Fachowcy czy pseudo fachowcy? Czyli parapetów ciąg dalszy.

Jakiś czas temu ku przestrodze innym zaczęłam opisywać swoją historię dotyczącą oszustów parapetowych jakich spotkaliśmy na swojej drodze :( Jeżeli ktoś chciałby zapoznać się z poprzednią częścią lub sobie ją przypomnieć to zapraszam TUTAJ  :)

Po dotarciu na miejsce z nieszczęsnymi parapetami właścicielka firmy wskazała ślubnemu gdzie ma je rozładować. Mąż właścicielki i współwłaściciel zarazem nie bardzo chciał w tym uczestniczyć więc P. musiał radzić sobie sam. Po skończeniu rozładunku kazaliśmy aby owa pani napisała nam taką informację, że odebrała od nas nasze parapety sztuk 11 i oczywiście datę i podpis. Nasze przykre doświadczenie nas nauczyło by nikomu nie ufać więc woleliśmy się zabezpieczyć na przyszłość bo nigdy nie wiadomo co i kiedy się może przydać. Zaczęliśmy rozmawiać z ową właścicielką i nie ukrywam iż  byłam mocno zdenerwowana i żądałam wyjaśnień jak to się mogło stać by nas tak okłamać. To co usłyszeliśmy wprowadziło nas w totalne osłupienie. Pani właścicielka powiedziała: Wyszło pewne nieporozumienie bo tego kamienia, który chcieliście nie było na hurtowni, a że nie chciałam zawracać Wam głowy to sugerując się tym jak mówiliście iż chcecie coś w popielu wybrałam sama taki jaki uważałam, że Wam się spodoba.
Na te słowa wybuchnęliśmy ze ślubnym: Co też pani opowiada przecież mówiliśmy, że mamy w domu dużo brązów i nie chcemy nic w szarościach bo nie będzie nam to do niczego pasowało, a poza tym pokazywaliśmy na pani podłogę, która jest właśnie wyłożona tym kamieniem, o który nam chodziło. Mówiła pani, że nie będzie żadnego problemu i zapisała sobie nazwę na naszym nieoficjalnym zamówieniu.

Powiem Wam, że zagotowałam bo jak można takie rzeczy ustalać bez porozumienia z nami? Przecież to była bardzo ważna i istotna decyzja.
Zapytaliśmy więc właścicielkę jakie widzi rozwiązanie. I znów padły zdania, które rozwaliły moją szczenę całkowicie: To zostawcie te parapety, a wybierzcie sobie kamień, z którego zrobimy Wam nowe, za które dopłacicie nam połowę ceny. Natomiast te może uda mi się jakoś sprzedać.
Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem bezsilności wypowiadając przy tym ostre „Nie ma mowy, nie zgadzamy się. Żądamy zwrotu pieniędzy bo nie chcemy już żebyście nam cokolwiek wykonywali. Oszukaliście nas i ja tego tak nie zostawię.”
W związku z tym pani powiedziała, że skoro tak stawiamy sprawę to ona nam pieniędzy nie odda tylko sobie poczekamy aż sprzeda te nieszczęsne parapety i wtedy się rozliczymy. Miałam dość tej bezsensownej rozmowy i jak najszybciej chciałam jechać stamtąd. Potem wykonałam jeszcze wiele telefonów do tej pani ale bezskutecznie ponieważ ona uparła się, że nie odda naszych należności bo nic jeszcze nie sprzedała. To było nie fer bo nie dość, że nie odzyskaliśmy kasy to jeszcze parapety też przepadły.

