Ściągnij buty i załóż bambosze.

Witajcie moi drodzy czytelnicy …

Wiem, że dawno mnie tu nie było. Muszę Wam się przyznać, że dopadła mnie zmora znana wielu bloggerom, czyli wypalenie się i brak weny. Życie w realu mnie pochłonęło i im dłużej nie siadam do laptopa, tym bardziej oddalam się od Blogosfery. W ostatnim czasie miały miejsce u mnie przykre wydarzenia dotyczące naszych zwierzaków :(
Kto śledzi mnie na FB, ten za pewne wie o czym piszę. Jednak pozwolicie, że więcej szczegółów zdradzę w innym poście, ponieważ dziś chciałam się skupić na czymś innym.

Ostatnio, właśnie na FB moją uwagę przyciągnął pewien artykuł ( KLIK ) na temat ściągania butów podczas gościnnej wizyty. Nie wiem, czy słyszeliście, że jest to niezgodne z zasadami Savoire Vivre. Pytanie jednak brzmi, czy to wypada, czy nie? No cóż, muszę przyznać, że to dość kontrowersyjny temat. Czytając ów artykuł i komentarze pod nim zamieszczone nasuwa mi się jedna myśl, mianowicie, ile jest osób, tyle jest zdań i opinii. Każdy w jakimś stopniu ma rację.

W zasadzie odkąd sięgam pamięcią żyłam w przekonaniu, że kultura i dobre wychowanie nakazują ściągać buty, gdy idzie się do kogoś z wizytą, bo tak należy, tak wypada, tak trzeba.  I nadal bym tak myślała, gdyby nie ten właśnie artykuł, który poniekąd uświadomił mi iż przez cały ten czas żyłam tkwiąc w niewiedzy.
Przypuszczam jednak, że wśród Was znajdzie się ktoś, kto podobnie jak ja nie do końca był wyedukowany w tym temacie. Mogłam to zaobserwować również w kręgu otaczających nas ludzi, znajomych, czy rodziny.

ściąganie butów

Ten zwyczaj wywodzi się z dawnych czasów, nasi pra, pra przodkowie ściągali gumowce lub buty robocze, które najczęściej były ubłocone i zabrudzone podczas pracy na roli oraz przy zwierzętach.
W związku z tą właśnie historią spotkałam się z przykrymi wypowiedziami i to głównie młodych ludzi, którzy szydzą z osób ściągających buty, nazywając ich „wieśniakami”, którym gnojówka z gumiaków wypływa. To smutne i wręcz żenujące. Uważam, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, bo nawet jeśli ktoś pochodzi ze wsi, wcale nie oznacza, że jest gorszy i można się z niego wyśmiewać.

Hmm … i jak to wszystko się ma do tego nieszczęsnego Savoire Vivre?
Mówiąc szczerze, jakoś w żaden sposób te sztywne zasady mnie tak do końca nie przekonują.
Otóż na dole wszędzie mamy płytki, głównie ze względu na psa, a wiadomo, jak jest pies to są kudły, błoto i piasek. Dlatego najczęściej nasi goście są proszeni o nieściąganie butów, jednak niektórzy odwiedzający pomimo to je ściągają. I wierzcie mi, nigdy nie pomyślałam sobie źle o nikim, a już tym bardziej, że są „wieśniakami”, czy niekulturalnymi ludźmi, na których powinnam się obrazić. Wręcz przeciwnie, myślę sobie wtedy zupełnie odwrotnie. O, ten ktoś ma szacunek dla mojej pracy włożonej w sprzątanie, dla mojej osoby i miejsca, w którym mieszkam.
A co z okresem od jesieni do wiosny? Wiadomo, że wtedy jest więcej błota, wody, śniegu. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie by każdy wtedy wchodził w butach, musiałabym cały czas siedzieć z mopem w rękach. Niektórzy przywożą sobie własne kapciochy lub klapki, co ze względów higienicznych kompletnie mnie nie dziwi. Jest teraz tyle różnych chorób, że takie noszenie pabtofli wizytowych jeden po drugim może być zagrożeniem dla naszych stóp, nawet nadmierną potliwością można się zarazić. Lata wstecz nikt nie zwracał na tego typu sprawy uwagi. To media, które wszystko nagłaśniają, roztrząsają i analizują wyostrzyły naszą czujność. W sumie z jednej strony nawet dobrze, bo często nie jesteśmy świadomi jakie może czyhać na nas, czy naszych bliskich niebezpieczeństwo.

