Co słychać u naszego podopiecznego contra – podziękowania od Lakusia :)

I tak na samym początku chcieliśmy wraz z psiakiem z całego serca  serdecznie podziękować wszystkim darczyńcom za ich dobrotliwość oraz czytelnikom, którzy poprzez swoje życzliwe i serdeczne komentarze dali nam ogromną siłę do działania i przywrócili wiarę w człowieka. Jesteśmy niezmiernie wzruszeni Waszą reakcją, nie spodziewaliśmy się, że jest tylu ludzi dobrej woli, którzy tak bardzo kochają psy i nie jest im obojętny ich los.

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-images-white-paw-print-heart-letter-i-image24184439Chciałabym również bardzo podziękować redakcji ONETU, który udostępnił ten wpis na swojej głównej stronie, dzięki temu nasz apel z prośbą o pomoc finansową  oraz historię tego biednego i skrajnie wycieńczonego psiaka mogło przeczytać wielu ludzi.
Z tego miejsca chciałam też zapewnić wszystkich ofiarodawców, że wpłacone pieniądze zostały odłożone i będą wykorzystywane tylko i wyłącznie na wszelkie potrzeby Lakiego.
Bardzo zależy nam na tym byśmy mogli zapewnić mu spokojną i godną starość. Ponieważ do tej pory nie znalazł się właściciel, w związku z tym przyjęliśmy psiaka do naszej rodziny i poczuwamy się do odpowiedzialności za jego życie i zdrowie.
Bardzo chcemy by u nas został, lecz cały czas mam na uwadze fakt, iż przede mną poważny zabieg chirurgiczny i tak na prawdę czas pokaże co będzie dalej.

Oczywiście ZAPRASZAM wszystkich na mój Fanpage FB, (z Waszej lewej strony jest odnośnik) tam co jakiś czas zamieszczam nowe informacje dotyczące Lakiego :)
A dla tych, którzy z jakichś względów nie odwiedzają FB mam dawkę informacji tutaj ;)
Dokładnie dziś mija miesiąc jak nasz nowy domownik u nas zagościł, myślę, że nas polubił, bo cały czas podkulony wcześniej ogonek, teraz na nasz widok merda pięknie we wszystkie strony. Poza tym chętnie do nas podchodzi na mizianie i głaskanie :)
Byliśmy ostatnio u weterynarza i pani Agnieszka po przebadaniu psa potwierdziła, że jest on staruszkiem i daje mu tak około 13 lat. Waga póki co stoi w miejscu, ciężko będzie, żeby Laki przytył, bo jest dużym psem, który niestety jest mocno wychudzony i wyniszczony :( Będziemy się jednak starać na tyle na ile damy radę, by doprowadzić go do możliwie jak najlepszego stanu. Jego stawy biodrowe są w nie najlepszej kondycji, ciężko mu siadać, chodzić, niestety poprawa jest minimalna, ale dostał teraz mocniejsze i lepsze leczenie, które mam nadzieję, chociaż trochę załagodzi jego dolegliwości, poza tym został ponownie odrobaczony. Szczepienie i kontrolne badania (poprzednie próby wątrobowe wyszły podwyższone) będziemy mu robić gdzieś za miesiąc, by Laki się jeszcze bardziej wzmocnił. Kupiliśmy mu 12 kilogramowy worek lepszej karmy, obróżkę i bramkę na schody, bo go kusiło wychodzenie na górę, a ze względu na te jego biedne łapy nie chcieliśmy by mu się coś stało, tak że mam nadzieję iż jest u nas szczęśliwy.
A jeszcze Wam powiem, że udało się mężowi wreszcie wykąpać naszego kochanego brudaska. Jak na pierwszy raz był nawet dość spokojny, ale za to jaki czysty, no nie ten pies :)

