Nowa/stara reforma szkolnictwa.

Od kilku dni trwają dyskusje w sprawie zmian w szkolnictwie jakie podpisał nasz prezydent, śmiesznie zwanej  ”nową reformą szkolnictwa” …  hmm .. a ja myślałam, że jest to przywrócenie starych zasad, wcześniej obowiązujących. No cóż może się myliłam, nowy Prezydent, niech będzie i nowa reforma ;)
Przyglądam się temu wszystkiemu i kompletnie nie rozumiem o co chodzi, bo myślę, że nasze społeczeństwo tak do końca nie wie czego chce. Nasz naród chyba ogólnie jest na „nie” bez względu na to co ma dla nas do zaoferowania rząd. Pamiętam jak weszła uchwała o wprowadzeniu gimnazjów, rodzice byli tym faktem mocno podenerwowani. Głośno protestowali, żądając przywrócenia starego sytemu i zlikwidowania gimnazjów. Teraz, gdy co prawda po kilku latach, ale ich żądania zostały wysłuchane, nagle wszystkim się odwidziało.  Wiem, że jest to polityka naszego kraju, na której tak do końca się nie znam i nie zamierzam się w to wgłębiać, wiem też, że w związku z tym wielu nauczycieli straci pracę. No i myślę, że w tym tkwi największy problem, bo moim zdaniem tym najbardziej pikietującym wcale nie chodzi o dobro dzieci. Według mnie wielu dobrych nauczycieli wyjechało za granicę, a Ci co pozostali nie musza się martwic o etat, bo na pewno znajdą pracę. Tu chodzi o tych pseudo nauczycieli, o tych co chcą tylko odbębnić swoje, nie potrafią umiejętnie przekazać wiedzy, nie mają podejścia pedagogicznego do dzieci i młodzieży. Tu chodzi o tych, których jest coraz więcej, na których my rodzice się uskarżamy. Ręka, rękę myje, stałe posadki po znajomości, i tak to wszystko się kręciło, a teraz likwidacja gimnazjum stawia tych wszystkich pseudo pod znakiem zapytania.

Zdaję sobie sprawę, że swoim wpisem najprawdopodobniej wbiłam kij w mrowisko i tym samym spadnie na mnie lawina przykrych komentarzy, a nawet hejtów. Pomimo to postanowiłam napisać swoje spostrzeżenia i opinie na ten temat, które są poprzedzone pewnym doświadczeniem, którego nabyłam jako rodzic dziecka uczącego się i przechodzącego przez różne etapy szkolnictwa. Mój syn jest rocznikiem, który rozpoczynał większość eksperymentów edukacyjnych. Mianowicie, ocena opisowa od 1 – 3 klasy (co było dla mnie pozbawione sensu), coroczne testy sprawdzające, w tym najważniejszy na zakończenie 3 i 6 klasy (bardzo stresujące dla dzieciaków) i nowa matura.
Z biegiem czasu, z biegiem lat i z tym co doświadczyłam i zaobserwowałam podczas edukacji mojego syna, jako rodzic z całą pewnością popieram decyzję Prezydenta o zlikwidowaniu gimnazjów. Myślę, że niektórzy rodzice wiedzą co mam na myśli.

