Psia starość również nie jest wesoła :(

Chciałam podzielić się z Wami pewnym wydarzeniem, które nas ostatnio spotkało, być może niektórzy już słyszeli obserwując mnie na FB.

Mianowicie, w czwartek 12 stycznia wieczorem syn wybrał się do miasta, niedaleko naszego domu zauważył błąkającego się psa, powiadomił odpowiednie służby po czym zadzwonił do męża, by podjechał sprawdzić co to jest za psiak. Na miejscu okazało się, że jest skrajnie wyczerpany. Mąż nie zastanawiając się ani chwili wziął psa do samochodu i przywiózł do domu. Bał się trochę, bo go nie znał, a był to duży pies, lecz postanowił zaryzykować, gdy go tylko zobaczyłam to się popłakałam, taki był biedny :(
Nie mamy pojęcia jaka jest jego historia i co on tak na prawdę przeżył. Skąd przyszedł, uciekł, czy może został wywieziony lub wyrzucony, bo pojawiły się problemy, choroby wieku starczego, które mogły wyniknąć z zaniedbania psa.  Ktoś ze służb zajmujących się błąkającymi zwierzakami zadzwonił do syna dopiero po około 2 godzinach, a my w międzyczasie  postanowiliśmy z mężem pomóc temu biedakowi o czym owe służby powiadomiliśmy. Nie chcieliśmy oddać go do schroniska tylko zaopiekować się nim do momentu, gdy nie znajdzie się właściciel lub nowy dom. Na początku nie wiedzieliśmy o nim nic, liczyło się tylko tu i teraz.
Zadzwoniłam do mojej znajomej, by doinformować się w sprawie żywienia i dalszego postępowania ponieważ w tego typu sytuacji znaleźliśmy się po raz pierwszy. Nie licząc Aresa ( KLIK ), którego na szczęście właściciel odebrał po chwili.

Tak wyglądał nasz bidul, gdy mąż go przywiózł  :(
20170112_193740

Serce nam się ściskało, gdy patrzyliśmy na naszą znajdę. Daliśmy mu na imię LAKI (lucky – szczęściarz). Ogłosiliśmy na internecie, że go znaleźliśmy i poszukujemy właściciela.
Ponieważ nie jestem zwolenniczką dawania psu śmieciowego jedzenia, czy tanich karm typu fast food, dostał karmę Szili. Nasza Szila przez cały czas jest na dobrej suchej karmie i nie ma problemów ze zdrowiem, a ma już 9 lat i nieźle się trzyma. Na początku dawaliśmy Lakiemu często, a po trochę, oczywiście suche chrupki moczyliśmy w wodzie, by je lepiej trawił. Dodatkowo dostał również kurczaka z ryżem i marchewką :) Na szczęście miał apetyt i nie miał po jedzeniu żadnych ekscesów żołądkowych. Przeszliśmy więc na większe porcje 3 razy dziennie.

Nie ma jak pełna micha :)
20170115_223617

No więc w czwartek go znaleźliśmy, a w sobotę pojechaliśmy do naszego zaufanego  weterynarza, żeby go dokładnie oglądnął i zrobił odpowiednie badania. Pies jest mocno wychudzony, waży 20 kg i wygląda na to, że spokojnie mógłby ważyć drugie tyle. Zarzuca tyłem i ma problem z chodzeniem na tylnych łapach, wygląda to na problemy reumatyczne najprawdopodobniej zaniedbanie lub przemarznięcie stawów. Niestety nie słyszy ( może trochę jak się klaśnie lub krzyknie tuż nad głową) i niedowidzi. Weterynarz jego wiek szacuje na około 12 lat.
Laki dostał zastrzyk przeciwzapalny, przeciwbólowy i antybiotyk. Został pokropiony kroplami przeciw pchłom, bo miał ich dużo, przez co dostał zapalenie skóry. Dostał tabletki na odrobaczenie i miał pobrane badania na wątrobę, nerki, trzustkę i morfologię. RTG mu nie robiliśmy by go nie męczyć i dodatkowo nie stresować.

Tutaj Lakuś leży na swoim nowym materacu, który dostał od życzliwej i dobrej rodziny :) Dziękujemy pięknie :)
20170120_183022

Ale legowisko Szilki też jest super :)
20170119_224141

Poniedziałkowa wizyta i kolejne zastrzyki przeciwbólowy, przeciwzapalny i antybiotyk.
Wyniki wyszły całkiem niezłe jak na niego, tylko enzymy wątrobowe są podwyższone, ale to może być efekt niedożywienia i złego odżywiania typu co znalazł w rowie, czy lesie to zjadł. Kupiłam mu zioło OSTROPESTKLIK ) kto nie zna zachęcam do poczytania, bo jest na prawdę świetny i oczyszcza oraz regeneruje wątrobę u ludzi, ale sprawdziłam i u psów również :)
Żeby nie trzeba było tak z nim jeździć dostałam dla niego do domu kontynuację antybiotyku w tabletkach (Augmentin), steryd (Encorton), krople do uszu z antybiotykiem (Dicortineff), zastrzyki (Milgamma N), które robiłam Lakusiowi sama podskórnie. Jest to witamina B1, B6 i B12 działa na układ nerwowy i na zapalenie skóry, oczu oraz wzmacniająco. Kto brał ten wie, że są to bardzo bolesne zastrzyki, dlatego aż mi się serce ściskało z żalu, gdy miałam mu je zrobić, lecz wiedziałam, że muszę, bo to jest dla jego dobra, na szczęście było ich tylko 5 i koniec, więcej mu bólu nie chcę sprawiać. Powiem Wam, że on chyba czuje, że chcemy mu pomóc, bo jest przy tym wszystkim taki grzeczny, tabletki schowane w chrupkach pięknie pałaszuje :)
W najbliższym czasie czeka go jeszcze kąpiel, bo wstrzymywaliśmy się z tym ponieważ dostał te krople na pchły i Wet mówił żeby mu się to zapalenie skóry jeszcze uspokoiło. Jako, że w młodości chciałam studiować medycynę, a potem myślałam o weterynarii to z przyjemnością wykonuję wszelkie zabiegi i pielęgnację Lakiemu. Staram się też sumiennie wypełniać wszystkie zalecenia weterynarza.

Zakolegowałem się z moją nową koleżanką :)
20170117_130611Chodzę z nią na pole :)
20170117_132704

Jak wiecie mamy suczkę Goldenkę, która przyznaję jest rozpieszczona i od zawsze dla nas najważniejsza, a tu nagle pojawia się drugie duże psisko. W pierwszym dniu musieliśmy je trzymać osobno, bo Szila nie była zbyt gościnna i warczała na Lakiego. W drugim dniu postanowiliśmy je oswajać, no bo skoro psiak ma być u nas dłużej, to muszą się polubić. I tak z dnia na dzień było coraz lepiej. Szila dość szybko zaakceptowała nowego domownika, nawet wyjdzie jej to na dobre, bo ma kolegę i przy okazji oduczy się być samolubem :) Obecnie piją wodę z jednej miski, leżą obok siebie i chodzą razem na pole. Zamieniają się legowiskiem, Laki woli spanie Szili, a Szila chętnie leży na materacu ( dostaliśmy go od dobrych i życzliwych ludzi) Lakiego.
Pies ze względu na to, że jest głuchy ( tutaj więcej o głuchocie psa  KLIK ) i chyba ze strachu, że go znów człowiek porzuci chodzi za nami krok w krok, jak ja siedzę, to Lakuś leży, a jak tylko wstanę to zaraz człapie za mną, i gdy tylko straci z oczu mnie lub męża, to przez chwilę piszczy (znakiem tego, że chyba nas polubił i jest mu u nas dobrze :) )  Nawet ogonek, który miał cały czas podkulony pod siebie zaczął się podnosić i merdać na nasz widok i michy z jedzonkiem :)
Staramy się uczyć psiaka dobrych manier i umownych znaków dzięki którym będzie nas mógł lepiej zrozumieć, coś na zasadzie języka migowego.

Jaki jest Laki? To mieszaniec w typie Labradora lub Goldena. Wydaje nam się, że przebywał w domu, bo jest spokojny, przyjaźnie nastawiony do ludzi, zwierząt, do dzieci, nie jest strachliwy.  Nie nabrudzi w domu, jest nauczony załatwiać się na polu, nie niszczy przedmiotów, czy ubrań, umie chodzić po schodach, jednak zagradzamy je ze względu na łapy, by sobie większej krzywdy nie zrobił. Jest nauczony wskakiwać na sofę, chodzić na smyczy. A mąż odkrył ostatnio, że sam wskakuje do samochodu, bo gdy otwarł drzwi by coś sprawdzić, Lakuś jednym susem już siedział na tylnym siedzeniu :)  Lubi za nami chodzić krok w krok, jak śpi, to potrafi się co jakiś czas przebudzić i tak jakby sprawdzał, czy jesteśmy. Zobaczy, że wszystko w porządku, jeszcze go pogłaskam i idzie z powrotem spać.
W związku z tym, że jest mocno wygłodzony musimy na niego uważać, bo jest bardzo łapczywy za jedzeniem. Jedzenie nie może leżeć w zasięgu jego pysiaka, czy to na stole, czy na szafce, czy tym bardziej na ławie, bo zaraz zostanie skonsumowane ;) Musimy uważać na ręce, bo one mu się kojarzą z jedzeniem i czasem jak coś wyczuje, to kłapie zębami.
Ostatnio mąż zrobił zakupy i miałam kabanosy w ręce, bo chciałam je schować, lecz schyliłam się na chwilę po pudełeczko do szuflady i nagle wyczułam, że coś mnie szarpie, patrzę, a Lakuś spałaszował kawałek wianuszka z kabanosami  :) Nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni, żeby uważać na każdym kroku, bo Szila jest nauczona, że tak nie wolno robić.

