Było sobie życie …..

Początek mnie czyli Radości i Smutki …..
To był 2 wrzesień 1976 roku, dzieciaki szły do szkoły, a na sali porodowej nagle rozległ się krzyk noworodka, to byłam JA. Moja mama była szczęśliwa ponieważ obchodziła w tym dniu swoje imieniny, a ja miałam być jej podarunkiem od życia. Nikt nie wiedział wtedy, że ten właśnie prezent przyniesie ze sobą wiele trosk i zmartwień, nie takich zwyczajnych związanych z wychowaniem dziecka ale takich przykrych i ciężkich do zaakceptowania przez rodziców, którzy chcieliby aby ich dziecko było piękne i zdrowe.
Mieszkaliśmy z moimi dziadkami (rodzicami mamy), którzy rozpieszczali mnie jak tylko mogli. Rodzice pracowali, a potem pomagali na gospodarce. Mną zajmowali się dziadkowie ponieważ moje wyjścia do przedszkola kończyły się wielką histerią. Bardzo ich kochałam i chętnie brałam udział w wielu pracach na gospodarstwie.
Pamiętam, że najbardziej lubiłam zaganiać kury do stajni, każda z nich miała swoje imię :-) Bawiłam się z nimi w przedszkole i wyobrażałam sobie, że po kurę Basię przyszedł rodzic, więc tak długo za nią biegałam aż udało mi się ją zagonić na grzędę :-) Powiem Wam, że taka zabawa była wyczerpująca bo babcia miała sporo kur, a wszystkie przecież musiały być odebrane przez swoich kurzych rodziców ;-)
Odprowadzałam też i przyprowadzałam z babcią krowy z pastwiska i doiłam je, a potem piłam takie ciepłe mleczko z pianą, które teraz by mi przez gardło nie przeszło, FUJ :-P  Z dziadkiem lubiłam jeździć do pola grabiarką lub przewracarką do siana albo na wozie po siano. Zbierałam też ziemniaki jak było kopanie. Lubiłam też jak były żniwa bo schodzili się wtedy sąsiedzi z dzieciakami do pomocy i było wesoło. Raz pamiętam jak chciałam sprawdzić swoje zdolności fryzjerskie, miałam może z 5 lub 6 lat i gdy wszyscy byli zajęci przy kombajnie to namówiłam syna sąsiadów, który był młodszy ode mnie, że poprawie mu fryzurkę, a tym czasem tak go wycięłam, że jego rodzice mieli nieciekawe miny, a na drugi dzień musieli go wygolić na zero :-)  Miałam jeszcze jedną przygodę z nożyczkami i wycięłam sobie grzywkę wtedy stwierdziłam, że jednak fryzjerstwo jest nie dla mnie ;-)
**********************************************************

Ten „inny” świat pojawił się w moim życiu jak miałam 6 lat. Runęło całe moje dzieciństwo i zaczęło się cierpienie, badania, szpitale. Nie rozumiałam co się ze mną dzieje i miałam nadzieję, że ten koszmar w końcu się skończy. Niestety po ciężkim roku szukania przyczyny moich dolegliwości zdiagnozowano ciężką, przewlekłą i nieuleczalną chorobę Dermatomyositis czyli Zapalenie Skórno – Mięśniowe. Lekarze poinformowali moich rodziców, że najprawdopodobniej nie dożyję okresu dojrzewania, a jak przeżyję to na 100% czeka mnie wózek inwalidzki. Wiadomość ta zwaliła moich rodziców i mnie z nóg. Może inne dziecko by się załamało na moim miejscu ale JA jako twardziel powiedziałam sobie wtedy, że się nie poddam i będę walczyć z całych sił o swoje życie i przyszłość. Od lekarzy cały czas słyszałam tylko same zakazy i nakazy. Smutno mi było, że nie mogłam żyć jak moi rówieśnicy. Bardzo przeżywałam częste i niekiedy długie pobyty w szpitalach, które znaczyły rzadki kontakt z rodzicami i ciągłe pobyty poza domem. W jednym ze szpitali było tak, że odwiedziny były tylko w niedzielę, a w tygodniu można było zobaczyć mamę na chwilkę przez szybę. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądało takie rozstanie gdy 6 letniego dzieciaka pielęgniarka odciągała na siłę od okienka, w którym stała MAMA, a JA nawet nie mogłam się do niej przytulić :-( to pozostaje w psychice dziecka na zawsze. Dobrze, że dzisiejsze dzieci będąc w szpitalu nie muszą już przeżywać takich smutnych historii.
W moim życiu miały miejsce różne wydarzenia te dobre i te złe. Takim dobrym wydarzeniem były narodziny mojej siostry, miałam wtedy 7 lat. Na początku z miłą chęcią się nią zajmowałam ale z biegiem czasu znudziło mi się pilnowanie tego małego wrzaskuna :) i myślałam jakby się tu schować żeby mama przypadkiem nie podrzuciła mi jej do popilnowania. Niestety moje problemy ze zdrowiem komplikowały całą rodzinną organizację. Rodzice musieli się podzielić i gdy ja byłam w szpitalu lub musiałam jechać do kontroli to była przy mnie mama, a siostrą zajmował się w tym czasie tata.
***********************************************

