W ostatnim czasie …. i co dalej?

Wiem, dawno mnie tu nie było, ale coś ostatnio cały czas mam pod górkę. Nowy Rok nie zaczął się dla mnie łaskawie. Mamy początek marca, a ja już zaliczyłam półpaśca, mocną grypę z uporczywym kaszlem i dwie kontuzje stóp, trochę dużo, ale nie poddaję się i idę dalej do przodu, bo jak to mówią: „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”.

W między czasie cały czas się przygotowuję do operacji na ten swój brzuch. Otóż miałam termin przyjęcia do szpitala na 27 luty, ale przez ten mój upierdliwy kaszel byłam zmuszona go przesunąć. Nowy dostałam na 13 marca (poniedziałek), czyli już tuż, tuż.
Powiem wam, że się trochę nachodziłam, bo musiałam zrobić konsultację reumatologiczną (moja choroba mięśni), kardiologiczną i echo serca, diabetologiczną (moja cukrzyca), endokrynologiczną i badania na tarczycę, pulmonologiczną (płuca) i spirometrię (takie badanie na pojemność płuc) oraz wymaz z gardła, nosa i mocz bakteriologicznie. Tak, że jestem przebadana od stóp do głów, a wszystko na szczęście wyszło w miarę dobrze jak na mnie :) Przyznacie, że załatwienie tego wszystkiego w dwa tygodnie to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę fakt jak długo trzeba czekać na wizytę u specjalisty. Dobrze, że większość lekarzy mnie zna i są tacy dobrzy, że potrafili mnie przyjąć tak od razu bez terminu. To wszystko już miałam gotowe na wspomniany wcześniej 27 luty, ale wszystko się niestety przesunęło z powodu mojej grypy. Mam tylko nadzieję, że nie straciło to wszystko ważności. Na oddziale zrobią mi jeszcze badania z krwi. Nie wiem kiedy będę mieć zabieg, bo jeszcze ma się zebrać konsylium i mają nade mną radzić. Jestem już po wstępnych rozmowach z anestezjologami i chirurgami, którzy będą mnie operować. Szczerze, po tym co usłyszeliśmy z mężem, to jestem posrana po same pachy tak jak nigdy dotąd. Będzie to bardzo ciężki zabieg, najprawdopodobniej od kilku do kilkunastu godzin, ryzyko wystąpienia poważnych powikłań jest duże, mamy być przygotowani na wszystko nawet na to, że mogę tego zabiegu nie przeżyć :(
Przepraszam, że tak bezpośrednio, ale taka jest brutalna prawda. Nie mam w zasadzie wyjścia, przepuklina jest już taka duża, że ciężko mi się poruszać, wyglądam jakbym była w ciąży bliźniaczej już tuż przed urodzeniem, do tego dolegliwości brzuszne się nasilają i pojawiły się problemy ze stomią. Z drugiej zaś strony jest ryzyko, że jelita mogą w każdej chwili uwięznąć w tej przepuklinie i wtedy mogę nawet nie zdążyć dojechać na SOR, bo dochodzi do martwicy spętlonych jelit i wtedy podobno liczy się każda sekunda. Postanowiłam więc, że wolę to zrobić planowo, maksymalnie przygotowana i pod fachową opieką lekarską. Mają mnie operować jedni z najlepszych, dlatego mam nadzieję, że się wszystko uda.
No tak, ale ja jakoś nie mogę przestać myśleć o tym co usłyszałam od lekarzy, o tym najgorszym, strasznie się boję, że już nie wrócę do domu, denerwuję się bardzo, chodzę i ryczę jak bóbr, a rodzinie cały czas mówię co mają zrobić, gdy mi się coś stanie :(
Nawet napisałam swoją ostatnią wolę i plan na pogrzeb. Mogę się domyśleć nawet co sobie pomyśleliście, że oszalałam, że nie powinnam tak mówić, że muszę myśleć pozytywnie, ale uwierzcie mi, to jest cholernie trudne :( wręcz niemożliwe. Nie wiem co się stało z tą dawną optymistyczną i pozytywnie zakręconą Agnieszką. Przypuszczam, że przyczyniły się do tego wydarzenia z lata 2015 roku, gdzie to moje cierpienie i otarcie się o śmierć zostawiło mocny ślad w mojej głowie. Tak na marginesie, to przypomniałam sobie, że nie dokończyłam swojej historii z tamtego okresu, ale mam nadzieję, że jeszcze będę mogła to zrobić.
Najchętniej poleciałabym gdzieś daleko w kosmos, żeby uciec i schować się przed tym wszystkim. Powiem Wam, że to co czuję jest straszne i nikomu nie życzę być w takiej sytuacji. Jednak wiem jedno, że bez walki się nie poddam, muszę, chcę jeszcze żyć.
Mam tyle planów i pomysłów na siebie, czym chciałabym się zająć, no i nie zapominam o  najważniejszym, chciałabym jeszcze bawić wnuki :)
A i pochwalę się Wam jeszcze, że sprezentowałam sobie taką swoją motywację, otóż wykupiłam bilety dla mnie i dla męża na koncert Piotra Rubika :) Uwielbiam jego piosenki, a że będzie koncertował w Krakowie w Tauron Arenie, to nie mogłam sobie odmówić, więc do 26 maja muszę byc już w pełnej gotowości :) I co Wy na taką motywację? Prawda, że jest kusząca? ;)