A tak się ukradkiem zakradłem na sofę ;)

20170114_222822

Powiem Wam moi drodzy, że cały czas się zastanawiamy, jeśli nie znajdzie się właściciel, a jest to bardzo prawdopodobne, czy by nie zacząć szukać Lakiemu nowego domu. Jednak na samą myśl chce nam się z mężem płakać, bo pokochaliśmy tą psinę i nie wyobrażamy sobie, że mielibyśmy go komuś oddać :(
Sprawa się niestety komplikuje, bo jak już kiedyś wspominałam mamy dość sporo zwierzaków, a oprócz naszej Szili, która jest dużym psem teraz dochodzi jeszcze drugi również duży pies.
Najbardziej obawiam się tego jak pójdę na operację, co będzie z tym całym zwierzyńcem, nie wiadomo jak się będę czuła, czy nie będzie trzeba znów przez dłuższy czas się mną zajmować, istnieje ryzyko, że mogę z tego nie wyjść, więc sami rozumiecie, że ta sytuacja nas momentami przerasta.
Niestety mój brzuch się pogarsza i jestem zmuszona to zoperować, lekarze mówią, że będzie to ciężki kilkugodzinny zabieg i nie wiadomo jak się skończy, trzeba być przygotowanym na wszystko.
Teraz to już mam na prawdę mało czasu na cokolwiek, bo robię konsultacje specjalistyczne i badania (i gdy zostanę zakwalifikowana do zabiegu to dostanę termin), a dodatkowo doszła nam opieka nad Lakim. Póki co, radzimy sobie, a  czas pokaże co będzie dalej. Teraz jesteśmy skoncentrowani nad wyprowadzeniem Lakusia na prostą i zapewnienie mu godnej starości, bo uważam, że po tym wszystkim co przeszedł należy mu się to w 100%  :)
To smutne, że człowiek mając przez lata psa, nie potrafi go pokochać, nie potrafi traktować jak członka rodziny, tylko gdy zaczynają się problemy, choroby, to najzwyczajniej w świecie pozbywa się go jak starej niepotrzebnej rzeczy, którą można tak bez skrupułów z zimną krwią wyrzucić :(  To niemoralne, pozbawione człowieczeństwa i serca zachowanie.

A tak mnie przytula moja nowa pani :)
20170115_152638

 

Moi Kochani jest mi bardzo głupio, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam, ale z tego miejsca chciałam Was gorąco prosić o wsparcie finansowe, ponieważ nie ukrywam, że karma, witaminy, leki, badania i wizyty weterynaryjne Lakiego kosztują sporo, a już wydaliśmy nie mało, bardzo chcemy mu pomóc, ale obawiam się, że bez Waszej pomocy będzie bardzo ciężko, więc jeśli ktoś miałby chęć wspomóc Lakiego, byśmy mogli zapewnić mu szczęśliwszą starość to będę bardzo wdzięczna  :)
Podaję numer konta:  72 1470 0002 2836 6207 1000 0001 z dopiskiem „DLA LAKIEGO”

Chciałam prosić jeszcze, jeśli to nie problem o udostępnianie tej informacji, im więcej osób przeczyta tym są większe szanse na pomoc Lakiemu. Bardzo dziękuję :)

Chciałam jeszcze wszystkich zaprosić na mój Fanpage na FB, tu na stronie z Waszej lewej jest okienko, które Was tam przeniesie :)
Zamieszczam tam wiele ciekawych informacji, a także nowinki z życia
Lakusia u nas.
Zapraszam serdecznie !!!!

20170113_143340

The following two tabs change content below.

91 Komentarze

  1. Gabuniu jestem pełna podziwu i szacunku dla Ciebie i męża. Jesteście uosobieniem dobroci i wrażliwości. Tacy ludzie na pewno potrafią zrozumieć cierpienie innych ludzi, a także zwierząt.
    Nie wiadomo jaki jest los tego psiaka. Być może zabłądził i nie potrafi przez swoje dolegliwości i wiek trafić do właścicieli i swojego domu. Ale może być tak jak piszesz, ze względu na chorobę i starość człowiek wywiózł go daleko od domu i skazał na pewną śmierć. Tak potrafią postępować tylko ludzie, a przecież zwierzę w domu, to członek rodziny. Należy mu się opieka i leczenie do samej śmierci. Każdy kto decyduje się na zwierzę musi o tym pamiętać. To nie przedmiot martwy, ani maskotka tylko żywa istota, która czuje i cierpi, bardziej niż człowiek bo nie rozumie sytuacji jaką mu właściciel zgotował.
    Dobrze, że są ludzie tacy jak Ty Gabuniu i Twój mąż.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Bardzo dziękuję Elu za te słowa uznania i zrozumienia. Na pewno zdążyłaś już po części poznać moje historie zdrowotne i cierpienie przez jakie przechodziłam, a mąż razem ze mną patrząc i załamując się z powodu bezsilności, dlatego jesteśmy wrażliwsi i bardziej wyczuleni na cierpienie, choroby zarówno ludzi jak i zwierząt. Ciężko mi na sercu, gdy patrzę na tą bidę i nawet nie dopuszczam myśli do siebie, że ktoś się go pozbył jak starej, zepsutej i niepotrzebnej rzeczy, bo gdyby taki ktoś wpadł w moje ręce to jakem słabeusz, ale nie ręczę za siebie :( Przecież to też jest stworzenie Boże, które czuje ból, żal, strach, czy wierność i takie psie oddanie. Niestety są takie bestie, dla których zwierzę to tylko kolejna ofiara do budy, do łańcucha, do znęcania się. Cały czas się zastanawiamy z mężem, co ten psiak czuje, co myśli, czy nas choć trochę lubi, czy jest mu u nas dobrze? A może on cały czas tęskni za swoim dawnym domem, może z nochalem przy ziemi szuka nie pożywienia, a właśnie zapachu, który go poprowadzi do swojego pana. Historii może być wiele, nawet dopuszczamy to, że może jego właściciel zachorował, bądź zmarł i psisko zostało samo bez opieki, różnie może być. Ja to sobie nawet pomyślałam, że może ktoś się gdzieś tam modlił za Lakusia by ktoś się nad nim ulitował, pomógł. To smutne, bo niestety takich psów jak Lakuś jest wiele i nie wszystkie mają szczęście spotkać jakąś dobrą duszę na swojej drodze.

      Ściskam Cię Elu ciepło :)

      • To pewne Gabuniu, dzięki Tobie i Twojemu wspaniałemu, wrażliwemu i ciepłemu mężowi, ten pies żyje. Co więcej dostał szansę na nowy otwarty dla niego dom, czyste i ciepłe posłanie, opiekę weterynarza, pozbycie się pcheł, robaków i innych dolegliwości. Przyjaźń, miłość i opiekę ludzi, którzy mają ogromne serce i wrażliwość dziecka, czyli tę o największym natężeniu. Gabuniu raz jeszcze podkreślam, żywię do Was ogromny szacunek, chylę czoło.
        Proszę podaj dane do przelewu, wspomogę opiekę nad Lakusiem swoim groszem.
        Pozdrawiam serdecznie Gabuniu Ciebie i Twojego męża:)

        • Elu bardzo mnie wzruszyły Twoje słowa, nawet nie potrafię wyrazić jak bardzo. Gdzieś tam już wcześniej pisałam, że spotkaliśmy się z różnymi opiniami na nasz temat, niestety niektóre były niezbyt miłe, dziwiono się nam, że poświęcamy się dla takiej „przybłędy”, która nie wiadomo, czy nie ma jakichś chorób niebezpiecznych dla człowieka. Szczerze mówiąc nie myślimy nawet o tym, bo czujemy, że robimy dobrze i Pan Bóg nas ochroni, bo to on postawił Lakiego na naszej drodze. Wiesz Elu ostatnio przypomniały mi się pewne słowa Pana Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. I uważam, że Laki jest właśnie takim naszym braciszkiem :) I dokładnie te właśnie słowa umacniają nas w tym co oboje z mężem robimy.
          Bardzo Ci dziękuję za wsparcie, a dane są podane pod moim nowym postem, również o Lakim :)

          Ściskam ciepło i serdecznie :)

  2. No i się popłakałam. Kiedyś miałam psa ze schroniska, a teraz, gdy nasza sunia odeszła na drugi koniec tęczy, to znów myślę, by zaadoptować psa. Pozdrawiam i podziwiam. O dane poproszę, jak odzyskam dostęp do poczty :(

    • Bardzo mi przykro z powodu suni Consku, to smutne, że psiaki tak szybko odchodzą :( Masz wielkie serce, że chcesz pomóc jakiemuś potrzebującemu psiakowi ze schroniska adoptując go, a nie zasilić kieszeń kolejnej pseudohodowli, która męcząc zwierzęta nastawiona jest tylko na zysk. Serdecznie dziękuję Ci za wsparcie i dane oczywiście prześlę na maila.