20170125_224301 20170126_102737

 20170131_175104 20170129_135900O tym, że zżyliśmy się bardzo z Lakim przekonaliśmy się w poniedziałek. Był późny wieczór, psy jak zwykle dostały kolację, przy czym po krótkim czasie wypuściłam je na pole, by jak zawsze załatwiły się przed nocą, Po około 15 minutach zaczęłam wołać je do domu. Szilka przyszła od razu, natomiast Lakiego nie było przez dłuższą chwilę, Zaniepokoiłam się i wyszłam sprawdzić na pole co się stało, nagle zobaczyłam, że brama wjazdowa jest otwarta, zamarłam, krzyknęłam do męża, że Laki uciekł. Mąż powiedział, że musiała się przyciąć jak ją zamykał, gdy wrócił do domu. Nie zastanawiając się ani chwili wziął szybko latarkę i postanowił najpierw iść szukać psinkę pieszo, a nie było to proste, bo mieszkamy w zalesionej okolicy. Po mniej więcej pół godziny wrócił zmartwiony i powiedział, że teraz pojeździ samochodem, może go gdzieś wypatrzy. A ja ze względu na swoją kontuzjowaną stopę ( w niedziele się wywróciłam i kolejny raz przykręciłam stopę ) siedziałam w domu. Byłam zrozpaczona i zalana łzami, Nie wyobrażałam sobie, żeby miało już nie być Lakusia z nami :(  Miałam wyrzuty sumienia, że nie sprawdziłam, czy wszystko jest pozamykane, ale nie przypuszczałam, że brama się nie zamknęła, wcześniej się to nie zdarzało.
Mąż ciągle nie wracał, a ja co po chwilę dzwoniłam do niego by spytać, czy znalazł Psa. W końcu nie wytrzymałam, postanowiłam się ubrać i jeszcze raz przejść wzdłuż lasu. Byłam tak zdenerwowana, że nawet nie zwracałam uwagi na swoją stopę. Idąc cały czas prosiłam Pana Boga i Św. Antoniego o pomoc w znalezieniu psiaka. Wtedy zrozumiałam co czują ludzie, którym zaginie ich psi przyjaciel, to jest żal po prostu nie do opisania. Nagle spojrzałam przed siebie i zobaczyłam tą kochaną mordkę, która zmierzała w moim kierunku. Moja radość nie miała końca, gdy podszedł do mnie mocno go przytuliłam. Liczyło się tylko tu i teraz. Po chwili zadzwoniłam do męża, że nasz wędrownik się znalazł, Św. Antoni po raz kolejny mnie wysłuchał. Radości nie było końca, szukaliśmy naszej zguby przez około półtorej godziny, a jakby trzeba było to i całą noc byśmy poświęcili, dopóki by się nie znalazł. Teraz dwa razy sprawdzam, czy furtka i brama są zamknięte, zanim wypuszczę Lakusia na pole, o naszą sunię się nie martwię tak bardzo, bo ona gdy sobie wyjdzie na zewnątrz na pobliska łąkę, to zaraz grzecznie wraca. Zrozumieliśmy, że kochamy tego naszego dziadzia i nikomu go nie oddamy :)
Po tej całej przygodzie zastanawialiśmy się, czy Laki tak krążył w koło, czy wróciłby do nas, czy może cały czas szuka swojego poprzedniego domu, jedno wiemy na pewno, że musimy na niego bardzo uważać i pilnować jak oka w głowie.

20170126_104002 kopia

W dalszym ciągu zbieramy na Lakusia, więc jeśli ktoś miałby życzenie, by wpłacić choćby złotówkę, podaję dane do przelewu:  Agnieszka, Kraków, Eurobank S.A. 
nr konta: 72 1470 0002 2836 6207 1000 0001  z dopiskiem DLA LAKIEGO

Jurek Owsiak, chluba naszego Narodu …

Dobra niech będzie. Raz kozie śmierć, wbijam kij w mrowisko i poczekam co się będzie działo. Przypuszczam, że już za sam tytuł niektórzy obrzucą mnie hejtowskim błotem, ale co mi tam, mam to gdzieś. No ale do rzeczy.

Doczekaliśmy się 24 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Od samego początku, co roku dorzucam się do tej szlachetnej zbiórki i mocno kibicuję panu Jurkowi. Wyrażam wielki szacunek i podziw za to co robi dla naszego kraju i jego obywateli począwszy od tych maluczkich, a skończywszy na tym najstarszym pokoleniu. To jest niesamowite, zjawiskowe, jak wielką siłę przebicia ma TEN człowiek. Ilu ludzi, ile różnych organizacji potrafi zmotywować do działania. ON jest taką kontynuacją magii świąt, która sprawia, że serca ludzi otwierają się na tych, którzy są gdzieś tam na szarym końcu, o których mało kto pamięta. Wiele milionów złotych zebranych i tysiące sprzętów zakupionych za te pieniądze uratowało życie wielu ludziom, Tobie, Tobie i Twojemu, czy Twojemu dziecku również. Defibrylatory, pompy insulinowe, inkubatory, karetki pogotowia i wiele, wiele innych ważnych urządzeń medycznych. A TUTAJ  możecie sobie zerknąć na to, co osiągnął  WOŚP przez te wszystkie lata.
To niepojęte jak wiele może zdziałać jedna osoba, a nasz rząd co zrobił dla swoich obywateli przez te wszystkie lata? Ile pieniędzy ściąga się od ludzi w podatkach, czy składkach emerytalno – zdrowotnych. Gdzie te pieniądze się rozchodzą? Kto z nich korzysta? Odpowiedź jest prosta, myślę, że każdy myślący człowiek potrafi sobie odpowiedzieć na to pytanie.
W Polsce jest około 40 mln ludności i wystarczy, że każdy dorosły osobnik dałby po 1 zł to jesteśmy w stanie uzbierać co najmniej 25 mln złotych. Nam odejmuje się z pensji, czy renty, bądź emerytury, dużo, dużo więcej, a ceny świadczeń zdrowotnych, czy lekarstw ciągle idą w górę. I co Wy na to? Gdyby te wszystkie pieniądze ściągane od nas przez różne instytucje faktycznie szły na to co powinny, to można by zdziałać na prawdę wiele.

