Czym tak na prawdę są Święta?

Otóż w niedzielę odwiedziła mnie kuzynka i tak rozmawiałyśmy na różne tematy, między innymi na temat wiary, relacji Pan Bóg, a Kościół. I w pewnym momencie kuzynka spytała: „a jak myślisz, ilu ludzi obchodzi Święta dlatego, że wierzą w to co się kiedyś wydarzyło, a dla ilu jest to tylko zwykła tradycja, którą stosują co roku z automatu?”

Hmm … niby wydawałoby się, że to banalne pytanie, ale tak na prawdę nigdy nie wgłębiałam się w ten temat. Jak pisałam już kilkukrotnie jestem osobą bardzo wierzącą, więc nie mam większego problemu z odpowiedzią. Oczywiście wierzę w Świętą Rodzinę w małego Jezuska, który w tą wyjątkową noc przyszedł na Świat w ubogiej stajence. W tym takim prawdziwym i głębokim przekonaniu, który jest pamiątką tegoż wydarzenia, zostałam wychowana. Odkąd pamiętam zawsze w moim domu były obchodzone Święta Bożego Narodzenia, była choinka, prezenty, wieczerza wigilijna, łamanie się opłatkiem, wspólne wyjście na pasterkę :)
Potem, gdy założyłam już swoją rodzinę, ta właśnie tradycja podąża z nami aż do dziś.

Są natomiast takie osoby, że dla nich Święta Bożego Narodzenia to wypad w ciepłe kraje daleko od najbliższych, to drogie prezenty, to piękne stroje, bogato ozdobione domy i suto zastawione stoły, a wszystko to jest na pokaz, by inni podziwiali, zazdrościli.
W ich życiu, w ich sercach nie ma miejsca dla zbłąkanego wędrowca, dla maleńkiego Jezuska. Przepych, bogactwo niestety zasłaniają najważniejsze wartości życiowe. Może ktoś z Was słyszał o takiej „wigilijnej opowieści” i o pewnym chciwym bogaczu, który był bardzo samotny i w noc wigilijną został przeprowadzony przez duchy ku swojej przeszłości i przyszłości. Zrozumiał wtedy jakie błędy popełnił, zobaczył jakim okrutnym był człowiekiem. Dzięki temu postanowił się zmienić i naprawić zło wyrządzone innym. Bardzo piękna opowieść, polecam, kto jeszcze jej nie oglądał. Są różne wersje filmowe jak i bajkowe, ale wszystkie mają jeden przekaz i morał.

Święta to tradycja, ale nie można w tym wszystkim zapomnieć skąd się wzięła, na jaką pamiątkę się ją obchodzi. Tu nie chodzi tylko o wartości materialne względem ciała, ale też trzeba pamiętać o duszy, o zadumie, refleksji, czy jesteśmy tak na prawdę w porządku względem innych,  tych najbliższych, a zwłaszcza  siebie. Czego oczekujemy od życia od bliźniego.
Święta współczesne to przede wszystkim wielka komercja, sklepy, media, reklamy już praktycznie od początku listopada huczą o przecenach, promocjach, prezentach gwiazdkowych. Jedna firma przed drugą chcą jak najlepiej wypaść w oczach potencjalnego klienta.
Pamiętam jak byłam dzieckiem, nie mogłam się wtedy doczekać Świąt Bożego Narodzenia, czas mi się dłużył, nie tak jak teraz, nie dociera do mnie, że to już za dwa dni Wigilia. Przed samiutkimi Świętami robiło się zakupy, mama piekła ciasta i szykowała wieczerzę, przyjeżdżało kuzynostwo i było wesoło. Kupowało się też wtedy pomarańcze, a ich zapach pamiętam do dziś. Teraz sklepy pękają w szwach od tych wszystkich gotowych wyrobów, nie ma problemu z kupieniem czegokolwiek. Prezenty wszelakie można zrobić, to nie tak jak dawniej trzeba było polować na cokolwiek. To były ciężkie czasy, ale wydaje mi się, że bardziej spokojniejsze. Ta dzisiejsza nerwówka, pośpiech, zawiść i zazdrość zabija w człowieku to magiczne wyjątkowe przeżywanie świąteczne.

A Wy co o tym wszystkim myślicie? Chętnie przeczytam o Waszych spostrzeżeniach i opiniach.

