Wieści ze szpitala ….

Obiecałam Wam kochani, więc jestem, dużo osób mnie pyta co tam u mnie słychać, dawno nie byłam tak rozchwytywana ;) Cieszy mnie to i rosnę w sile, oby tak dalej, rozpieszczajcie mnie dobrą energią i tymi wszystkimi pozytywnymi myślami, a teraz już wiem, że nie ma takiej opcji, żeby coś poszło nie tak. Wyobraźcie sobie, że wraz z moim laptopem pojechał też domowy router z dawką internetu, żebym mogła mieć kontakt ze światem wirtualnym, a przede wszystkim z Wami :) Moje sąsiadki w sali już śpią, a ja po cichutku sobie klikam.

Znalezione obrazy dla zapytania sala operacyjna

No ale do rzeczy… Co tam u mnie?
W poniedziałek około 7:30 pojechaliśmy z mężem do szpitala. Miałam się stawić po 8:00 i tak też byłam. Zarejestrowałam się i grzecznie oczekiwałam wraz z innymi na przyjęcie na oddział Chirurgii. Powiem Wam, że organizacja tam jest masakryczna, na oddział trafiłam dopiero koło 13:00. Dobrze, że miałam bułkę przy sobie, bo pojechałam na czczo, gdyby przypadkiem chcieli mi pobrać krew na badania. Warunki tam pozostawiają wiele do życzenia, i o ile oddział pamięta lata świetlne przed nami, tak łazienka mnie rozwaliła.
Wyobraźcie sobie, że skorzystanie z ubikacji było nie lada wyczynem, bo wymagało stanu lewitacji. Otóż cała muszla wraz z deską i podłogą wokół były całe obsikane :( No cóż nie zastanawiając się długo wzięłam ręczników papierowych ile się dało i rzuciłam na podłogę oraz na deskę ponieważ jakoś pozycja na Małysza zupełnie mi nie odpowiadała :) Potem dowiedziałam się od moich sąsiadek z sali, że obok jest prysznic z ubikacją w dużo lepszym stanie. Sprawdziłam i faktycznie było czyściej, kamień z serca mi spadł. Co sie potem okazało, to na tym oddziale leżały osoby z regóły do 3 dni, najczęściej do przygotowania do zabiegu. Sale pooperacyjne są podobno odremontowane i dużo nowocześniejsze. To już mnie całkiem uspokoiło.
Po całej procedurze związanej z przyjęciem zostałam poproszona przez lekarza do dyżurki, gdzie usłyszałam znów tą samą historię, czy zdaję sobie sprawę i jestem świadoma, że zabieg jest obarczony dużym ryzykiem, że jest niebezpieczny dla mnie, a tak w ogóle to mogę już nie wyjść z tego szpitala. Powiedziałam, że jestem już doskonale uświadomiona, ale w zasadzie nie mam wyjścia, bo jeśli nic nie zrobię z tą przepukliną i rozwijającymi się stanami zapalnymi, to wcześniej, czy później i tak mogłoby mi się coś stać, a w dodatku lepiej iść tak przygotowanym niż z marszu z bólami. Doktor faktycznie przyznał mi rację. Poprosiłam, żeby już nie wspominał o złych rzeczach. Powiedziałam mu jeszcze, że gdybym wiedziała, że tak sobie jeszcze pożyję kilka lat spokojnie, to już teraz bym poszła do domu. Miałam na prawdę ciężką decyzję do podjęcia, nikomu nie życzę, by miał się znaleźć w takiej sytuacji, to coś na zasadzie być, albo nie być. Wiecie z jaką sytuacją porównałam moją? Jestem poniekąd takim alpinistą, który decyduje się na wyprawę w góry by zdobyć swój zamierzony i wymarzony szczyt, choćby za cenę życia i zdrowia, z tą różnicą, że jego to kręci, a mnie moja wyprawa przeraża.