W między czasie znaleźliśmy innego kamieniarza niedaleko naszego miejsca zamieszkania, który okazał się bardzo dobrym i sumiennym fachowcem. Szkoda, że nie wiedzieliśmy o nim wcześniej bo zaoszczędzilibyśmy sobie wielu nerwów i problemów. Facet wyciął nam te parapety z tych fragmentów płyty, które mu wskazaliśmy, bardzo dobrze je oszlifował (bo te poprzednie były partacko wykonane) i do tego jeszcze nam polakierował takim impregnatem żeby nie wchłaniały plam z wody czy tłuszczu. Zapłaciliśmy dosłownie niewiele więcej, a przy tym wszystkim się okazało jeszcze, że tamten kamień, który chcieliśmy był droższy od tego co nam oszuści fachowcy zrobili ponieważ my zamawialiśmy granit, a parapety, które przywiózł nam pan właściciel były z marmuru (czyli gorszy kamień). I tak wyszedł kolejny kant z ceną. Zadzwoniłam do poprzedniej właścicielki i powiedziałam o swoim kolejnym spostrzeżeniu, i że tego już za wiele i w związku z tym wnoszę sprawę do sądu. Nasi oszuści chyba się trochę wystraszyli bo za kilka dni na moje konto przyszła połowa kwoty, którą zapłaciliśmy za wykonaną usługę. Ucieszyłam się i miałam nadzieję, że teraz już bez problemu odzyskamy resztę naszych pieniędzy. Jednak nie było to takie proste jak myśleliśmy. Czekaliśmy jeszcze pół roku i w tym czasie otrzymaliśmy 3 razy taką symboliczną i groszową kwotę. Nie zgłaszałam tej sprawy do sądu gdyż byłam przekonana, że uda się zakończyć ten spór polubownie i unikniemy wieloletniego sądzenia się oraz związanych z tym wydarzeniem nerwów i dodatkowych kosztów. Nawet nie przypuszczałam w jakim jestem błędzie.

DSC03458DSC03466To nasze nowe parapety takie jak chcieliśmy od samego początku,  podobają się Wam?  ;)

Podczas kolejnych rozmów telefonicznych owa właścicielka nadal była bardzo opryskliwa więc poinformowałam ją, że jest to nasza ostatnia rozmowa i będzie się już z nimi kontaktował w naszym imieniu prawnik. Skontaktowaliśmy się z zaznajomionym nam adwokatem by zgłosił naszą sprawę do sądu. Prawnik pocieszył nas, że sprawę mamy raczej wygraną. Posiadamy nieoficjalną co prawda umowę nabazgrana na kartce ale jednak ważną jako dowód w sprawie i najważniejsze oświadczenie przyjęcia parapetów oraz wyciąg bankowy na część przelanych nam pieniędzy co oznacza do ostatecznego przyznania się do winy.

Faktycznie wygraliśmy sprawę na podstawie przedstawionych dowodów i nie musieliśmy nawet stawać na rozprawie. Nasza radość była jednak zbyt szybka bo dodatkowe koszty sądowe zostały szybko wyegzekwowane i komornik z adwokatem swoje dostali, a my dalej czekamy na spłatę pozostałych pieniędzy. I gdy dzwonię do komornika z pretensjami co z naszą należnością to ciągle mi mówi żebyśmy sie uzbroili w cierpliwość bo rozłożyli winowajcom ich dług na raty. Po prostu jakaś kpina bo ja musiałam zapłacić wszystko od razu w całości, a my czekamy już na nasze pieniądze ponad dwa lata.

Cała ta sytuacja nauczyła nas większej czujności i by nie ufać tak bezgranicznie innym, a zwłaszcza na pozór uczciwym fachowcom.
Chciałam przestrzec wszystkich, którzy planują wszelkie remonty bądź budowę czy urządzanie domu by skrzętnie notowali wszelkie zmiany i ustalenia oraz spisywali umowy na najdrobniejsze nawet usługi czy materiały i nie dali się wywieźć w pole tak jak my.
Sprawdzajcie dokładnie od razu czy usługa została dobrze wykonana i wykorzystany materiał się zgadza.  Nie idźcie na żadne ustępstwa i zmiany bez wcześniejszego zapisania tych ustaleń bo może się to potem obrócić przeciwko Wam. Trzeba być czujnym na każdym kroku bo oszuści są wszędzie i nie śpią, a czyhają na naszą naiwność, zaślepienie i uśpiony brak czujności oraz wykorzystują fakt, że często nie do końca znamy się na wykonaniu zleconej przez nas usługi. 

