Weterynarz, a Weterynarz cóż za różnica?

 

W momencie gdy nasza sunia zamieszkała z nami zaczęłam dużo czytać o jej rasie czyli o Golden  Retrieverze. Więcej na temat rasy i pojawienia się u nas Szilki znajdziecie w moim poście pt.: „Nasz nowy członek rodziny”. Czytając informacje na internecie  dowiedziałam się na prawdę masę ciekawych i mądrych rzeczy. Przede wszystkim jak bardzo duże znaczenie na rozwój szczeniaka ma podawanie odpowiednich witamin i minerałów oraz dieta i wychowanie.
I tak, jednym z ważnych czynników rozwoju psa dużej rasy są stawy. Niektórzy właściciele nie zdają sobie sprawy jak dużą krzywdę mogą wyrządzić swoim pupilom przez niepodawanie odpowiednich suplementów diety. Ja osobiście podawałam Szilce Arthroflex jest co prawda dość drogi ale wydajny i skuteczny. Najlepiej podawać go szczeniakowi do 6 miesiąca życia.
Ważne jest też by znaleźć sobie dobrego i zaufanego Weterynarza, a z tym niestety bywa różnie. Na pewno niektórzy spotkali się z określeniem Dysplazja. Jest to wrodzona  choroba zwyrodnieniowa stawów. Więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ.

No ale do rzeczy. Otóż gdy Szilka miała 6 miesięcy postanowiliśmy zbadać jej stawy czy wszystko jest w porządku i czy dobrze się rozwija. Udaliśmy się z nią do pobliskiej lecznicy w celu wykonania rtg stawów. Przyjął nas akurat taki młody weterynarz. Bardzo się denerwowałam bo zdawałam sobie sprawę z tego jak poważne jest to schorzenie. Wet prześwietlił naszą sunię i po kilkunastu minutach był już wynik. Nie znaliśmy się na tym więc poniekąd musieliśmy zaufać owemu weterynarzowi, który poprosił nas do gabinetu. Zaczął wyjaśniać nam pokazując przy tym wykonane zdjęcia, że Szila ma niestety pogłębiającą się Dysplazję stawów biodrowych. Dla porównania wyciągnął jakąś encyklopedię ze zdjęciami żeby nam to bardziej obrazowo wyjaśnić. Powiem szczerze, że brzmiał bardzo przekonująco. Oczywiście powiedział też, że w tym przypadku zabieg jest nieunikniony i im szybciej się na niego zdecydujemy tym lepiej dla naszej suni. Ta wiadomość bardzo mnie zmartwiła i przygnębiła. Pomyślałam nasza biedna mała jaki okrutny los ją spotkał. Powiedzieliśmy Wetowi, że przemyślimy to wszystko i skontaktujemy się z nim.

Ta diagnoza cały czas nie dawała mi spokoju. Im bardziej wpatrywałam się w to zdjęcie porównując je ze zdjęciami na internecie tym większe miałam wątpliwości czy aby na pewno Wet miał rację. Postanowiliśmy to sprawdzić więc umówiliśmy się na wizytę i podjechaliśmy do znanego i dobrego w naszym mieście psiego ortopedy :)
Wyobraźcie sobie, że Wet tylko rzucił okiem na zdjęcie i od razu powiedział do nas żebyśmy się nie martwili bo wszystko jest w porządku i on tutaj  żadnej dysplazji nie widzi oraz nie ma żadnych podstaw do jakiejkolwiek operacji. Powiem Wam, że kamień spadł nam z serca i nasza radość nie miała granic. O mały włos przez jakiegoś pseudo Weterynarza zrobilibyśmy naszej suni straszną krzywdę poddając ją zabiegowi na Dysplazję. Oczywiście nie wróciliśmy już do pseudo lecznicy w między czasie znaleźliśmy inną bardzo dobrą, do której chodzimy do dziś.