Jurek Owsiak to dla mnie bohater narodowy. Człowiek o wielkim sercu, który pomimo swoich problemów z wymową i trudnych początkach swojej działalności nie poddał się, tylko kroczył mężnie do przodu ofiarowując z roku na rok coraz to większą pomoc wszelkim placówkom medycznym w postaci niezbędnego i skomplikowanego sprzętu. Dlatego krew mnie zalewa, jak słyszę, gdy ktoś ośmiela się bruździć przeciwko niemu. Nazywają go złodziejem, kombinatorem, oszustem, który huśta się za pieniądze zebrane od naiwnych ludzi, którzy tak na prawdę są wspaniałomyślnymi darczyńcami wrażliwymi na krzywdę, chorobę i cierpienie drugiego człowieka. To smutne i niepojęte jacy ludzie potrafią być obłudni, zazdrośni, zawistni i egocentryczni. Sami nic nie potrafią wymyślić, czy zrobić, umieją tylko krytykować i osądzać innych. Uważam, że pan Jurek za to co robi dla ludzkości zasługuje na wszystko co najlepsze. Niech mieszka w pałacu, niech lata samolotem, bo w pełni mu się to należy, bo sobie na to zapracował z nawiązką, a Wam nic do tego, bo nie potraficie kiwnąć nawet palcem, by pomóc bliźniemu.

Każdy kto jest przeciwko WOŚP powinien wypełnić poniższe oświadczenie

I co dalej uważacie, że to co robi Jurek Owsiak jest bez sensu?

Pieniądze, czy może kawałek chleba?

Zbliża się Świąteczny czas, a co za tym idzie coraz częściej spotykamy się z przeróżnymi akcjami pomocy ludziom i zwierzętom. Cel sam w sobie może i zbożny, dopóki w grę nie wchodzą wyzyskiwacze i oszuści. Żerują na ludzkiej naiwności lub łapią na litość przejętych ludzką krzywdą. Wcale się nie dziwię, że coraz mniej osób wspomaga różnego rodzaju fundacje, zbiórki pieniędzy, itp. instytucje. Na każdym kroku, czy to pod kościołem, czy marketem ludzie zbierają pieniądze na leczenie, jedzenie, czy po prostu życie. Sama nie jestem zwolenniczką takowych. Wolałabym bez pośredników przekazywać środki materialne lub finansowe. Skąd mogę wiedzieć, że to uczciwi kwestujący? Taką kartkę o chorym dziecku można wydrukować samemu i od razu zacząć zbierać kasę.

Jakieś kilka lat temu w kościele pobliskiej miejscowości była zbiórka pieniędzy dla bardzo chorej dziewczynki. Rodzicom udało się uzbierać sporą kwotę. Sprawa na pewno rozeszła by się po kościach, gdyby nie to, że w krótkim czasie po owej zbiórce, mieszkańcy miejscowości zauważyli w rodzinie chorej dziewczynki nowszy i lepszy samochód. Ludzie byli oburzeni, bo przypuszczali, że to auto pochodzi właśnie z tejże zbiórki pieniężnej. Nie wiem, nie znam tych ludzi i nie mnie oceniać, ale istnieje takie prawdopodobieństwo.
Druga podobna sytuacja. Już jakiś czas temu słyszałam w telewizji o kobiecie, która udawała, że jest chora na raka i założyła fundację, by jak to potem powiedziała, zdobyć trochę kasy na lepsze życie. Ludzie co się z Wami dzieje? Czy żądza pieniądza aż tak przesłoniła świat, że nie liczą się już wszelkie wartości aspekty życiowe? Dla mnie, to rzecz nie do pojęcia. :( Jak można w ten sposób oszukiwać kogoś i siebie. Nie dałabym rady. Wolałabym przymierać z głodu niż posunąć się do takich kłamstw. Jak widać, sumienie może mieć czasem szerokie pojęcie.