Podobny obraz

A na koniec chciałam wszystkim złożyć serdeczne życzenia  :)

Moi kochani, chciałam Wam życzyć z całego serca zdrowych, spokojnych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, by maleńki Jezusek Wam błogosławił zawsze i wszędzie.
Życzę Wam też pachnącej choinki (moja taka właśnie jest :) ), smacznej wieczerzy i udanych prezentów.

Stęskniłam się, więc wracam kontra codzienność :)

Hej, witajcie moi kochani, mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście? ;)
Tak, tak, wiem, nie było mnie tu wieki, niektórzy co jakiś czas pytali, czy u mnie wszystko w porządku.  W zasadzie tak, tylko pochłonęły mnie obowiązki życia codziennego. Bardzo dziękuję Wam za zainteresowanie i troskę :)  Powiem szczerze, że im dłużej nie pisałam, tym bardziej się od tego odsuwałam. Jednak zatęskniłam i stwierdziłam, że muszę wrócić, bo to lubię, bo brakuje mi Was, naszych konwersacji, bo jak nie teraz, to potem będzie coraz trudniej i co ważne, na mojej liście zgromadziło się wiele ciekawych tematów do podzielenia się z Wami :)
Nie pracuję zawodowo, a mam tyle zajęć, że śmiało mogę je nazwać swoją pracą z tym wyjątkiem, że nie dostaję za nią pensji. Niektórzy  za pewne myślą czasem, co ona może takiego robić w domu, jeśli  ciągle ma problemy ze zdrowiem, pewnie się nudzi i codziennie siedząc pierdzi w stołek, oszczędza się, odpoczywa. Hmmm … zdaniem moich doktorów tak powinno być, ale nie byłabym sobą, gdybym tak przez cały czas się relaksowała ;) Mój małżon i synal po powrocie do domu nieraz mówią do mnie, że się za pewne obijałam cały dzień i leniuchowałam, bo w zasadzie nie widać, żeby cos było zrobione. Myślę sobie tylko w duchu, tak jasne, a wszystko za mnie robią krasnoludki ;)

A tak pokrótce podzielę się z  Wami historią swoich codziennych rytuałów, żeby nie było, że jestem gołosłowna:

Rano lubię sobie pospać, bo nie mam obowiązku wcześnie wstawać, a gdy już się zwlokę to zabieram się najpierw za siebie, uwierzcie, że schodzi mnie to dość długo. Pomijając to co się na ogół robi, czyli mycie się, ubieranie i śniadanie jeszcze dodatkowo muszę pamiętać o pielęgnacji stomii, o zmierzeniu cukru, insulinie, naszykowaniu i zażyciu leków, których mam całą garść. Następnie sprawdzam, czego mi brakuje, zapisuję, a potem dzwonię do przychodni, zamawiam recepty i do apteki by zamówić te wszystkie medykamenty. Później mam na uwadze, że muszę odebrać recepty i jechać do apteki po leki.

No dobrze, po ogarnięciu siebie teraz pora na nasz zwierzyniec, kiedyś wam o nim napiszę, bo jest tego trochę ;) Co drugi dzień kąpię żółwia stepowego, ogarniam mu akwarium, daję jeść, następnie karmię rybki, wypuszczam na chwilę psiurę na pole. Najwięcej czasu mi schodzi przy szczurkach. Z racji tego, że w swojej klatce siurają gdzie chcą, to wszystkie półeczki, hamaki i domek muszę przemyć, przeprać i oczywiście dać im jeść. Staram się też chwilkę z nimi pobawić, ponosić, pouczyć sztuczek :)

Jak się i z tym uporam, to zabieram się za gotowanie obiadu, a że lubię mieć porządek i czysto, to staram się codziennie ogarniać dom. Nie ukrywam, że kosztuje mnie to dużo wysiłku i często robię ponad swoje siły. To wygląda mniej więcej tak jakbyście do rąk i do nóg przywiązali sobie takie cięższe odważniki i z tym dodatkowym balastem sprzątali. Wszystko mam jak z ołowiu  Myślę, że wiecie o co mi chodzi.
W między czasie na internecie opłacam rachunki i załatwiam wszystkie ważne sprawy dotyczące domu i swojego zdrowia. Dużo czytam na temat nowinek medycznych, a co jakiś czas chodzę na wizyty do moich lekarzy specjalistów i dyskutujemy na temat nowego sposobu leczenia, o którym się ostatnio dowiedziałam.
Z reguły cały dzień siedzę sama, bo mąż jest długo w pracy, natomiast syn ma już swoje życie. Dobrze, że mam te zwierzaki, bo przynajmniej sobie trochę do nich pogadam :)
No i oczywiście zapomniałabym jeszcze o praniu i prasowaniu co kilka dni, uch jak ja tego nie lubię ;)

