my zwykli i prości obywatele doskonale wiemy co jest ważne, co potrzebne do sprawnego i normalnego funkcjonowania, widzimy błędy w podejmowanych decyzjach, a nawet potrafimy je zweryfikować, czego nasze „mądre, wielkie głowy” nie ogarniają. Co do służby zdrowia, staram się nie myśleć co to będzie, bo to właśnie z jej usług ostatnimi czasy najwięcej korzystam. Mam tylko nadzieję, że sie nie pogorszy, bo tego sobie już zupełnie nie wyobrażam.

      Pozdrawiam serdecznie

  3. Z jednej strony dobrze, bo dzieci w gimnazjum zachowują się momentami jak dzicz… Twierdzą, że wszystko im wolno. Ale co z nauczycielami? Przecież, to pewne, że przy likwidacji gimnazjum połowa straci pracę. No chyba, że gimnazja przekształcą na podstawówki, ale w tym też, sensu nie widzę, bo na co tyle podstawówek. Nawet jeśli państwo mówi, że nikt z nauczycieli nie straci pracy, to i tak mam wrażenie, że te słowa są bez pokrycia.

    Moje gimnazjum, też miało niski poziom. Podam nawet przykład: Na języku angielskim nauczyciel chciał podzielić klasę na lepszą grupę i słabszą. Test był A,b,c,d – nic nie rozumiałam, więc zgadywałam. Miałam 9 punktów na 80 i byłam w lepszej grupie ;/ A najwyższy wynik jaki był to 26.

    Ja chyba też jestem za starym systemem. Myślę, że lepiej by dzieciaki miały jednego nauczyciela, niż miały go zmieniać na okres gimnazjum. Bo gimnazjum to zbieranina dzieciaków z różnych szkół. Ten miał coś w szkole, a tamten nie. I tu pojawia się problem. Tego nie robimy bo większość miała, a to powtórzymy, bo miało ten temat parę osób ;/

    • Bardzo Ci dziękuję Si za komentarz, jak widzę, że Ty też nie miałaś dobrego doświadczenia z gimnazjum, niestety dużo takich opinii się nasłuchałam, naczytałam i w sumie sami też nie mamy dobrych wspomnień z tego okresu. Zgodzę się z tym wszystkim co piszesz, bo mój syn też miał podobne problemy, wręcz nawet niektórzy nauczyciele wyśmiewali się z niego przy całej klasie, gdy okazywało się, że wie więcej od nich, a zachowanie jednej z nauczycielek można by podciągnąć pod mobbing, żenada. Według mnie to problem tkwi w braku doświadczenia i odpowiedniej wiedzy oraz umiejętności w nauczaniu młodzieży nastoletniej w okresie gimnazjalnym przez niektórych pedagogów, a jak przypuszczam dość sporo takowych niestety jest.

      Pozdrawiam

  4. Całkowicie się z Tobą zgadzam :) Cała ta śmieszna reforma szkolnictwa, mająca w zasadzie na celu tylko rozpieprzenie publicznych pieniedzy była jedną wielką pomyłką…
    Cieszę się, że moje dzieci nie będą przechodziły przez piekło gimnazjów itd :)

    • No to faktycznie masz szczęście, bo tak jak czytałaś na mojego syna gimnazjum miało zły wpływ. Nie wiem czemu, ale mam dobre przeczucia co do powrotu starego systemu szkolnictwa, może akurat niepotrzebnie się ludzie obawiają.

      Pozdrawiam

    • No tak, bo gimnazja już trwają sporo lat, więc może faktycznie powinni się zastanowić nad ulepszeniem programu edukacji niż znów zmieniać cos o 180 stopni, teraz to zamieszanie z pewnością nie będzie dobre dla nikogo.

  5. Ja lubiłam gimnazjum. Wg mnie można było ulepszać i kontynuować ten niezbyt stary proceder powstawania gimnazjów. Niemniej jednak moja znajoma jest nauczycielką w gimnazjum i za każdym razem, gdy opowiada mi o historiach w ich szkole, to aż mrozi krew w żyłach.
    Więc tak naprawdę mam mieszane uczucia. Nie wiem, czy to złe czy dobre. A na razie to nawet dzieci nie mam żeby to przetestować :(

    • No i widzisz Aniu, ja mam przykre doświadczenia z tego etapu edukacji syna i też słyszę więcej złego niż dobrego o gimnazjach, więc niestety nie potrafię na ten temat myśleć pozytywnie. Jedno co mogę teraz poradzić wszystkim rodzicom, którzy stoją przed wyborem szkoły dla swoich dzieci, to to by się dobrze zorientowali, zrobili wywiad i zastanowili zanim podejmą tą ostateczną decyzję, bo jest to na prawdę bardzo ważne i może mieć duże znaczenie w przyszłości waszego dziecka.