Na pewno dużo osób zastanawiało się nad pomocą osobom, których los okrutnie potraktował. I ja też często o tym myślałam.
Dlatego w zeszłym roku przed Świętami Bożego Narodzenia zaczęłam poważnie zastanawiać się nad wzięciem udziału w Szlachetnej Paczce. Chciałam bardzo pomóc komuś na prawdę potrzebującemu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że większość przedstawionych rodzin to patologia, na ogół alkoholicy lub najzwyczajniej w świecie lenie i nieroby. Jedna z rodzin miała dwóch już dorosłych synów i jednego prawie dorosłego, którzy nie mieli żadnego zajęcia, ani pracy. Rodzice tych chłopaków byli całkiem młodzi, ot coś 40 lat z hakiem. Rozumiecie to? Bo ja nie. 5 w zasadzie dorosłych i zdrowych osób, które nic nie robią, by poprawić swój byt materialny. Tego typu ludzie proszą o wsparcie finansowe i rzeczowe typu meble, środki czystości, czy spożywkę. SORY, ale takich osób nie zamierzam wspierać. Co innego, schorowani, starsi, czy skrzywdzeni przez los.
Nam też się nie przelewa, zwłaszcza, że ja nie pracuję, więc tak na prawdę żyjemy z jednej pensji, nie licząc mojej ubogiej renty. Moje leczenie niestety sporo miesięcznie kosztuje. Dlaczego więc odmawiając sobie wielu rzeczy, mam obdarowywać innych przykładając rękę do szerzenia się nieróbstwa i kombinatorstwa?

Nie oznacza to jednak, że jestem bezduszną osobą, Ci co mnie znają wiedzą, że nie skrzywdzę nawet przysłowiowej muchy ;) Bardzo lubię pomagać i chcę czuć się potrzebna, bo to dodaje mi skrzydeł. Uwielbiam jak ludzie się uśmiechają i przez chwilę mogą zapomnieć o swoich problemach. Niestety moje zdrowie, a raczej jego brak, ciągle staje mi na drodze i ogranicza wszelkie plany i pole działania.

Pamiętam jak kiedyś zaczepiła mnie kobieta i prosiła o pieniądze na jedzenie. Powiedziała, że straciła pracę i sama wychowuje kilkoro dzieci (nie pamiętam, czy to było troje, czy może czworo) i liczy się dla niej każdy grosz. Popatrzyłam na nią ze współczuciem i powiedziałam: „nie dam pani pieniędzy, ale proszę ze mną podejść tu do sklepu, to kupię potrzebne produkty do jedzenia”. Nie ukrywam, że kilka razy tym tekstem wystraszyłam potencjalnych udawaczy głodu. Ku mojemu zdziwieniu kobieta zgodziła się na moją propozycję. Weszłyśmy więc do sklepu. Powiedziałam owej kobiecie, żeby wybrała sobie to co potrzebuje, a ja zapłacę za jej zakupy. Widać, że była to skromna osoba i oszczędna, bo cały czas zerkała na ceny. Kupiłyśmy wtedy trochę słodyczy dla dzieciaków i parę podstawowych produktów spożywczych. Popatrzyłyśmy na siebie i w jej oczach dostrzegłam iskierkę szczęścia i wdzięczności. Podziękowała mi i odeszła. Dużo myślałam potem o tej kobiecie, jak sobie radzi, czy jej dzieci mają co jeść. To było na prawdę mega uczucie zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Byłam wtedy bardzo młoda i jeszcze mało doświadczona, bo teraz znając siebie, pewnie bym wzięła namiary od tej kobiety i zaproponowała jakąś pomoc może znaleźć pracę, albo pomóc przy dzieciach, albo nawet zaprosić na święta do siebie. Jest dużo możliwości, no ale cóż nie ma co patrzeć wstecz tylko trzeba iść do przodu i ulepszać siebie :)

Pisząc to wszystko, przypomniał mi się jeszcze pewien nastolatek. Czasem robiąc zakupy w markecie przy pakowaniu do samochodu podchodził i prosił, ale nie o kasę tylko o jedzenie  dla swojego rodzeństwa. Miał podobno chorą mamę i jeszcze czworo małego rodzeństwa. Zawsze mówił, że może być cokolwiek. Dawałam więc czasem owoce lub wędlinę, albo pieczywo, czy słodycze. Też widziałam radość w jego oczach, a szczere słowo dziękuję potrafiło całkowicie zmiękczyć moje serducho :) Od dłuższego czasu już go nie widuję.

