Wesołego ALLELUJA :)

Witajcie Kochani po dłuższej przerwie. Przepraszam Was, że się nie odzywałam, ale po zabiegu leżałam cały czas na Intensywnej Terapii i dochodziłam do siebie. Obecnie od piątku po prawie pięcio tygodniowym pobycie w szpitalu nareszcie jestem w domu :) Trochę czasu jeszcze upłynie zanim dojdę do siebie, bo jestem słaba i rany cały czas się goją, lecz z Bożą pomocą staram się iść do przodu.

Weszłam tu tak na chwilę, bo chciałam się do Was odezwać, że jestem, że żyję i złożyć Wam życzenia z okazji Świąt, a więc:

Na radosne święta Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa życzę wszystkim, by Jego blask zwyciężający śmierć rozjaśniał doliny zmartwień,
przenikał cienie codziennych trudów, umacniał w chwilach boleści,
podnosił w czasie słabości i prowadził ku wiecznej radości.
Radosnego ALLELUJA :)

20170415_125414

 

Ubieranie koszyka to moja tradycja od lat, cieszę się, że i w tym roku mnie to nie ominęło :)

20170415_125410

 

Czym tak na prawdę są Święta?

Otóż w niedzielę odwiedziła mnie kuzynka i tak rozmawiałyśmy na różne tematy, między innymi na temat wiary, relacji Pan Bóg, a Kościół. I w pewnym momencie kuzynka spytała: „a jak myślisz, ilu ludzi obchodzi Święta dlatego, że wierzą w to co się kiedyś wydarzyło, a dla ilu jest to tylko zwykła tradycja, którą stosują co roku z automatu?”

Hmm … niby wydawałoby się, że to banalne pytanie, ale tak na prawdę nigdy nie wgłębiałam się w ten temat. Jak pisałam już kilkukrotnie jestem osobą bardzo wierzącą, więc nie mam większego problemu z odpowiedzią. Oczywiście wierzę w Świętą Rodzinę w małego Jezuska, który w tą wyjątkową noc przyszedł na Świat w ubogiej stajence. W tym takim prawdziwym i głębokim przekonaniu, który jest pamiątką tegoż wydarzenia, zostałam wychowana. Odkąd pamiętam zawsze w moim domu były obchodzone Święta Bożego Narodzenia, była choinka, prezenty, wieczerza wigilijna, łamanie się opłatkiem, wspólne wyjście na pasterkę :)
Potem, gdy założyłam już swoją rodzinę, ta właśnie tradycja podąża z nami aż do dziś.

Są natomiast takie osoby, że dla nich Święta Bożego Narodzenia to wypad w ciepłe kraje daleko od najbliższych, to drogie prezenty, to piękne stroje, bogato ozdobione domy i suto zastawione stoły, a wszystko to jest na pokaz, by inni podziwiali, zazdrościli.
W ich życiu, w ich sercach nie ma miejsca dla zbłąkanego wędrowca, dla maleńkiego Jezuska. Przepych, bogactwo niestety zasłaniają najważniejsze wartości życiowe. Może ktoś z Was słyszał o takiej „wigilijnej opowieści” i o pewnym chciwym bogaczu, który był bardzo samotny i w noc wigilijną został przeprowadzony przez duchy ku swojej przeszłości i przyszłości. Zrozumiał wtedy jakie błędy popełnił, zobaczył jakim okrutnym był człowiekiem. Dzięki temu postanowił się zmienić i naprawić zło wyrządzone innym. Bardzo piękna opowieść, polecam, kto jeszcze jej nie oglądał. Są różne wersje filmowe jak i bajkowe, ale wszystkie mają jeden przekaz i morał.

Święta to tradycja, ale nie można w tym wszystkim zapomnieć skąd się wzięła, na jaką pamiątkę się ją obchodzi. Tu nie chodzi tylko o wartości materialne względem ciała, ale też trzeba pamiętać o duszy, o zadumie, refleksji, czy jesteśmy tak na prawdę w porządku względem innych,  tych najbliższych, a zwłaszcza  siebie. Czego oczekujemy od życia od bliźniego.
Święta współczesne to przede wszystkim wielka komercja, sklepy, media, reklamy już praktycznie od początku listopada huczą o przecenach, promocjach, prezentach gwiazdkowych. Jedna firma przed drugą chcą jak najlepiej wypaść w oczach potencjalnego klienta.
Pamiętam jak byłam dzieckiem, nie mogłam się wtedy doczekać Świąt Bożego Narodzenia, czas mi się dłużył, nie tak jak teraz, nie dociera do mnie, że to już za dwa dni Wigilia. Przed samiutkimi Świętami robiło się zakupy, mama piekła ciasta i szykowała wieczerzę, przyjeżdżało kuzynostwo i było wesoło. Kupowało się też wtedy pomarańcze, a ich zapach pamiętam do dziś. Teraz sklepy pękają w szwach od tych wszystkich gotowych wyrobów, nie ma problemu z kupieniem czegokolwiek. Prezenty wszelakie można zrobić, to nie tak jak dawniej trzeba było polować na cokolwiek. To były ciężkie czasy, ale wydaje mi się, że bardziej spokojniejsze. Ta dzisiejsza nerwówka, pośpiech, zawiść i zazdrość zabija w człowieku to magiczne wyjątkowe przeżywanie świąteczne.