      Ściskam Cię Aniu ciepło :)

  6. pamiętam zderzenie mojego syna z gimnazjum, w którym – po świetnej podstawówce – kompletnie nie mógł się odnaleźć, a że zawsze był naprawdę dobry w tym co robił i jak się uczył, więc tym bardziej bolało to jego ale przede wszystkim mnie, że w ten sposób zabija się w nim wcześniejszą kratywność/zapał/indywidualność.
    sprawy tak się ułożyły, że drugą i trzecią klasę gimnazjum kontynuował w innym kraju w szkole, gdzie wszystkie te cechy, których na szczęście do końca nie dobiło polskie gimnazjum, odżyły ze zdwojoną energią i były docenione. dzisiaj – już licealista – ze zgrzytem wspomina okres gimnazjalny, mimo iż to był tylko jeden rok.

    • Bardzo Ci dziękuję makrelo za ten komentarz, który podkreśla to co chciałam przekazać wszystkim w swoim wpisie, dlatego doskonale rozumiem co czułaś Ty i Twój syn. Nasz syn niestety nie miał tyle szczęścia i pomimo, że nie chciał chodzić do tego gimnazjum, my cały czas wahaliśmy się nad przeniesieniem go do innej szkoły, bo baliśmy się żeby nie pogorszyć sytuacji. Pomimo, że na szczęście syn sobie poradził, bo bardzo dobrze zdał egzaminy końcowe i bez problemu dostał się do technikum, a także zdał świetnie maturę, i obecnie jest na studiach, co prawda zaocznie, bo pracuje, ale w nas do dziś pozostał żal, niesmak i wyrzuty sumienia, a w synu zaszczepione pewne złe wartości, które nabył w tym ważnym dla siebie okresie rozwoju. I podobnie jak Twój syn, nie chce wspominać w ogóle tego okresu i gimnazjum.

      Pozdrawiam serdecznie

  7. Gabuniu, sama zauważyłaś, że syn miał mądrych nauczycieli w podstawówce, natomiast w gimnazjum niekoniecznie, zatem nie w budynkach i nazwach tkwi zło, a w tym kto i czego uczy. Wydaje się, że obecna niby-reforma potrzebna do wprowadzenia jedynie słusznych treści, a to już byłby dramat.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Też tak uważam Ultro, że to głównie w nauczycielach tkwi sedno i praktycznie od nich wiele zależy. Natomiast wspomniana przeze mnie zmiana budynku, to tylko jeden z dodatkowych elementów, który może być odpowiedzialny za stres.
      Ściskam serdecznie

  8. jestem pewna że Andrzej Rawicz (Anzai) ma rację. No i też wiem, że chyba nie w systemie szkolnictwa tkwi problem. Niestety, niektórzy nauczyciele niezbyt przejmują się swoimi uczniami – są ramy klucze i schematy poza które nie bardzo mogą i chce się wychodzić nauczycielom…

  9. Osobiście ( mimo że już nie pracuje w oświacie kupę lat ) uważam że dobrze że wraca stary system szkolnictwa. Pracowałam w szkole na przełomie reformy i widziałam wiele niekorzystnych zmian dotyczących dzieciaków które nagle zrobiły się dorosłe i które nie potrafiły się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Uważam że czym więcej szkół po drodze tym wiesze zamieszanie. Dobrze że wracają szkoły profilowane bo nie każdy jest geniuszem że musi iść po szkole na studia. Potrzeba nam ludzi do pracy dobrze wykształconych w swoim zawodzie a nie niebieskich ptaków po studiach . Ja jestem za takim obrotem sprawy , a ci co najwięcej krzyczą i podjudzają do buntu innych nie myślą wcale o naszym kraju i młodych ludziach tylko o tym aby samemu dobrze się urządzić .