Jakby tego było mało, to nasuwają mi się kolejne przykłady obalenia sztywnych zasad Savoire Vivre.
Nie wyobrażam sobie, wejść do kogoś w butach, gdy ma małe dziecko, które większość czasu spędza bawiąc się na podłodze. Nie ważne jaka jest wtedy pora roku, czy jest błoto, czy sucho i świeci słońce. Kurz, bakterie, wirusy wszystko to możemy wnieść do domu, a maluch jest na to szczególnie narażony.
A teraz wyobraźcie sobie taką sytuację, że ktoś ma w domu panele, parkiet lub wykładzinę dywanową i co wtedy? Według etyki dobrego wychowania powinniśmy wejść w butach. Przypuszczam, że nie byłoby to ze strony gospodarza zbyt dobrze odebrane. Najprawdopodobniej nie pomyślałby o nas w samych superlatywach, jacy my to jesteśmy kulturalni i dobrze wychowani. Przecież nie musi on wcale znać zasad Savoire Vivre, tylko najzwyczajniej w świecie  kieruje się zwykłą ludzką intuicją.
No dobrze, to jeszcze przytoczę jeden przykład. Mianowicie przychodzimy w odwiedziny do kogoś zimą i mamy na sobie kozaki, ale w związku z tym, że przyjechaliśmy samochodem są suche i nie ubłocone. Wyobrażacie sobie siedzieć w nich przykładowo kilka godzin? Tutaj odpowiedź jest prosta, przynajmniej dla mnie. Czasem jeśli to nie przeszkadza gospodarzom, ściągam buty dla wygody, by stopy mi odpoczęły ;)

A teraz tak z innej beczki. Żeby nie było, że Savoire Vivre jest tak całkiem do bani :)
Co powiecie na imprezę rodzinną lub domówkę? Wyobrażacie sobie przyjść do kogoś w stroju wizytowym, elegancko odsztyftowanym i paradować na bosaka lub w super modnych bamboszach? No właśnie, jakoś średnio to widzę. Jeśli faktycznie jest to lato i jest sucho, z reguły gospodarze proszą o nieściąganie butów. Natomiast, gdy pogoda i pora roku nie sprzyjają paradowaniu w półbucikach, zabieram takowe na imprezę ;)
Niestety czasem bywa też tak, iż pomimo nalegań gospodarzy, gość postanowi jednak ściągnąć buty ukazując nam w całej krasie swoje mokre skarpety i wydobywający się z nich nieprzyjemny zapach, że już o dziurach nie wspomnę :)  No i właśnie, co wtedy? Uważam, że w takim przypadku, by uniknąć tego typu krępującej dla wszystkich sytuacji, a w dodatku znając swój problem, nie powinno się upierać przy ściągnięciu obuwia, tylko wręcz przeciwnie, zapytać, czy można w nim pozostać.
No cóż, ludzie czasem chcą być kulturalni i uprzejmi na siłę, co może przynieść zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego. Może więc wystarczy się czasem zastanowić, czy lepiej złamać zasady Savoire Vivre i się skompromitować, czy wyjść z całej sytuacji z podniesionym czołem ;)

