Ostatniego dnia, tych pamiętnych wakacji…

Tak na marginesie chciałam Was poinformować, że zabieg miał być 8 marca, ale z powodu grypy jaka mnie dopadła, został przełożony i odbędzie się już po Świętach Wielkanocnych. W dalszym ciągu przyjmuję od Was wszelaką dobrą energię, która umacnia mnie coraz bardziej w przekonaniu, że wszystko na pewno się uda :)
Tym wpisem rozpocznę moją historię, o tym co mnie spotkało nad morzem, byście mogli lepiej zrozumieć mnie, mój strach i obawy, co dalej ze mną będzie …
Dobrze kojarzycie, tytuł postu jest zdaniem wyrwanym z piosenki pt. „Agnieszka”  zespołu Łzy.
Ciężko jest mi o tym pisać przywołując tym samym przykre wspomnienia, ale pomimo wszystko, chcę wyrzucić to z siebie, dając Wam świadectwo tego, że moje życie to CUD, do którego przyczyniło się wiele życzliwych mi osób: znajomi, bliscy i przede wszystkim Wy moi kochani czytelnicy. Przesyłaliście mi swoją dobrą energię, modlitwę, swoich Aniołów Stróży.

Bóg wszystkich wysłuchał i pomimo cierpienia jakie przeszłam (wierzcie mi ciężko to  opisać słowami) ocalałam, jestem i żyję :)

ZAPRASZAM na odcinek I

DSC03572

Piękny Bałtyk, jedyny w swoim rodzaju, który kocham bezgranicznie  :)

Nasz dwutygodniowy urlop dobiegał końca. Dzień przed wyjazdem do domu planowaliśmy, jak spędzimy ten ostatni dzień  wspaniałego pobytu nad morzem. Zamówiliśmy smaczną wędzoną rybkę, którą nazajutrz mieliśmy wziąć ze sobą w naszą podróż do domu, by rodzinka mogła pokosztować nadmorskich specjałów :) Polecam pysznego wędzonego Łososia bałtyckiego, dużo lepszy od norweskiego i oczywiście fląderkę też wędzoną, PYSZOTA :)
Mąż miał jeszcze iść na koniec sobie poserfować, bo jak za pewne wiecie, Półwysep Helski i Chałupy słyną z szusowania na desce, a ja miałam w tym czasie pakować ten nasz majdan. Cieszyliśmy się, że wracamy do domu, tacy wypoczęci, opaleni, wyciszeni i pełni gotowości do dalszego życia. Powrót był zaplanowany na środę w godzinach nocnych. W niedzielę czekała nas ważna uroczystość rodzinna, a mianowicie chrzest mojej siostrzenicy, której chrzestnym miał być mój syn :)
Niestety, jak to w życiu bywa, nie zawsze jest sielankowo.

DSC03628

Zatoka Pucka, która jest mekką dla windsurferów i kitesurferów  :)

Otóż w środę nad ranem coś około 5:00 obudziły mnie silne bóle brzucha, które narastały z każdą minutą. Zaniepokojona obudziłam męża, który widząc mnie zwijającą się, natychmiast skoczył na równe nogi.
Powiedział: – Aga, nie ma na co czekać, musimy wezwać karetkę, bo to są te same bóle, które miałaś w zeszłym roku.
Zgodziłam się bez wahania, było mi wszystko jedno, byleby przestało boleć. Mąż migiem poszedł do właścicielki, by uregulować wpłatę za nasz pobyt w jej slamsach. Inaczej się nie dało nazwać tej nory, w której wypoczywaliśmy. Staraliśmy się tam jak najmniej przebywać, dużo spacerowaliśmy.
Po zapłaceniu, P. zadzwonił na pogotowie. Powiedziano mu, że szybciej będzie, jak sam przywiezie mnie do nich. Bez zastanowienia, zaczął więc szybko wszystko wrzucać do walizek, pomógł mi się ubrać i już po półgodzinie siedzieliśmy w aucie gotowi do drogi.
Brzuch tak bardzo mnie bolał, że wrzeszcząc i kuląc się, chciałam jak najszybciej znaleźć się na miejscu :(  Po około pół godzinie wreszcie dotarliśmy. Mąż pobiegł po wózek i szybko zawiózł mnie na SOR, gdzie na szczęście od razu mnie przyjęli.
Po wejściu do gabinetu, o zgrozo, moim oczom ukazał się doktorek w sędziwym wieku, tak na moje oko około 80 lat, a u jego boku pielęgniarka, która większość badań i decyzji podejmowała za kompletnie nie kumatego lekarza. Po okazaniu mu moich kart informacyjnych z wcześniejszych pobytów w szpitalach, podsumował to jednym zdaniem: - Dziwię się, że taka schorowana osoba gdziekolwiek wyjeżdża, powinna pani siedzieć w domu. Mnie po prostu zatkało, lecz nie miałam siły tego komentować.
Po tej całej  bezsensownej rozmowie doktor i piguła zlecili mi kroplówkę z elektrolitami, by mnie nawodnić i Ketonal (mocny środek przeciwbólowy). Następnie zawieźli mnie do takiej obskurnej i ciasnej sali, gdzie ledwo zmieściły się trzy łózka. Leżały tam już dwie kobiety. Jedna starsza z problemami trawiennymi i druga młoda, która została przywieziona z utratą przytomności i zaburzeniami akcji serca.