Za to jest teraz moda na odwożenie wózka przez miejscowych pijaczków, co by mogli monetę zachować dla siebie. Śmiać mi się chciało kiedyś, jak wkładając z mężem zakupy do samochodu podszedł do nas taki mega żul i zapytał, czy może odwieźć wózek. Mąż odpowiedział, że oczywiście, tylko tam jest włożony żeton zamiast monety. No mina żula bezcenna, a jak szybko się oddalił. I mężullo biedaczysko sam musiał niestety ten wózek dostarczyć na miejsce :)

Trochę przykładów przytoczyłam i ciekawa jestem Waszej opinii. Co Wy myślicie w tym temacie, i czy Was też spotkały takie, bądź może podobne sytuacje w życiu?

A tak na koniec zapraszam do obejrzenia wzruszającej historii, która potwierdza fakt, że dobro powraca :)



Poradnik Niepełnosprawnego podróżnika – TURCJA :)

Minęło 7 dni jak wróciliśmy z urlopu więc wypadałoby coś skrobnąć na ten temat, a tutaj czarna dziura. Moja inwencja twórcza chyba zastrajkowała bo chce jeszcze poleniuchować :) Jak wiecie mój wyjazd był pod wielkim znakiem zapytania w związku z kontuzją stopy jaka mi się przytrafiła kilka dni przed podróżą i o której wspominam TUTAJ. W całym tym nieszczęściu jednak miałam wiele szczęścia.

Martwiłam się jak sobie damy radę na lotnisku i jak się dostaniemy na pokład samolotu. Moje obawy rozwiały się gdy siostra wspomniała, że widziała raz jak specjalna ekipa odtransportowała osobę na wózku do samolotu. Nie namyślając się długo zadzwoniłam na infolinię lotniska i popytałam o wszystko. Pani bardzo uprzejmie przekazała mi wszelkie potrzebne informacje. Jak się potem okazało było to dziecinnie proste.

W oczekiwaniu na wylot z Podkrakowskich Balic :)

20150506_131222

Osoby niepełnosprawne jeżdżące na wózku inwalidzkim lub mające problem z poruszaniem się także w wyniku powstałych kontuzji mogą zgłosić o swoim stanie w biurze podróży i poprosić o tzw. „asystę” bądź to samo można zrobić w momencie przybycia na lotnisko jeszcze przed odprawą w punkcie informacji. Oczywiście pomoc asysty jest bezpłatna. My akurat wybraliśmy tą drugą opcję ponieważ nie mieliśmy uwzględnionej tej pomocy przez biuro turystyczne bezpośrednio na bilecie. Dobrze, że moja siostra podpowiedziała mi to rozwiązanie bo była to dla mnie na prawdę komfortowa sytuacja. W sumie jakoś tak o tym nie pomyślałam chociaż już wielokrotnie leciałam samolotem.  A więc w drogę :)

6 maja wyjątkowo paskudny dzień było zimno i deszczowo. Na dodatek chwilę przed odlotem rozpętała się burza co spowodowało godzinne opóźnienie startu. Na lotnisko przywiózł nas mój tata. Wygramoliliśmy się z walizami z samochodu i powoli poczłapaliśmy w stronę terminalu odlotów. Mój mąż miał co ciągnąć bo z racji tego iż nie mogłam się zdecydować czy wziąć tą czy tamtą bluzeczkę bądź klapki czy spódnicę wzięłam i to i tamto więc moja walizeczka trochę ważyła :) Moim zdaniem kobiety powinny mieć swój przywilej i możliwość wzięcia trochę cięższego bagażu z racji ilości ciuchów i częściowego niezdecydowania ;)  Co to jest 20 kg połowę z tego ważyły przecież moje lekarstwa, które są dla mnie ważne i niezbędne.

Byliśmy w szoku bo nasze lotnisko chwilowo przypomina wielki plac budowy ponieważ toczą się na nim wszelkie remonty i rozbudowa.
Po przybyciu na miejsce udaliśmy się do punktu informacji by poprosić o asystę z wózkiem inwalidzkim. Po krótkiej chwili podeszła do nas sympatyczna pani, która pomogła mi usiąść na wózku. Bardzo sprawnie i szybko przeprowadziła nas przez całą odprawę od bagażowej do osobistej. Wszędzie bez kolejki i z pewnymi przywilejami statusu osoby niepełnosprawnej bądź wymagającej pomocy.
Jeżeli ktoś przyjmuje insulinę to najlepiej ją przewozić w bagażu podręcznym, a nie w walizce ponieważ występująca dość niska temperatura w luku bagażowym mogłaby spowodować, że insulina by się zepsuła. Koniecznie trzeba mieć przy sobie zaświadczenie od lekarza specjalisty o chorobie i posiadaniu insuliny oraz glukometru by okazać kontrolerom przy odprawie osobistej.