    • Dzięki Aga, bo już myślałam, że jest faktycznie coś ze mną nie tak, że mam takie, a nie inne podejście do tego tematu. Dokładnie o to mi chodziło, o czym wspominasz w swoim komentarzu. Chociaż po przeczytaniu poniższych wypowiedzi zapaliła mi się czerwona lampka i myślę, że może faktycznie warto by się temu wszystkiemu przyjrzeć też z tej drugiej strony, o której pisze Jotka i Anna. Przypuszczam, że Ty i ja zapamiętałyśmy te dawne lata, gdzie weszły szkoły gimnazjum i utkwiło nam w pamięci to całe zamieszanie, które się wtedy działo, oj był to Armagedon. Mam tylko nadzieję, że teraz tak nie będzie i cała ta zmiana przejdzie dużo spokojniej. A na temat klas profilowanych słyszałam, że nie funkcjonowało to w taki sposób jak to było zamierzone, młodzież nazywała to „totalną ściemą”. No cóż klamka zapadła i jakkolwiek byśmy nie myśleli co to będzie, czas nam wkrótce wszystko pokaże.

      Buziaki :)

      • Mój mąż jest nauczycielem zawodu i wierz mi, że szkoły (licea profilowane) to nędzna namiastka starych dobrych zawodówek, które uczyły zawodu, bo dużo było zajęć praktycznych, a kto chciał szedł do technikum i na studia. Mniej zdolni byli dobrze przygotowani do pracy, nie wszyscy musza mieć maturę…

        • Zgodzę się z Tobą Asiu, tak właśnie słyszałam, że to jest porażka, dlatego jestem podobnego zdania co Ty, że lepiej iść do technikum, więcej się na tym skorzysta. Po liceum profilowanym raczej powinno się iść na studia, a nie wszyscy uczniowie są co do tego przekonani.

  10. Jako b. nauczyciel obu Rzeczpospolitych, czyli ludowej i tej nieludowej, ;) mam pewno wypaczony pogląd na ocenę obecnej reformy szkolnictwa.
    Uważam, że problemy szkolnictwa leżą daleko poza szkołą, bo skupione są głównie w takich miejscach, gdzie:
    „… reformą szkolnictwa nie powinni się zajmować sami nauczyciele, bo o wiele ważniejsza jest dobrze rozeznana ekonomia, geopolityka, rozwój nauk i gospodarka kraju …”
    Przytoczyłem cytat z komentarzy jakie wywiązały się na moim blogu, gdzie chętnych do dyskusji zapraszam:
    http://anzai.blog.onet.pl/2017/01/10/petru-dojrzal-swiatelko-w-tunelu-a-co-dojrzal-suweren/

    Pozdrawiam

    • Myślę, że masz rację, że problem szkolnictwa ma wiele powiązań z polityką, ekonomią itp. Często tak jest, że odpowiednią tematyką zajmują się nieodpowiedni ludzie, którzy nie mają tak na prawdę bladego pojęcia co się czym je. Myślę, że gdyby faktycznie dopuszczono do głosu całe grono pedagogiczne, gdyby brało ono udział w całym przedsięwzięciu ulepszania edukacji, większość z tych nowelizacji miała by sens.

      Pozdrawiam

  11. Śliczny snieg u Ciebie pada… a temat cięzki bardzo.