Wieczór przelatuje szybko, oglądam swoje ulubione seriale, bądź programy, trochę pogadam z małżonem, bo zmęczony pada jak sztrucla, poczytam coś na internecie, zaglądnę na swój Fanpage na FB, a tak na marginesie zapraszam Was tam serdecznie, ostatnio postanowiłam poświęcić mu trochę czasu i codziennie wstawiać jakieś ciekawostki. Będzie mi bardzo miło jeśli polubicie mojego Fanpage :)
No i ani się nie oglądnę, a jest 1:00 w nocy.
Czas mi przelatuje przez palce, a ja tak sobie wegetuję, żyję od zastrzyku z insuliną do zastrzyku, a mam ich dziennie aż 7 i od zmiany worka stomijnego do zmiany, a robię to jeśli jest wszystko dobrze,mniej więcej co drugi dzień.
Tak pokrótce wygląda mój dzień, moje życie, moje rytuały, a żeby mi się nie nudziło, to co jakiś czas mój organizm wymyśla sobie jakieś dolegliwości. I tak leci kabarecik :)

Będę się starała jak najczęściej coś napisać i oczywiście Was odwiedzać, bo mam spore zaległości, a jestem ciekawa co tam u Was ;)
No dobrze, a teraz pora na was, jakie Wy macie swoje codzienne rytuały? Czekam na komentarze.

Usprawiedliwienie ….

Tak, wiem, nie było mnie tu dość długo, jednak starałam się w miarę możliwości zaglądać do Was, chociaż przyznam, nie było łatwo.

Chciałam prosić o usprawiedliwienie nieobecności blogerki Gabuni76 w okresie wakacyjnym na swoim blogu, a także swoich czytelników z powodu ważnych spraw rodzinnych :)

No dobrze, a teraz tak pokrótce ;) co u mnie.

1. Chciałam się Wam pochwalić, że mój syn zdał maturę śpiewająco. Cały czas jednak żył w przekonaniu, że na studia się nie wybiera.
Pewnego dnia ku mojej uciesze oznajmił, że złożył papiery na uczelnię i dostał się :) Tak, że dumna mama oznajmia iż ma w domu studenta Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie o kierunku elektronika i telekomunikacja :) Syn wybrał studia zaoczne (weekendy) ponieważ od lipca rozpoczął pracę jako kurier spedycyjny. Chce się usamodzielnić i dorobić sobie na swoje wydatki. Z pracy póki co jest zadowolony, a czas pokaże co będzie dalej.

2. Okres wakacyjny się skończył, pogoda nas bardzo nie rozpieszczała, ale pomimo wszystko nie narzekałam na nudę. Ten czas spędzaliśmy rodzinnie, a i pracy na polu oraz w domu nie brakowało. Przypuszczam, że jesień, plucha i dłuższe wieczory posadzą mnie przed laptopem i wtedy znajdzie się więcej czasu do pisania. Jednak z tego co zdążyłam zaobserwować to na większej ilości blogów zrobił się zastój, więc jak widać lato potrafi skutecznie wyciągnąć nas z domu, by miło spędzić czas.

3. A u mnie ciągle coś się przytrafia, raz dobrego, a innym razem złego, na nudę nie narzekam. Otóż wyobraźcie sobie, że wreszcie po 10 latach  moja psiapsióła przyleciała do Polski. Udało mi się spędzić z nią trochę czasu, chociaż nie było go zbyt wiele. Nie nagadałyśmy się niestety na zapas, a pożegnanie rozczuliło mnie totalnie. Beczałam jak bóbr. Pomyślałam sobie wówczas o zeszłorocznych wakacjach i o tym,  że o mały włos, D. odwiedziłaby mnie na cmentarzu :( Nie wiadomo kiedy znów przyleci, czy będzie nam dane zobaczyć się ponownie. mam nadzieję, że za rok, ale to wszystko los pokaże.

