Poradnik Niepełnosprawnego podróżnika – TURCJA :)

Minęło 7 dni jak wróciliśmy z urlopu więc wypadałoby coś skrobnąć na ten temat, a tutaj czarna dziura. Moja inwencja twórcza chyba zastrajkowała bo chce jeszcze poleniuchować :) Jak wiecie mój wyjazd był pod wielkim znakiem zapytania w związku z kontuzją stopy jaka mi się przytrafiła kilka dni przed podróżą i o której wspominam TUTAJ. W całym tym nieszczęściu jednak miałam wiele szczęścia.

Martwiłam się jak sobie damy radę na lotnisku i jak się dostaniemy na pokład samolotu. Moje obawy rozwiały się gdy siostra wspomniała, że widziała raz jak specjalna ekipa odtransportowała osobę na wózku do samolotu. Nie namyślając się długo zadzwoniłam na infolinię lotniska i popytałam o wszystko. Pani bardzo uprzejmie przekazała mi wszelkie potrzebne informacje. Jak się potem okazało było to dziecinnie proste.

W oczekiwaniu na wylot z Podkrakowskich Balic :)

20150506_131222

Osoby niepełnosprawne jeżdżące na wózku inwalidzkim lub mające problem z poruszaniem się także w wyniku powstałych kontuzji mogą zgłosić o swoim stanie w biurze podróży i poprosić o tzw. „asystę” bądź to samo można zrobić w momencie przybycia na lotnisko jeszcze przed odprawą w punkcie informacji. Oczywiście pomoc asysty jest bezpłatna. My akurat wybraliśmy tą drugą opcję ponieważ nie mieliśmy uwzględnionej tej pomocy przez biuro turystyczne bezpośrednio na bilecie. Dobrze, że moja siostra podpowiedziała mi to rozwiązanie bo była to dla mnie na prawdę komfortowa sytuacja. W sumie jakoś tak o tym nie pomyślałam chociaż już wielokrotnie leciałam samolotem.  A więc w drogę :)

6 maja wyjątkowo paskudny dzień było zimno i deszczowo. Na dodatek chwilę przed odlotem rozpętała się burza co spowodowało godzinne opóźnienie startu. Na lotnisko przywiózł nas mój tata. Wygramoliliśmy się z walizami z samochodu i powoli poczłapaliśmy w stronę terminalu odlotów. Mój mąż miał co ciągnąć bo z racji tego iż nie mogłam się zdecydować czy wziąć tą czy tamtą bluzeczkę bądź klapki czy spódnicę wzięłam i to i tamto więc moja walizeczka trochę ważyła :) Moim zdaniem kobiety powinny mieć swój przywilej i możliwość wzięcia trochę cięższego bagażu z racji ilości ciuchów i częściowego niezdecydowania ;)  Co to jest 20 kg połowę z tego ważyły przecież moje lekarstwa, które są dla mnie ważne i niezbędne.

Byliśmy w szoku bo nasze lotnisko chwilowo przypomina wielki plac budowy ponieważ toczą się na nim wszelkie remonty i rozbudowa.
Po przybyciu na miejsce udaliśmy się do punktu informacji by poprosić o asystę z wózkiem inwalidzkim. Po krótkiej chwili podeszła do nas sympatyczna pani, która pomogła mi usiąść na wózku. Bardzo sprawnie i szybko przeprowadziła nas przez całą odprawę od bagażowej do osobistej. Wszędzie bez kolejki i z pewnymi przywilejami statusu osoby niepełnosprawnej bądź wymagającej pomocy.
Jeżeli ktoś przyjmuje insulinę to najlepiej ją przewozić w bagażu podręcznym, a nie w walizce ponieważ występująca dość niska temperatura w luku bagażowym mogłaby spowodować, że insulina by się zepsuła. Koniecznie trzeba mieć przy sobie zaświadczenie od lekarza specjalisty o chorobie i posiadaniu insuliny oraz glukometru by okazać kontrolerom przy odprawie osobistej.

Mój doktor posłużył się takim gotowym formularzem, który możecie znaleźć TUTAJ. Teraz wystarczy wydrukować i dać do wypełnienia swojemu  lekarzowi specjaliście :)