    Jestem załamana i przerażaona ta reformą, bo tkwię w tym środowisku właściwie od urodzenia – w tym środowisku oznacza dla mnie w edukacji. W różnych rolach występuję, oczywiście jako uczennica, jako rodzic ( w tym dwoje moich dzieci chodziło do gimnazjum), ale tez jako nauczycielka ( w gimnazjum też uczyłam) i jako nauczycielka nauczycieli ( uczę też naucycieli gimnazjum), i w tej roli mam okazję poznac przeróżne miejsca w naszym kraju. I jedno jest pewne – nikt nie twierdzi, że 17 lat temu zrobiono najlepszą rzecz na świecie. Nikt. ALe skoro zrobiono ( w sposób dośc przemyślany zresztą, znacznie bardziej niż teraz), to przyjrzyjmy się temu co mamy i ulepszajmy, a nie niszczmy. Obecnie gimnazja to naprawdę niezłe szkoły, z kadrą, która potrafi postępowac ze starszymi nastolatkami ( wyjątki są wszędzie, tu też), to szkoły, których uczniowie osiągają fantastyczne wyniki w PISA na przykład, a tacy warszawscy gimnazjaliści okazali się najlepsi w Europie. Sama masz pod nosem krakowskie gimnazjum nr 2, naprawdę świetne.poczytaj http://natemat.pl/198831,do-tego-gimnazjum-w-krakowie-chodzila-kinga-duda-dyrektorka-rozmawia-pani-z-osoba-ktora-od-wrzesnia-nie-ma-pracy DLa wielu dzieci to szansa, by się w końcu wyrwać z zapyziałej podstawówki w nieco większy świat… dla tych, które miały świetne podstawówki szansa na zmianę ( nie, na na żadną dobrą zmianę, ale zmiana jako taka jest motorem rozwoju). Dla gmin to były dobrze wydane unijne pieniądze, które teraz byc może trzeba będzie oddać. I naprawdę nie w tym rzecz, że to nauczyciele stracą pracę ( jakoś sobie poradzą, to mimo nagonki wspaniali ludzie w większości), ważńe jest to, że dzieci zostaną cofnięte. Już i tak biedne sześciolatki muszą siedzieć w przedszkolu ( ale tu się wielu może ze mną nie zgodzić).
    CO do ocen,oceny opisowej, kształtującej, sumującej…hm… większośc mojego zawodowego zycia poświęcam na przekonanie nauczycieli, rodziców i uczniów, że ocena sumująca ( czyli stopnie, punkty, literki, usmiechnięte buzie , procenty i takie tam) na pewno nie słuzą uczenu się uczniów. Pomyśl, Gabuniu, Twój syn dostał piatkę. Co to dla Ciebie oznacza, w kontekście jego umiejętności, jego rozwoju, zmian jakie zaszły do poprzedniej oceny, na przykład tez piątki? A ocena opisowa ( chociaz i tak ułomna, najlepsza jest informacja zwrotna czyli ocena kształtująca) przynajmniej, jak wspomniała Jotka, mówi co umie, a z czym ma problem. Mogłabym tak jeszcze długo… o, a co się będzie działo kiedy obecni szóstoklasiści i pierwszoklasiści z gimnazjum będą w tym samym czasie rozpoczynać liceum…. pani minister bredzi, mówiąc, że takie duże roczniki były – były, owszem, ostatni w latach pięćdziesiątych. Żaden ze znajomych dyrektorów szkół ponadgimnazjalnych nie ma szans wepchnąć do siebie tylu uczniów.
    A jeszcze problem dla samorządów – siec szkół, budynki, pomoce, wyposażenie i takie tam… i te dotacje unijne… cofamy sie bardzo mocno, niestety… Ja o własne dzieci juz sie martwić nie musze, a wnukom w razie czego założę własną szkołę. Tylko to nie o to chodzi, co ja czuję… i czy mnie się cos podoba… i nie o bronienie stołków koleżanek i kolegów…

    • Tak, śnieżek błogo sobie sypie, a ja wybrałam ten trudny temat, bo liczyłam na to, że ktoś mi to może jasno wytłumaczy i nie pomyliłam się, wiedziałam, że mogę na Was liczyć :)
      Przeczytałam Twój komentarz Anno wnikliwie i kto jak kto, ale Ty faktycznie siedzisz w nim po uszy, i w związku z tym masz duże doświadczenie, w zasadzie z każdej strony. Jakoś tak głupio mi się zrobiło za siebie, że ja tego wszystkiego o czym piszesz Ty, Asia i pozostali nie dostrzegłam. Teraz ten problem mnie w zasadzie bezpośrednio nie dotyczy, bo syn już gimnazjum dawno skończył, a ja swoim wpisem zatrzymałam się na tym etapie z przed lat, gdzie większość się uskarżała, a i my mocno to odczuliśmy, tak jak już wspominałam wcześniej. Mieliśmy pecha, nasza niewiedza i brak doświadczenia w wyborze szkoły miało ogromne znaczenie na dalszą edukację syna, może gdyby wychowawczyni z podstawówki nam pomogła i nakierowała nas na właściwy tor, syn poszedł by do dobrego gimnazjum, gdzie mógłby dalej rozwijać swoją wiedzę i talenty, a nie cofać się w tył. No nic jak to mówią „to se ne vrati”, więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Masz rację, teraz pasowałoby się zastanowić nad tym jak mądrze ulepszać nasze szkolnictwo i iść do przodu, a nie wracać się do dalekiej przeszłości i liczyć na to, że wszystkie problemy się same rozwiążą. Bardzo Ci Anno dziękuję za Twój komentarz, który pomógł mi dużo zrozumieć, o co tak na prawdę chodzi w całym tym zamieszaniu. Teraz pozostaje mi tylko życzyć wszystkim, aby ta stara/nowa nowelizacja nie namieszała zbyt wiele i by jak najmniej osób i placówek na tym ucierpiało.