      Ściskam ciepło, buźka :)

  3. Witaj Gabunia,

    Prosze Cie bardzo o dodatkowe dane, jakich potrzebuje, by wykonac przelew zagraniczny. Bez nazwiska sie nie obejdzie. Z cala reszta typu IBAN i kod SWIFT Eurobanku juz sobie poradzilam.
    Tak dlugo, jak Laki zyje – chce pomagac jak moge najbardziej. Jestem Wam wdzieczna za to, ze siejecie milosc tam, gdzie panuje nienawisc. Przywracacie mi apetyt na zycie i wiare w ludzi.
    Przeslij mi prosze dane na prywatny adres mailowy.
    Pozdrawiam – Edyta.

    • Edytko nawet nie wiesz jak mi miło czytać taki komentarz, aż się wzruszyłam. Tyle ciepłych słów mogłam przeczytać pod swoim wpisem o LAKIM, ten piesek to na prawdę szczęściarz, aż tylu ludziom nie jest obojętny jego los. Wśród swojego otoczenia spotkałam się z różnymi zdaniami, niektóre bardzo mnie zasmuciły, bo brzmiały ” ja to Cię nie rozumiem, tyle masz problemów i jeszcze jeden Ci był potrzebny do szczęścia”, „ja to bym się na Twoim miejscu w takie rzeczy nie ubierała, przecież całego świata nie zbawisz – moja odpowiedź brzmiała, „całego świata być może nie, ale cieszę się, że chociaż jednemu pieskowi mogłam pomóc i odmienić jego los”. Ktoś jeszcze dał mi do zrozumienia, że jestem nieodpowiedzialna, bo taki pies ma na pewno mnóstwo bakterii i wirusów, a ja ze swoim zdrowiem jeszcze przed operacją tak ryzykuję, może i jest w tym jakaś prawda, może ryzykuję, ale ani przez chwilę tak nie pomyślałam, bo wiem, że skoro Pan Bóg postawił na naszej drodze Lakiego, byśmy mogli okazać mu nasze serca i pomóc mu, to wierzę, że nie pozwoliłby by stała nam się z tego powodu jakaś krzywda.

      Bardzo Ci dziękuję za okazane serce i chęć pomocy, ściskam ciepło :)

  4. Witam

    Wpłaciłem drobną kwotę na konto dla Lakiego bo los naszych małych przyjaciół nie jest mi obojętny, tym bardziej, że rozumiem tego typu sytuacje i potrzeby bo sam już znalazłem i przygarnąłem dwa pieski na przestrzeni ostatnich kilku lat. Obydwa mają się bardzo dobrze i a ni myślą szukać innego domu, trafiły chyba w nie najgorsze ręce ;-).

    Wiadomo, że dzisiaj wszystko kosztuje i to czasem nawet całkiem sporo, ale są fundacje dla zwierząt, do których można by się zwrócić choćby tylko o pomoc w leczeniu. Takie fundacje mają swoich weterynarzy lub zaprzyjaźnione gabinety weterynaryjne i powinny pomóc w takich przypadkach. W końcu do tego zostały powołane takie organizacje, a tacy ludzie jak pani kwalifikują się w pierwszej kolejności do skorzystania z ich pomocy.

    Fundacje dla zwierząt powinny być szczęśliwe, że znajdują się jeszcze ludzie dobrej woli, którzy nie są obojętni wobec tych małych bezbronnych i bezradnych istot zależnych całkowicie od człowieka.

    kilka linków fundacji z terenu Krakowa

    http://psilos.org/kontakt/

    http://www.zwierzetakrakowa.pl/index.php/kontakt

    http://ktoz.eadopcje.org/informacje/kontakt

    http://www.stawiamynalapy.pl/kontakt/

    • Bardzo dziękuję za wsparcie i zrozumienie, jak i za linki do fundacji, na pewno zadzwonimy i się o wszystko popytamy. Dzwoniliśmy do dwóch towarzystw opieki nad zwierzętami i ten krakowski się całkiem na nas wypiął, powiedzieli, że oni w zasadzie nie mają funduszy na taką pomoc, tylko ewentualnie gdybyśmy mieli swojego psa i nagle nie dawalibyśmy sobie rady finansowo by go utrzymać u siebie, to może wtedy coś doraźnie by pomogli, ale też niechętnie. Rozmawiałam z naszym wetem to mówił, że te wszystkie fundacje chętnie zbierają kasę, a jak potem przychodziło coś do czegoś, to się wykręcali sianem. Wnioskiem tego, że trzeba wszystkie zwierzaki oddawać do schronisk, bo takowe dofinansowuje gmina, a wtedy tam muszą zapewnić zwierzętom żywienie i opiekę weterynaryjną. Kompletnie nie mogę tego zrozumieć, przecież to lepiej dla nich i przede wszystkim dla zwierzaka jak zaopiekują się nim dobrzy ludzie, wyprowadzą na prostą, a nie jak siedzą te bidy w boksach często na polu, na betonie nie wyprowadzane, bo brakuje wolontariuszy. Rozmawiałam też z panem, który prowadzi organizację pomocy labradorom, ale od razu powiedział, że na tyle na ile może to podratuje opiekę Lakiego finansowo, jednak warunkiem miało być zaczipowanie psa i zarejestrowanie, że jest on własnością tejże organizacji. powiem szczerze, to mnie głownie powstrzymało, bo nie chcę żeby to oni o wszystkim decydowali i boję się, że przyjadą wymyślą coś i zabiorą nam Lakusia :( nie wiem może panikuję, ale wolę dmuchać na zimne, po tym wszystkim co się teraz słyszy nie jestem taka ufna do ludzi.
      Cieszę się jednak, widząc po komentarzach, że wspaniałych ludzi o dobrym sercu, które pomagają biednym i potrzebującym zwierzakom jest na prawdę sporo, może ten świat nie jest tak do końca zepsuty

      Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję za wszystko, proszę też wymiziać psiaki :)

  5. Pozdrowienia dla Lakiego od Lakiego /zaadoptowany ze schroniska/. Nasz Laki był bardzo wycofanym psem, bał się wszystkiego łącznie z liśćmi spadającymi z drzew. Teraz po ośmiu latach w naszym domu jest już dobrze ale w dalszym ciągu boi się np. mężczyzn głośno rozmawiających.

    • Witam :)
      Nasz Laki, wygląda na to, że niczego się nie boi, a ponieważ jest prawie głuchy to i różne głośne dźwięki go nie ruszają, mąż odkurza, a on sobie śpi :) Najwidoczniej pani Laki przeszedł w przeszłości jakąś dużą traumę związaną z mężczyzną, być może jakiś facet się znęcał nad nim, nie był też odpowiednio socjalizowany i przez to boi się wielu rzeczy, może był nawet gdzieś przetrzymywany w zamknięciu lub kojcu. Niestety te biedne psiaki nie mogą nam opowiedzieć swojej historii, a szkoda, bo może znając problem, bądź jego przyczynę może udałoby nam się im lepiej pomóc.

      Pozdrawiam

  6. Gabuniu, daj namiary na wpłatę. Dużo nie mogę – renta chorobowa, ale może troszkę Cię odciążę. Sama miałam dwa psiaki, jeden teraz u córki (14-letni staruszek), a więc jestem z jednym – sunią, wiem ile kosztuje leczenie chorego psiaka ,jeszcze jest młoda – 7 lat, ale też po różnych historiach zdrowotnych. Niestety jak dochodzą jeszcze leki właściciela to już jest niewesoło. Też choruję „na brzuch” autoimmunologiczne CU, leczona wszystkim co tylko możliwe, łącznie z cyklosporyną (nietypowo), obecnie biologicznie, ale ja na razie wybroniłam się przed operacją, tzn. nie zgodziłam się :). Trzymam za Ciebie kciuki, wysyłam Wam wszystkim dużo cieplutkich myśli, pokazuj czasem psinki na blogu. Dodaję Cię do ulubionych, żeby czasem zajrzeć co słychać.
    Czekam na namiary bankowe.
    Buziaki i miziaki :)

    • Witaj Negrusiu w moich skromnych progach, bardzo Ci dziękuję za wsparcie, namiary do przelewu wyślę w mailu. Jeśli masz FB to zapraszam Cie na mój Fanpage tam zamieszczam co kilka dni informacje z życia Lakusia. Tak jak już gdzieś tam pisałam, leczenie psa kosztuje i nie ważne, czy jest stary, czy młody, płaci się tak samo, tylko niestety im pies starszy tym więcej tych chorób się przyplątuje, ale podobnie jest też z człowiekiem. U mnie też dużo chorób jest i moje leczenie jest kosztowne, półtorej roku temu miałam 3 poważne operacje na brzuch i od tego czasu mam problemy z brzuchem, mam stomię i dużą przepuklinę pooperacyjną i to będę miała teraz operowane, oraz do tego jeszcze sprawy ginekologiczne. Córka znajomej mojej mamy też ma jakąś chorobę jelit i obecnie jest na leczeniu biologicznym, po tym się lepiej czuje i póki co też jej stan nie wymaga operacji.
      Miło mi, że dodałaś mnie do ulubionych i oczywiście zapraszam Cię częściej na mojego bloga oraz zachęcam do wyrażania swoich opinii w komentarzach :) Trzymaj kciuki mocno, bo mi się przydadzą bardzo, a o swoich zwierzaczkach będę jeszcze na pewno wspominać tu u siebie.

      Pozdrawiam ciepło i wymiziaj sunię ode mnie :) A co to masz za psinkę?