Szila zdrowo rosła i rozwijała się. Ponieważ kupiliśmy ją z metryczką więc na jej podstawie chcieliśmy wyrobić Rodowód. Jednym z wymagań do wpisu było wykonanie prześwietlenia na dysplazję mniej więcej gdy pies ma 15 miesięcy. Takie badanie przeprowadza się u wyznaczonych specjalistów przez Związek Kynologiczny.
My wybraliśmy sobie Wrocław i pana profesora S. bardzo dobrego i znanego w Polsce ortopedę i chirurga w lecznictwie zwierząt. Pojechaliśmy więc z Szilką na wycieczkę krajoznawczą :) Byłam zdenerwowana bo od optymistycznej wizyty u Weta nie drążyliśmy więcej tematu Dysplazji, a gdzieś tam jednak w podświadomości istniał cień obawy czy aby dobrze zrobiliśmy ufając Wetowi, który zapewnił nas, że z sunią wszystko jest w porządku. Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce, dobrze, że sunia jest nauczona podróżować bo nie miała problemu z chorobą lokomocyjną.
Pan profesor przyjął nas bardzo życzliwie. Podał Szilce lek uspakajający ponieważ do prześwietlenia podaje się psu tzw. głupiego Jasia żeby leżał spokojnie i nie denerwował się. Po krótkim czasie zdjęcia były gotowe.
Profesor powiedział krótko, że Szilcia ma super zdrowe stawy :) Bardzo się ucieszyliśmy i z pięknym wpisem w rodowodzie szczęśliwi wróciliśmy do domu :)

Często słyszę jak nieuczciwi weterynarze wmawiają właścicielowi psa, że ma dysplazję i zabieg jest konieczny. Zastanawiacie się na pewno dlaczego to robią? Otóż zabieg ten jest bardzo kosztowny więc chcą naciągnąć potencjalnego klienta na kasę.
Nie bądźcie więc naiwni i nie dajcie się zwieść cwanym Weterynarzom tylko bądźcie czujni  i zanim podejmiecie jakąkolwiek decyzję w sprawie leczenia Waszego psa dobrze sprawdźcie ową placówkę i Weta czy aby na pewno można mu zaufać.
Osobiście sprawdzam w ten sposób też pewne diagnozy dotyczące mnie samej chyba, że mam całkowite zaufanie i pewność do swojego specjalisty, który mnie prowadzi :)

Podzieliłam się z Wami swoją historią aby przestrzec Was przed wszelkimi pseudo Lecznicami dla Zwierząt i pseudo Weterynarzami. Ważne jest by mieć uszy i oczy szeroko otwarte i gdy tylko mamy jakieś wątpliwości dotyczące naszego Pupila związane z postawioną diagnozą  to koniecznie potwierdzajcie to u innego specjalisty. Pamiętajcie błędne diagnozy prowadzą do nieodwracalnych często i przykrych w skutkach konsekwencji.

DSC04398

Szlag mnie trafił czyli „Kogel Mogel 2″.

Człowiek nie może ani przez chwilę żyć spokojnie. Właśnie ugotowałam zupkę pieczarkową, ogarnęłam nieporządek w domu i zrobiłam sobie moją ulubioną kawkę z mlekiem, a raczej pół na pół mleko z kawką i to słabą bo mój żołądek i wątróbka nie pozwala mi na nic więcej. Zasiadłam przy laptopie i zaczęłam się zastanawiać o czym dziś napiszę ……