      Pozdrawiam Cię Anno serdecznie i dziękuję Ci za wyrozumiałość :)

  12. Gabuniu faktycznie wsadziłaś kij w mrowisko ;) Każdy ma oczywiście prawo do własnego zdania, ja jestem przeciwko likwidacji gimnazjów. Dlaczego? Jotka świetnie opisała tę problematyczną reformę edukacji i zgadzam się z każdym jej słowem.
    Ludzie nie lubią zmian, generalnie żadnych. Kiedy gimnazja powstawały, dzięki zresztą co ciekawe tym samym ludziom, którzy je teraz likwidują, nie chciano gimnazjów i protestowano. Teraz znów protestują. Tak jak przedtem za prezydentury Komorowskiego najpierw chciano wydłużenia lat pracy, żeby emerytury były wyższe, a potem nie chciano już wydłużonych lat pracy.. ;)
    Tu chodzi jednak nie tylko o niechęć do zmian. Po pierwsze reforma jest zupełnie nie przygotowana, roi się w niej od błędów. Po drugie wprowadzana jest zbyt szybko, nastąpi gigantyczny chaos edukacyjny. Po trzecie zwalono wszystko na samorządy, być może celem jest (to tylko hipoteza) skompromitowanie samorządowych władz i pretekst do wyborów gotowy. A na pewno odbije się to na ilości nowych inwestycji w miastach. Po czwarte treści i założenia programowe są przynajmniej w kilku punktach kontrowersyjne. Mieszają w historii Polski, na przykład.
    Nauczyciele są oczywiście różni, bo to ludzie jak wszyscy. Trzeba jednak pamiętać, że pracę straci zbyt wielu z nich. I będą to również czystki hmmm partyjne.
    Olbrzymie koszty też są nie bez znaczenia. Miliony, które idą na tę reformę można by spożytkować dofinansowując obiady, kupując różnego rodzaju pomoce naukowe dla potrzebujących tego szkół, można byłoby dofinansować kółka, projekty itd…

    A najbardziej na całym tym chaosie ucierpią dzieci.

    Na koniec, za Jotką powtórzę – przepiękna zimowa sceneria na Twoim blogu :) Podziwiam sobie ten padający śnieg. Pozdrawiam ciepło :)

    • Taka już jestem niegrzeczna, że czasem lubię wejść na kontrowersyjny temat :) A tak poważnie, to bardzo sobie cenię zarówno Twoje zdanie jak i Jotki, bo oprócz swoich argumentów i poglądów mogę poznać też Wasze. Tak jak napisałam w poście nie znam się na polityce i nie zamierzam się w nią wgłębiać. Mój wpis jest oparty tylko i wyłącznie na moich osobistych doświadczeniach i na tym co zdążyłam do tej pory zaobserwować również wśród znajomych. Moim zdaniem gimnazja nie powinny nigdy powstać, a chaos był jest i będzie zawsze nie do ogarnięcia, bo znajdą się tacy mądrzy co to od czasu do czasu podpiszą jakąś nowelizację co by nudno nie było i by ludziom ciśnienie podnieść, a tak na prawdę funduszy na potrzebne wydatki typu pomoce naukowe, kursy, dodatkowe zajęcia itp. nie było nigdy bez względu na to, czy chaos był większy, czy mniejszy, zawsze politycy umieli zadbać o to by pieniądze państwa jak „najlepiej spożytkować”.