Syn był bardzo zdolnym dzieckiem (teraz jest mężczyzną :) ) nie musiał się jakoś specjalnie wysilać by mieć dobre oceny. Dodatkowo jest uzdolniony muzycznie.
Szkoła podstawowa do której chodził miała wysoki poziom nauczania co działało na niego  szczególnie mobilizująco. Pani wychowawczyni w 6 klasie napomknęła, że ma wejść w życie system dodatkowego, indywidualnego nauczania dla dzieci wybitnie uzdolnionych i widzi w tym programie naszego syna. Oczywiście pomysł umarł śmiercią naturalną, a że była to ostatnia klasa, myślami byliśmy już w gimnazjum. Jako młodzi i niedoświadczeni jeszcze rodzice kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zabrać za wybór kolejnej szkoły.  Nie zdawaliśmy sobie też sprawy, że nasza decyzja może mieć aż taki wpływ na przyszłość syna, ale o tym napiszę kiedy indziej. Nasz wybór padł na jedno z pobliskich gimnazjów, bardziej ze względu na leszy dojazd, które okazało się w praktyce jedną z gorszych szkół. Był tam bardzo niski poziom. Zbieranina dzieci z różnych grup społecznych, niekompetentni nauczyciele, z którymi były problemy, to niestety miało zły wpływ na naszego syna. Na początku zależało mu na nauce, a że był jednym z lepszych w klasie, to spoczął na laurach i przestał się całkiem uczyć, jego aktywność i kreatywność na lekcjach była w bulwersujący sposób gaszona i krytykowana przez nauczycieli. Bardzo żałowaliśmy z mężem, że tak to wszystko się potoczyło. Po części czuliśmy żal do grona pedagogicznego, że jako eksperci nie ukierunkowali nas co do dalszej edukacji syna i mieliśmy też wyrzuty sumienia, że sami nie zaangażowaliśmy się bardziej w wybór gimnazjum. Po co Wam o tym piszę? Otóż uważam, że gdyby nie było gimnazjów i syn zostałby w tej szkole podstawowej, z której byliśmy bardzo zadowoleni, najprawdopodobniej nie byłoby tych problemów, które mieliśmy po zmianie szkoły. Z pewnością jego zdyscyplinowanie, mobilizacja i ambicje byłyby o wiele większe i mogłyby przynieść dużo lepsze efekty.

No wiec uogólniając, ja widzę same plusy z powrotu „nowej” reformy. Przede wszystkim zminimalizowanie stresu wśród dzieciaków, które za wcześnie były przerzucane w nowe środowisko. Nieznani nauczyciele, którzy nic nie wiedzieli o swoich nowych uczniach, nowi koledzy i koleżanki, nowe zasady panujące w nowym budynku. I po co? Zanim dzieciaki zdążyły się zaaklimatyzować musiały stanąć przed kolejnym wyborem szkoły i kolejnym stresem, czy aby ta następna nie będzie gorsza, oby tylko była lepsza od poprzedniej.
Drugim takim problemem związanym z gimnazjum był brak poczucia bezpieczeństwa. Wiadomo, jak wszystko jest obce, to i nie tylko dziecko, ale też ogólnie człowiek czuje się nieswojo, niekomfortowo. Często też dzieci by dostać się do nowej szkoły musiały pokonać duże odległości, nie wszędzie był zapewniony transport z i do szkoły co wiązało się z dodatkowym problemem, jak bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Rodzice nie zawsze mogli podwieźć lub odebrać dziecko, czasem zajęcia trwały do późnych godzin popołudniowych, co wiązało się z niebezpiecznym powrotem do domu.
I kolejnym takim istotnym problemem, który miał miejsce w przypadku mojego syna i który pokrótce opisałam powyżej, było pogorszenie poziomu nauczania, który ma na prawdę wielkie znaczenie, bo może zniszczyć dotychczas osiągnięty efekt pracy i systematyczności u dziecka. Dzieci czasem mając problem z akceptacją przez rówieśników i nauczycieli mogą mieć problemy z odnalezieniem się w nowej sytuacji, a co za tym idzie reagują buntem i pogorszeniem zachowania, bo trzeba wziąć też pod uwagę to, że w tym mniej więcej wieku, dzieci zaczynają okres dojrzewania i ich gospodarka hormonalna diametralnie się zmienia.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każda taka większa, poważniejsza zmiana niesie za sobą ogólny chaos i potrzebne będzie trochę czasu zanim to wszystko się ustatkuje, tylko pojawia się pytanie, czy w między czasie znów się coś w naszym obecnym lub nowym rządzie nie urodzi i tak będą sobie lawirować tymi ustawami w różne strony narażając społeczeństwo na dodatkowe koszty i stres.

Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie w tym temacie. Jeśli jest coś czego tu nie napisałam bądź według Was mam mylne zdanie, to chętnie zapoznam się z Waszą opinią i argumentami.