Mój doktor posłużył się takim gotowym formularzem, który możecie znaleźć TUTAJ. Teraz wystarczy wydrukować i dać do wypełnienia swojemu  lekarzowi specjaliście :)

Po zakończeniu procedur formalnych przyszedł czas na odtransportowanie mnie na pokład samolotu. Byłam bardzo ciekawa jak to się odbędzie bo wiadomo, że normalnie wszyscy inni pasażerowie jadą autobusem pod samolot. Po mnie przyjechał taki duży samochód. Oczywiście cały czas mąż towarzyszył mi w tej przeprawie. Podjechaliśmy pod  drzwi samolotu z drugiej strony niż stały schody i gdy otwarły się asysta wywiozła nas do góry na takiej windzie platformowej. Stewardessy i pilot grzecznie nas przywitali przy czym zajęliśmy nasze miejsca :)
W drodze na samolot dowiedzieliśmy się od naszej pomocy, że w momencie gdy poprosi się o asystę zostaje wysłany raport z powiadomieniem do miejsca docelowego o statusie osoby potrzebującej asysty. W związku z tym mamy już automatycznie zapewnioną pomoc w miejscu, do którego lecimy. Poinformowano nas jeszcze byśmy cierpliwie poczekali aż wszyscy wyjdą z samolotu i ktoś się po nas zgłosi.
Szczerze mówiąc obawialiśmy się jak to będzie gdy dolecimy na miejsce. Była to dla nas kompletna nowość, a i perspektywa innego kraju i języka nas paraliżowała. No cóż byliśmy dobrej myśli.
Przeżegnaliśmy się i żując gumę (by nas uszy nie bolały i by nam ich nie zatkało) poszybowaliśmy w górę. Lot minął nam całkiem dobrze i szybko. Zarówno start jak i lądowanie było mistrzowsko wykonane przez pilota :) Ledwo dolecieliśmy na miejsce, a w oknie zobaczyłam zbliżający się taki sam duży samochód ze znaczkiem inwalidy, który wiózł mnie w Polsce. Turecka asysta szybko i sprawnie przeprowadziła nas przez kontrolę paszportową po bagaże, a następnie pod autobus, który miał nas zawieźć do hotelu. Tam już musieliśmy sobie radzić sami. Zmęczenie dawało nam się we znaki bo od wczesnego ranka byliśmy na nogach, a w hotelu znaleźliśmy się około 22:00 czasu Tureckiego (przesunięcie godziny do przodu).
Lotnisko w Turcji i nasz samolocik na pierwszym planie :)

20150520_120426

Przygoda nasza szybko się skończyła i trzeba było wracać do domu.
W drodze powrotnej w autobusie towarzyszyła nam nasza rezydentka, która po przybyciu wraz z nami na miejsce zgłosiła przez wystawiony w informacji telefon, że potrzebujemy asysty. Po chwili ukazał nam się pan Turek z wózkiem inwalidzkim. Wszystko znów przebiegło szybko i sprawnie tak jak przy przylocie z Polski. Trochę się obawialiśmy jak to będzie bo zaszaleliśmy z zakupami i niestety przy ważeniu bagaży okazało się, że mamy mocny nadbagaż. Byliśmy pewni, że będziemy musieli dopłacić do dodatkowych kilogramów ale miło zaskoczył nas fakt, że osoba niepełnosprawna może mieć więcej kilogramów przy sobie. W sumie to dokładnie nie wiem ile ale uszczęśliwiło mnie to, że mój status zapewnił nam wiele przywilejów, z których jak widać w pełni skorzystaliśmy :)
W oczekiwaniu na samolot mąż wziął mnie na tym wózku i pojechaliśmy na strefę wolnocłową by kupić jeszcze jakieś słodycze do domu. Powiem Wam, ze bardzo zaskoczyło mnie podejście tamtejszego personelu do mnie jako osoby niepełnosprawnej. Wszyscy uśmiechali się do mnie i pytali czy mogą w czymś pomóc, a na zadawane pytania bardzo uprzejmie odpowiadali. Przy wyborze perfum dostałam taki markowy krem do ciała od pani, która nas obsługiwała. Wszyscy ustępowali nam miejsca żebyśmy mogli swobodnie przejechać wózkiem. No po prostu inny świat.

