Nowa/stara reforma szkolnictwa.

Od kilku dni trwają dyskusje w sprawie zmian w szkolnictwie jakie podpisał nasz prezydent, śmiesznie zwanej  ”nową reformą szkolnictwa” …  hmm .. a ja myślałam, że jest to przywrócenie starych zasad, wcześniej obowiązujących. No cóż może się myliłam, nowy Prezydent, niech będzie i nowa reforma ;)
Przyglądam się temu wszystkiemu i kompletnie nie rozumiem o co chodzi, bo myślę, że nasze społeczeństwo tak do końca nie wie czego chce. Nasz naród chyba ogólnie jest na „nie” bez względu na to co ma dla nas do zaoferowania rząd. Pamiętam jak weszła uchwała o wprowadzeniu gimnazjów, rodzice byli tym faktem mocno podenerwowani. Głośno protestowali, żądając przywrócenia starego sytemu i zlikwidowania gimnazjów. Teraz, gdy co prawda po kilku latach, ale ich żądania zostały wysłuchane, nagle wszystkim się odwidziało.  Wiem, że jest to polityka naszego kraju, na której tak do końca się nie znam i nie zamierzam się w to wgłębiać, wiem też, że w związku z tym wielu nauczycieli straci pracę. No i myślę, że w tym tkwi największy problem, bo moim zdaniem tym najbardziej pikietującym wcale nie chodzi o dobro dzieci. Według mnie wielu dobrych nauczycieli wyjechało za granicę, a Ci co pozostali nie musza się martwic o etat, bo na pewno znajdą pracę. Tu chodzi o tych pseudo nauczycieli, o tych co chcą tylko odbębnić swoje, nie potrafią umiejętnie przekazać wiedzy, nie mają podejścia pedagogicznego do dzieci i młodzieży. Tu chodzi o tych, których jest coraz więcej, na których my rodzice się uskarżamy. Ręka, rękę myje, stałe posadki po znajomości, i tak to wszystko się kręciło, a teraz likwidacja gimnazjum stawia tych wszystkich pseudo pod znakiem zapytania.

Zdaję sobie sprawę, że swoim wpisem najprawdopodobniej wbiłam kij w mrowisko i tym samym spadnie na mnie lawina przykrych komentarzy, a nawet hejtów. Pomimo to postanowiłam napisać swoje spostrzeżenia i opinie na ten temat, które są poprzedzone pewnym doświadczeniem, którego nabyłam jako rodzic dziecka uczącego się i przechodzącego przez różne etapy szkolnictwa. Mój syn jest rocznikiem, który rozpoczynał większość eksperymentów edukacyjnych. Mianowicie, ocena opisowa od 1 – 3 klasy (co było dla mnie pozbawione sensu), coroczne testy sprawdzające, w tym najważniejszy na zakończenie 3 i 6 klasy (bardzo stresujące dla dzieciaków) i nowa matura.
Z biegiem czasu, z biegiem lat i z tym co doświadczyłam i zaobserwowałam podczas edukacji mojego syna, jako rodzic z całą pewnością popieram decyzję Prezydenta o zlikwidowaniu gimnazjów. Myślę, że niektórzy rodzice wiedzą co mam na myśli.

Syn był bardzo zdolnym dzieckiem (teraz jest mężczyzną :) ) nie musiał się jakoś specjalnie wysilać by mieć dobre oceny. Dodatkowo jest uzdolniony muzycznie.
Szkoła podstawowa do której chodził miała wysoki poziom nauczania co działało na niego  szczególnie mobilizująco. Pani wychowawczyni w 6 klasie napomknęła, że ma wejść w życie system dodatkowego, indywidualnego nauczania dla dzieci wybitnie uzdolnionych i widzi w tym programie naszego syna. Oczywiście pomysł umarł śmiercią naturalną, a że była to ostatnia klasa, myślami byliśmy już w gimnazjum. Jako młodzi i niedoświadczeni jeszcze rodzice kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zabrać za wybór kolejnej szkoły.  Nie zdawaliśmy sobie też sprawy, że nasza decyzja może mieć aż taki wpływ na przyszłość syna, ale o tym napiszę kiedy indziej. Nasz wybór padł na jedno z pobliskich gimnazjów, bardziej ze względu na leszy dojazd, które okazało się w praktyce jedną z gorszych szkół. Był tam bardzo niski poziom. Zbieranina dzieci z różnych grup społecznych, niekompetentni nauczyciele, z którymi były problemy, to niestety miało zły wpływ na naszego syna. Na początku zależało mu na nauce, a że był jednym z lepszych w klasie, to spoczął na laurach i przestał się całkiem uczyć, jego aktywność i kreatywność na lekcjach była w bulwersujący sposób gaszona i krytykowana przez nauczycieli. Bardzo żałowaliśmy z mężem, że tak to wszystko się potoczyło. Po części czuliśmy żal do grona pedagogicznego, że jako eksperci nie ukierunkowali nas co do dalszej edukacji syna i mieliśmy też wyrzuty sumienia, że sami nie zaangażowaliśmy się bardziej w wybór gimnazjum. Po co Wam o tym piszę? Otóż uważam, że gdyby nie było gimnazjów i syn zostałby w tej szkole podstawowej, z której byliśmy bardzo zadowoleni, najprawdopodobniej nie byłoby tych problemów, które mieliśmy po zmianie szkoły. Z pewnością jego zdyscyplinowanie, mobilizacja i ambicje byłyby o wiele większe i mogłyby przynieść dużo lepsze efekty.