Choroba sukcesywnie zmieniała moje ciało i co jakiś czas osłabiała tak bardzo, że miałam duże problemy z poruszaniem się. Było to dość uciążliwe bo prawie cały swój czas musiałam spędzać w domu. Do szkoły podstawowej chodziłam tylko przez 3 lata, a resztę miałam nauczanie indywidualne.
Pamiętam jak byłam w pierwszej klasie i w zimie dziadek przyjeżdżał po mnie do szkoły dużymi saniami, które ciągnął nasz Gniady, dzieciaki mi wtedy zazdrościły, a ja byłam cała szczęśliwa, że mam takiego kochanego dziadka :) Zawsze jak wracał z miasta to przynosił mi dobre cukierasy, a gdy coś przeskrobałam to razem z babcia wstawiali się za mną u moich rodziców :-)
To była 4 klasa. Pewnej jesiennej nocy obudził mnie jakiś hałas, okazało się, że mojego dziadka chwycił  zawał serca tak silny, że niestety nie udało się Go uratować. Do dziś mam ten obraz przed oczami jak dwóch facetów kładzie dziadka na noszach i pakuje do czarnego worka. Dla takiego dzieciaka trauma pozostaje na całe życie. Dawniej był taki zwyczaj, że ciało leżało kilka dni w domu i zbierała się codziennie grupa ludzi, która modliła się przy trumnie, ja też brałam udział w tych modlitwach  Bardzo przeżyłam śmierć dziadka, widziałam Go wszędzie, często miałam koszmary związane z tym pamiętnym dniem. Mama chodziła ze mną nawet do psychologa ale na szczęście po kilku spotkaniach się uspokoiłam.
************************************************

Kilka lat później dosięgła nas kolejna rodzinna tragedia. Pewnej jesiennej niedzieli wieczorem otrzymaliśmy wiadomość, że zginął w tragicznym wypadku brat mojej mamy. Wracając do domu ze swoją żoną i dziećmi przechodził przez znaną wszystkim Zakopiankę i został potrącony najpierw przez jeden samochód, a następnie gdy próbował wstać nadjechał drugi, który potrącił wujka śmiertelnie. Osierocił dwoje dzieci (córkę 3 lata i synka 1 roczek) Nigdy nie zapomnę tego dnia. Pamiętam jak paliliśmy ognisko z moją babcią i w pewnym momencie usłyszeliśmy hukanie sowy, babcia jak to babcia miała na to swoje powiedzenia co miało znaczyć, że wydarzy się coś bardzo złego. Niestety ta przepowiednia sprawdziła się już 2 godziny później. Często jest tak, że nie zdajemy sobie sprawy i nie zauważamy znaków jakie dostajemy z GÓRY. Lekceważymy je lub nie chcemy ich widzieć tłumacząc, że jest to tylko zwykły przesąd ale one są i gdybyśmy umieli je właściwie odczytać to myślę, że byłaby szansa uniknięcia wielu problemów.
*************************************************

Tak sobie rosłam, a choroba wraz ze mną. Udało mi się skończyć Szkołę Podstawową z wyróżnieniem, które w konkursie świadectw zadecydowało, że dostałam się do Liceum o profilu pracownik administracyjno – biurowy. Przez 2 i pół roku miałam nauczanie indywidualne i co się z tym wiąże duże braki w nauce. Był to ciekawszy okres w moim życiu. Już w I klasie doczepiła się do mnie taka koleżanka z klasy. Pamiętam jak na lekcji Niemieckiego z nową profesorką pisaliśmy klasówkę. Dorotka siedziała za mną i co jakiś czas szturchała mnie długopisem żebym jej coś podpowiedziała, miała wtedy na sobie fioletową bluzę i nosiła okulary. Nauczycielka chciała zwrócić jej uwagę, a że nie pamiętała jak się nazywa to krzyknęła „fiolecie w okularach uspokój się wreszcie i nie przeszkadzaj bo dostaniesz 1″. I tak to powstała nowa ksywka dla koleżanki zza pleców :)  Po jakimś czasie okazało się, że „nadajemy na tej samej fali” i tak to zostałyśmy papużkami nierozłączkami :)

 

 

 

The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy gabunia76 (zobacz wszystkie)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.