      • Hejka, moja sunia jest pieskiem rasowym, nawet wielorasowym, skrzyżowanie wilka z jamnikiem, cudo. Jest piękna, może kiedyś wrzucę jej zdjęcie, zobaczysz jaka to ślicznotka. Jak wychodzimy na spacer to nie ma osoby, która by się do niej nie uśmiechnęła. A Negruśka wdzięcznie kręci łebkiem i ogonkiem i rozdaje uśmiechy. Przy tym rasowa kobietka, :) ma czasami focha, potrafi uwodzić samym spojrzeniem, itd, itp.
        A nasz staruszek też rasowy – sznaucer mix – może bardziej mix jak sznaucer :) ale również przepięknej urody i ogromnego serca. Ale psiarze to wiedzą i rozumieją. Kochamy je jak wariaci bez względu na koszty.
        Trzymaj się, będzie dobrze, innej opcji nie ma.
        Serdeczności.

        • O proszę, jak fajnie, to koniecznie musisz się pochwalić fotkami, może wyślesz mi na maila? Jestem bardzo ciekawa jaki mix wyszedł z jamnika i wilka, ale sznaucerka też chcę zobaczyć. To, że piesek nie jest rasowy wcale nie oznacza, że jest gorszy, mało tego potrafi czasem być bardziej oddany człowiekowi i wierny niż ten rasowy, ja traktuję zwierzaki na równi i wszystkie kocham, nawet nasze dwa szczurki, rybki, żółwia, sunię Szilkę i oczywiście Lakusia :)

          Ściskam ciepło i koniecznie wymiziaj psiaczki :)

  7. W moim domu zawsze byl conajmniej 1 pies. W porywach 13. Dwie sunie mialy w odstepie tygodnia potomstwo- stad ta liczba. Nic zatem dziwnego, ze wzruszyl mnie Pani wpis. Swietnie, ze trafil na pierwsza strone onetu. Wszystkie moje psiaczki umieraly w mojej obecnosci. Na szczescie tylko raz musialam podjac decyzje o uspieniu schorowanej jamnisi. Nioslam ja w koszyku do weterynarza i plakalam jak bobr. Tlumaczylam sobie, ze jestem jej winna, aby zasnela i nie meczyla sie wiecej. Jestem jej to winna za 11 lat radosci i milosci, jaka mi dala. O kazdego psiaka walczylam, jak byl chory, wydajac majatek. Doskonale Panstwa rozumiem.
    Teraz mam 12 letnia Goldenke. Walczymy z jej przypadlosciami nerkowymi, artroza tylnych lapek. Nieraz patrze na nia i mowie: Wiesz, jakie my bylysmy mlode 12 lat temu??? Zuzywamy sie. Coraz wiecej uciazliwych przypadlosci. Ot, zycie to choroba smiertelna.
    Kiedys pomyslalam, ze to, co sie Panu Bogu naprawde udalo, to pies, a potem troche sie zdrzemnal. Czytajac wpisy na Pani blogu, pomyslam, ze moze trzeba zrewidowac swoje „zlote mysli”.
    Gabuniu, nie daj sie chorobie. Jeszcze nie czas!!! Zostan dlugo ze swoimi Najblizszymi. Walcz o siebie. Dwa razy pokonalam raka, cos wiem o chorobach i strachu. Chce i musze zyc- nie ma innej opcji. Dla Ciebie tez nie ma. Wiec WALCZ!!! Najserdeczniej pozdrawiam
    Ewa

    • Ewo bardzo wzruszył mnie Twój komentarz i podobnie jak Gocha pisząc poniżej dodajesz mi ogromnej otuchy, wiem że jestem silna nawet bardzo, już półtorej roku temu walczyłam o życie po 3 ciężkich zabiegach również na brzuch i wygrałam, przeżyłam, chociaż nie jest mi łatwo z tym całym bagażem jaki dźwigam, to pomimo wszystko bardzo chce żyć, mam jeszcze tyle planów do zrealizowania. Bardzo mi przykro, że Twój los tak ciężko Cię doświadczył zsyłając Ci tak poważne choroby i związane z tym cierpienie, ale ja zrozumiałam, że może właśnie dzięki temu umiemy patrzeć na świat inaczej, że jesteśmy wrażliwsi na krzywdę ludzką i zwierząt, że potrafimy docenić nawet najdrobniejsze rzeczy, które mamy, które nas spotykają i potrafimy się nimi cieszyć, a także szanujemy swoje życie i nie kusimy losu, jak to robią niektórzy. Masz rację udały się psiaki Panu Bogu, lecz niestety, gdy patrzę na ich cierpienie i na krzywdę, którą często fundują im właśnie ludzie, tak serce mi pęka z żalu, czemu tak się dzieje, czemu życie jest takie okrutne. Przypuszczam jak ciężko jest podjąć decyzję o uśpieniu swojego psiego przyjaciela, ja nie wiem, czy bym potrafiła się na to odważyć, wiem, że to dla dobra zwierzaka, żeby nie cierpiał, nie męczył się, ale z drugiej strony przecież zawsze jest nadzieja, ona umiera ostatnia. Niestety psy też chorują i to na takie same poważne schorzenia jak ludzie, leczenie jest ciężkie i bardzo kosztowne. To smutne, że Twoja sunia choruje, wymiziaj ją ode mnie. Dużo zdrowia Ci życzę i siły, bo to jest w życiu najważniejsze, a reszta jakoś sama się ułoży.
      Bardzo Ci dziękuję Ewo za to co napisałaś, będę walczyć z całych sił, nie poddam się tak łatwo, bo tak jak piszesz mam dla kogo żyć. Wierzę, że z Bożą pomocą wszystko musi się udać, bo nie ma innej opcji :)

      Ściskam Cię ciepło i koniecznie daj znać jak Twoja sunia się miewa i jak ma na imię :)

      • Dzieki za odpowiedz.
        Moja cudowna Goldenka ma na imie Zosia. Kiedys, kiedy mialam jamnisie szorstkowlose, a trwalo to prawie trzydziesci lat, zakochalam sie w oczach Goldena. To przenikliwe , madre a zarazem lagodne spojrzenie oczarowalo mnie. Jestem lepsza psia-wariatka (gdzie idiotow droga, znajdziesz kynologa) i nie ma dla mnie brzydkiego psa (moze byc tak paskudny, ze az ladny), ale ten wzrok….
        I nagle przyszlo olsnienie. Tak patrzyla moja Mama Zofia. Wtedy przyrzeklam sobie, ze jak bede miala Goldenke, to bedzie Zosia. To tyle o imieniu.
        Jak moja ostatnia jamnisia Kruszynka zostala sierota, to postanowila umrzec. Odeszla najpierw jej prababcia, potem babcia, potem mama Ewka. Ten bardzo wrazliwy psiak nie potrafil sam zyc. Postanowila umrzec. Nie chciala jesc, wychodzic na spacery, chowala sie pod szafa i spala z nosem pod ogonem. W ciagu paru dni pies zmienil sie nie do poznania. Z radosnego, zawsze gotowego na psoty i podkradania miesa z garnka stojacego na kuchence, przynoszacego stosy zabawek pod nogi, zeby wreszcie zaczac sie z nia bawic, radosnie szczekajacego- stal sie wrak. Nie bylo wyjscia. Trzeba bylo jej sprawic towarzyszke zycia. Uznalam, ze to ostatni dzwonek dla mnie, zeby kupic wymarzonego Goldena. Duzy, silny pies, myslalam, wymaga ulozenia i dyscypliny, a ja juz po 50-tce…. I tak przyszla do nas Zosia. Zosia byla wychowywana przez jamniczke. Do dzis przekopuje glebe w poszukiwaniu myszy, ale nie po to, zeby mysz zalapac i zlozyc panci w ofierze pod nogi, tylko, zeby powiedziec „pobaw sie ze mna”. Wszystko, co sie rusza jest przyjacielem dla Zoski. Nawet do jezy przymila sie. Cudowny pies. Teraz mam 3,5-letnia wnusie i dziewczyny sa nierozlaczne. Strach pomyslec, co sie stanie, jak Zosia odejdzie na druga strone teczy. Czy uda mi sie kupic drugiego Goldena „na zakladke”, zeby wnuczka mniej cierpiala? Zosia oprocz tego, ze barbarzynsko linieje ma jeszcze jedna wade. Panicznie boi sie raptownych glosnych odglosow. Wnuczka miala pare miesiecy i burza nie zaklocala jej snu. Znajac jednak wrazliwosc Zosi, zdziwilam sie, ze w trakcie burzy nie biega w amoku po calym domu. Tymczasem Zoske zastalam przed lozeczkiem – kolyska, w ktorym spala mala. Przelozyla lapy przez szczebelki lozeczka i trzymala mocno malutka. Drzala przy tym tak ze strachu, ze kolyska bujala sie we wszystkich kierunkach.
        Minely dobre dwa lata. Jest burza w nocy. Wstaje w nocy i robie obchod po domu w poszukiwaniu Zosi. Spala przed lozkiem wnuczki, a wnuczka lezala obok niej na podlodze, trzymajac Zosie za szyje. Jak spytalam sie, co robi na podlodze, odpowiedziala: Babciu, jest burza a moja Zosi boi sie burzy….Wszystkie trzy uspokojone zasnelysmy w jednym lozku.
        Cudne sa doswiadczenia ze zwierzakami. To niekonczace sie opowiesci psiarzy.
        Piszesz ze nie wiesz, czy zdecydowalabys sie podjac decyzje o uspieniu ukochanego czworonoznego czlonka rodziny. Nie zycze Ci, abys kiedys musiala podjac taka decyzje. Tak, jak pisalam, czulam sie w obowiazku skrocenia jej cierpien, kiedy wszystko zawiodlo. Wierz mi, ze o kazde stworzenie potrzebujace pomocy walcze z calych sil, nie ogladajac sie na wydatki. Jest jednak pewna granica. Nie mozesz juz dluzej brac odpowiedzialnosci za cierpienia zwierzecia. Bo to Twoja decyzja, czy ma przezyc jeszcze jeden dzien w bolach. Wszystkie medyczne mozliwosci juz wyczerpalas. I co dalej? Jeszcze jeden dzien z wlasnego egoizmu, zeby jeszcze moc poglaskac cieple cialko? Pomozmy im przejsc na druga strone teczy. Niech wiedza, ze az tak je kochamy.
        Moja ukochana psina umierajac, trzymana przez mnie na rekach zlizywala moje lzy. Weterynarz plakal razem z nami. Straszne przezycie. Bog oszczedzil mi nastepnych takich doswiadczen. I oby tak zostalo. Inne psiaki odchodzily bez pomocy zastrzykow. Zawsze przy tym bylam.
        Zycze Ci duzo duzo szczescia i wiary w dobre zakonczenie Twoich spraw.
        Trzymam za Ciebie kciuki. Uda Ci sie. Jestem pewna.
        Sciskam serdecznie Ewa
        PS. Przepraszam za forme per Ty. Na swoje usprawiedliwienie moge tylko sie przyznac, ze moja corka jest niemal w Twoim wieku :-)