No wiec uogólniając, ja widzę same plusy z powrotu „nowej” reformy. Przede wszystkim zminimalizowanie stresu wśród dzieciaków, które za wcześnie były przerzucane w nowe środowisko. Nieznani nauczyciele, którzy nic nie wiedzieli o swoich nowych uczniach, nowi koledzy i koleżanki, nowe zasady panujące w nowym budynku. I po co? Zanim dzieciaki zdążyły się zaaklimatyzować musiały stanąć przed kolejnym wyborem szkoły i kolejnym stresem, czy aby ta następna nie będzie gorsza, oby tylko była lepsza od poprzedniej.
Drugim takim problemem związanym z gimnazjum był brak poczucia bezpieczeństwa. Wiadomo, jak wszystko jest obce, to i nie tylko dziecko, ale też ogólnie człowiek czuje się nieswojo, niekomfortowo. Często też dzieci by dostać się do nowej szkoły musiały pokonać duże odległości, nie wszędzie był zapewniony transport z i do szkoły co wiązało się z dodatkowym problemem, jak bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Rodzice nie zawsze mogli podwieźć lub odebrać dziecko, czasem zajęcia trwały do późnych godzin popołudniowych, co wiązało się z niebezpiecznym powrotem do domu.
I kolejnym takim istotnym problemem, który miał miejsce w przypadku mojego syna i który pokrótce opisałam powyżej, było pogorszenie poziomu nauczania, który ma na prawdę wielkie znaczenie, bo może zniszczyć dotychczas osiągnięty efekt pracy i systematyczności u dziecka. Dzieci czasem mając problem z akceptacją przez rówieśników i nauczycieli mogą mieć problemy z odnalezieniem się w nowej sytuacji, a co za tym idzie reagują buntem i pogorszeniem zachowania, bo trzeba wziąć też pod uwagę to, że w tym mniej więcej wieku, dzieci zaczynają okres dojrzewania i ich gospodarka hormonalna diametralnie się zmienia.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każda taka większa, poważniejsza zmiana niesie za sobą ogólny chaos i potrzebne będzie trochę czasu zanim to wszystko się ustatkuje, tylko pojawia się pytanie, czy w między czasie znów się coś w naszym obecnym lub nowym rządzie nie urodzi i tak będą sobie lawirować tymi ustawami w różne strony narażając społeczeństwo na dodatkowe koszty i stres.

Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie w tym temacie. Jeśli jest coś czego tu nie napisałam bądź według Was mam mylne zdanie, to chętnie zapoznam się z Waszą opinią i argumentami.

Jaka przyszłość czeka Nasze Dzieci – czy Emigracja to dobre rozwiązanie?

 