Ostateczny plan jest następujący: Jako, że mam problemy z cukrami, które najczęściej są zawyżone, a do zabiegu powinny być jak najlepsze, chirurdzy postanowili, że odeślą mnie na oddział, na którym leczę swoją cukrzycę i byłam już tam wielokrotnie. I tak we wtorek koło południa zostałam przewieziona. w sumie to się cieszę, bo warunki i jedzonko tu są bez porownania, mogę się wykąpać i skorzystać z ubikacji bez obaw, że złapię jakieś paskudztwo. Gardło mnie nadal pobolewa i zaczęłam pokaszliwać, więc od dziś dostałam antybiotyk taki trzydniowy. Będę też podłączona do pompy dożylnej żeby podregulować moje cukry, a w niedzielę mam być z powrotem przewieziona na chirurgię. Natomiast w poniedziałek odbędzie się operacja, nie wiem jeszcze dokładnie o której, ale podejrzewam, że rano ponieważ ma to być złożony i długi zabieg. Niestety zapewne nie zdążę Wam już napisać o której, bo mąż zabierze do domu laptopa, gdyż przypuszczam, że w najbliższym czasie raczej mi się nie przyda.

No i to by było na tyle z nowych informacji. Mam nadzieję, że ten kaszel się nie rozwinie, bo całe to przygotowywanie i czas spędzony w szpitalu poszedł by na marne.
Moi kochani cóż Wam mogę powiedzieć, strasznie się boję, ale powierzam się Panu Bogu i ufam mu, a ON niech mnie prowadzi drogą, którą mi wyznaczył. wierzę w to, że mnie nie opuści w potrzebie i nie pozwoli mi by stała mi się jakakolwiek krzywda. W końcu chyba już wycierpiałam się za wszystkie czasy ;)

Jeszcze raz z całego serca wszystkim Wam dziękuję za wsparcie, dobrą energię i modlitwy.  No to co, do zobaczenia wkrótce? ;)

Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji … odcinek 4

Odcinek 1 …
Odcinek 2 …
Odcinek 3 …

 

Jestem, przetrwałam, drugi zabieg bardzo mnie osłabił, przetoczono mi dwie jednostki krwi (dwa woreczki). W sumie po otwarciu brzucha, nadal nie było wiadomo skąd się wzięło, to moje nagłe pogorszenie. Po pierwszym zabiegu dostałam bardzo silne antybiotyki dożylnie, żeby wykluczyć jakąś infekcję wirusową, która mogłaby być niebezpieczna dla mnie po przebytej operacji. Okazało się, że w jelitach są dwa ropnie, więc założono mi 4 dreny zakończone buteleczkami, które się cały czas pałętały wokół mnie. Pobrana treść ropna do badania wykazała jakiegoś paciorkowca i grzyba, dlatego antybiotyki utrzymano. Moje dreny to były takie rureczki wsunięte przez specjalnie nacięte 4 otwory do środka brzucha, by to co złe mogło wypływać do zewnątrz. Pierwszych kilka dni po zabiegu nic w zasadzie nie pamiętam. Mąż mi mówił, że cały czas prawie spałam, bo dostawałam morfinę z powodu silnych bóli pooperacyjnych. Byłam też podłączona do takiej dożylnej pompy insulinowej. Wykłócałam się oczywiście z lekarzami, bo moja cukrzyca jest bardzo szalona i potrzebuję niewyobrażalnie dużo jednostek insuliny, a oni cały czas mi jej udzielali, przez co miałam bardzo wysokie cukry, a co za tym idzie wszystko nie goiło się tak jak trzeba. No cóż, znów lekarz chciał być mądrzejszy ode mnie. Z cukrzycą żyję już 18 lat i przeżyłam przeróżne eksperymenty, które miały za zadanie ją ujarzmić, niestety bez większego powodzenia. Dlatego przypuszczam, że wiem za pewne o wiele więcej, niż jakiś tam zwykły doktor i w dodatku chirurg.