Moi kochani wspieraliście mnie na wszystkie możliwe sposoby, gdy walczyłam o życie nad morzem, udało się, wróciłam, przez chwilę było dobrze. Dziękuję Wam za to z całego serca <3  to miłe uczucie wiedzieć, że moja osoba nie jest wam obojętna, tyle ciepłych słów od Was wówczas dostałam. To mnie mocno mobilizowało i dodawało siły do walki.
Moi Drodzy mam do Was wielką prośbę, byście znów zebrali swoje siły, modlitwy i dobrą energię, bo teraz będę ich bardzo potrzebować. Mam tylko nadzieję, że tym razem uda mi się stawić na wyznaczony termin, bo znów jakieś przeziębienie po mnie chodzi, póki co wspomagam się leczeniem naturalnym i jak na razie jest dobrze, tylko gardło swędzi i pokasływać zaczynam. Oj coś mnie te choróbska opuścić nie chcą :(

Przepraszam Was, że tak smutno się zrobiło u mnie, ale niestety cała ta sytuacja mnie przytłoczyła i nie potrafię już o niczym innym myśleć. Jak człowiek od lekarzy słyszy same czarne wizje, to niestety zaczyna tym przesiąkać. Ja wiem, że oni muszą powiedzieć o tych najgorszych przypadkach, uświadomić, żeby potem nie było pretensji, ale powinni to robić jakoś tak z wyczuciem, a nie odbierać pacjentowi resztę nadziei.
Ja jednak wierzę, że z Bożą pomocą wszystko się uda i zła passa wreszcie pójdzie sobie ode mnie w siną dal, bo już zbyt długo się u mnie zasiedziała.
Miewajcie się moi Drodzy szczęśliwie i mam nadzieję, że mogę liczyć na Wasze wsparcie, bo bez tego ani rusz ;)

Obiecuję, że jeśli tylko będę coś więcej wiedzieć i dojdę do siebie na tyle by pisać, a przy tym  uda mi się złapać w szpitalu trochę internetu, to na pewno się odezwę :)  gdybym jednak zbyt długo nie dawała żadnych znaków, to niestety będzie znaczyć, że sprawdziła się ta najgorsza wizja doktorów :(  Mówiłam mojemu mężowi, żeby wtedy coś tu skrobnął w moim imieniu byście wiedzieli co i jak, ale powiedział, że nie może mi tego obiecać, bo na pewno nie będzie miał do tego głowy.
Ściskam Was ciepło i przesyłam moc pozdrowień  :)

Nie wiem, czy lubicie repertuar Piotra Rubika, ale tak na koniec posłuchajcie jednej z moich ulubionych piosenek, tak na poprawę humoru :)