Temat przyplątał, a w zasadzie zakradł się sam. Otóż nasza sunia Szilka, o której zaczęłam pisać TUTAJ ma cieczkę od dwóch tygodni. Teraz jest na etapie siedzenia na ogrodzie cały dzień i machania ogonkiem w celu zwabienia kawalerów swoimi feromonami damskimi. Ogólnie bardzo lubi siedzieć na polu i ciężko ją zapędzić do domu nawet kiedy jest zimno :) I gdy tak sobie siedziałam przy tym laptopie spojrzałam odruchowo w okno, serce mi zamarło jak zobaczyłam, że jakiś kundelek oprawca taki ze 3 razy mniejszy od naszej suni w naszym ogródku używa sobie na niej w najlepsze ile wlezie (a czy wlazło to już do końca nie wiem :) ) W ogóle to jak on się dostał do naszego ogrodu. Szczena opadła mi z głośnym hukiem  Nie zastanawiając się ani przez chwilę wyskoczyłam na pole i z krzykiem nie myśląc o konsekwencjach zakleszczenia się zwierzaków przepędziłam delikwenta gdzie pieprz rośnie. Ów samiec był łudząco podobny do psa sąsiadów więc odruchowo chwyciłam za telefon i zadzwoniłam. Sąsiadka zdziwiona opisaną przeze mnie sytuacją wyjaśniła mi, że jej psiak jest koło domu i nie ma takiej opcji żeby wyszedł bez otwarcia bramy czy bramki. U nas niestety brama i bramka są tak podwyższone, że mniejszy zwierzak może się wślizgnąć bez problemu niezauważony co właśnie się stało. Po prostu zagotowałam i nie mogłam zebrać myśli ze zdenerwowania. Zapewne niektórzy powiedzą: phi też mi coś. Będą szczeniaki to się je porozdaje albo wywiezie gdzieś lub co gorsza jak niektórzy robią to na różne sposoby pozbawiają życia. Ja podchodzę do tego typu tematów zbyt emocjonalnie. Po chwili gdy trochę ochłonęłam zawołałam męża po krótce przedstawiłam sytuację i pojechaliśmy z Szilką do zaufanej lecznicy zwierząt aby nam poradzili co zrobić.

Doświadczona i miła pani Weterynarz (skrót Wetka) przedstawiła nam kilka opcji, które można byłoby zastosować w naszej sytuacji. Pocieszyła nas też mówiąc iż mało prawdopodobne żeby doszło do pokrycia ponieważ psy muszą się sczepić i kopulując się pozostać tak co najmniej około pół godziny, a poza tym ciężko jest żeby taki mały pies poradził sobie z dużo większą suczką od siebie. Ta optymistyczna wiadomość pozwoliła na częściowe rozluźnienie mojego wielkiego zdenerwowania. W pierwszej kolejności zapytałam więc o zastrzyki wczesnoporonne, o których słyszałam. Przypomniała mi się wtedy scena z filmu „Kogel Mogel 2″ Pamiętacie? Jak nie to pod spodem zamieszczam fragment dla odświeżenia pamięci.


https://www.youtube.com/watch?v=bj3VXmYB4p0&t=3508

Pani Wetka objaśniła nam działanie zastrzyku Alizin i pozostałych rozwiązań. Jeżeli ktoś chciałby bliżej zapoznać się z tymi metodami to zapraszam TUTAJ. Cena tego specyfiku  była dużo za duża bo dwie dawki, które trzeba byłoby podać to około 600 zł.
Jakiś czas temu zaczęłam rozważać sterylizację u suni żeby uchronić ją przed niechcianą ciążą i zaistniałymi chorobami z nią związanymi. Dodatkowo dowiedziałam się o akcji sterylizacji przeprowadzanej w marcu za dużo niższą cenę (zależna od miejsca zamieszkania) w wybranych lecznicach. Mam niewiele czasu na zastanowienie się. W zasadzie ja już podjęłam decyzję. Tylko mój mąż jeszcze oponuje żebym nie okaleczała jego „córci”. Ach Ci mężczyźni myślą czasem zupełnie irracjonalnie. Czasem wydaje mi się, że chce on naszą Szilkę uczłowieczyć co nie jest dobre ani dla psa ani dla człowieka. W bardzo ciekawy sposób ten problem wyjaśniono na portalu, który opisuje mnóstwo problemów związanych z wychowaniem psa czyli
TUTAJ. Cały czas się jeszcze biję z myślami co zrobić bo wbrew pozorom wcale nie jest to prosta decyzja.

Może ktoś z Was był w takiej sytuacji lub też się zastanawia? Bardzo ciekawa jestem Waszych opinii :)

Nasza piękna uwielbia zabawę z Frisbee :)

DSC03057