No więc, ropa sobie ściekała do buteleczek, a brzuch był cały czas rozdęty i co najgorsze, jelita nie chciały podjąć pracy. Po kilku dniach dostałam papkę do jedzenia i zaczęłam wstawać z łóżka. Bardzo ciężko mi to szło, nie mogłam ustać na nogach. To okropne uczucie, gdy człowiek uczy się chodzić na nowo. Mój organizm był mocno wycieńczony, w związku z tym lekarze zlecili wykonanie mi wkłucia centralnego, bo chcieli podłączyć żywienie pozajelitowe żeby mnie wzmocnić. Dla większości z Was są to pewnie obce określenia, więc tak krótko wyjaśnię o co chodzi.
Wkłucie centralne polega na głębokim wkłuciu w tętnicę główną prowadzącą do serca, najczęściej w żyłę podobojczykową, specjalnego cewnika, zabieg ten wykonują anestezjolodzy. Stosuje się to, by odciążyć słabe i pękające żyły, jest to dobre  rozwiązanie na podawanie leków lub płynów przez dłuższy okres czasu, nawet do kilku miesięcy.
Pielęgniarki zawiozły mnie na blok. Byłam lekko wystraszona, bo nigdy wcześniej nie miałam tego typu wkłucia. Na miejscu okazało się, że ten zabieg będą mi wykonywać bardzo młodziutkie anestezjolożki, które oczywiście bardziej skupione były na swoich opowieściach o facetach, niż na mnie. Haha i hihi, a mnie wcale wesoło nie było. Po jakimś czasie wreszcie postanowiły się mną zająć. Oczywiście bez wcześniejszego wytłumaczenia co się może wydarzyć i jak to będzie wyglądać, zabrały się do wkłuwania mi cewnika akurat po prawej stronie. W pewnym momencie poczułam przeraźliwy ból od czubka głowy, aż po same palce u nóg. Do tego przestałam słyszeć na prawe ucho i zdrętwiała mi ręka. Wpadłam w panikę, zaczęłam krzyczeć i płakać, że coś mi uszkodziły, że przez nie, nie słyszę na ucho. Młode lekarki były tym zaskoczone, zaczęły coś tam mówić do siebie o jakiejś pacjentce, której też się to ponoć przytrafiło i gdy zaczęły się zabierać do kolejnej próby, kategorycznie odmówiłam. Byłam w szoku, lekarki krzyczały na mnie żebym przestała histeryzować, że to nic takiego. Nie wytrzymałam i powiedziałam, że zamiast się hihrać powinny wytłumaczyć mi co się może wydarzyć i jak ma to wyglądać. Były strasznie opryskliwe i odpowiedziały, że nie będę ich pouczać co mają robić. Zadzwoniły po pielęgniarki żeby mnie zabrały na oddział. Wyjeżdżając stamtąd dolegliwości nadal nie ustępowały, wystraszona i zdenerwowana zobaczyłam na korytarzu męża, który czekał na mnie. Płacząc wykrzyczałam, że nie wiem co się stało, ale lekarki mi coś uszkodziły i nie zgodziłam się na ponowną próbę wkłucia. Mąż się zdenerwował i poszedł na blok by się dowiedzieć co się stało, gdy lekarki go zobaczyły podobno się zmieszały, a gdy P. powiedział, by podały mu swoje nazwiska to się wystraszyły. Jedna z nich wytłumaczyła mu, że podobno natrafiły na nerw i przez to wystąpiły te moje dolegliwości, które tak w zasadzie nie wiadomo było, czy ustąpią. Byłam zrozpaczona i pomyślałam sobie, że jakby tego było mało, to jeszcze do tego nie będę słyszeć na prawe ucho i ta ręka sparaliżowana. No cóż, wróciłam na oddział i powiedziałam zdziwionemu chirurgowi, co się stało. Póki co ten temat odpuścili.