      Cieszę się parrafrazo, że i Tobie mój nowy image się podoba :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie

  13. Nawet nie wiem od czego zacząć, nie będę mówić o swoim podwórku, bo mogę nie byc obiektywna.
    Po pierwsze, nie ma szkoły bez stresu, pierwszym, a może już drugim stresem jest przejście uczniów do nauczania w trybie 4-6, różne sale, różni nauczyciele, różne wymagania, więcej samodzielności, co nie wszystkie dzieci dobrze znoszą…
    Po drugie, sprawdziany kompetencji po stopniach nauczania są konieczne, aby wywnioskować m.in. co nie działa, co poprawić, chociaż skrajnie są zwolennicy nie oceniania w ogóle.
    Z ocen opisowych byłam zadowolona jako rodzic, bo wiedziałam konkretnie, czego mój syn nie umie np. z matematyki lub, że styl pisania ma dobry, ale ortografia szwankuje itd.
    Co do gimnazjów, to wszyscy mieliśmy mieszane uczucia, ale gdy mój syn poszedł do gimnazjum, bardzo sie rozwinął, nauczył języka obcego ( 5 godzin w tygodniu), nigdy nie korzystał z korków, choć nie jest wybitnie zdolny, dostał sie do dobrego technikum i maturę zdał świetnie.
    Nauczyciele są różni, jak w każdym zawodzie, ale i rodzice też są różni, jedni współpracuja i uczestnicza we wszystkim, inni tylko krytykują, a ich styl wychowania pozostawia wiele do życzenia.
    Żeby nie przedłużać, problemem jest tu nie sama reforma, a jej istota, która de facto cofa nas do przeszłości, jeśli chodzi o programy, umiejętności i lektury, że o kosztach nie wspomnę. A prawdziwym problemem jest nagłość, brak przygotowania i kompletna niewiedza szczegółów , zwłaszcza w samorządach, które poniosą największe koszty, bo ministerstwo wydaje tylko dyspozycje. Fikcja okazały sie konsultacje, przedstawiciel Nowej Ery zapewnia w mediach, ze zdążą z podręcznikami, skoro w tym roku nie zdążyli z dawno opracowanymi, to sa takie ilości, Agnieszko, że nawet sobie nie wyobrażasz, dodam, że podręczniki darmowe, z kieszeni podatników.

    Ładna szata graficzna bloga, uściski :-)

    • Dziękuję Ci Joasiu za Twój szczery i obiektywny komentarz. Rozumiem o czym piszesz i częściowo się z tym zgadzam. Faktycznie niektórzy rodzice potrafią być niemożliwi i nieobliczalni w swoich relacjach z nauczycielami. Ja jednak miałam dość przykre doświadczenia z gronem pedagogicznym zwłaszcza w gimnazjum, jak i w technikum, gdzie zostaliśmy z mężem karygodnie potraktowani przez dyrekcję szkoły. Byliśmy bardzo spokojni i chcieliśmy współpracować, ale odwróciło się to wszystko przeciwko nam, dlatego przestałam ufać w dobre intencje pedagogów. Nie chcę, żeby zabrzmiało to tak jakbym wszystkich generalizowała, bo tak nie jest. Mieliśmy okazję natknąć się też na bardzo dobrych i sumiennych nauczycieli, ale nasłuchałam się jednak wśród znajomych dużo na temat nieprawidłowego zachowania się i traktowania uczniów przez pedagogów, więc utwierdza mnie to tylko w moim przekonaniu.

      Przypuszczam, że koszty takich dużych zmian są ogromne i tak na prawdę nigdy nie uda się tego wszystkiego ogarnąć i wyprostować, zawsze jedna zmiana będzie gonić drugą, a koszty ponosimy właśnie my podatnicy. Tak jak to było np. z mundurkami, poniekąd dobry plan, ale źle poprowadzony i nie wypalił. Kosztów za mundurki, z resztą niemałych nikt nam nie wrócił. Dlatego uważam, że to rząd powinien w pełni odpowiadać za swoje błędy tym bardziej te materialne, a nie my zwykli obywatele kraju.
      Oceny opisowe były u nas bardzo ogólne, z resztą więcej można było się dowiedzieć na wywiadówce, a uważam, że takie prawdziwe oceny bardziej mobilizują dzieciaki do pracy :)

      To miłe, że podoba Ci się moja nowa szata bloga :)
      Pozdrawiam ciepło

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.