        • Tak to już jest na internecie, że czasem nie wiemy kto ile ma lat, dlatego często używam formy per Ty, za co bardzo panią przepraszam. A ja absolutnie się nie gniewam i będzie mi miło, jak będzie się pani nadal tak do mnie zwracać ;) Doskonale wiem o czym pani pisze, te psie opowieści, ja też mogłabym tak pisać i pisać, bo kocham psy i tych wspomnień też mamy całkiem sporo zwłaszcza z okresu, gdy mieliśmy szczeniaki :) Bardzo wzruszająca jest pani historia o Zosi, widać, że państwa kocha i jest Wam oddana. Goldeny to mądre psy i maja takie dobre charaktery, są rodzinne, przyjazne. Naszą Szilke traktujemy jak córcię przez co jest trochę przez nas rozpieszczona :)
          Wielki szacunek za podjęcie decyzji o uśpieniu chorego psa, to jest bardzo dojrzała i odpowiedzialna postawa, bo tak jak pani napisała, nie można w tym przypadku być egoistą i myśleć o swoich uczuciach, tylko pkierować się seercem i pomóc zwierzakowi godnie odejść, by oszczędzić mu cierpienia i bólu, by nie przedłużać tej traumy o kolejny dzień bądź tydzień.

          Bardzo dziękuję za te wszystkie słowa pokrzepienia i zapraszam tu do siebie częściej na moje kolejne wpisy o życiu.
          Pozdrawiam ciepło i życzę dużo zdrowia, proszę ucałować wnusię i wymiziać Zosię :)

          • No to zostanmy per Ty. Bardzo mi ta forma odpowiada :-))
            Dzis Zoska miala juz lepsze wyniki probki moczu. To dobra wiadomosc. Oby ta tendencja sie utzrymala.
            Podrawiam i NAJLEPSZEGO dla Was Wszystkich

  8. Witam serdecznie. To wspaniała postawa. Gratuluję syna, to przecież on zobaczył pieska i wiedział, że państwo tego tak nie zostawicie.
    My też posiadamy wspaniałą goldenkę oraz dwa koty z których jeden choruje na niewydolność nerek. Wcześniej już z dwoma kotkami musieliśmy się rozstać.
    Operacji proszę się nie bać, przed panią jeszcze uratowanie niejednego psiego życia. Życzę powodzenia i wspaniałych psich uśmiechów.
    PS. Proszę o dane do przelewu

    • Witam. Bardzo dziękuję za słowa wsparcia, są dla mnie bardzo ważne i na prawdę podniosły mnie na duchu, bo ma pani rację, przecież przede mną ważna misja się szykuje, no i kto by się zajął naszymi zwierzakami? ;)
      Po tych wszystkich komentarzach widzę jak dużo jest ludzi o wielkich i dobrych sercach, którym los porzuconych i cierpiących zwierzaków nie jest obojętny, które same również pomagają, przygarniają i to jest piękne, dzięki takim ludziom serce rośnie :)

      Bardzo dziękuję za wsparcie finansowe, dane prześlę w mailu.
      Pozdrawiam ciepło i proszę wymiziać sunię i kociaki, zwłaszcza tego bidulę chorowitka :)

  9. Wpłaciłam tyle ile mogłam.Chociaż tak pomogę zwierzakowi.
    Moja najukochańsza sunia odeszła 4 lata temu – długo się zbierałam.Byłam z nią do końca.Jak umarła , ostatni raz pocałowałam w mordkę. Niestety to był owczarek i byłam zmuszona zostawić JĄ w weterynarza i skremować.
    W piątek nic nie wskazywało na to że jest tak ciężko chora. Byłyśmy ot takie sobie babcie(miała ok 12lat). Musiałam ją uśpić – w niedzielę była już w agonii. Sekcja wykazała nowotwór serca, zjedzone całe płuca i śledziona. Jej historia pierwszych 2 lat życia była mi niewiadoma…oprócz tego, że jakieś bydle wyrzuciło ją zaraz po oszczenieniu.Kiedy została u nas – weterynarz stwierdził, że najwyżej 7 dni temu urodziła. Była wychudzona (15 kilo). Dla mnie pocieszeniem było to, że parę lat szczęścia jej dałam….i że nie męczyła się długo. Już nie decyduję się na psa…przeżyje mnie…i co potem ? Poza tym nie chcę już przeżywać takiej traumy…dwa psiaki umierały mi na rękach…wszystkie inne zwierzaki też.

    • Witam panią. Bardzo smutna historia :( wzruszyłam się czytając. Nawet nie wyobrażam sobie przez co pani przechodziła, chociaż my straciliśmy niedawno naszego psiego wnusia, (jego historie opisałam tutaj http://gabunia76.crazylife.pl/2016/11/26/nasz-psi-wnusio-za-teczowym-mostem/) to jednak nie ma nic gorszego, gdy nasz psi przyjaciel odchodzi na naszych oczach :( ech, szkoda, że psy nie żyją dłużej. Rozumiem pani decyzję, moja teściowa ostatnio musiała uśpić swojego 11 letniego psa, też miał raka i bardzo to przeżyła, teraz nie chce już psów, podobnie jak pani nie ma siły na przeżywanie kolejnej psiej śmierci. W swoim życiu już mieli teściowie kilka psów.

      Bardzo serdecznie dziękuję za wpłatę i pozdrawiam oraz życzę dużo siły i zdrówka :)

    • nigdy przenigdy nie zostawilabym po smierci zwierzaka u weterynarza jak smiecia! urnay z prochami naszych zwierzat stoja u nas na honorowym miejscu razem ze zdjeciami zwierzakow.

      • ja też bym nie potrafiła zostawić swojego zwierzaka, dlatego pochowaliśmy u nas w ogrodzie naszego psiego wnusia, jednak okoliczności czasem są różne w życiu, dlatego staram się też zrozumieć sytuacje osób, które podejmują taką, a nie inną decyzję.

      • Pani Asiu !
        Nie miałam innego wyjścia.Mieszkamy w bloku.
        W tym czasie byłam sama..styczeń 2013….było -20 stopni…a ja 10 dni przedtem przeszłam operację po której nie wolno mi było dźwigać nic. Notabene po sunię przyjechała Pani doktor weterynarz (dużo mi pomogła…mi, całkiem obcej osobie…tyle, że głównie ona zajmowała się moim pieskiem, nigdy nie chorującym…ot szczepienia, pazurki…)…trzeba było ją nieść do auta.Czasem tak bywa że nie ma człowiek (stary) wyjścia. Nie można potępiać.

        • Bardzo pani współczuję straty pieska i do tego jak widzę jeszcze problemy ze zdrowiem, musiało być pani bardzo ciężko :(
          Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia i siły

  10. Poruszające. Też lubię pieski. Życzę szczęśliwej operacji i powrotu do zdrowia. Apropo zdrowia to miałem kolegę który mawiał, że zdrowie to stan przejściowy nie wróżący nic dobrego. W przypadku zwierzątek sprawdza się to niestety tak samo jak i u ludzi. Tyle że zwierzątko jak za bardzo cierpi to możemy wyłączyć , a wyłączenie nas nie leży w naszej kulturze. Usypiałem już dwa psiaki za każdym razem mówię sobie że żadnych więcej szczekaczy i okazuje się że nie jestem słowny. Tylko tym razem nie wiadomo kto kogo przeżyje bo psina jest jedenastoletnia a ja jego rówieśnikiem.