Wcale nie jestem jakąś damą typu „ę„, „ą” i aż tak dokładnie nie studiowałam Savoire Vivre, ot najczęściej staram się po prostu zachowywać intuicyjnie i z szacunkiem do osób i miejsca, w którym się znajduję.
Czasem zastanawiam się, czy ta cała etyka dobrego wychowania nie jest wymyślona na wyrost. Przecież większość osób wie co to znaczy mieć dobre maniery i umie je wykorzystać, więc nie rozumiem, po co te wszystkie ceregiele. Zwłaszcza, że całe te zasady, o których jest ten mój dzisiejszy wpis, są modyfikowane zależnie od postępującego czasu i wymogów społeczeństwa.
Jednym słowem to co należało i wypadało zrobić w danej sytuacji dawniej, w dzisiejszych czasach może mieć zupełnie inne odniesienie, tak jak roztrząsany tu przeze mnie temat.
Wobec tego zapytam jeszcze raz, czy będąc z gościnną wizytą należy bezwzględnie dostosować się do panujących obecnie zasad Savoire Vivre i nie ściągać butów? A może wziąć jednak pod uwagę wszystkie za i przeciw i podejść do tego  tak normalnie, po ludzku?
Pamiętajcie jednak, bez względu na to jaką podejmiemy decyzję, nikt nie ma prawa nas w jakikolwiek sposób obrażać i mówić, że jesteśmy niewychowani i pozbawieni kultury, bo to właśnie ma największe znaczenie jakim się jest człowiekiem wobec innych, a nie jakieś tam ściągnięte buty, gumiaki, czy kapcie ;)

Miało być krótko, ale jak widać nie potrafię :)
Bardzo jestem ciekawa, co Wy o tym wszystkim myślicie.
Zachęcam Was też do przeczytania artykułu klikając na „KLIK” na samym początku mojego wpisu.

A tak na zakończenie dla wytrwałych Savoire Vivre na wesoło :)


The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy gabunia76 (zobacz wszystkie)

23 Komentarze

  1. w myśl zasady, że skoro zapraszam kogoś to zapraszam szczerze i bardzo ważne jest dla mnie dobre samopoczucie gościa/gości. dlatego pozostawiam przybyłym decyzję o tym, czy zdejmą buty, czy też nie.
    ale – zawsze musi być jakieś „ale” – kiedyś znajoma opowiadała, jak to na „parapetówce”, jej dobra znajoma zakończyła przedwcześnie swoją wizytę, gdy ta (koleżanka) zwróciła uwagę, że jej śliczne nowe szpilki zostawiają ślady (konkretnie charakterystyczne wgłębienia) na jej nowiutkiej (drewnianej) podłodze.
    tak więc, niezależnie od tego czy odwiedzamy, czy jesteśmy odwiedzani – wyczucie jest w cenie.

    • Witam Cię makrelo :)
      No tak ważne jest żeby goście czuli komfort, ale czasem faktycznie trzeba też umieć czytać między wierszami i dobrze obserwować, bo to, że ktoś nie powie by ściągnąć buty wcale nie oznacza, że tak nie myśli. A tak na marginesie też z pewnością nie byłabym uradowana widząc małe zgrabne wgniecenia na swoim nowym parkiecie ;) na szczęście mam płytki, które do złudzenia przypominają deski i czasem nawet niektórzy muszą dotknąć żeby się utwierdzić w przekonaniu :)

      Pozdrawiam

  2. Co kraj to obyczaj. W Indonezji po domu chodzi się boso. Czasem także przed wejściem do sklepu zdejmuje się buty. W Japonii na tatami też nie wolno wejść butami, do toalety tylko w specjalnych kapciach. Przed drzwiami moich tajskich, koreańskich i japońskich koleżanek zawsze czekają kapcie. Dla każdego, niezależnie od ilości gości. Więc o jakim savoir vivrze mówimy?

    • Witaj Ewo, dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoim ciekawym doświadczeniem, który dotyczy innych krajów. Jest to dowód na to, że całe to zamieszanie z Savoire Vivre to jakieś dziwne ustalenia, bo tak jak piszesz co kraj to obyczaj, a co dom to odrębne i indywidualne zasady :)

      Pozdrawiam

  3. Dobrze, że odnowiłaś tym wpisem swoje wizyty u nas , bo i my mamy okazję wpaść z rewizytą. W butach, czy też bez, to się zdecyduje w przedpokoju. To łatwo się rozstrzyga. Po prostu widać jakie w domu panują zwyczaje. Ja zawsze protestuję, a jak ktoś cię uprze to nie ma rady. Kwituję to stwierdzeniem: Skoro tak lubisz, to proszę bardzo. Czuj się jak u siebie.
    Pozdrawiam

    • No i właśnie ja też tak do tego podchodzę, jak tu już kilka osób napisało, daję wybór swoim gościom, jak im wygodniej ;) Jednak większość z nich od razu zaczyna ściągać buty, tak po prostu się przyjęło z dziada pradziada.