Podłączono mi kroplówkę i lek przeciwbólowy, który powoli zaczął działać.
W między czasie do młodej kobiety (tak na oko 20 paroletniej) przyszli policjanci i zaczęli ją  wypytywać, czy przypadkiem nie wzięła jakichś narkotyków. Dziewczyna wspomniała, że sama nic nie brała, ale, że była na imprezie z kumpelą i może ktoś jej coś dosypał do picia. No więc zlecono jej pobranie krwi na toksykologię. Wynik okazał się pozytywny, w jej organizmie znajdował się narkotyk, nie pamiętam dokładnie co to było, ale wnioskując po jej wyjaśnieniach, najprawdopodobniej była to Marycha. Na sali ponownie pojawili się policjanci i zaczęli już bardziej nachalnie maglować ową młoda damę. W końcu przyznała się, że na imprezie obie z koleżanką piły alkohol i paliły trawkę. Policjanci udzielili jej pouczenia i opuścili salę. Lekarz powiedział, że miała kupę szczęścia, że tak to się skończyło, że mogła nawet stracić życie. Jej organizm mocno się zbuntował po mieszance alkoholu i narkotyku, natomiast jej koleżance nic na szczęście się nie stało.
Słyszę czasem o młodzieży, która próbuje i eksperymentuje z tymi niebezpiecznymi substancjami nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji i niebezpiecznych konsekwencji.
Tłumaczą się, że to tylko raz, tak na wyluzowanie się, spróbowanie, że przecież Marihuana ma właściwości lecznicze. Pomijając pewną głośną sprawę o lekarzu, który podawał ten narkotyk dzieciom chorym (dla zainteresowanych, tutaj znajdziecie artykuł na ten temat KLIK ), jakoś nie mam do końca przekonania, by to był środek leczniczy. Aczkolwiek na pewno, nie w dużych ilościach, z niewiadomego pochodzenia i w połączeniu z alkoholem.
Przepraszam, że zboczyłam trochę z tematu, ale przy tej okazji musiałam też wspomnieć o tym wielkim problemie występującym wśród młodzieży, i nie tylko.
W swoim jak mniemam kilkuodcinkowym opowiadaniu oprócz problemu zdrowotnego,  będę też analizować inne ważne  sytuacje, które mają wpływ na nasze życie.

Dla tych co słyszeli i nie słyszeli, POSŁUCHAJCIE …


Wracając jednak do głównego tematu, po podaniu leków moje dolegliwości bólowe trochę się wyciszyły, jednak nie na długo. W związku z tym, że nadal nie było wiadomo co mi jest, zlecono kolejne badania. Wyobraźcie sobie, że ten budynek był na tyle stary, że nie było w nim windy, więc by dostarczyć mnie na konsultację ginekologiczną bądź na RTG klatki piersiowej, dwóch osiłków woziło mnie na takim stołku z kółkami. Pech chciał, że gabinet ginekologiczny był piętro niżej od SORu, a RTG piętro wyżej niż SOR. To była jakaś masakra, tak mnie wytyrpali i wytrzepali na tych schodach, że boleści brzucha wróciły na nowo i to z podwójną siłą. Wrzeszcząca i wyjąca z bólu dotarłam z powrotem na poczekalnię tzw. SORu. Wszyscy na mnie patrzyli wzrokiem bazyliszka :( Myśląc pewnie, co to za baba, musi być jakaś nienormalna, że się tak wydziera.
Z gabinetu lekarza wyszła pielęgniarka i spytała dlaczego tak krzyczę, odparłam, że brzuch znów mnie strasznie zaczął boleć. Mąż wspomniał, że to na pewno po tych wstrząsach, podczas wożenia mnie po schodach tam i z powrotem. Oburzona Piguła powiedziała, że więcej przeciwbólowych mi nie może podać i poszła sobie. Lekarz dziadzio przeglądnął wyniki i stwierdził, że on kompletnie nie wie co mi się dzieje i proponuje przewiezienie mnie na SOR przyszpitalny. Zgodziliśmy się oczywiście , ale  musieliśmy poczekać na karetkę, która po dłuższej chwili zabrała mnie do Wejherowa.  Znajdował się tam bowiem duży szpital z Oddziałem Ratunkowym. Pojechałam więc w kolejną podróż z nadzieją, że wreszcie ktoś ulży mojemu cierpieniu :(