Taki widok żegnał nas opuszczając Riwierę Turecką 
20150520_125415

Tym razem samolot był podstawiony pod rękaw bo w Turcji jest ich dość sporo więc Turek asysta dowiózł mnie na wózku inwalidzkim pod samo wejście na pokład samolotu.
Samolot mknął po pasie startowym coraz szybciej. Przeżegnaliśmy się oczywiście żując gumę :) i trzymając się za ręce oderwaliśmy się od ziemi szybując coraz wyżej i wyżej. Z góry ukazał nam się piękny widok. Powiem Wam, że jest to niesamowite przeżycie. Człowiek z jednej strony się denerwuje żeby lot przebiegł spokojnie i dobrze ale z drugiej strony odczuwa wielką ekscytację i satysfakcję z możliwości przeżycia przez siebie czegoś wyjątkowego i niecodziennego. Nie mam tutaj na myśli oczywiście osób, które często latają np. do pracy bo dla nich jest to już powszednia przyjemność.
Jako, że z Turcji poszła wiadomość do Polski o potrzebie asysty gdy dolecieliśmy zapewniono mi spokojne dotarcie do terminalu przylotów po odbiór bagaży.

A taki widok nas witał gdy dolatywaliśmy – Kraków z lotu ptaka :)
20150520_145826

Zamieściłam w swoim wpisie kilka potrzebnych informacji z myślą, że Wam się przydadzą.
Mam nadzieję, że opisana przeze mnie przygoda z podróżą zachęci Was chorych, mających problem z poruszaniem się z jakichkolwiek powodów oraz wymagających pomocy osób trzecich abyście wyruszyli z domu w świat bo jest on bardziej przyjazny dla nas „innych” niż ten nasz własny, w którym żyjemy.
W sumie mogę powiedzieć, że moja sytuacja z kontuzją stopy w jakimś sensie się przydała bo mogłam doświadczyć zupełnie czegoś innego i dzięki temu podzielić się z Wami właśnie tym swoim nowym doświadczeniem.

Kolejna część moich przygód „stąpającą stopą w Turcji” już wkrótce :) 

Mój doktor posłużył się

 

Kocura nie ma, a baby mielą tymi ozorami :)

We wtorek Kocur pojechał na takie dwudniowe szkolenie z firmy, a Baba zabrała się za realizowanie swojego planu dnia :)

Tak zaczęła po kolei od ogarnięcia domowego nieporządku, następnie wykąpała i nakarmiła żółwiczkę. Zjadła jakiś tam lunch na szybko, a że dzień wcześniej umówiła się ze swoją papużką na Skypowe pogaduchy w oczekiwaniu na nią włączyła laptopa. Kim była owa papużka? To jej najlepsza przyjaciółka, o której częściowo wspomina TUTAJ i potem jeszcze TUTAJ.  Oczywiście standardowo żeby połączyć przyjemne z pożytecznym wstawiła pranie do pralki i wzięła się ochoczo za prasowanie, a uzbierało się tego trochę. W między czasie odezwała się druga baba i tak to zaczęły obie mielić ozorkami :) Dobrze im się rozmawiało więc z upływem czasu u jednej baby prasowania ubywało, a u drugiej kończył się gotować obiadek. Rozmowa trwała na tyle długo, że pozwoliła dokończyć obu gospodyniom ich prace domowe.

Tematem przewodnim ich rozmowy było jak rząd podchodzi do osób potrzebujących  w naszym Kraju, a jak w Kraju zamieszkanym przez papużkę.
D„ mieszka w Stanach już kilkanaście lat. Co jakiś czas opowiada jak bardzo zmienia się gospodarka pod wpływem rządów pana Obamy. To już nie ta sama Ameryka co była kiedyś. Niewiarygodne jest to co zaczyna się u nas wyprawiać mówi „D„.
Jak nigdy nie była rasistką tak teraz pod wpływem tego co się u nich dzieje zmieniła zdanie na temat czarnego koloru skóry.
Rząd amerykański z panem prezydentem na czele zaczęli faworyzować murzynów kosztem białych. Jednym słowem kolor czarny zaczyna mieć dużą przewagę w społeczeństwie.
To wszystko zmierza w złym kierunku. Rodzice samotnie wychowujący dzieci bądź bezdomni i bezrobotni dostają dużo rzeczy za darmo. Wszelkie dotacje i ulgi stoją dla nich otworem. Niby wszystko super bo tak powinno być ale ludzie zaczęli to wykorzystywać na potęgę. Dochodzi nawet do tego, że aby dostać dodatkowe pieniądze to celowo się rozwodzą lub płodzą więcej dzieci, a nawet rezygnują z pracy. Po co mają się wysilać jak od rządu dostaną wszystko: dom, jedzenie, leczenie, bony na zakupy i jeszcze mają wszystko opłacane. No żyć nie umierać. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że odbywa się to kosztem ludzi uczciwie żyjących, którzy tyrają, wychowują swoje dzieci najlepiej jak mogą i o wszystko muszą starać się sami. Jak komuś uda się coś osiągnąć w życiu chociażby posiadanie swojej małej firmy to płacą wtedy takie podatki, że głowa boli, a wszystko po to by pseudo „potrzebujący”  mogli huśtać się za ciężko i uczciwie zarobione pieniądze innych. Ja się pytam gdzie tutaj jest sens i sprawiedliwość? Jak widać zabrakło. Czego uczy takie postępowanie? Tylko jedno przychodzi mi na myśl. Lenistwo, kombinatorstwo i złodziejstwo w biały dzień, a do tego wszystkiego co gorsze dochodzą jeszcze fikcyjne rozwody co doprowadza do całkowitego zaniknięcia życia w związku małżeńskim. Po co się wysilać i starać jak wystarczy trochę pokombinować i wszystko można dostać za free. Jak Wam się to podoba? Mnie to przeraża i zastanawiam się dlaczego tak jest, że ludzie nie potrafią wykorzystać otrzymanej pomocy jakoś tak z wdzięcznością i rozumem tylko we wszystkim chcą mieć wielkie korzyści tak aby obłowić się na zapas. Jest to w pewnym sensie taka zachęta i  mobilizacja do życia w kłamstwie i nieuczciwego działania wobec całego społeczeństwa.