      Pozdrawiam

  4. Jeeej, wróciłaś :) Witaj serdecznie Gabuniu w naszej Blogosferze :) Miło, że znów jesteś.
    Co do tematu wpisu myślę, że w tym wypadku sztywne trzymanie się zasad nie ma sensu, bo co dom, to obyczaj. U mnie, jak wiesz butów zazwyczaj też się nie zdejmuje, wyjąwszy czas jesienno – zimowy, gdy siedzenie w mokrych butach lub kozakach jest po prostu niewygodne. W zasadzie swoim gościom zostawiam wybór. Ale wyśmianie z tego powodu świadczy tylko o braku kultury, prawda?
    Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    • Jestem Aniu, tylko nie chcę obiecywać, że wróciłam na stałe, ale postaram się coś częściej skrobnąć :) I dokładnie tak jak Ty zostawiam swoim gościom wybór. Tak jak wspomniałam w swoim wpisie spotkałam się z komentarzami obelżywymi w stronę osób, które ściągają buty, mocno mnie to poruszyło, stąd mój jakże nietypowy temat, chociaż wydaje mi się, że wszystko co się tyczy życia jest godne, by poświęcić mu swą uwagę ;)

      Ściskam ciepło i dziękuję za miłe słowa :)

  5. Dobrze, że jesteś. Odpoczynek potrzebny każdemu, więc urlop konieczny.
    W kwestii ściągania butów należy zachować zdrowy rozsądek i nie podsuwać nikomu kapci. Gość sam wybiera opcję, u mnie się nie ściąga, ale czasem ktoś na siłę zdejmuje, więc jego wybór. Natomiast niedopuszczalne jest obrażanie. Świadczy źle o tym, który obraża innych.
    Serdeczności zasyłam

    • Witaj Ultro :)
      Masz rację urlop jest potrzebny każdemu, musiałam trochę odpuścić żeby sobie dać czas i zatęsknić od nowa za pisaniem :)
      A w temacie butów i kapci oraz wszelkich epitetów rzucanych w kierunku kogokolwiek, kto ma odmienne poglądy, zdanie, czy zasady, mam bardzo podobne zdanie jak Ty Ultro.

      Pozdrawiam serdecznie :)

  6. Witaj Gabuniu, podpisuję się pod Twoim wpisem obiema rekami. Zachowuję się tak samo jak Ty,ściągam buty tam gdzie wiem ,że tak się przyjęło. Pamiętam , jak miałam raczkujące dzieci, a część rodziny przychodząca w gości w zimie, biegała mi po całym domu w butach i nic nie robiła sobie z tego ,że u mnie są inne zwyczaje, u nich siedzisz w kozakach nawet cały dzień . Koszmar. W każdym domu i rejonie naszego kraju są inne zwyczaje i warto się do nich dostosować jak idziemy z wizytą.

    • Witaj Edytko.
      No i właśnie w tym tkwi cały szkopuł, żeby czasem nie myśleć egoistycznie, tylko uszanować wolę gospodarza i dostosować się do pewnych zasad panujących w danym domu, oczywiście bez zbędnych osądów, tak jak to robią niektórzy.

      Pozdrawiam :)

  7. Witaj Gabuniu Droga. Cieszę się niezmiernie, że jesteś znowu aktywna na blogu, piszesz i odpowiadasz na komentarze. Zaglądałam tu zawsze pomimo, że na moim blogu nie było informacji o nowym wpisie.
    Teraz na temat: ściągać buty czy nie? Zasady dobrego wychowania nie zawsze idą w parze z potrzebami i dobrym samopoczuciem gości i gospodarzy. Latem, kiedy mamy sandały na nogach – nie ma problemu, możemy siedzieć w nich nawet kilka godzin. Do tego są czyste więc gospodarze nie muszą się kłopotać, że dywany pobrudzimy. Inna sytuacja jest podczas jesiennych słot i zimowych śnieżyc. Wtedy na nogach mamy zimowe obuwie, najczęściej z podeszwą typu Traper. Możemy wnieść do mieszkania błoto, a siedzenie kilka godzin w kozakach, w nagrzanym mieszkaniu, męczy nogi i nikt tego nie zniesie. Rozsądek i komfort własnego samopoczucia nakazuje obuwie zdjąć.
    Moim gościom ZAWSZE zostawiam wybór własny. NIGDY nie poprosiłam o zdjęcie butów, nawet wtedy gdy nowe płytki leżały na podłodze dopiero kilka dni. Mam kilka par klapek łazienkowych, które nie ,,hodują niespodzianek” i zawsze są czyste. Jeżeli gość zdejmuje buty (własnej woli) może siedzieć w klapkach przez cały wieczór. Podobnie postępuję idąc z wizytą. Latem siedzę w obuwiu, które mam na nogach. Zimowe i jesienne buty zdejmuję zawsze i wszędzie.
    Pozdrawiam Gabuniu serdecznie:)