A Wy co o tym wszystkim myślicie? Chętnie przeczytam o Waszych spostrzeżeniach i opiniach.

Podobny obraz

A na koniec chciałam wszystkim złożyć serdeczne życzenia  :)

Moi kochani, chciałam Wam życzyć z całego serca zdrowych, spokojnych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, by maleńki Jezusek Wam błogosławił zawsze i wszędzie.
Życzę Wam też pachnącej choinki (moja taka właśnie jest :) ), smacznej wieczerzy i udanych prezentów.

Pieniądze, czy może kawałek chleba?

Zbliża się Świąteczny czas, a co za tym idzie coraz częściej spotykamy się z przeróżnymi akcjami pomocy ludziom i zwierzętom. Cel sam w sobie może i zbożny, dopóki w grę nie wchodzą wyzyskiwacze i oszuści. Żerują na ludzkiej naiwności lub łapią na litość przejętych ludzką krzywdą. Wcale się nie dziwię, że coraz mniej osób wspomaga różnego rodzaju fundacje, zbiórki pieniędzy, itp. instytucje. Na każdym kroku, czy to pod kościołem, czy marketem ludzie zbierają pieniądze na leczenie, jedzenie, czy po prostu życie. Sama nie jestem zwolenniczką takowych. Wolałabym bez pośredników przekazywać środki materialne lub finansowe. Skąd mogę wiedzieć, że to uczciwi kwestujący? Taką kartkę o chorym dziecku można wydrukować samemu i od razu zacząć zbierać kasę.

Jakieś kilka lat temu w kościele pobliskiej miejscowości była zbiórka pieniędzy dla bardzo chorej dziewczynki. Rodzicom udało się uzbierać sporą kwotę. Sprawa na pewno rozeszła by się po kościach, gdyby nie to, że w krótkim czasie po owej zbiórce, mieszkańcy miejscowości zauważyli w rodzinie chorej dziewczynki nowszy i lepszy samochód. Ludzie byli oburzeni, bo przypuszczali, że to auto pochodzi właśnie z tejże zbiórki pieniężnej. Nie wiem, nie znam tych ludzi i nie mnie oceniać, ale istnieje takie prawdopodobieństwo.
Druga podobna sytuacja. Już jakiś czas temu słyszałam w telewizji o kobiecie, która udawała, że jest chora na raka i założyła fundację, by jak to potem powiedziała, zdobyć trochę kasy na lepsze życie. Ludzie co się z Wami dzieje? Czy żądza pieniądza aż tak przesłoniła świat, że nie liczą się już wszelkie wartości aspekty życiowe? Dla mnie, to rzecz nie do pojęcia. :( Jak można w ten sposób oszukiwać kogoś i siebie. Nie dałabym rady. Wolałabym przymierać z głodu niż posunąć się do takich kłamstw. Jak widać, sumienie może mieć czasem szerokie pojęcie.

Na pewno dużo osób zastanawiało się nad pomocą osobom, których los okrutnie potraktował. I ja też często o tym myślałam.
Dlatego w zeszłym roku przed Świętami Bożego Narodzenia zaczęłam poważnie zastanawiać się nad wzięciem udziału w Szlachetnej Paczce. Chciałam bardzo pomóc komuś na prawdę potrzebującemu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że większość przedstawionych rodzin to patologia, na ogół alkoholicy lub najzwyczajniej w świecie lenie i nieroby. Jedna z rodzin miała dwóch już dorosłych synów i jednego prawie dorosłego, którzy nie mieli żadnego zajęcia, ani pracy. Rodzice tych chłopaków byli całkiem młodzi, ot coś 40 lat z hakiem. Rozumiecie to? Bo ja nie. 5 w zasadzie dorosłych i zdrowych osób, które nic nie robią, by poprawić swój byt materialny. Tego typu ludzie proszą o wsparcie finansowe i rzeczowe typu meble, środki czystości, czy spożywkę. SORY, ale takich osób nie zamierzam wspierać. Co innego, schorowani, starsi, czy skrzywdzeni przez los.
Nam też się nie przelewa, zwłaszcza, że ja nie pracuję, więc tak na prawdę żyjemy z jednej pensji, nie licząc mojej ubogiej renty. Moje leczenie niestety sporo miesięcznie kosztuje. Dlaczego więc odmawiając sobie wielu rzeczy, mam obdarowywać innych przykładając rękę do szerzenia się nieróbstwa i kombinatorstwa?