Choinkowe wspomnienia contra Gwiazdkowa niespodzianka :)

Wszyscy w zasadzie myślą już, jak spędzą Sylwestra i jak ich przywita nadchodzący Nowy Rok, a ja jeszcze trochę powspominam Święta Bożego Narodzenia :)
Mój wpis będzie trochę dłuższy dziś i składa się z dwóch części, ponieważ wielkimi krokami zbliża się 2017.
Mam nadzieję, że się nie będziecie nudzić i dotrwacie do końca ;)

CHOINKOWE WSPOMNIENIA ….
Co roku dzień przed Wigilią ubieram choinkę, aby tradycji było zadość, tak było też i teraz. Oczywiście kupujemy żywe drzewko znaną wszystkim Jodłę Kaukazką, która nie kłuje, ładnie pachnie i nie oblatuje, tylko igiełki zasychają na gałązkach.  Do pomocy przyszedł mój siostrzeniec, ale jako że mam świra na punkcie przystrajania drzewka dość szybko się znudził i poprosił bym mu puściła jakąś bajkę.

No cóż, nic na to nie poradzę, ale jest to silniejsze ode mnie :) Powiem Wam, że zeszło mnie z tym z 5 godzin, spytacie zapewne, że co można tyle czasu robic przy choince?
A no wierzcie mi, że można, zwłaszcza, że ostatnio ruszam się jak mucha w smole. Co prawda plan nie został całkowicie wykonany, ale myślę, że efekt końcowy nie jest najgorszy ;) Na żywo z zapalonymi lampkami wygląda jeszcze ładniej.

20161228_221036

Jedno jest pewne, powiesiłam wszystkie bańki jakie miałam, a mam ich całkiem sporo i powiem Wam, że zmieściła by się spokojnie na tym drzewku jeszcze połowa z tego co już wisi ;) Nie wiem co Wy tam wieszacie na swoich choinkach, bo u mnie są w zasadzie same bańki, czasem dodaję łańcuchy. Pokażę Wam kilka moich baniek, które lubię :)
20161228_221143Do tej czuję największy sentyment ponieważ 16 lat temu mój syn własnoręcznie jako 4 latek ozdobił tą bombkę, gdy z innymi przedszkolakami był na wycieczce w fabryce baniek. Na tą bańkę uważam szczególnie i nawet nie chcę myśleć co by było, gdyby się rozbiła. Jestem bardzo sentymentalna, aż czasem się złoszczę o to na siebie.
20161228_221333Myślę, że tej postaci nie muszę nikomu przedstawiać :) Myszka Mimi miała jeszcze do pary Mikiego, ale niestety się rozbił :(  Ta bańka ma 20 lat, archiwalny wiek. Dostał ją mój syn od swoich pradziadków, nie miał wtedy jeszcze roku :) I tak ostała się z nami Myszka Mimi.
20161228_221231 Tą bombkę i tą pod spodem zrobiła wraz ze swoją mamą dziewczyna mojego syna :)
Zdolne kobiety ;)
20161228_221603Tą dostałam w tym roku, a ta powyżej w zeszłym :)
20161228_221455Ta też jest bardzo ładna mimo, że jest mniejsza niż te, które wam tu pokazałam i również ręcznie robiona. Dostałam ją od swojej kosmetyczki z życzeniami. Mają ludziska zdolności manualne i kreatywne, ja bym za pewne nie miała tyle cierpliwości ;)

Mam nadzieję, że spodobały się Wam moje dzisiejsze bohaterki wpisu, ciekawa jestem, czy Wy też macie jakieś takie swoje ulubione ozdoby, które w jakiś sposób coś Wam przypominają?

GWIAZDKOWA NIESPODZIANKA …. 
Wielu z Was zapewne robi sobie gwiazdkę, bo to całkiem miły zwyczaj jest. My też od jakiegoś czasu obchodzimy tą tradycję, ale nie mamy tak łatwo, bo jest nas aż 9 osób do obdarowania i każdy kupuje każdemu, więc mówiąc szczerze budżet świąteczny jest mocno nadszarpnięty :)
Musimy nad tym pomyśleć, może jakieś losowanie sobie zrobimy, ale to już za rok.