Przeprowadzka czyli tuż za miedzą.

Przed Świętami Bożego Narodzenia w 2013 roku wprowadziliśmy się do nowego jednorodzinnego domku. Wcześniej mieszkaliśmy z rodzicami w takim dużym bliźniaku i niby osobno ale jednak razem. Nie mogę powiedzieć złego słowa bo rodziców mam na prawdę świetnych. Dużo nam pomagają i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć zwłaszcza na mamę. Do tej pory nie mieliśmy takich sytuacji żeby coś nas poróżniło czy żeby rodzice wtrącali się w nasze życie. Często zastanawialiśmy się jakby to było gdybyśmy zamieszkali tak całkiem osobno na swoim garnuszku. Obawialiśmy się tego czy będziemy umieli odnaleźć się w tych wszystkich obowiązkach dotyczących prowadzenia domu i wszelkich opłat. Doszliśmy do wniosku jednak, że nie ma co gdybać bo i tak nic sensownego nie wymyślimy tak całkiem na sucho w oparciu tylko na naszych domysłach. Doszliśmy do wniosku, że jeżeli nadarzy się jakaś okazja by tego spróbować to My jesteśmy jak najbardziej „ZA”.

Stało się to szybciej niż myśleliśmy. Jakieś 2 i pół roku temu pojawiła się ze strony moich rodziców propozycja by sprzedać ten duży dom i kupić dwa mniejsze jednorodzinne dosłownie dwie działki dalej. Skorzystaliśmy oczywiście z tej propozycji bo uznaliśmy, że czas dorosnąć i przenieść się na własne śmieci. Jak się potem okazało niepotrzebnie się martwiliśmy bo wydaje mi się, że radzimy sobie całkiem nieźle. Wiadomo, że jest ciężko bo ja niewiele mogę zrobić fizycznie, a i jedna pensja to też nie tak wiele żeby móc sobie pozwolić na jakieś finansowe szaleństwo. Co prawda biorę jakąś tam rentę ale całą wraz z częścią pensji męża wydaję miesięcznie na moje leczenie i leki, które jak wszyscy wiecie mają chore ceny.

Nasza wyprowadzka jakieś kilka dni przed Wigilią w 2013 roku.

Oj była bardzo gorąca i nerwowa atmosfera :) Wężul powiedział, że musi się coś rozbić w trakcie przeprowadzki żeby była udana i dobrze się mieszkało na nowym miejscu. Dlatego szwagier przez przypadek rozbił lampę w naszej starej kuchni  :) 

DSC01488

Zanim wprowadziliśmy się do naszego nowego domku czekało nas wiele prac związanych z urządzeniem go w środku. Uzgodniliśmy, że działkę rozplanujemy czyli wiecie takie tam kwiatuszki i drzewka i może jakiś skalniaczek  w późniejszym terminie :)