Na pewno wielu rodziców tych całkiem maleńkich i tych już prawie dorosłych dzieci zastanawia się jak będzie wyglądała ich przyszłość. Czy poradzą sobie w życiu, czym się będą zajmować, jakimi będą ludźmi? Tym podobnych pytań znalazłaby się jeszcze cała masa.
Jak wiecie, ja mam można by rzec dorosłego syna bo co prawda skończył już te 18 lat ale uważam, że wiek to jedno, a dojrzałość emocjonalna  i doświadczenie, którego człowiek nabywa dużo później to drugie.
W momencie gdy w naszym związku narodził się nasz synek wszystko zmieniło się o 180 stopni. Życie nabrało większego sensu i wartości. Większość naszych planów i podjętych decyzji wiązaliśmy z synem. Jako rodzic, który przeszedł przez pewne etapy w życiu swojego dziecka mogę z całą świadomością przyznać, że „małe dzieci to mały kłopot, a duże dzieci to duży kłopot”.
U malucha martwimy się chorobą, dbamy o to by się dobrze rozwijało, pomagamy w lekcjach, w miarę możliwości rozwijamy u niego pasje lub ukryte talenty.
Potem gdy nasza latorośl zaczyna dorastać to zapala się u nas czerwona lampka i co za tym idzie dodatkowy stres i strach, które towarzyszą nam już przez dalsze życie naszych pociech. Przeżywamy jak przeprowadzić nasze dziecko przez okres dojrzewania, jak sobie poradzić z jego rozterkami miłosnymi, jak pomóc w wyborze szkół, jak nim umiejętnie pokierować żeby wyrosło na porządnego człowieka.
Martwimy się też, żeby nie wpadło w złe towarzystwo i nałogi, które kuszą i czyhają na młodych ludzi na każdym kroku. Jak widać tych czynników jest bardzo wiele by nasz Świat zaczął kręcić się wokół naszych dzieci i bez względu na to jak wielkie będą nasze starania w wychowaniu to zawsze będziemy odczuwać wątpliwości czy aby na pewno wszystko dobrze zrobiliśmy lub gdzie popełniliśmy błąd na skutek, którego wynikły takie, a nie inne problemy w zachowaniu naszego dziecka. No cóż życie jest jakie jest i nie ma złotego środka i idealnych rozwiązań na perfekcyjną przyszłość naszej pociechy.

Z własnego doświadczenia wiem, że wybór szkół jest bardzo ważny bo od tego zależy jak będzie kształtować się osobowość i jak będzie przebiegał rozwój naszego dziecka.
Wiem, że w tej kwestii popełniliśmy z mężem kilka błędów. Nie mieliśmy doświadczenia i wsparcia pedagogów czym się kierować i na co zwracać uwagę bądź stawiać nacisk w edukacji naszego syna. Powiedziano nam tylko, że K. jest wybitnie uzdolniony i ma wysoki iloraz inteligencji. Na tym etapie jednak zakończyła się szkoła podstawowa i pozostawiono nas z tym faktem samym sobie.
Przyszedł czas żeby wybrać gimnazjum. Błędne i nieaktualne jak się potem okazało informacje uzyskane na temat pewnej szkoły oraz dogodna dla nas lokalizacja zadecydowały żeby tam własnie zgłosić syna.
Syn na początku świetnie dawał sobie radę. Niestety bardzo niski poziom tej szkoły
i niekompetentni nauczyciele, którzy kompletnie nie radzili sobie z młodzieżą zrobiły swoje. Wynikiem tego mamy w domu bardzo zdolnego lenia :) jak to ciągle słyszymy od nauczycieli i nabyte pewne złe zachowania wobec społeczeństwa. Teraz żałujemy, że nie przyłożyliśmy się żeby znaleźć synowi dobre gimnazjum reprezentujące wysoki poziom nauczania i całą masą dodatkowych zajęć bo przypuszczam, że mobilizowałoby go to do większej pracy nad sobą i swoimi ambicjami.
Często My rodzice słyszymy od pedagogów czy bliskich, że to wyłącznie My odpowiadamy za to gdy dziecko jest źle wychowane. I jak to wytłumaczyć? Przecież jak się głębiej nad tym zastanowić to okazuje się, że dzieci więcej czasu spędzają w żłobkach, przedszkolach czy szkołach niż w domu z rodzicami

Nie będę się rozpisywać o naszym szkolnictwie bo nie taki jest temat mojego dzisiejszego wpisu, a jak za pewne wiecie jest to temat rzeka.
Nasz syn jest obecnie w 3 klasie technikum i dużo rozmawia z nami na temat swojej przyszłości. Z niektórymi jego planami się zgadzamy i popieramy go, niektóre jednak staramy się mu w jakiś sposób wyperswadować. Może nie powinniśmy tego robić ale wiem, że taki młody człowiek ma zupełnie inne poglądy i wyobrażenia o życiu. Pamiętam gdy ja byłam w jego wieku zachowywałam się podobnie. Uważałam swoich rodziców za wrogów bo kompletnie się nie rozumieliśmy. Teraz mając swoje dziecko rozumiem, że nie ma się co dziwić bo przecież są to dwa różne światy, a rodziców i dzieci dzieli różnica pokoleniowa. Trzeba też wziąć pod uwagę, że czasy się zmieniają, a młodzież idzie z postępem ducha czasu.