Wracając do tematu chciałam Wam przedstawić pewną gwiazdkową wpadkę i jednocześnie pochwalić się efektem końcowym :) Otóż kilka dni przed Wigilią mąż coś tam dłubał w garażu i jak zwykle telefon zostawił w kuchni, a ja też byłam czymś tam zajęta. Po chwili zadzwoniła męża komórka, ale zanim zdążyłam odebrać ktoś się rozłączył. Chciałam sprawdzić kto to był, żeby oddzwonić, czy przypadkiem nie jest to coś ważnego i natknęłam się na sms, który akurat przyszedł. Było tam napisane, „Tu firma taka i taka, bransoletka, którą pan zamówił jest już gotowa, proszę się po nią zgłosić na stoisko.” No powiem Wam, że micha mi się ucieszyła, ale też i zrobiło mi się poniekąd przykro, że odkryłam swoją niespodziankę. Jako, że nie umiem udawać przyznałam się mężowi, do smsowej wpadki ;) Na to mój małżon powiedział ” o cholera, a mówiłem babie, żeby nie pisała sms, bo pewnie żona przeczyta, no i przeczytałaś”. Do tego oczywiście dodał szczyptę złośliwości, coś w rodzaju, że teraz powie owej pani iż ta bransoletka nie była dla żony i musi zamówić drugą  ;)  No powiem Wam, że gdybym go nie znała to być może bym się stała podejrzliwa, ale o to mogę być spokojna :) A wracając jeszcze do tej nieszczęsnej komórki, to okazało się, że dzwoniła moja siostra by zapytać, czy mamy pożyczyć stojak na choinkę.

Mój mąż ma pecha do niespodzianek, z reguły zawsze się z czymś wsypie, jednak chyba my kobiety mamy w sobie więcej sprytu i pomysłowości  :)
Nie mogłam się doczekać Wigilii, bo byłam bardzo ciekawa co ten mój małżon wymyślił, a powiem Wam, że się postarał, byłam pod wielkim wrażeniem, gdy otworzyłam prezent, aż oczy mi się zaświeciły ze szczęścia.

20161228_122430 Nasz słonik posłużył mi za stojak, by w pełni wyeksponować moje cudeńko :) Okazało się, że owa bransoletka była dodatkiem do kolczyków i łańcuszka. Ja to taka typowa sroka jestem im bardziej się błyszczy tym bardziej mi się oczy cieszą :) Przyznam szczerze, że te kamyczki Swarovskiego robią wrażenie. No to patrzajcie i zazdraszczajcie ;) Ach i tudzież typowe babsko ze mnie wylazło :D

Czasem niestety zdarzają się prezenty nietrafione, trzeba kogoś dobrze znać, jego gust, zainteresowania by kupować prezenty niespodzianki. My się znamy, ale piszemy ogólny list do Dziadka Mroza co byśmy chcieli, by pomimo wszystko było jak najmniej rozczarowań. Na szczęście wiele sklepów ma teraz opcję zamiany lub oddania czegoś aż do miesiąca czasu, więc można potem spokojnie samemu naprawić błąd gwiazdki, tak jak to zrobił mój syn z koszulą, która jednak była za duża i niekoniecznie w jego guście ;)

Takim na czasie i fajnym pomysłem są też karnety do SPA lub kosmetyczki, czy karty podarunkowe do różnych sklepów, przypuszczam, że wtedy osoba obdarowana na pewno będzie zadowolona bo wybierze sobie to co lubi :)

I moi kochani to już koniec tych opowieści, mam nadzieję, że nie zanudziłam Was bardzo i każdy dobrnął do końca.  Ciekawa jestem jak Wy obchodzicie gwiazdkę, może macie swoje sposoby bądź pomysły? Jeśli tak, to podzielcie się z nami, chętnie dowiem się jak sobie radzicie :)