W naszej wspaniałej Polsce powiedziała baba „A” jest całkiem na odwrót. Człowiek potrzebujący i w jakimś stopniu poszkodowany przez życie nie ma co liczyć na jakąkolwiek pomoc od władz rządowych. Samotni rodzice, osoby niepełnosprawne czy bezrobotni o wszystko muszą się prosić i ciągle dreptać za tym co im się prawnie należy.  A pro po rodziców samotnie wychowujących dziecko zachęcam do przeczytania artykułu mojej wspaniałej i dzielnej koleżanki Singiel Mamy pt: „Pomoc dla samotnej mamy”,  która świetnie sobie radzi w tym pozbawionym sensu kraju  A co robi nasze wspaniałe Państwo? Oczywiście wypina się i rzuca wszystkim kłody pod nogi wymyślając i kombinując co zrobić żeby jak najmniej osób skorzystało z Ich pomocy i by jak najmniejsza pula pieniędzy została wykorzystana na wszelkie należne ulgi czy dotacje bo przecież musi coś zostać dla naszego biednego rządu.
Nigdzie nie jest oficjalnie powiedziane jaka pomoc i komu się należy. większość informacji pozyskujemy wszelkimi kanałami czy to internetowymi czy poprzez znajomych, rodzinę lub innych potrzebujących, którzy pewne procedury musieli przegryźć sami.

Porównując te dwa światy Baby „D” i Baby „A” można być nieźle zszokowanym bo o co tak w zasadzie w tym wszystkim chodzi? Czyżby w żaden sposób nie można było człowiekowi dogodzić? Albo tej pomocy jest za dużo albo za mało. Zdecydujmy się wreszcie co tak na prawdę chcemy.

W pewnym momencie gdy Baby ugotowały, poprały i poprasowały to zorientowały się, że upłynęło sporo czasu i na dziś trzeba zakończyć te wywody bo my marne jednostki niestety „Świata nie zbawimy”. Świata może nie ale chociaż jedną zbłąkaną duszyczkę czemu nie :)

Kocur na szkoleniu wybyczył się troszeczkę :) Nadmiar zasłyszanych informacji był tak męczący, że przecież trzeba było jakoś odreagować. Basenik, narty i dobre jedzonko zrekompensowały Kocurowi ciężką rozłąkę z domem :) Po powrocie był dumny ze swojej Baby, że tak grzecznie i dzielnie się zachowywała podczas jego nieobecności, a wspomniane mielenie ozorkami  Baby „D” i Baby „A” skwitował mówiąc, że te rozmowy mają pozytywny wpływ bo przynajmniej czas jest w pełni pożytecznie wykorzystany.

Baba „A” pomyślała sobie w duchu: „nie ma głupich następnym razem ja też się muszę zrelaksować i zorganizować wieczorek panieński”  :)
Czy ktoś się decyduje?

Na koniec posłuchajcie sobie piosenkę znaną i bardzo przeze mnie lubianą.
Młodziutka Birdy śpiewa o życiu i prawdzie które czasem potrafi być zbyt okrutne ale wystarczy chcieć i razem możemy zdziałać wiele.
A jakby ktoś miał ochotę zobaczyć o czym dokładnie śpiewa wokalistka to TUTAJ znajdziecie tłumaczenie tej piosenki :)
Miłego słuchania …..