Nasz syn ma dość poważne i ambitne plany na życie. Chce po zdaniu matury czyli za rok wyjechać do Niemiec i tam spróbować ułożyć sobie życie. Myśli o tym by studiować tam zaocznie i pracować. W tym roku chce we wakacje wyjechać do pracy i przy okazji się trochę rozglądnąć. Mocno przysiadł się do języka niemieckiego i zbiera wiele informacji dotyczących emigracji i pracy. Wiem, że jest to aż rok i mój syn może jeszcze wiele razy zmienić zdanie lub swoje plany ale gdyby szedł jednak w zaparte to nie ukrywam, że moje matczyne serce będzie tęsknić i martwić się o niego. Cóż zabronić mu nie mogę i nie chcę bo przecież siłą go nie zatrzymam. Ma prawo do własnego życia, a ja będę mu w tym kibicować żeby mu się powiodło i żeby szczęśliwie ułożył sobie życie, a że chce to zrobić na obczyźnie to już jego wybór.
Pocieszam się tym, że dużo ludzi emigruje i całkiem fajnie sobie radzą :)

Wszyscy dobrze wiemy jak nasz kraj podchodzi do młodych ludzi (z resztą nie tylko do młodych bo do wszystkich) ma ogólnie wywalone na swój lud taka jest smutna prawda. Za moich czasów gdy byłam gówniarą było zupełnie inaczej. Liczyły się szkoły i studia, o prace było dużo lepiej i firmę można było spokojnie założyć. A teraz porażka. Papier można sobie wsadzić w du…..pę, dobrą pracę dostać bez rekomendacji i układów nie ma opcji, a o założeniu firmy to już można sobie tylko pomarzyć. Wiem, że niektórym się jednak udaje ale są to raczej pojedyncze jednostki społeczne.

Nie będę więc robić problemów z wyjazdu syna. Jedno co to dużo mu tłumaczymy żeby bardzo uważał na siebie, miał oczy i uszy szeroko otwarte. Nie był naiwny i nie wierzył we wszystko co mu opowiadają. Nie dawał się zwieźć jakiejś niby super płatnej pracy, o której nic wcześniej nie słyszał tylko żeby dobrze wybadał grunt zanim podejmie jakąś konkretną decyzję. Na takich młodych ludzi wszędzie czają się niebezpieczne i podejrzane interesy. Mogą mu zabrać dokumenty i przetrzymywać go gdzieś nielegalnie żeby wykonywał czarna robotę lub sprzedać jego narządy do przeszczepów bo młody i zdrowy to jest mu co powycinać. Wiem, że może się za dużo filmów naoglądałam i kryminałów naczytałam ale jednak w każdej niby fikcji literackiej istnieje małe ziarenko prawdy. Powtarzam jeszcze synowi cały czas żeby zapamiętał sobie, że gdyby mu się nie powiodło i nie miałby kasy na powrót do domu to ma się pod żadnym pozorem nie unosić honorami i gdzieś włóczyć tylko nas zawiadomić, a my pomożemy mu wrócić do domu.

Pamiętajcie drodzy rodzice chociażbyście się nie wiem jak starali to nie jesteście w stanie uchronić swoich dzieci przed wszelkim złem i krzywdą jaka może je spotkać w życiu.
Im bardziej będziecie zabraniać im i sprzeciwiać się  we wszystkim co będą chcieli robić ze swoim życiem tym bardziej będą się one od Was odsuwać i uciekać w swój niedostępny dla Was Świat.
Po mimo swoich obaw i przykrych doświadczeń pozwólmy pociechom realizować ich plany i marzenia. Oni chcą się uczyć na własnych błędach i żyć własnym życiem.
Teraz to doskonale rozumiem bo przypominam sobie jak miałam te 18 lat i wykłócałam się z rodzicami o swoje racje i ciągle powtarzałam, że chcę iść swoją drogą i uczyć się na własnych błędach chociaż podobno na cudzych jest znacznie prościej i mniej boli.

Bardzo ciekawa jestem jakie jest Wasze zdanie. Może ktoś z Was ma doświadczenia związane z emigracją swoją lub bliskich i podzieli się nimi tutaj ze mną?

Na koniec mojej prelekcji tak na wesoło posłuchajcie sobie  Kabaret Smile & Kabaret Młodych Panów – „Piosenka o emigracji” :) Zapraszam …