W związku z tym, że Sylwester i Nowy Rok tuż, tuż, chciałam Wam moi mili życzyć: szampańskiej zabawy aż do rana w doborowym i wesołym towarzystwie.
Niech ten Nowy 2017 Rok obsypie Was zdrowiem, szczęściem oraz dużą ilością miłości i życzliwości ze strony otaczających Was ludzi. Niech spełnią się wszystkie Wasze marzenia, te malutkie i te wielkie, a także ważne życiowe plany. Życzę Wam też moi mili samych sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym, a przede wszystkim, by wszelkie zmartwienia i troski omijały Was szerokim łukiem :)  DO SIEGO ROKU !!!

A tu jeszcze ode mnie dla Was takie filmowo muzyczne życzenia :)


Czym tak na prawdę są Święta?

Otóż w niedzielę odwiedziła mnie kuzynka i tak rozmawiałyśmy na różne tematy, między innymi na temat wiary, relacji Pan Bóg, a Kościół. I w pewnym momencie kuzynka spytała: „a jak myślisz, ilu ludzi obchodzi Święta dlatego, że wierzą w to co się kiedyś wydarzyło, a dla ilu jest to tylko zwykła tradycja, którą stosują co roku z automatu?”

Hmm … niby wydawałoby się, że to banalne pytanie, ale tak na prawdę nigdy nie wgłębiałam się w ten temat. Jak pisałam już kilkukrotnie jestem osobą bardzo wierzącą, więc nie mam większego problemu z odpowiedzią. Oczywiście wierzę w Świętą Rodzinę w małego Jezuska, który w tą wyjątkową noc przyszedł na Świat w ubogiej stajence. W tym takim prawdziwym i głębokim przekonaniu, który jest pamiątką tegoż wydarzenia, zostałam wychowana. Odkąd pamiętam zawsze w moim domu były obchodzone Święta Bożego Narodzenia, była choinka, prezenty, wieczerza wigilijna, łamanie się opłatkiem, wspólne wyjście na pasterkę :)
Potem, gdy założyłam już swoją rodzinę, ta właśnie tradycja podąża z nami aż do dziś.

Są natomiast takie osoby, że dla nich Święta Bożego Narodzenia to wypad w ciepłe kraje daleko od najbliższych, to drogie prezenty, to piękne stroje, bogato ozdobione domy i suto zastawione stoły, a wszystko to jest na pokaz, by inni podziwiali, zazdrościli.
W ich życiu, w ich sercach nie ma miejsca dla zbłąkanego wędrowca, dla maleńkiego Jezuska. Przepych, bogactwo niestety zasłaniają najważniejsze wartości życiowe. Może ktoś z Was słyszał o takiej „wigilijnej opowieści” i o pewnym chciwym bogaczu, który był bardzo samotny i w noc wigilijną został przeprowadzony przez duchy ku swojej przeszłości i przyszłości. Zrozumiał wtedy jakie błędy popełnił, zobaczył jakim okrutnym był człowiekiem. Dzięki temu postanowił się zmienić i naprawić zło wyrządzone innym. Bardzo piękna opowieść, polecam, kto jeszcze jej nie oglądał. Są różne wersje filmowe jak i bajkowe, ale wszystkie mają jeden przekaz i morał.