No więc moi drodzy jak ktoś urządzał dom czy mieszkanie to wie o czym mowa ale jeżeli nie to przyznam iż jest to mega wyzwanie od życia. Jestem z natury „Perfekcyjną Panią Domu” – eeee, – nooo, – teeego, znaczy się nie mam co prawda białych rękawiczek tylko czarne bo wydaje mi się, że na nich lepiej niż na białych widać kurz ;) Jednak ze względu na to, że nie pracuję i mam więcej wolnego czasu zajęłam się prowadzeniem rekonesansu w projekcji wnętrz czyli jak, gdzie co i kiedy w trawie piszczy.
Wężu pomimo swojej pracy jeździł ze mną i dzielnie pomagał w wyborze odpowiednich materiałów i wszelkich akcesoriów do naszego domu. Nabyłam wtedy wiele nowych doświadczeń i sporo wiedzy żeby było estetycznie, funkcjonalnie i ekonomicznie :) Tak, że jakby co to po znajomości coś mogę doradzić ;)
Bardzo intensywnie się w to wszystko zaangażowałam i włożyłam całe swoje serce i duszę. Miało to być wszakże nasze wspólne gniazdko. Nie miałam pojęcia ile to wszystko wymaga poświęcenia i wkładu pracy. Spraw do ogarnięcia była cała masa. Począwszy od wyboru farb i malowania ścian poprzez, płytki, meble, sprzęt do kuchni i akcesoria do łazienki, a skończywszy na tym co najlepiej kłaść na podłogę, jaki ma być kominek, z czego mają być schody na górę i jak ma wyglądać altanka na polu. Na temat sprzętu AGD do kuchni to tyle się oczytałam, że jak szliśmy do sklepu i zaczęłam rozmawiać ze sprzedawcą np. o lodówce to się okazywało, że wiem dużo więcej na jej temat niż on sam :) Jak wychodziliśmy ze sklepu to wężu nie mógł się nadziwić ile ja tego wszystkiego wiem. Szczena to mu przez kilka dni nie mogła wrócić na swoje miejsce :D Był moment, że przez chwilę rozważałam zatrudnienie się w sklepie ze sprzętem AGD ;)

Wybór łazienki to nie taka prosta sprawa. Wybrałam co prawda inną niż tu na fotografii ale jednak jak teraz się jej przyglądam to jakoś bardziej mi się podoba. Jakbym miała urządzać kolejny domek to będę miała ją na uwadze :)

DSC00084

Oczywiście nie myślcie sobie, że to był koniec naszej kariery Boba Budowniczego. Jak już coś udało nam się wybrać i jednogłośnie zatwierdzić to zaczęły się kolejne problemy z pseudo fachowcami co to niby robią wszystko tanio, szybko i dobrze. Matko z córką tyle nerwów co zjedliśmy na tych partaczach nie przeżyliśmy przez całe nasze życie. W głowie się nie mieści jak wielu jest oszustów, którzy wykorzystują naiwność i niewiedzę innych. Co jeden to mądrzejszy i potrafią tylko podsrywać się na wzajem i krytykować.

Rok trwała ta nasza intensywna metamorfoza. W końcu nadszedł dzień przeprowadzki. Część naszych skarbów mieliśmy wziąć ze sobą, a część wyrzucić na śmietnik. No cóż teoretycznie wszystko fajnie ale praktycznie to już polegliśmy na całej linii. Stwierdziliśmy, że zabierzemy wszystko i skrzętnie będziemy porządkować i wyrzucać co nam się nie przyda, jest zniszczone lub bardzo stare. No powiem Wam, że trochę tego przybytku było. Ledwo zmieściliśmy się z tym do naszego nowego domku, który nie miał już tak wiele tych wszystkich zakamarków i pomieszczeń by to upchnąć niepostrzeżenie.

Tak, tak dobrze wszyscy przewidzieliście :) Ten cały dobytek towarzyszy nam do dzisiejszego dnia bo jest wiele innych potrzebniejszych i ciekawszych rzeczy do zrobienia oraz ciągle brakuje nam czasu na cokolwiek. Teraz nasz dom przypomina bardziej przechowalnię rzeczy „potrzebnych” i zapomnianych :) Nasz samochód stoi na polu bo oczywiście w garażu nie ma dla niego miejsca. No cóż idzie lato więc może uda nam się w końcu zmobilizować i odgarnąć tą wielką pajęczynę przeszłości.

 Na koniec przedstawiam Wam parapetówkę u słynnego Szwagra :)

Nas ta imprezka jakoś dziwnie ominęła bo tak zajęliśmy się tym urządzaniem, a potem wypróbowaniem czy wszystko działa bez zarzutu, że zupełnie zapomnieliśmy o najprzyjemniejszej stronie przeprowadzki :)

Ze względu na dużą ilość niecenzuralnych słów filmik tylko dla widzów dorosłych ;)