Nie oznacza to jednak, że jestem bezduszną osobą, Ci co mnie znają wiedzą, że nie skrzywdzę nawet przysłowiowej muchy ;) Bardzo lubię pomagać i chcę czuć się potrzebna, bo to dodaje mi skrzydeł. Uwielbiam jak ludzie się uśmiechają i przez chwilę mogą zapomnieć o swoich problemach. Niestety moje zdrowie, a raczej jego brak, ciągle staje mi na drodze i ogranicza wszelkie plany i pole działania.

Pamiętam jak kiedyś zaczepiła mnie kobieta i prosiła o pieniądze na jedzenie. Powiedziała, że straciła pracę i sama wychowuje kilkoro dzieci (nie pamiętam, czy to było troje, czy może czworo) i liczy się dla niej każdy grosz. Popatrzyłam na nią ze współczuciem i powiedziałam: „nie dam pani pieniędzy, ale proszę ze mną podejść tu do sklepu, to kupię potrzebne produkty do jedzenia”. Nie ukrywam, że kilka razy tym tekstem wystraszyłam potencjalnych udawaczy głodu. Ku mojemu zdziwieniu kobieta zgodziła się na moją propozycję. Weszłyśmy więc do sklepu. Powiedziałam owej kobiecie, żeby wybrała sobie to co potrzebuje, a ja zapłacę za jej zakupy. Widać, że była to skromna osoba i oszczędna, bo cały czas zerkała na ceny. Kupiłyśmy wtedy trochę słodyczy dla dzieciaków i parę podstawowych produktów spożywczych. Popatrzyłyśmy na siebie i w jej oczach dostrzegłam iskierkę szczęścia i wdzięczności. Podziękowała mi i odeszła. Dużo myślałam potem o tej kobiecie, jak sobie radzi, czy jej dzieci mają co jeść. To było na prawdę mega uczucie zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Byłam wtedy bardzo młoda i jeszcze mało doświadczona, bo teraz znając siebie, pewnie bym wzięła namiary od tej kobiety i zaproponowała jakąś pomoc może znaleźć pracę, albo pomóc przy dzieciach, albo nawet zaprosić na święta do siebie. Jest dużo możliwości, no ale cóż nie ma co patrzeć wstecz tylko trzeba iść do przodu i ulepszać siebie :)

Pisząc to wszystko, przypomniał mi się jeszcze pewien nastolatek. Czasem robiąc zakupy w markecie przy pakowaniu do samochodu podchodził i prosił, ale nie o kasę tylko o jedzenie  dla swojego rodzeństwa. Miał podobno chorą mamę i jeszcze czworo małego rodzeństwa. Zawsze mówił, że może być cokolwiek. Dawałam więc czasem owoce lub wędlinę, albo pieczywo, czy słodycze. Też widziałam radość w jego oczach, a szczere słowo dziękuję potrafiło całkowicie zmiękczyć moje serducho :) Od dłuższego czasu już go nie widuję.

Za to jest teraz moda na odwożenie wózka przez miejscowych pijaczków, co by mogli monetę zachować dla siebie. Śmiać mi się chciało kiedyś, jak wkładając z mężem zakupy do samochodu podszedł do nas taki mega żul i zapytał, czy może odwieźć wózek. Mąż odpowiedział, że oczywiście, tylko tam jest włożony żeton zamiast monety. No mina żula bezcenna, a jak szybko się oddalił. I mężullo biedaczysko sam musiał niestety ten wózek dostarczyć na miejsce :)

Trochę przykładów przytoczyłam i ciekawa jestem Waszej opinii. Co Wy myślicie w tym temacie, i czy Was też spotkały takie, bądź może podobne sytuacje w życiu?

A tak na koniec zapraszam do obejrzenia wzruszającej historii, która potwierdza fakt, że dobro powraca :)