Święta to tradycja, ale nie można w tym wszystkim zapomnieć skąd się wzięła, na jaką pamiątkę się ją obchodzi. Tu nie chodzi tylko o wartości materialne względem ciała, ale też trzeba pamiętać o duszy, o zadumie, refleksji, czy jesteśmy tak na prawdę w porządku względem innych,  tych najbliższych, a zwłaszcza  siebie. Czego oczekujemy od życia od bliźniego.
Święta współczesne to przede wszystkim wielka komercja, sklepy, media, reklamy już praktycznie od początku listopada huczą o przecenach, promocjach, prezentach gwiazdkowych. Jedna firma przed drugą chcą jak najlepiej wypaść w oczach potencjalnego klienta.
Pamiętam jak byłam dzieckiem, nie mogłam się wtedy doczekać Świąt Bożego Narodzenia, czas mi się dłużył, nie tak jak teraz, nie dociera do mnie, że to już za dwa dni Wigilia. Przed samiutkimi Świętami robiło się zakupy, mama piekła ciasta i szykowała wieczerzę, przyjeżdżało kuzynostwo i było wesoło. Kupowało się też wtedy pomarańcze, a ich zapach pamiętam do dziś. Teraz sklepy pękają w szwach od tych wszystkich gotowych wyrobów, nie ma problemu z kupieniem czegokolwiek. Prezenty wszelakie można zrobić, to nie tak jak dawniej trzeba było polować na cokolwiek. To były ciężkie czasy, ale wydaje mi się, że bardziej spokojniejsze. Ta dzisiejsza nerwówka, pośpiech, zawiść i zazdrość zabija w człowieku to magiczne wyjątkowe przeżywanie świąteczne.

A Wy co o tym wszystkim myślicie? Chętnie przeczytam o Waszych spostrzeżeniach i opiniach.

Podobny obraz

A na koniec chciałam wszystkim złożyć serdeczne życzenia  :)

Moi kochani, chciałam Wam życzyć z całego serca zdrowych, spokojnych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, by maleńki Jezusek Wam błogosławił zawsze i wszędzie.
Życzę Wam też pachnącej choinki (moja taka właśnie jest :) ), smacznej wieczerzy i udanych prezentów.

Stęskniłam się, więc wracam kontra codzienność :)

Hej, witajcie moi kochani, mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście? ;)
Tak, tak, wiem, nie było mnie tu wieki, niektórzy co jakiś czas pytali, czy u mnie wszystko w porządku.  W zasadzie tak, tylko pochłonęły mnie obowiązki życia codziennego. Bardzo dziękuję Wam za zainteresowanie i troskę :)  Powiem szczerze, że im dłużej nie pisałam, tym bardziej się od tego odsuwałam. Jednak zatęskniłam i stwierdziłam, że muszę wrócić, bo to lubię, bo brakuje mi Was, naszych konwersacji, bo jak nie teraz, to potem będzie coraz trudniej i co ważne, na mojej liście zgromadziło się wiele ciekawych tematów do podzielenia się z Wami :)
Nie pracuję zawodowo, a mam tyle zajęć, że śmiało mogę je nazwać swoją pracą z tym wyjątkiem, że nie dostaję za nią pensji. Niektórzy  za pewne myślą czasem, co ona może takiego robić w domu, jeśli  ciągle ma problemy ze zdrowiem, pewnie się nudzi i codziennie siedząc pierdzi w stołek, oszczędza się, odpoczywa. Hmmm … zdaniem moich doktorów tak powinno być, ale nie byłabym sobą, gdybym tak przez cały czas się relaksowała ;) Mój małżon i synal po powrocie do domu nieraz mówią do mnie, że się za pewne obijałam cały dzień i leniuchowałam, bo w zasadzie nie widać, żeby cos było zrobione. Myślę sobie tylko w duchu, tak jasne, a wszystko za mnie robią krasnoludki ;)

A tak pokrótce podzielę się z  Wami historią swoich codziennych rytuałów, żeby nie było, że jestem gołosłowna:

Rano lubię sobie pospać, bo nie mam obowiązku wcześnie wstawać, a gdy już się zwlokę to zabieram się najpierw za siebie, uwierzcie, że schodzi mnie to dość długo. Pomijając to co się na ogół robi, czyli mycie się, ubieranie i śniadanie jeszcze dodatkowo muszę pamiętać o pielęgnacji stomii, o zmierzeniu cukru, insulinie, naszykowaniu i zażyciu leków, których mam całą garść. Następnie sprawdzam, czego mi brakuje, zapisuję, a potem dzwonię do przychodni, zamawiam recepty i do apteki by zamówić te wszystkie medykamenty. Później mam na uwadze, że muszę odebrać recepty i jechać do apteki po leki.