    • Witaj Eluniu :)
      I mi jest niezmiernie miło czytać tak ciepłe słowa.
      Widzę, że mamy podobne zdanie w tym temacie. Też nie potrafiłam nigdy powiedzieć gościom, by ściągnęli buty, z reguły zawsze sami o to pytali. Myślę, że gdy nasi goście są nam znani, to wtedy nie ma problemu i można spokojnie się dogadać bez krępacji, natomiast gdy odwiedza nas ktoś zupełnie obcy, to już pojawia się pewne zażenowanie. Jednak nigdy nie przywiązywałam do tego aż tak dużej wagi i starałam się zachowywać zarówno w roli gościa jak i gospodarza tak, by każdy czuł się w miarę możliwości komfortowo. A wiesz Elu, że z tymi klapkami to bardzo dobry pomysł, faktycznie dużo prościej utrzymać je w czystości niż tradycyjne pantofle, chyba się zmobilizuję i faktycznie kupię klapki tym bardziej, że idzie zima :)

      Ściskam Cię Elu ciepło

  8. Miło, że się pojawiłaś. Mnie już kiedyś się oberwało bo skrytykowałem zwyczaj podsuwania gościom domowych kapci, nieraz nawet tych „dyżurnych” dezynfekowanych. Myślę, że jeżeli gospodarz zaprasza gości to powinien rozwiązać kwestię pozostawienia gościa w stanie kompletnym. Co innego, gdy wizyta jest przypadkowa, ja w takiej sytuacji w skrajnych przypadkach, proszę gospodarzy o ścierkę i dokładnie wycieram buty.
    A świat jak to świat podchodzi do tego dowolnie. Na jednym biegunie są kraje muzułmańskie i z Dalekiego Wschodu, gdzie obrazą jest wejście do domu w obuwiu, na innym w buciorach można nawet … wejść do łóżka, albo wystawić je na stole. Co kraj to obyczaj, masz więc rację, że intuicja jest najważniejsza.
    Nieustająco zdrówka życzę.

    • Witam i dziękuję za odwiedziny :) Widzisz okazuje się, że z tymi „dyżurnymi” kapciami faktycznie nie jest tak prosto. Są osoby, które same się o nie dopominają i takie, które podchodzą do tego z odrazą. Wydaje mi się, że kiedyś wszystko było dużo prostsze. Goście przychodzili i ściągali buty, a następnie dostawali owe gościnne kapciochy i nikt nie zwracał uwagi na to, że czasem widać było na nich ślady z poprzednich imprez, jakieś resztki sałatki, czy może czerwone winko, że nie wspomnę o dyskretnych wywietrznikach :) Mam wrażenie, że teraz coraz częściej ludzie popadają w pewne paranoje, za bardzo wszystko analizują.
      Słusznie wspomniałeś też, iż każdy kraj ma swoje zwyczaje, więc myślę, że nie ma co się przejmować detalami i po prostu być sobą :)