W między czasie przyjechali nad morze, na weekend moi rodzice, bo bardzo się denerwowali całą tą sytuacją i chcieli mnie zobaczyć. Niestety nie mogli zostać na dłużej, ponieważ mieli swoją pracę, mój dom i mojego syna na głowie. Mama wspominała mi, że gdy w rozmowie z lekarzem padło zdanie na temat błędu lekarskiego, to on im tylko powiedział, że na cmentarzu leży najwięcej takich błędów. Nie wiem, jak może tak mówić człowiek rzekomo ratujący życie, ordynator oddziału. Ktoś kto tak myśli na pewno nie jest godny zaufania.
Rodzice pojechali do domu, a ja po niedługim czasie znów dostałam silnych bóli brzucha, zwijałam się i krzyczałam w niebo głosy. Doktor szybko wziął mnie na Kolonoskopię (badanie jelita grubego) żeby sprawdzić, czy nie doszło do perforacji (przedziurawienia) jelita. To badanie wykonuje się najczęściej pod narkozą, a ja miałam wykonane na żywca bez żadnego znieczulenia. Badanie polega na wsunięciu przez odbyt takiej grubszej rurki z kamerką na końcu oraz pompowaniem jelit, by sprawdzić ich szczelność, i czy prawidłowo  funkcjonują. Wyobraźcie to sobie, do tego wszystkiego jeszcze rozrywający ból brzucha. Mąż mi opowiadał, że wrzeszczałam tak strasznie, że nie był w stanie tego słuchać, jakby mnie ze skóry obdzierali. Dramat, powiem Wam, że nie przypuszczałam, iż jestem w stanie znieść aż tyle. Badanie niby nic złego nie wykazało, ale nadal nie wiadomo było, jaka jest przyczyna takich silnych boleści u mnie. Dość szybko okazało się, że Anioł Stróż nade mną czuwa, bo doktor zauważył w jednym z drenów kał. Bez zastanowienia, szybko w środku nocy zabrali mnie na blok, tam miał się odbyć mój trzeci zabieg. Było to 6 sierpnia zeszłego roku. Odległości miedzy operacjami wynosiły tak gdzieś 7 dni. Ledwo zaczęłam wracać do świata żywych, a już mi się pogarszało. Mój lekarz prowadzący miał mnie operować. Przed zabiegiem powiedział do męża, że jestem skrajnie wyczerpana i w dodatku doszło u mnie do kałowego zapalenia otrzewnej, które w zasadzie oznacza zakażenie całego organizmu, a w wyniku tego sepsę i śmierć. Na koniec dodał jeszcze, że teraz liczy się każda minuta i to będzie cud jak przeżyję. Sprawa była bardzo poważna, bo to już nie było szukanie przyczyny, tylko operacja ratująca życie, czyli moje być, albo nie być ……

Koszmarów ciąg dalszy.

Kochani jest mi niezmiernie miło i jestem Wam wszystkim wdzięczna z całego serca za wsparcie za modlitwy. Proszę jednak o jeszcze. Sprawy przedstawiają się u
mnie następująco. Z czwartku na piątek lekarze zdecydowali o przewiezieniu mnie do Krakowa do domu. Jechałam jakieś 7 godzin. Niestety w czasie podróży mój stan bardzo się pogorszył. Dostałam bardzo wysoką gorączkę i zatrzymała mi się stomia. Tuż po przyjeździe do domu mąż wezwał pogotowie i wzięli mnie na SOR (więcej opiszę w późniejszym terminie) po wielogodzinnym czekaniu udało mi się dostać na oddział chirurgii gdzie caly personel medyczny wraz z lekarzami fachowo się mną zajęli. Pojawił się kolejny problem. Mianowicie rana operacyjna się rozeszła i bardzo brzydko i dużo się ropi. Doktorzy będą się starać tą ranę wyleczyć ale istnieje ryzyko kolejnej operacji, której mogłabym nie przetrzymać ze względu na bardzo schorowany i wycieńczony organizm.

Z tego miejsca proszę Was o kciuki i modlitwy żeby ta rana się zaczęła goić i by 4 zabieg już się nie odbył.
Ściskam Was wszystkich i tęsknię za waszymi blogami za Wami. Nie mogę się doczekać kiedy znów będę was odwiedzać i pisać na swoim blogu
Ściskam Was wszystkich serdecznie i Bóg zapłać za wszelkie wsparcie i modlitwy.

Potyczek CIĄG DALSZY – szpitalna cela.

CZĘŚĆ III ….