No dobrze, po ogarnięciu siebie teraz pora na nasz zwierzyniec, kiedyś wam o nim napiszę, bo jest tego trochę ;) Co drugi dzień kąpię żółwia stepowego, ogarniam mu akwarium, daję jeść, następnie karmię rybki, wypuszczam na chwilę psiurę na pole. Najwięcej czasu mi schodzi przy szczurkach. Z racji tego, że w swojej klatce siurają gdzie chcą, to wszystkie półeczki, hamaki i domek muszę przemyć, przeprać i oczywiście dać im jeść. Staram się też chwilkę z nimi pobawić, ponosić, pouczyć sztuczek :)

Jak się i z tym uporam, to zabieram się za gotowanie obiadu, a że lubię mieć porządek i czysto, to staram się codziennie ogarniać dom. Nie ukrywam, że kosztuje mnie to dużo wysiłku i często robię ponad swoje siły. To wygląda mniej więcej tak jakbyście do rąk i do nóg przywiązali sobie takie cięższe odważniki i z tym dodatkowym balastem sprzątali. Wszystko mam jak z ołowiu  Myślę, że wiecie o co mi chodzi.
W między czasie na internecie opłacam rachunki i załatwiam wszystkie ważne sprawy dotyczące domu i swojego zdrowia. Dużo czytam na temat nowinek medycznych, a co jakiś czas chodzę na wizyty do moich lekarzy specjalistów i dyskutujemy na temat nowego sposobu leczenia, o którym się ostatnio dowiedziałam.
Z reguły cały dzień siedzę sama, bo mąż jest długo w pracy, natomiast syn ma już swoje życie. Dobrze, że mam te zwierzaki, bo przynajmniej sobie trochę do nich pogadam :)
No i oczywiście zapomniałabym jeszcze o praniu i prasowaniu co kilka dni, uch jak ja tego nie lubię ;)

Wieczór przelatuje szybko, oglądam swoje ulubione seriale, bądź programy, trochę pogadam z małżonem, bo zmęczony pada jak sztrucla, poczytam coś na internecie, zaglądnę na swój Fanpage na FB, a tak na marginesie zapraszam Was tam serdecznie, ostatnio postanowiłam poświęcić mu trochę czasu i codziennie wstawiać jakieś ciekawostki. Będzie mi bardzo miło jeśli polubicie mojego Fanpage :)
No i ani się nie oglądnę, a jest 1:00 w nocy.
Czas mi przelatuje przez palce, a ja tak sobie wegetuję, żyję od zastrzyku z insuliną do zastrzyku, a mam ich dziennie aż 7 i od zmiany worka stomijnego do zmiany, a robię to jeśli jest wszystko dobrze,mniej więcej co drugi dzień.
Tak pokrótce wygląda mój dzień, moje życie, moje rytuały, a żeby mi się nie nudziło, to co jakiś czas mój organizm wymyśla sobie jakieś dolegliwości. I tak leci kabarecik :)

Będę się starała jak najczęściej coś napisać i oczywiście Was odwiedzać, bo mam spore zaległości, a jestem ciekawa co tam u Was ;)
No dobrze, a teraz pora na was, jakie Wy macie swoje codzienne rytuały? Czekam na komentarze.

Usprawiedliwienie ….

Tak, wiem, nie było mnie tu dość długo, jednak starałam się w miarę możliwości zaglądać do Was, chociaż przyznam, nie było łatwo.

Chciałam prosić o usprawiedliwienie nieobecności blogerki Gabuni76 w okresie wakacyjnym na swoim blogu, a także swoich czytelników z powodu ważnych spraw rodzinnych :)

No dobrze, a teraz tak pokrótce ;) co u mnie.

1. Chciałam się Wam pochwalić, że mój syn zdał maturę śpiewająco. Cały czas jednak żył w przekonaniu, że na studia się nie wybiera.
Pewnego dnia ku mojej uciesze oznajmił, że złożył papiery na uczelnię i dostał się :) Tak, że dumna mama oznajmia iż ma w domu studenta Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie o kierunku elektronika i telekomunikacja :) Syn wybrał studia zaoczne (weekendy) ponieważ od lipca rozpoczął pracę jako kurier spedycyjny. Chce się usamodzielnić i dorobić sobie na swoje wydatki. Z pracy póki co jest zadowolony, a czas pokaże co będzie dalej.