      Pozdrawiam

  9. Gabuniu, jak sie ciesze, że sie odezwałas, brakowało mi Ciebie.
    CO do butów – jestem z frakcji nieściągającej i nie oczekującej ściagania, chociaz mam drewnianą podłogę i małe dzieci ( wnuki). Co za problem posprzątać… to podłoga jest dla mnie, a nie ja dla podłogi. Jak ktoś chce, niech ściaga, ale w zyciu by mi nie przyszło do głowy o to prosić czy na to nalegać. Nie mam też wizytowych kapci, bo uważam proponowanie komuś czegoś , co ma włożyc na stopy, a nie jest jednorazowe, za co najmniej dziwne.
    Ja z kolei sama z siebie na wizycie butów nie zdejmuję – jeśli zostanę o to poproszona…hm… no ok, ale swoje sobie wtedy pomyślę. Natomiast logiczne jest dla mnie zmiana obuwia, jeśli zalezy mi na wyglądzie i idę z wizytą na przykład zimą, to zabiorę delikatne buciki zamiast zimowych, by je zmienić. Ale na buty, a nie na kapcie….

    • Witaj Aniu i ja się cieszę, że Ty się cieszysz ;)

      Szanuję Twoje zdanie i opinię, bo każdy jest gospodarzem swego domu. Ja tak jak pisałam w poście jestem od zawsze nauczona, że jak się idzie do kogoś z wizytą, to wypada ściągnąć buty i tak staram się robić, bo inaczej czuję się niezręcznie, chyba, że ktoś prosi by nie ściągać. Tak samo nasi goście pomimo zapewnień, że u nas się nie ściąga butów i tak to robią. Myślę, że od mojego pokolenia wstecz tak to było przyjęte i zostało aż do dziś. Też nie mam kapci wizytowych, bo od przeprowadzki cały czas zamierzam kupić i tak schodzi :) Teraz jednak się mocno zastanawiam, czy faktycznie sobie nie odpuścić, tylko co zrobić z tymi osobami, które za wszelką cenę muszą ściągnąć buty i zawsze pytają, czy mam pantofle lub klapki :) Ech tak to jest, że czasem sami sobie niepotrzebnie komplikujemy życie.

      Pozdrawiam Cię serdecznie Aniu i dziękuję za odwiedziny.

    • Witam Cię boja :)
      Niestety masz rację, czasy się zmieniły, zasady dobrego wychowania też, a ludzie coraz częściej się zamykają w domach. Pamiętam jak byłam dzieckiem, czy też już nastolatką, to często jeździliśmy w gościnę do rodziny, czy znajomych rodziców lub oni do nas. Teraz każdy jest albo zajęty, albo zmęczony. Jednak mam taką nadzieję, że te kontakty międzyludzkie tak do końca nie zanikną.

      Pozdrawiam

  10. Agnieszko, jak miło, że się odzywasz, to chyba znaczy, że ze zdrowiem nie jest najgorzej?
    Ach, te buty, niby zasady bon ton to jedno, ale życie co innego. Nie miewam gości w garniturach ani tzw, oficjalnych, gdy miałam, zaprosiłam do lokalu.
    Rodzina i bliscy znajomi sami ściągają buty, robię tak samo, bo nie wyobrażam sobie siedzieć u kogoś w butach , zwłaszcza jesienią i zimą…
    Gdy miałam chrzciny mojego syna, zdjęłam po prostu dywany, bo chrzciny były w marcu w czasie odwilży . A gdy kiedyś gościłam dalszych znajomych w butach, mój jasny dywan nadawał sie do czyszczenia…
    Ja nie obrażam sie gdy ktoś prosi o zdjęcie butów, zawsze można zabrać własne kapcie ;-)

    • Witaj Asiu :)
      Miło mi powitać Cię w moich skromnych progach. Ze zdrowiem, hmm.. jakby tu ująć, coś na zasadzie 80 latki, ważne, że bardzo nie boli i mogę zrobić koło siebie, wyjść z domu pod warunkiem, że nic sobie nie uszkodzę :(
      W sprawie ściągania butów widzę, że podchodzisz do tego tak jak większość ludzi, czyli normalnie i po ludzku. Ja właśnie mam tak samo. Zawsze staram się znaleźć takie rozwiązanie, żeby był i wilk syty i owca cała ;) Pomysł z wyniesieniem dywanu podczas choćby rodzinnej uroczystości bardzo dobry, goście nie czują się skrępowani, że go pobrudzą, a człowiek zaoszczędzi sobie potem pracy i wysiłku w doprowadzeniu go do stanu używalności :)

      Ściskam Cię ciepło :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.