4. Kolejnym takim ważnym wydarzeniem było nasze klasowe spotkanie z czasów podstawówki. Całkiem niedawno pochowaliśmy naszego drugiego kolegę z klasy. Przykre, że tak młodzi ludzie odchodzą, ale niestety często nie mamy na to wpływu. Na pogrzebie było kilka osób z klasy. Po ceremonii stanęliśmy na chwilę i zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy, którym nie było końca. Wreszcie postanowiliśmy, że fajnie by było zobaczyć się w większym gronie. I tak w ubiegłą sobotę nasz plan doszedł do skutku. Nasz kolega zrobił grilla i zaprosił wszystkich na  spotkanie do siebie. Zaprosiliśmy również naszą wychowawczynię, która bardzo nam dziękowała i była wzruszona. Impreza się udała, było całkiem miło i sympatycznie. Pośmialiśmy się, powspominaliśmy dawne czasy, opowiedzieliśmy co teraz u nas słychać. Było co mówić, bo od ukończenia szkoły podstawowej minęło 25 lat, a pomimo to dużo osób jakoś bardzo się nie zmieniła. Postanowiliśmy, że odnowimy kontakty i może w niedługim czasie znów uda nam się spotkać :)

5. Po spotkaniu, w niedzielę miałam mały wypadek. Otóż przewróciłam się w domu i tak upadłam, że złamałam palec od nogi i 2 kości śródstopia. Normalnie pech jakiś. Pojechałam z synem na SOR, ale nie włożyli mi stopy do gipsu, bo nie dałabym rady z tym się poruszać. Ręce mam za słabe na kule, więc tak przystaję na pięcie. Noga boli i jest spuchnięta oraz siwa :( w zasadzie powinnam leżeć.
I może to by było na tyle, ale mam jeszcze do zorganizowania imprezę urodzinową na tą sobotę. Otóż wkraczam w wiek poważny, w którym się ma, trochę z osła, trochę z lwa :)
Mam nadzieję, że rodzinka pomoże i wspólnie uda nam się zrealizować plan imprezki. Tak, że trzymajcie kciuki, za udane przyjęcie :)

No cóż 40 lat minęło jak jeden dzień …. nawet nie sądziłam, że kiedyś ta piosenka będzie i mnie dotyczyć. Z pewnością niektórzy pamiętają ten serial i tą piosenkę ;)


 

Niesforne włosy i problemy z wypadaniem.

Może niektórzy z Was zauważyli na moich zdjęciach, że o ile choroba zniszczyła moje ciało, to o tyle moje włosy obrodziły obficie :)  Nie jest ich jakoś dużo, ale za to puszą się straszliwie, gdy byłam dzieckiem układały się super i były pofalowane, ale za to bardziej proste. Teraz mam na głowie siano. Ciężko je ujarzmić. Próbowałam różnych środków i metod polecanych przez fryzjerów, ale z marnym skutkiem. Dość długo stosowałam wosk w piance firmy WELLA, był stworzony do moich włosów, ale niestety jakiś czas temu został wycofany, bo nigdzie go już nie ma.
Chodziłam z nimi po różnych fryzjerach i pytałam co robić. Jedni mówili nie rozczesywać i nie suszyć, inni suszyć suszarką z dyfuzorem, wcierać różne żele i pianki w mokre włosy. No cóż wszystko przynosiło chwilowy efekt, po wyschnięciu było to samo. Ostatnio kupiłam sobie w takim specjalnym sklepie żel, który stosują fryzjerzy, nakłada się go na suche włosy. O to mi chodziło, bo czasem tak na szybko chcę coś zaaplikować i wyjść z domu. Wybieraliśmy się akurat w czerwcu na wesele, o którym wspominałam TUTAJ i postanowiłam użyć ten żel. Posmarowałam nim włosy i loki niby były, ale jakieś takie sklejone i sztywne, beznadzieja. No cóż, nie miałam wyjścia tylko je trochę zmoczyłam, ułożyłam rękami i było dość znośnie.
Ostatnio postanowiłam, że będę je zapuszczać, lubię je, bo to poniekąd moja ozdoba. Jak uda mi się je jakoś okiełznać są świetne, wtedy mniej się puszą, a loki zdobią moją głowę i wszyscy pytają, czy to moje włosy, czy może trwała. I tu moje pytanie do Was, może ktoś zna jakiś dobry specyfik lub sposób, bym mogła ogarnąć to swoje sianko?