Co ten rok mi podarował, a co Nowy 2016 przyniesie …..

Ten rok był dla mnie bardzo intensywny. Mogłabym rzec nawet, że dość dobry, bo czułam się całkiem nieźle i udało nam się dwukrotnie wyjechać na zasłużony urlop, a do tego urodziła się moja najukochańsza siostrzenica. Jednak fakt pogorszenia mojego stanu zdrowia i walka o życie w nadmorskim szpitalu podczas naszego wypoczynku przesłonił wszystko co nas do tej pory spotkało :( i posypałam się niestety.

Póki co cały czas się zbieram. Rana się jeszcze całkowicie nie zagoiła, powoli moja anemia zaczyna się wycofywać. Miałam problem z włosami, które wypadały mi garściami, jakbym była co najmniej po jakiejś chemii, ale na szczęście opanowałam problem i moje kręciołki zaczynają mi odrastać na nowo :) W między czasie staram się ratować moje oczy, które w powikłaniach cukrzycowych niestety się pogorszyły. Mam robione lasery, które powinny spowolnić odklejanie się siatkówki i co za tym idzie ślepotę.
Przede mną ciężki okres, bo 8 stycznia będę miała kolanoskopię (badanie jelit) i wynik pokaże lekarzom, czy jest szansa zlikwidowania stomii i przywrócenia mnie do normalności. Dodatkowo czeka mnie zabieg usunięcia przyczyny powstawania ropni w brzuchu, coś co nadmorscy lekarze powinni zrobić za pierwszym razem, a co schrzanili na samym początku podczas pierwszego zabiegu.
Jeżeli wszystko pójdzie planowo, to wygląda na to, że na przełomie stycznia i lutego czeka mnie czwarta, a zarazem bardzo poważna operacja :( Lekarze uświadamiają mnie, że muszę być przygotowana na wszystko. Nie ukrywam, iż strasznie się boję. To co przeszłam w wakacje w nadmorskim szpitalu nie da się opisać słowami, zastanawiam się często, jakim cudem ja to wszystko zniosłam, przetrwałam. I gdy teraz sobie pomyślę, że mogę przez to wszystko, a może i gorsze przechodzić jeszcze raz, to chciałabym zniknąć, wystrzelić się w kapsule w kosmos, by uciec od tego wszystkiego.

Cały czas tak na prawdę chodzę z bombą zegarową w środku i może ona wybuchnąć w każdej chwili, więc gdybym zniknęła nagle na długo, to nie dlatego, że znudziło mi się pisanie, czy czytanie Waszych blogów, tylko dlatego, że znów mnie coś dopadło :(

Z tego miejsca chciałam Was wszystkich prosić o wszelkie pozytywne fluidy w moim kierunku, by udało się doktorom mnie naprawić i bym mogła wreszcie choć na chwilę odsapnąć od tej złej passy.
Poprzednio mocno mnie wszyscy wspieraliście i udało się, więc teraz wierzę w to, że z Waszą pomocą znów się uda :)

Moi Kochani z całego serca chciałam Wam życzyć, aby ten Nowy 2016 Rok obsypał Was zdrowiem, szczęściem, dużą ilością miłości i życzliwości ze strony otaczających Was ludzi.
Niech spełnią się wszystkie Wasze marzenia i te malutkie i te wielkie. 

Życzę Wam jeszcze samych sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym, oraz jak najmniej problemów i trosk :)   
„Do Siego Roku” ……

Koszmarów ciąg dalszy.