2. Okres wakacyjny się skończył, pogoda nas bardzo nie rozpieszczała, ale pomimo wszystko nie narzekałam na nudę. Ten czas spędzaliśmy rodzinnie, a i pracy na polu oraz w domu nie brakowało. Przypuszczam, że jesień, plucha i dłuższe wieczory posadzą mnie przed laptopem i wtedy znajdzie się więcej czasu do pisania. Jednak z tego co zdążyłam zaobserwować to na większej ilości blogów zrobił się zastój, więc jak widać lato potrafi skutecznie wyciągnąć nas z domu, by miło spędzić czas.

3. A u mnie ciągle coś się przytrafia, raz dobrego, a innym razem złego, na nudę nie narzekam. Otóż wyobraźcie sobie, że wreszcie po 10 latach  moja psiapsióła przyleciała do Polski. Udało mi się spędzić z nią trochę czasu, chociaż nie było go zbyt wiele. Nie nagadałyśmy się niestety na zapas, a pożegnanie rozczuliło mnie totalnie. Beczałam jak bóbr. Pomyślałam sobie wówczas o zeszłorocznych wakacjach i o tym,  że o mały włos, D. odwiedziłaby mnie na cmentarzu :( Nie wiadomo kiedy znów przyleci, czy będzie nam dane zobaczyć się ponownie. mam nadzieję, że za rok, ale to wszystko los pokaże.

4. Kolejnym takim ważnym wydarzeniem było nasze klasowe spotkanie z czasów podstawówki. Całkiem niedawno pochowaliśmy naszego drugiego kolegę z klasy. Przykre, że tak młodzi ludzie odchodzą, ale niestety często nie mamy na to wpływu. Na pogrzebie było kilka osób z klasy. Po ceremonii stanęliśmy na chwilę i zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy, którym nie było końca. Wreszcie postanowiliśmy, że fajnie by było zobaczyć się w większym gronie. I tak w ubiegłą sobotę nasz plan doszedł do skutku. Nasz kolega zrobił grilla i zaprosił wszystkich na  spotkanie do siebie. Zaprosiliśmy również naszą wychowawczynię, która bardzo nam dziękowała i była wzruszona. Impreza się udała, było całkiem miło i sympatycznie. Pośmialiśmy się, powspominaliśmy dawne czasy, opowiedzieliśmy co teraz u nas słychać. Było co mówić, bo od ukończenia szkoły podstawowej minęło 25 lat, a pomimo to dużo osób jakoś bardzo się nie zmieniła. Postanowiliśmy, że odnowimy kontakty i może w niedługim czasie znów uda nam się spotkać :)

5. Po spotkaniu, w niedzielę miałam mały wypadek. Otóż przewróciłam się w domu i tak upadłam, że złamałam palec od nogi i 2 kości śródstopia. Normalnie pech jakiś. Pojechałam z synem na SOR, ale nie włożyli mi stopy do gipsu, bo nie dałabym rady z tym się poruszać. Ręce mam za słabe na kule, więc tak przystaję na pięcie. Noga boli i jest spuchnięta oraz siwa :( w zasadzie powinnam leżeć.
I może to by było na tyle, ale mam jeszcze do zorganizowania imprezę urodzinową na tą sobotę. Otóż wkraczam w wiek poważny, w którym się ma, trochę z osła, trochę z lwa :)
Mam nadzieję, że rodzinka pomoże i wspólnie uda nam się zrealizować plan imprezki. Tak, że trzymajcie kciuki, za udane przyjęcie :)

No cóż 40 lat minęło jak jeden dzień …. nawet nie sądziłam, że kiedyś ta piosenka będzie i mnie dotyczyć. Z pewnością niektórzy pamiętają ten serial i tą piosenkę ;)