Po moich zeszłorocznych, poważnych problemach ze zdrowiem, kudełki zaczęły wypadać mi na potęgę. Organizm był mocno wycieńczony i wyniszczony, a ja przy czesaniu się i myciu głowy płakałam, bo na szczotce, czy rękach zostawało mnóstwo włosów :( Patrzyłam w lustro i widziałam jak łysieję. Wyglądało to mniej więcej tak jakbym była po chemii. Poszłam do dermatologa, by sprawdzić co się dzieje, na szczęście usłyszałam od pani doktor żebym się nie martwiła, bo one są po prostu osłabione w wyniku mojego ogólnego stanu zdrowia. 3 poważne operacje, narkozy i utrata dużej ilości krwi zrobiły swoje.
Postanowiłam ostro zabrać się do pracy, by odbudować moje kręciołki. Poczytałam na internecie i posłuchałam rad mojej siostry, która też miała podobny problem i udało się :)
Już Wam piszę co stosowałam, na wypadek, gdyby ktoś chciał skorzystać z tych sposobów. Tak na prawdę, to na jesień i wiosnę każdy powinien wzmacniać swoje włosy smarując odpowiednimi odżywkami i zażywając pewne środki witaminowe.

No więc do dzieła :)
Zakupiłam SEBORADIN NigerKLIK ) świetny środek. Stosowałam go codziennie przez dwa miesiące, wsmarowując w skórę głowy na noc ze względu na jego specyficzny zapach ziół. Do tego trzeba się jeszcze obstawić odpowiednimi suplementami witaminowymi, sam płyn nie wystarczy.
Poczytałam i okazało się, że aminokwasy są bardzo ważne dla naszego organizmu, a na włosy, głównie mieszki włosowe, które odgrywają ważną rolę przy stymulacji włosa dobrze wpływa TAURYNAKLIK ). Ja jednak ze względu na moje obciążenia chorobami i ciągły niedobór wszystkich elementów wpływających na lepszą funkcjonalność organizmu, zakupiłam sobie taki zbiór większej ilości aminokwasów w sklepie dla sportowców i robię z nich koktajl :) Do tego jeszcze piję sobie taki syrop VITAL TONIK ( KLIK ), powiem Wam, że działanie ma rewelacyjne, stawia mocno człowieka na nogi i poprawia chęć do życia :) a i grupa witaminy B oraz C wpływa też na wzmocnienie cebulek włosowych.
Ważna też w tym wszystkim jest Biotyna i Kwas Foliowy, dlatego polecam tabletki Merz Special Dragees (KLIK)
Po około miesiącu włosy przestały mi wypadać, a po dwóch miesiącach zauważyłam mnóstwo „bejbików”, a teraz mam znów całą głowę mojego ukochanego sianka :)

Mam nadzieję, że mój wpis pomoże komuś odzyskać swoje włosy :)
A może ktoś stosował te środki lub jakieś inne i ma w związku z tym swoje własne doświadczenia? Czekam na Wasze opinie i komentarze.

A tutaj są moje nieposkromione kudliska, rozwiane na wietrze :) Co prawda było to rok temu nad morzem, ale teraz wyglądają tak samo :)
DSC03622

Najważniejsze zagrożenia, jakie czyhają na nas, podczas wakacji …

Wakacje w pełni, a to wiąże się z nierozważnym i nieodpowiedzialnym zachowaniem ludzi. Młodzież szaleje, a brawura, szpan i brak wyobraźni dają o sobie znać w nawarstwiającej się liczbie zasłyszanych w mediach tragicznych ogłoszeń i informacji.
Na tej bazie powstało wiele spotów, które chciałam Wam tu dziś przedstawić.
Będzie dramatycznie, smutno i prawdziwie, ale uważam, że na publikowanie tego typu zdarzeń powinno się stawiać największy nacisk, by uświadamiać wszystkich o czyhających niebezpieczeństwach i tragediach.
Myślę, że taki brutalny i dosadny przekaz dociera najbardziej skutecznie, więc zapraszam Was na zastrzyk adrenaliny.

1. Dopalacze i środki odurzające. Dorośli, młodzież, a nawet dzieci są często ofiarami tych szkodliwych substancji. Kupowanie z nieznanych źródeł, mieszanie z alkoholem, czy w ogóle przyjmowanie ich jest bardzo niebezpieczne, naraża na ciężką utratę zdrowia, a nawet śmierć. Dobra zabawa, odprężenie, wyluzowanie, może na początku jest fajnie, ale po chwili konsekwencje przyjęcia czegokolwiek mogą być opłakane w skutkach. Niestety okres letni i wakacyjne wypady przyczyniają się do częstszego sięgania po tego typu środki odurzające, zwłaszcza za namową rówieśników.
Dlatego szczególnie w tym okresie, dorośli, rodzice, musicie zaostrzyć swoją czujność. Obserwujcie swoje pociechy, interesujcie się tym co robią, z kim się spotykają, trzymajcie rękę na pulsie, bo potem może być za późno, tak jak to było w tym przypadku, zobaczcie ….