Była 23:30 jak znalazłam się w szpitalu. Nie pamiętam zbyt wiele bo byłam tak obolała i zmęczona, że chwilami traciłam kontakt ze światem. Słyszałam głosy lekarzy i pielęgniarek jakby gdzieś z oddali krzyczeli do siebie. Podłączali mi kroplówki i pobierali krew, a ja nic nie czułam i nie byłam świadoma co się ze mną dzieje. Niestety nie jestem w stanie opisać wszystkiego ze szczegółami przynajmniej z kilku pierwszych dni. Wiem, że miałam mdłości, których przyczyną był mocny ból, wysoka gorączka i dodatkowo 3 silne antybiotyki, które mi podawano dożylnie. Długo się nie mogłam ocknąć z letargu w jakim się znajdowałam. Od lekarzy dowiedziałam się, że moje bardzo złe wyniki badań świadczyły o zagrożeniu życia ponieważ otarłam się o SEPSĘ, na której temat możecie przeczytać ciekawy artykuł i komentarze TUTAJ. Nie mogłam uwierzyć, że mój stan był aż tak bardzo poważny. Zaczęto leczyć mnie na rzekome  zapalenie pęcherza. Jakoś nie byłam przekonana co do diagnozy tym bardziej, iż wyniki z moczu i posiewów bakteriologicznych nic nie wykazały, a ja nie odczuwałam żadnego dyskomfortu przy oddawaniu moczu. Gdzieś tak po tygodniu gdy leczenie nie przynosiło prawie żadnych efektów bo gorączka i bóle brzucha się nadal utrzymywały pomimo przyjmowania trzech silnych antybiotyków 3 x dziennie dożylnie, zasugerowałam lekarkom, które mnie prowadziły na oddziale żeby zrobiono mi TK (Tomografię Komputerową) brzucha bo coś jest nie tak. No i się zaczęło bo niektórzy lekarze nie lubią jak się im sugeruje co mają robić.

Dla mnie to jest kompletna głupota i ignorancja pacjenta ze strony lekarza. Kto jak nie My chorzy, którzy jesteśmy z tymi swoimi przypadłościami 24 godziny na dobę, czujemy i obserwujemy Nasze ciało, możemy więcej powiedzieć na temat Naszych dolegliwości i sposobów radzenia sobie z nimi niż niejeden lekarz, który widzi nas raz na kilka miesięcy lub jeszcze rzadziej. Nie wiem dlaczego wszyscy jesteśmy wrzucani do jednego worka, który znajduje się w definicjach podręcznikowych, a tak na prawdę ma mało z nimi wspólnego. Rzadko ale jednak udaje mi się trafić na prawdziwego lekarza, który umie słuchać i rozmawiać z pacjentem. Jest to trudna, a zarazem wielka umiejętność bycia człowiekiem i traktowania Nas ze zrozumieniem i cierpliwością.

Wrócę jednak do tematu szpitalnego. Oczywiście wywołałam pewne oburzenie wśród lekarzy sugerując zrobienie takiego badania zupełnie bezpodstawnie. Według mnie od tego trzeba było zacząć ale cóż przecież lekarze powinni wiedzieć najlepiej co mają robić. Tak oczywiście czekaliśmy kolejny tydzień, który w zasadzie nic nie zmienił bo mój stan nadal się nie poprawiał. Zdecydowali się wreszcie na TK (ale to był ich pomysł nie mój żeby była jasność :) ) bo doszli do wniosku, że muszą szukać dalej. Wynik mówił o dwóch ropniach, jeden był duży, a drugi znacznie mniejszy w dole brzucha najprawdopodobniej w okolicy przydatków. Decyzja była jednogłośna, czekał mnie poważny zabieg przecięcia całego brzucha, który mógł się zakończyć STOMIĄ, o której przeczytacie  TUTAJ.  Wysłano mnie Pogotowiem Ratunkowym na konsultację chirurgiczną gdzie oczywiście wytłumaczono mi na czym będzie polegać ów zabieg i co się może stać jak się na niego nie zgodzę czyli krótko mówiąc ryzyko pęknięcia ropni i zakażenie jamy otrzewnowej co może się skończyć śmiercią. Przeprowadzenie u mnie zabiegu również było trudną i ryzykowną sprawą  ze względu na obciążenia chorobami jakie posiadam i na przyjmowane lekarstwa. Miałam bardzo ciężką decyzję do podjęcia i musiałam to ostatecznie zrobić sama bo to było moje życie i mój brzuch.