Kochani jest mi niezmiernie miło i jestem Wam wszystkim wdzięczna z całego serca za wsparcie za modlitwy. Proszę jednak o jeszcze. Sprawy przedstawiają się u
mnie następująco. Z czwartku na piątek lekarze zdecydowali o przewiezieniu mnie do Krakowa do domu. Jechałam jakieś 7 godzin. Niestety w czasie podróży mój stan bardzo się pogorszył. Dostałam bardzo wysoką gorączkę i zatrzymała mi się stomia. Tuż po przyjeździe do domu mąż wezwał pogotowie i wzięli mnie na SOR (więcej opiszę w późniejszym terminie) po wielogodzinnym czekaniu udało mi się dostać na oddział chirurgii gdzie caly personel medyczny wraz z lekarzami fachowo się mną zajęli. Pojawił się kolejny problem. Mianowicie rana operacyjna się rozeszła i bardzo brzydko i dużo się ropi. Doktorzy będą się starać tą ranę wyleczyć ale istnieje ryzyko kolejnej operacji, której mogłabym nie przetrzymać ze względu na bardzo schorowany i wycieńczony organizm.

Z tego miejsca proszę Was o kciuki i modlitwy żeby ta rana się zaczęła goić i by 4 zabieg już się nie odbył.
Ściskam Was wszystkich i tęsknię za waszymi blogami za Wami. Nie mogę się doczekać kiedy znów będę was odwiedzać i pisać na swoim blogu
Ściskam Was wszystkich serdecznie i Bóg zapłać za wszelkie wsparcie i modlitwy.

Powrót zza światów …

Moi kochani witam Was wszystkich, mogę śmiało powiedzieć zza światów. Z całego serca chciałam wszystkim i każdemu z osobna podziękować za pamięć, wsparcie i modlitwy.Bardzo mi jest miło wiedzieć, że jest tyle dobrych duszyczek, które jednak obchodzi mój los :-) i to mnie właśnie trzyma przy życiu i motywuje do walki. Staram się ze wszystkich sił zbierać do kupy żeby móc wreszcie po 6 tygodniach wrócić do domu do najbliższych, a mam mega zadanie bo muszę przejechać całą Polskę, ale kto jak nie ja. Dam radę. Po tym wszystkim teraz jestem nie do pokonania i przy Bogu, który dał mi swoje specjalne wyróżnienie i nowe życie. Jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję Kochani i ściskam Was najserdeczniej jak mogę. Niech Bóg ma Was w swej opiece :-)
P.s. Proszę Was tylko jeszcze nieśmiało o dalsze modlitwy i wsparcie bo bez Was sobie nie poradzę ;-)

image

image

I co się działo dalej w szpitalnej celi? – kontynuacja

CZĘŚĆ VI ….

Po 3 dniach pojechałam swoją ratunkową karocą na wycieczkę do chirurgów. W worku na dnie pojawiło się niewiele płynu surowiczego więc został usunięty. Mój Anioł Stróż (Pamiętacie? Wspominałam o nim  TUTAJ) wyjaśnił mi, że nie pokazała się w drenie ropa, której wszyscy tak się spodziewaliśmy bo albo GO tam nie było i to był tylko stan zapalny lub w trakcie wkłuwania się mógł trafić obok NIEGO.
Gorączka ustąpiła ale wyniki badań pomimo 3 tygodniowego leczenia nie poprawiały się jakoś zawrotnie. Po usunięciu drenu wróciłam na oddział. W między czasie moje sąsiadki z sali zmieniały się dość często. Przychodziły i po kilku dniach odchodziły. Właśnie zbliżał się 3 tydzień mojego pobytu w szpitalu. Brzuch cały czas mnie pobolewał, a ja coraz bardziej tęskniłam za domem i coraz częściej płakałam, że nie chcę już dłużej siedzieć w tych murach gdy są wakacje, a za oknem słonko mocno przygrzewa.
Lekarze prowadzący byli rozdrażnieni swoją bezsilnością, moim uporem i brakiem rozwoju sytuacji.