2. Kąpieliska, pływanie. Lato, upały przyciągają większość ludzi nad wodę. Niestety nie wszyscy potrafią rozsądnie i odpowiedzialnie korzystać z wszelkich akwenów wodnych. Często nagrzani ze słońca wskakują do zimnej wody, a pod wpływem dużej różnicy temperatur następuje paraliż ciała, czy skurcze mięśni. Człowiek wtedy zaczyna się topić. Często zarówno młodzież, jak i dorośli pod wpływem alkoholu chcąc się popisać przed innymi, swoimi pseudo zdolnościami pływackimi, wypływają zbyt daleko lub skaczą w nieznanych miejscach do wody, co niestety może skończyć się tragicznie.
Dorośli, rodzice pilnujcie swoje dzieci, miejcie je cały czas na oku, by bez opieki nie wchodziły do wody. Tłumaczcie dużo i rozmawiajcie ze swoimi starszymi pociechami, by zachowały rozsądek i były ostrożne, by nie kusiły losu.
I oczywiście Wy dorośli nie wchodźcie do zimnej wody tacy nagrzani, a zwłaszcza po alkoholu, bo to może się źle dla Was skończyć.
To był moment, zobaczcie co spotkało Mariusza …


3. Członkowie rodziny, czyli zwierzaki. Niestety wakacje, okres urlopów i wyjazdów wiąże się z częstym porzucaniem swoich zwierzęcych pupili, najczęściej są to psy. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć, jak tak można nie mieć serca i litości. Najpierw nazywa się go przyjacielem, członkiem rodziny, a potem bez skrupułów pozostawia gdzieś na obcym terenie, mało tego, w bestialski sposób przywiązując do drzewa, pozostawiając tym samym na pewną śmierć. Mi na samą myśl serce się kraje i nie wyobrażam sobie żebyśmy mieli tak postąpić z naszą sunią.
Zawsze, gdy wyjeżdżaliśmy zostawialiśmy ją pod opieką rodziny i nigdy nie było z tym problemów, a nawet raz Szilka była z nami nad morzem, była przeszczęśliwa :)
Jednak nie wszystkie PIESY mają takich oddanych właścicieli.
Ten spot w taki szczególny sposób dociera do nas ze swoim przekazem,  zobaczcie …


4. Upał w samochodzie. Wiadomo, gdy jest gorąco to otwieramy okna w samochodzie, bądź włączamy klimatyzację. Trzeba jednak pamiętać, by nie przesadzić z ustawioną temperaturą w środku, by nie było zbyt dużej różnicy między tą na zewnątrz, a tą w środku. Temperaturę jaką ja ustawiam to minimum 20 stopni, niektórzy mają tylko 16, 17 stopni, a potem dziwią się, dlaczego często się przeziębiają.
Jest jednak coś co mrozi krew w żyłach. Ostatnio coraz częściej mówi się o przypadkach zostawienia zwierząt lub dzieci zamkniętych w samochodzie na upale. Nie wiem jak to się dzieje. Osobiście uważam, że osoby odpowiedzialne za to, najzwyczajniej w świecie są pozbawione tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za myślenie. Dla mnie w tej kwestii nie ma wytłumaczenia.
W tym punkcie pozwolę sobie przytoczyć dwa spoty.
Jak reagować i ratować dziecko z nagrzanego auta, zobaczcie …


Jak ratować psa pozostawionego w nagrzanym samochodzie ….



Nie bójmy się, reagujmy i pomagajmy.

W 4 punktach przedstawiłam, moim zdaniem najważniejsze zagrożenia wakacyjne, które mogą doprowadzić do poważnych i tragicznych konsekwencji.
Z tego miejsca, głośno apeluję, uważajcie, a przede wszystkim pomyślcie, zanim zrobicie coś, co zaważy na Waszym życiu i waszych bliskich.

A Wy moi drodzy czytelnicy, co sądzicie o tym, co tu dziś przeczytaliście? Może coś jeszcze Wam się nasunęło, o czym zapomniałam napisać? Czekam na Wasze sugestie i komentarze :)