    • Dziękuję i nie dziękuję żeby nie zapeszyć, oby wszystko się udało. Wiem jak to jest, my też mówiliśmy sobie, że tylko nasza sunia i potem żaden inny pies, a tu już mamy dwa psy i zapewne jakby się przybłąkał kolejny, to też byśmy chcieli mu pomóc, a potem by został :) ale jak tu nie pomóc widząc takie psie nieszczęście, taką bidę, która patrzy tymi błagalnymi i smutnymi ślepkami :( przyznam się szczerze, że jak mąż przywiózł psiaka do domu i go zobaczyłam, to beczałam jak bóbr, a mąż razem ze mną. Proszę mi wierzyć, Lakuś wyglądał dużo gorzej niż wyszedł na zdjęciach :(
      Kiedyś widziałam u weterynarza taką tabelę jak należy mierzyć psu wiek i z tego co sprawdziłam na internecie, jśli ma pan średniego psa, to pana wiek wynosi około 80 lat, czy dobrze obliczyłam? Przepraszam jeśli dodałam panu lat, ale tak mi pokazała tabela, którą znalazłam, chociaż to też zależy od wielkości psa, bo podobno małe i średnie psy żyją dłużej od dużych i wielkich.

      Pozdrawiam

      • Witam. Dziękuję za odpowiedź. Zastosowałem przelicznik siedem. Psiak ma 14 kg z czego 5 to za dużo, poza tym kilka lat spędził w azylu. Po zadomowieniu nie bardzo chciał jeść i wszyscy domownicy coś mu bez przerwy podtykali . Dopiero po roku zorientowaliśmy się że psa jest coś za dużo, dostał szlaban na dokarmianie, ale masa już została. Zainteresował mnie los pani nabytku , bo też znalazłem kiedyś w Dolinie Będkowskiej identycznego zwierza , tylko że był dużo młodszy i ciut był cięższy 22 kg , dopiero po prawie dwu latach ważył należne 34 kg. W przypadku młodego psa tak potężna niedowaga niestety odbiła się na jego zdrowiu i żył u mnie tylko trzy lata. Właściciela nie odnalazłem , wtedy jeszcze nie było chipów. Podejrzewałem że raczej komuś się zgubił – wpadał w panikę kiedy była burza, dolina jest terenem rekreacyjnym więc zginął prawdopodobnie turystom, ale miejscowi nic nie wiedzieli na temat poszukiwań. Kończę bo psiarze i im podobni to o swoich zwierzakach mogą bez końca a po wylądowaniu Pani bloga na pierwszej stronie jest szeroki odzew. Nie musi być Pani zobowiązana do odpowiedzi na każdy post. Jeszcze raz życzę pogody ducha i ogólnie naj..

        • Witam ponownie :)
          Wiem, że nie jestem zobowiązana, odwiedzam też czasem blogi, na których właściciel nie odpisuje na komentarze. Ja tak nie potrafię, bo cieszy mnie każda napisana tu opinia i poprzez grzeczność i szacunek do komentującego czytelnika w miarę możliwości staram się odpisywać na bieżąco, a że to dodatkowo lubię, to już inna sprawa :)
          Obawiam się, że zanim Lakuś przybierze ciałka na te swoje biedne kości, to trochę upłynie czasu, ale my będziemy cierpliwie dbać o niego i go podtuczać oczywiście czujnym okiem, by nie przesadzić, opierając się na pana cennej uwadze.
          Bardzo mnie wzruszył ten gromki odzew, cieszę się, że udało mi się dostać na pierwszą stronę Onetu, bo to ostatnio jest bardzo trudne. Jeśli ma pan ochotę pisać na temat swoich doświadczeń z psami, to bardzo chętnie poczytam, może akurat któraś z pana wskazówek się przyda :) Ja też o piesach mogę pisać bez końca. Zapraszam również na mojego Fanpage, tam będę sukcesywnie wstawiać informacje o Lakim.

          Pozdrawiam

  11. Gabuniu, wielki szacunek dla Was z pomoc cudownemu pieskowi. Trzeba zrobić wszystko, żeby dać mu szansę na przeżycie psiej starości w godziwych warunkach. Chętnie się dorzucę, więc bardzo proszę o dane na maila. A psią starość miałam okazję przeżywać kilka lat temu z naszym cudownym owczarkiem szkockim collie. Dożył 14,5 roku, wysiadły mu stawy biodrowe, nie słyszał, nie chciał jeść ……..
    Wasza pomoc Lakiemu jest wspaniała. Zrobiliście dla niego bardzo dużo. Oby udało się znaleźć mu dom.
    Pozdrawiam ;)

    • Dziękuję Ci bardzo za pomoc i słowa otuchy oto ja :) Na tym nam najbardziej zależy, żeby Lakuś za to wszystko co go spotkało złego w jego psim życiu teraz mógł przeżyć swoja starość w godnych warunkach. Pokochaliśmy tego piesia i będziemy raczej chcieli go zatrzymać, a jeśli będziemy zmuszeni znaleźć mu inny dom, to nasze oczekiwania będą na pewno rygorystyczne tak jak już napisałam w odpowiedzi na komentarz bea. Z tego co widzę, to niestety dużo tych ras dużych ma problemy ze stawami, dlatego bardzo ważne jest by od szczeniaczka podawać pieskowi specjalne preparaty na stawy, a gdy pies jest dorosły to specjalną karmę, która jest przystosowana do rasy lub wielkości psa. Ja zwracam bardzo uwagę na to żeby w karmie była chondroityna i glukozamina składniki odpowiedzialne za wzmocnienie stawów i ich prawidłowe funkcjonowanie u ras średnich i dużych. My tego pilnowaliśmy od samego początku, gdy mamy Szilkę, czyli od 3 miesiąca życia. Twój piesio dożył sędziwego wieku, to sporo jak na tę rasę, a tak w ogóle słyszałam, że psy zwłaszcza te rasowe są delikatniejsze i krócej żyją, średnia to 12 lat. Ciekawa jestem ile nasz Lakuś ma lat, bo mój mąż z synem obstawiają tak 8 lub 9 lat, a weterynarz mówił, że on by mu dał 12 lat, ja też obstawiam bardziej tak jak moje chłopaki.

      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

  12. Poszedł grosz dla Lakiego. Proszę Państwa, robiąc wpłatę poprzez mBank da się to zrobić tak, że nie potrzebne jest ani imię ani nazwisko odbiorcy. Wystarczy chwila zastanowienia.

  13. Agnieszko, jesteś Matką Teresą od psów normalnie ;-) Podziwiam szczerze, bo mając tyle problemów z własnym zdrowiem, znajdujesz siły i serce dla bezdomnego psiaka.
    Co do jego losów, to mogło byc różnie, może jego właściciel zmarł lub leży gdzieś chory, nieprzytomny, zdarzają sie nieprawdopodobne sytuacje, ale możliwe tez, że ktoś go wywiózł daleko od domu i wyrzucił, niestety.
    Bardziej zmartwiły mnie wieści o Twojej operacji – musi być dobrze, trzymam mocno kciuki i ściskam wirtualnie ;-)

    • Bardzo Ci dziękuję Asiu za te słowa wsparcia, to dla mnie bardzo ważne co piszesz, bo powiem Ci szczerze, że nigdy jeszcze się tak nie bałam jak teraz, co to będzie :( Lekarze mówili, że ta operacja będzie na prawdę bardzo poważna i kilkugodzinna, wiem, że muszę myśleć pozytywnie, bo będą czekać na mnie moi bliscy, a przede wszystkim nasze zwierzaki, mąż by sobie nie poradził z nimi sam, bo pracuje przez cały dzień. Musze to zrobić dla Lakiego, bo bardzo bym chciała żeby został z nami. Asiu jaka tam ze mnie Matka Teresa, po prostu staram się być człowiekiem i najzwyczajniej pomóc temu kto tej pomocy potrzebuje, powiem Ci, że ja to bym wszystkie takie biedy przygarnęła, co taki zwierzak jest winny, ludzie często działają impulsywnie, spełniają chwilowe kaprysy, a potem najbardziej cierpią na tym właśnie te bezbronne i słabsze zwierzaki. Człowiek jest istotą rozumną, a potrafi zachowywać się jak bestia, bo nie potrafię inaczej nazwać świadomego znęcania się i maltretowania jakiegokolwiek stworzenia Bożego. Co do historii Lakiego, to nasza wyobraźnia podsunęła nam całe mnóstwo, szkoda, że sam nie może nam opowiedzieć co tak na prawdę się z nim działo. Bardzo bym chciała, by u nas mógł zapomnieć o tym koszmarze, który przeżył w ostatnim czasie.

      Ściskam Cię ciepło Asiu

  14. Gratuluję znalezienia się na pierwszej stronie Onet.
    Aż mi ciśnienie podskoczyło. Dobry temat jednak może się przebić pośród tematami o żarciu i duperelach

    • Bardzo dziękuję tatulu, cieszę się, że tak się stało, bo dzięki temu może więcej ludzi się przekona, że na prawdę warto pomagać, bo to jacy jesteśmy dla innych, dla ludzi, czy zwierząt, to potem wraca z podwojoną siłą i ja jestem żywym przykładem na to, że tak właśnie jest :)

  15. Mam labradora 10 letniego i mimo że bardzo mnie uczula kocham go nad życie. Bardzo chcę pomóc ale oprócz numeru konta muszę podać adresata przelewu.
    Bardzo proszę o podanie na mój adres e-mail.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia.

    • Doskonale rozumiem pani uczucia do pieska, sami oprócz Lakiego mamy jeszcze sunię, 9 letnią goldenkę i też ja kochamy :)
      Całym sercem dziękujemy za wsparcie finansowe, oczywiście dane do przelewu prześlę na maila.