Po zakończeniu procedur formalnych przyszedł czas na odtransportowanie mnie na pokład samolotu. Byłam bardzo ciekawa jak to się odbędzie bo wiadomo, że normalnie wszyscy inni pasażerowie jadą autobusem pod samolot. Po mnie przyjechał taki duży samochód. Oczywiście cały czas mąż towarzyszył mi w tej przeprawie. Podjechaliśmy pod  drzwi samolotu z drugiej strony niż stały schody i gdy otwarły się asysta wywiozła nas do góry na takiej windzie platformowej. Stewardessy i pilot grzecznie nas przywitali przy czym zajęliśmy nasze miejsca :)
W drodze na samolot dowiedzieliśmy się od naszej pomocy, że w momencie gdy poprosi się o asystę zostaje wysłany raport z powiadomieniem do miejsca docelowego o statusie osoby potrzebującej asysty. W związku z tym mamy już automatycznie zapewnioną pomoc w miejscu, do którego lecimy. Poinformowano nas jeszcze byśmy cierpliwie poczekali aż wszyscy wyjdą z samolotu i ktoś się po nas zgłosi.
Szczerze mówiąc obawialiśmy się jak to będzie gdy dolecimy na miejsce. Była to dla nas kompletna nowość, a i perspektywa innego kraju i języka nas paraliżowała. No cóż byliśmy dobrej myśli.
Przeżegnaliśmy się i żując gumę (by nas uszy nie bolały i by nam ich nie zatkało) poszybowaliśmy w górę. Lot minął nam całkiem dobrze i szybko. Zarówno start jak i lądowanie było mistrzowsko wykonane przez pilota :) Ledwo dolecieliśmy na miejsce, a w oknie zobaczyłam zbliżający się taki sam duży samochód ze znaczkiem inwalidy, który wiózł mnie w Polsce. Turecka asysta szybko i sprawnie przeprowadziła nas przez kontrolę paszportową po bagaże, a następnie pod autobus, który miał nas zawieźć do hotelu. Tam już musieliśmy sobie radzić sami. Zmęczenie dawało nam się we znaki bo od wczesnego ranka byliśmy na nogach, a w hotelu znaleźliśmy się około 22:00 czasu Tureckiego (przesunięcie godziny do przodu).
Lotnisko w Turcji i nasz samolocik na pierwszym planie :)

20150520_120426

Przygoda nasza szybko się skończyła i trzeba było wracać do domu.
W drodze powrotnej w autobusie towarzyszyła nam nasza rezydentka, która po przybyciu wraz z nami na miejsce zgłosiła przez wystawiony w informacji telefon, że potrzebujemy asysty. Po chwili ukazał nam się pan Turek z wózkiem inwalidzkim. Wszystko znów przebiegło szybko i sprawnie tak jak przy przylocie z Polski. Trochę się obawialiśmy jak to będzie bo zaszaleliśmy z zakupami i niestety przy ważeniu bagaży okazało się, że mamy mocny nadbagaż. Byliśmy pewni, że będziemy musieli dopłacić do dodatkowych kilogramów ale miło zaskoczył nas fakt, że osoba niepełnosprawna może mieć więcej kilogramów przy sobie. W sumie to dokładnie nie wiem ile ale uszczęśliwiło mnie to, że mój status zapewnił nam wiele przywilejów, z których jak widać w pełni skorzystaliśmy :)
W oczekiwaniu na samolot mąż wziął mnie na tym wózku i pojechaliśmy na strefę wolnocłową by kupić jeszcze jakieś słodycze do domu. Powiem Wam, ze bardzo zaskoczyło mnie podejście tamtejszego personelu do mnie jako osoby niepełnosprawnej. Wszyscy uśmiechali się do mnie i pytali czy mogą w czymś pomóc, a na zadawane pytania bardzo uprzejmie odpowiadali. Przy wyborze perfum dostałam taki markowy krem do ciała od pani, która nas obsługiwała. Wszyscy ustępowali nam miejsca żebyśmy mogli swobodnie przejechać wózkiem. No po prostu inny świat.

Taki widok żegnał nas opuszczając Riwierę Turecką 
20150520_125415

Tym razem samolot był podstawiony pod rękaw bo w Turcji jest ich dość sporo więc Turek asysta dowiózł mnie na wózku inwalidzkim pod samo wejście na pokład samolotu.
Samolot mknął po pasie startowym coraz szybciej. Przeżegnaliśmy się oczywiście żując gumę :) i trzymając się za ręce oderwaliśmy się od ziemi szybując coraz wyżej i wyżej. Z góry ukazał nam się piękny widok. Powiem Wam, że jest to niesamowite przeżycie. Człowiek z jednej strony się denerwuje żeby lot przebiegł spokojnie i dobrze ale z drugiej strony odczuwa wielką ekscytację i satysfakcję z możliwości przeżycia przez siebie czegoś wyjątkowego i niecodziennego. Nie mam tutaj na myśli oczywiście osób, które często latają np. do pracy bo dla nich jest to już powszednia przyjemność.
Jako, że z Turcji poszła wiadomość do Polski o potrzebie asysty gdy dolecieliśmy zapewniono mi spokojne dotarcie do terminalu przylotów po odbiór bagaży.

A taki widok nas witał gdy dolatywaliśmy – Kraków z lotu ptaka :)
20150520_145826

Zamieściłam w swoim wpisie kilka potrzebnych informacji z myślą, że Wam się przydadzą.
Mam nadzieję, że opisana przeze mnie przygoda z podróżą zachęci Was chorych, mających problem z poruszaniem się z jakichkolwiek powodów oraz wymagających pomocy osób trzecich abyście wyruszyli z domu w świat bo jest on bardziej przyjazny dla nas „innych” niż ten nasz własny, w którym żyjemy.
W sumie mogę powiedzieć, że moja sytuacja z kontuzją stopy w jakimś sensie się przydała bo mogłam doświadczyć zupełnie czegoś innego i dzięki temu podzielić się z Wami właśnie tym swoim nowym doświadczeniem.

Kolejna część moich przygód „stąpającą stopą w Turcji” już wkrótce :) 

Mój doktor posłużył się