Na drugi dzień znów pojechałam do chirurgów aby określili się konkretnie co dalej z tym fantem zrobić. Trafiłam tym razem na bardzo życzliwą panią doktor, która zawołała mojego Anioła i razem uradzili, że spróbują jeszcze raz założyć mi tym razem dwa dreny. Wyjaśnili mi jeszcze raz wszystko co mają zamiar zrobić i w jaki sposób. Pan doktor i Pani doktor świetnie ze sobą współpracowali i widać było, że mój problem nie jest im obcy. Czułam, że jestem w dobrych rękach. Wtedy doktor powiedział do mnie coś co na długo pozostanie w mej pamięci „jest pani bardzo rezolutną, odpowiedzialną, wrażliwą, a do tego schorowaną  osobą, widzę, że walczy pani dzielnie dlatego bardzo chce pani pomóc i zrobię wszystko co w mojej mocy żeby tym razem się udało”. Słysząc to wzruszyłam się i totalnie mnie zamurowało bo żaden lekarz do tej pory nic takiego mi nigdy nie powiedział, a wierzcie mi  przewinęło się ich w moim życiu dość sporo. Po tych słowach uspokoiłam się jeszcze bardziej i już nie miałam żadnych wątpliwości, że coś może się nie udać. Ryzyko przebicia jelita grubego oczywiście występowało nadal ale jakoś o tym zapomniałam. Przeżegnałam się i oczekiwałam na rozwój wydarzeń. Pani doktor znieczuliła mi zastrzykiem miejsce wkłucia drenów na brzuchu i pilotowała doktora, który w skupieniu zaczął zakładać pierwszy dren, a po krótkiej chwili powyżej założył drugi. Jakaż wielka była wspólna radość gdy w obu drenach pojawiła się upragniona ropa, którą doktor nabrał do strzykawki w celu wysłania do badania. Do drenów wystających z brzucha przykręcono mi oczywiście dwa worki, do których zaczęła spływać żółta i gęsta treść. Pomyślałam wtedy, że jest nadzieja iż wreszcie wszystko dobrze się skończy. Ratownicy z karetek mocno mnie dopingowali bo znali już mnie i mój problem :) Doktor z uśmiechem i ulgą w głosie powiedział, że tym razem udało się trafić w samo sedno. Wytłumaczył mi jak trzeba przepłukiwać dren i napisał wytyczne do lekarzy prowadzących. Na koniec zapytałam jeszcze jak długo te dreny mam mieć założone, mój Anioł Stróż odpowiedział, że im dłużej tym lepiej ale raczej tak do tygodnia. Podziękowałam serdecznie doktorowi i pani doktor za fachową pomoc i ucieszona pojechałam na oddział.

Myślałam, że wreszcie nadszedł kres moim udrękom lecz niestety pomyliłam się. Pielęgniarki nie miały zielonego pojęcia jak się zabrać za te moje dreny. Niby z jednej strony co się dziwić skoro nie miały wcześniej do czynienia z takimi rzeczami ale z drugiej strony to jednak był szpital i leżeli tam też ciężej chorzy, którzy wymagali różnych zabiegów pielęgnacyjnych. Oj szczerze to czarno to wszystko widziałam.
Z resztą chirurg opisał dokładnie jak przepłukiwać dreny i dodatkowo pokazał mi jak to się robi bym mogła wyjaśnić pielęgniarkom w czym rzecz. Było to całkiem proste. Jakbym się uparła to mogłabym robić to sobie sama. Trzeba było do jednego drenu wlać 50 ml roztworu solnego i miało się to w tym drenie cofnąć do worka, a w drugim miało też częściowo spływać do drugiego worka. Niektóre pielęgniarki chętnie słuchały jak im objaśniałam jak to najlepiej zrobić jednak były też takie, które chciały być mądrzejsze robiąc coś po swojemu i wyrządzając mi przez to dodatkowy ból.
Na drugi dzień od założenia owych drenów przyszły wyniki z pobranej przez chirurga treści ropnej i antybiogram. Okazało się, że były to dwa upierdliwe paciorkowce na szczęście oporne tylko na jeden z podawanych mi antybiotyków, który od razu zmieniono.
Musiałam bardzo uważać na te moje dreny żeby sobie ich niechcący nie wyrwać. Uciążliwe było takie chodzenie czy mycie z dwoma takimi wężami i workami wystającymi z brzucha. Wychodząc z sali by rozprostować trochę kościska śmiałam się do moich współtowarzyszek z sali, że zabieram Azora i Burka na spacer :)
Z jednego drenu cały czas coś się tam sączyło, a drugi przez który wpuszczano roztwór do płukania po 3 dniach odmówił współpracy całkiem bo już nawet przestało się cofać to co zostało wlane do środka. Pojechałam więc znów do mojego doktora wybawcy, który usunął mi ten niedziałający dren i powiedział, żeby przepłukiwać teraz ten, który jeszcze zostawia ponieważ wszystko się jeszcze cofa i wypłukuje to co tam jest w środku. Zrobił mi też USG i stwierdził, że ten duży ropień zaczął się na szczęście zmniejszać. Poza tym wyniki się ładnie poprawiły i brzuch pobolewał już dużo mniej i tylko chwilami.

Wszystko toczyło się swoim rytmem ku dobremu. Niestety piątego dnia wydarzyło się coś co zburzyło mój spokój i radość. Przyczyniła się do tego pewna pielęgniarka, która już od dłuższego czasu miała ze mną zatarg.

w szpitalu

CIĄG DALSZY NASTĄPI ……