      Pozdrawiam serdecznie i proszę wymiziać pieska :)

  16. Szacun. Gdyby jeszcze adresat konta. Duże mizianka i drapanka dla Lakiego i Szili.
    Pozdrawia Astor i jego pani.

  17. Smutne, a zarazem bardzo pouczająca historia. My niedawno żegnaliśmy sie z odchodzącym psem i kotką. Wspomnienie o tym jeszcze w nas trwa.
    Podziwiam Cię za wrażliwość i dobrą wolę niesienia pomocy zwierzakowi, W sytuacji w jakiej sama jesteś jest to potężne wyzwanie.
    Oby dobro które czynisz wróciło do Ciebie zwielokrotnione.
    Pozdrawiam

    • Bardzo Ci dziękuję za te słowa Tatulu. Słusznie zauważyłeś, że moja sytuacja nie jest wesoła, jestem w trakcie konsultacji specjalistycznych i dużo chodzę po lekarzach. Sama nie wiem jak to wszystko się potoczy, ale to właśnie wyzwanie imieniem Laki daje mi takiego psychicznego i energetycznego kopa. Dzięki niemu nie myślę o tym co mnie czeka w najbliższym czasie, inaczej bym chyba zwariowała. Wiesz Tatulu, to co robimy z mężem to jest takie nasze wewnętrzne spełnienie, które jest silniejsze od nas. Myślę, że to co mnie spotkało w życiu nauczyło mnie pokory, współczucia, patrzenia na świat zupełnie inaczej, tak dogłębniej. Staram się mieć oczy szeroko otwarte i dostrzegać to czego inni często nie widzą. Laki jest dla nas takim światełkiem, które nas prowadzi i mocno w to wierzę, że jeszcze się z tego wszystkiego wykaraska i pożyje spokojnie.
      Bardzo mi przykro Tatulu z powodu Twoich zwierzaków, to smutne, gdy ukochane pupile odchodzą. My to przeżywamy, bo traktujemy nasze zwierzaki jak członków rodziny, ale niestety są ludzie, dla których to tylko kolejne nic nie znaczące zwierzę, jak są problemy to należy się ich szybko i sprawnie pozbyć. Taka jest okrutna i niesprawiedliwa prawda.

      Pozdrawiam serdecznie

    • Myślę, że miał dużo szczęścia, bo to była kwestia 3 lub 4 dni i piesio najprawdopodobniej by już nie żył :( Cieszę się, że na niego natrafiliśmy i mogliśmy uratować jedno psie życie :)

  18. Przygarnelismy pieska wyrzuconego z samochodu,był cudowny spokojny i dobry .Majac 11 lat zachorowal na serce brał tabletki wozilismy go do kardiologa ,wiem ile kosztuje leczenie ,przez ostatnie 2 lata chorowal jeszcze na wątrobe,koszt leczenia wyniosl 6 tysiecy.Niestety nie ma go juz z nami ale tesknimy bardzo. Prawda jest taka ,ze leczenie starego psa jest drogie,Pozdrawiam

    • Bardzo mi przykro :( Ogólnie leczenie psa sporo kosztuje, młode psy też niestety chorują na różne poważne schorzenia, podobnie jak z reszta ludzie i jeśli jest wymagane leczenie specjalistyczne to trzeba sie liczyć z wysokimi kosztami. U starszych psów to ryzyko zachorowań jest większe i często się zdarza, że pomimo kosztownej diagnostyki i pielęgnacji nie udaje się uratować psa. Zobaczymy co powie weterynarz, ale najprawdopodobniej to schorzenie reumatyczne jest nieuleczalne, nie ustępuje pomimo mocnego leczenia antybiotykiem, zastrzykami i sterydami :( Jednak wydaje nam się, że Laki nie cierpi i go to nie boli, bo nie skuczy, ma apetyt i jest ożywiony. Zobaczymy co los pokaże, nie będziemy się martwić na zapas.

      Pozdrawiam

  19. Popłakałam się czytając ten wpis. Pól roku temu odeszła moja sunia, ukochana, dobra, łagodna pieseczka. Teraz niestety nie mogę wziąć psa do domu, choć chętnie przygarnęłabym wszystkie psie biedy. Proszę o podanie danych bym mogła pomóc Lakiemu. A Pani życzę zdrowia i dużo radości z rodziną i psami.

    • Bardzo dziękuję :) Te wszystkie ciepłe słowa i tyle wsparcia z państwa strony, to daje nam ogromną siłę i utwierdza w przekonaniu, że tak właśnie trzeba robić, czyli pomagać, na tyle ile możemy, bo tak ciężko jest dzisiaj o taki zwykły ludzki gest. O podaną rękę potrzebującym. Dane wyślę na maila. Z góry bardzo dziękuję za pomoc :)

      Pozdrawiam serdecznie

    • wpłaciłam tyle ile mogłam i postaram się wpłącać dalej ale proszę o informacje czy dalej na to samo konto czy inne. Pozdrawiam

      • W imieniu naszym i Lakusia dziękujemy z całego serca za pomoc. Numer konta się nie zmienia, ale oczywiście gdyby tak było, to panią powiadomię :)

        Pozdrawiam serdecznie

  20. Jestem pod wrażeniem historii Lakusia i wspaniałej postawy Państwa.
    Chciałabym zasilić ratowanie psiaka jakimś datkiem, ale sam numer konta to za mało. Chciałabym prosić o bliższe dane (nazwę konta).
    Bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia.

  21. Kocham psy.. uwielbiam ludzi którzy pomagają takim nieszczęśnikom jak np. Laki. To wspaniałe. Sama mam 13,5-letnią suczkę, która jest moim oczkiem w głowie, ma pewne dolegliwości wynikające z wieku, ale i tak jest pełna życia i taka radosna..to rozczulające :) rozpieszczam ją jak mogę i mooooocno kocham :) po zdjęciach na Pani blogu widać jak Laki się zmienia.. jak mu dobrze, jaki stał się szczęśliwy, cudownie, że są tacy ludzie jak Pani i Pani mąż :)

    • Bardzo dziękujemy. My też kochamy psiaki, a tak w ogóle to każde zwierzątko zasługuje na normalne traktowanie i sympatię swojego pana :) Lakuś też jest wiekowy i ma swoje przypadłości, a pomimo to jest takim radosnym pieskiem, pysio mu się śmieje i ogonek merda, gdy nas widzi, a już na widok michy z jedzonkiem to nawet podskakuje. I taki właśnie widok jest dla nas bezcenny, aż nam się serducho ściska ze wzruszenia :) I pomyśleć, że tak niewiele trzeba takiemu zwierzakowi, wystarczy strawa, woda i kawałek kąta do spania, a już o podrapaniu za uchem, mizianiu i innych przyjemnościach nie wspomnę.

      Pozdrawiam ciepło i proszę wymiziać sunię, a jak ma na imię? :)

  22. „To smutne, że człowiek mając przez lata psa, nie potrafi go pokochać, nie potrafi traktować jak członka rodziny, tylko gdy zaczynają się problemy, choroby, to najzwyczajniej w świecie pozbywa się go jak starej niepotrzebnej rzeczy, którą można tak bez skrupułów z zimną krwią wyrzucić :( To niemoralne, pozbawione człowieczeństwa i serca zachowanie.”
    Kolega, który ma dom na wsi opowiedział mi o swoim sąsiedzie: jakoś pod koniec lata przybłąkał się do tego człowieka pies. To nic niezwykłego, bo okolica znana jest jako wyrzucalnia niechcianych zwierząt. Pies przedostał się na podwórko, zapewne chcąc podkraść trochę jedzenia z miski starej psiny uwiązanej przy budzie w obejściu albo po prostu szukając ludzkiej opieki. Przybłęda nie dał się odpędzić, był zdezorientowany i głodny ale niegroźny.
    Właściciel posesji ani myślał utrzymywać dodatkowe zwierzę, więc za czyjąś radą wezwał animal patrol. Zanim przyjechali miał czas poczynić obserwacje: na łańcuchu stary, chory pies a po podwórku biega młody, zadbany… Oddał więc swojego psa, mówiąc ludziom ze schroniska, że to właśnie on się przybłąkał! Wyobrażacie sobie nieszczęście tej psiny? Zabierają go z jedynego miejsca jakie znał, od człowieka z którym spędził całe życie… Mam wielką nadzieję, że przeżył tę zmianę i że nie został uśpiony jako nierokujący na adopcję z powodu braku dobrych manier (życie na łańcuchu), zaniedbania i starości. Może, nawet jeśli nie znalazł domu, to ma ciepły boks, jedzenie i opiekę weterynarza… A los przybłędy? Mało, że jakaś kanalia się go pozbyła, to druga uwiązała na resztę życia na łańcuchu.

    • Bardzo Ci dziękuję za komentarz. Zasmuciła mnie Twoja historia :( bo nawet przez myśl mi nie przeszło, że można by się w tak perfidny i okrutny sposób pozbyć własnego psa, który tak jak piszesz spędził z tym człowiekiem całe swoje psie życie, dla którego to miejsce było jedynym domem, może nie najlepszym, ale było. Ech słów mi brakuje na takie zachowania ludzi :( A co na to sąsiedzi? Nie zorientowali się, że gospodarz ma innego psa przy budzie? Niestety obawiam się tego najczarniejszego scenariusza, jeśli piesek był chory, stary, niezsocjalizowany, to najprawdopodobniej został uśpiony, bo z adopcją byłoby ciężko. Pies w tym wieku już raczej ciężko przyswaja nowości, a życie w domu różni się diametralnie od życia na łańcuchu, dlatego tak przypuszczamy, że Laki wcześniej przebywał w domu, a świadczy o tym jego zachowanie i pewne umiejętności, o których piszę w poście.
      A zabłąkany piesek miał pecha, może liczył na opiekę i miłość jakiej doświadczył od poprzednich właścicieli, a tymczasem nie spodziewał się, że człowiek potrafi być nieczuły, bezlitosny, zły i co jest najgorsze może skrzywdzić słabego i bezbronnego psa :(

      Pozdrawiam serdecznie

    • To przerażające jak ludzie potrafią odpłacić zwierzętom za miłość i zaufanie! Ten pies wiele już przeszedł więc jeżeli możecie to zostawcie go u siebie. Ponowna utrata ludzi, którym jak widać zaufał była by dla niego straszną traumą. Mamy 9 letnią suczkę Misię (Czarny Terier Rosyjski), która jest z nami od 5 tygodnia życia. Jest członkiem rodziny i bardzo ją kochamy. Pomimo swoich ponad 60 kilogramów, to łagodny i przyjacielski pies. Wszędzie z nami jeździła, a od 3 lat mieszka z nami we Francji. Obecnie jest bardzo chora przeszła 2 operacje wycięcia guzów w pysku, niestety guzy się bardzo szybko rozrastają, krwawią i utrudniają jej oddychanie i bardzo śmierdzą. Wiemy, że każdego dnia może przyjść krwotok lub duszności i trzeba będzie podjąć ostateczną decyzję, ale nie wyobrażam sobie tej chwili… Teraz cieszymy się każdym dniem jaki nam jeszcze pozostał razem…

      • Też tak myślimy i będziemy chcieli żeby Laki u nas został, jednak wszystko zależy od tego co będzie ze mną po ciężkiej operacji brzucha. Jeśli nie przeżyję lub będę wymagała intensywnej opieki, to niestety będziemy zmuszeni znaleźć Pieskowi nowy dom :( lecz nie oddamy go byle komu. Nowi właściciele na pewno będą musieli wzbudzić w nas duże zaufanie i przekonać, że będą się w pełni zajmować psem, a przede wszystkim zapewnią mu godziwą starość i miłość oraz zobowiążą się, że od czasu do czasu będą nam przekazywać informacje o Lakim, a gdyby się coś działo, to oczywiście bezzwłocznie nas powiadomią. Może to zbyt duże wymagania, ale tacy już jesteśmy, trzeba dmuchać na zimne i zachować maksimum ostrożności, nie darowalibyśmy sobie, gdyby psiakowi ponownie stała się jakaś krzywda ze strony ludzi.
        Bardzo współczuję państwu z powodu choroby Waszej suni, to musi być straszne patrzeć jak cierpi i nie móc nic na to poradzić. Mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze i Misia jeszcze państwa zadowoli swoją obecnością. Trzymam za to mocno kciuki i proszę na maila dawać znać jak się ona miewa.
        My też mamy suczkę Goldenkę, która ma 9 lat, mamy ją od 3 miesiąca życia. Jest taką naszą córcią w dodatku trochę rozpieszczoną :) Nawet nie chcę myśleć, że miałoby się jej coś stać, tak mocno ją kochamy.
        Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

        Pozdrawiam serdecznie i proszę wycałować Misię :)

    • Oczywiście jak tylko znajdę wolną chwilę, to zaglądnę na Twój wpis. Mam nadzieję, że Lakusiowi jest u nas dobrze i nas plubił, bo my go pokochaliśmy i chcemy dla niego jak najlepiej :)

      Pozdrawiam

  23. Witam ponownie,

    nie wiem dlaczego moje poprzednie wpisy zostały usunięte, ale tak jak pisałam wcześniej chciałabym pomóc Lakiemu. Mój system bankowości elektronicznej wymaga jednak podania odbiorcy przelewu – czy tam mam wpisać „Dla Lakiego” – nie jestem pewna czy taki przelew do mnie nie wróci.

    Pozdrawiam i jeszcze raz życzę wszystkim zdrowia!
    PS. Mobi to mój pies (labrador)

    • Witam
      Pani wpisy nie zostały usunięte, tylko oczekiwały na autoryzację przeze mnie, bardzo przepraszam, ale czasowo nie jestem w stanie na bieżąco aktualizować każdego komentarza, staram się to robić jednak systematycznie co chwilę :)
      Bardzo dziękujemy za chęć pomocy Lakiemu, dane prześlę na pani adres mailowy.

      Pozdrawiam serdecznie i proszę wymiziać od nas Mobiego :)

      • Bardzo dziękuję!
        Chyba jestem w gorącej wodzie kąpana, bo w między czasie zdążyłam już napisać maila do Pani. Przepraszam za skomasowany atak, ale nie mam wiedzy jak to wszystko (prowadzenie bloga) wygląda od strony technicznej, a chciałam od razu zrealizować przelew.

        Pozdrawiamy
        Ania i Mobi

  24. Witam,

    chciałabym wpłacić drobną kwotę dla Lakiego. Proszę o wskazanie odbiorcy przelewu (jest to wymagane w mojej bankowości elektronicznej).

    Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrowia!

  25. Jestem pełna podziwu dla Państwa… Przeczytałam informacje zupełnie przez przypadek, ale bardzo się ciesze, że tu zajrzałam. Przywracacie Państwo wiarę w ludzi. Postaram się wpłacić chociażby to przysłowiowe 5 zł, jak ktoś wcześniej napisał. Pozdrawiam :)

    • Serce mi rośnie, gdy czytam te miłe i ciepłe komentarze, one jeszcze bardziej utwierdzają mnie w tym, że warto pomagać, nawet tym najmniejszym braciom jak mówi Pan Jezus. Tak jak już wspominałam liczy się dla nas każda złotówka, bo dzięki temu będziemy mogli nadal opiekować się naszym bidulkiem, dlatego z góry serdecznie dziękuję :)

      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do odwiedzin mojego bloga :)

  26. Wpłaciłam niewielką kwotę dla Lakiego, a Państwu przesyłam miliony uścisków za Wasze cudowne serduszko. Pani życzę zdrówka – na pewno wszystko będzie dobrze – bo DOBRO powraca.
    pozdrawiam
    Małgosia

    • Bardzo dziękuję za ciepłe słowa i wpłatę, każda złotówka ma dla nas ogromne znaczenie :) Staram się myśleć pozytywnie, bo przecież musi być dobrze, bo jak to mówi mój mąż, kto by się zajął naszymi zwierzakami :) Proszę trzymać kciuki za mnie i za Lakusia.

      Również ściskam ciepło

  27. Wspaniali jesteście, że uratowaliście to psie nieszczęście. I to dosłownie uratowaliście mu życie. Bez opieki, leczenia, na mrozie… cóż, długo zapewne by już nie pożył :( Tym bardziej, że to niedowidzący staruszek. Miałam sunię owczarka collie, dożyła, dosłownie wyciągana za futro z każdego kryzysu przez wspaniałego weterynarza, 14 lat.
    Gdyby każdy odwiedzający Cię tu i na fb wysłałby dosłownie 5 złotych, uzbierało by się naprawdę sporo grosza na dalsze leczenie Lakusia. Mam nadzieję, że Twój uzasadniony apel o pomoc odniesie skutek.

    Kochani czytelnicy bloga Gabuni – pomyślcie i pomóżcie. I Laki i Gabunia na to zasługują. Laki, bo warto ratować każde życie, Gabunia – bo ma wielkie serce. Ja pomogłam, pomóżcie i Wy :)

    • Bardzo Ci dziękuję parrafrazo za wszystko, za te ciepłe słowa i wsparcie finansowe jesteś wspaniałą osobą :) Powiem Ci, że dobry Weterynarz to podstawa, my też mamy takiego swojego zaufanego, więc liczymy na to, że i w przypadku Lakiego nam pomoże. Mój apel niestety nie odniósł takiego rozgłosu jak ten o znalezieniu pieska i pomimo, że wpłaciły 3 osoby, to ciągle jest zbyt mało, by pokryć koszty leczenia i żywienia :( Póki co wydaliśmy na Lakusia 300 zł, może komuś wyda się to mało, ale przy moim kosztownym leczeniu i gromadce zwierzaków jaką mamy to nie jest mało. Teraz za te pieniążki, które uzbieraliśmy Lakuś będzie miał worek lepszej karmy na miesiąc i suplementy diety :)

      Ściskam Cię ciepło Aniu :)

  28. Mieliście szczęście – udało Wam się przebrnąć przez akceptację psów przez siebie. Mnie się to nie udało. Może dlatego, że chciałam zbratać dwóch psich chłopaków….

    • Całkiem możliwe, słyszałam, że psy tych samych płci gorzej się przyzwyczajają do siebie, jest większa rywalizacja i brak tolerancji względem siebie. Myślę, że Szila zaakceptowała Lakiego, bo on jest takim osiołkiem, schodzi suni z drogi, nie przystawia się, jest spokojny.

  29. Gabuniu,
    mój pies ma lat 16 i choruje na cukrzycę, tarczcę i nerki. Ma też niedosłuch. Psia starość podobna do ludzkiej.
    Zasyłam pozdrowienia.

    • Ojej, bidulek, to faktycznie go dopadło z każdej strony, to poważne choroby, jak Ty dajesz sobie radę? Oj ta starość za równo ludzka jak i psia nie wygląda optymistycznie :( mam nadzieję, że piesek nie cierpi bardzo.
      Pozdrawiam i wymiziaj swojego psiaka ode mnie :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.