Najważniejsze zagrożenia, jakie czyhają na nas, podczas wakacji …

Wakacje w pełni, a to wiąże się z nierozważnym i nieodpowiedzialnym zachowaniem ludzi. Młodzież szaleje, a brawura, szpan i brak wyobraźni dają o sobie znać w nawarstwiającej się liczbie zasłyszanych w mediach tragicznych ogłoszeń i informacji.
Na tej bazie powstało wiele spotów, które chciałam Wam tu dziś przedstawić.
Będzie dramatycznie, smutno i prawdziwie, ale uważam, że na publikowanie tego typu zdarzeń powinno się stawiać największy nacisk, by uświadamiać wszystkich o czyhających niebezpieczeństwach i tragediach.
Myślę, że taki brutalny i dosadny przekaz dociera najbardziej skutecznie, więc zapraszam Was na zastrzyk adrenaliny.

1. Dopalacze i środki odurzające. Dorośli, młodzież, a nawet dzieci są często ofiarami tych szkodliwych substancji. Kupowanie z nieznanych źródeł, mieszanie z alkoholem, czy w ogóle przyjmowanie ich jest bardzo niebezpieczne, naraża na ciężką utratę zdrowia, a nawet śmierć. Dobra zabawa, odprężenie, wyluzowanie, może na początku jest fajnie, ale po chwili konsekwencje przyjęcia czegokolwiek mogą być opłakane w skutkach. Niestety okres letni i wakacyjne wypady przyczyniają się do częstszego sięgania po tego typu środki odurzające, zwłaszcza za namową rówieśników.
Dlatego szczególnie w tym okresie, dorośli, rodzice, musicie zaostrzyć swoją czujność. Obserwujcie swoje pociechy, interesujcie się tym co robią, z kim się spotykają, trzymajcie rękę na pulsie, bo potem może być za późno, tak jak to było w tym przypadku, zobaczcie ….


2. Kąpieliska, pływanie. Lato, upały przyciągają większość ludzi nad wodę. Niestety nie wszyscy potrafią rozsądnie i odpowiedzialnie korzystać z wszelkich akwenów wodnych. Często nagrzani ze słońca wskakują do zimnej wody, a pod wpływem dużej różnicy temperatur następuje paraliż ciała, czy skurcze mięśni. Człowiek wtedy zaczyna się topić. Często zarówno młodzież, jak i dorośli pod wpływem alkoholu chcąc się popisać przed innymi, swoimi pseudo zdolnościami pływackimi, wypływają zbyt daleko lub skaczą w nieznanych miejscach do wody, co niestety może skończyć się tragicznie.
Dorośli, rodzice pilnujcie swoje dzieci, miejcie je cały czas na oku, by bez opieki nie wchodziły do wody. Tłumaczcie dużo i rozmawiajcie ze swoimi starszymi pociechami, by zachowały rozsądek i były ostrożne, by nie kusiły losu.
I oczywiście Wy dorośli nie wchodźcie do zimnej wody tacy nagrzani, a zwłaszcza po alkoholu, bo to może się źle dla Was skończyć.
To był moment, zobaczcie co spotkało Mariusza …


3. Członkowie rodziny, czyli zwierzaki. Niestety wakacje, okres urlopów i wyjazdów wiąże się z częstym porzucaniem swoich zwierzęcych pupili, najczęściej są to psy. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć, jak tak można nie mieć serca i litości. Najpierw nazywa się go przyjacielem, członkiem rodziny, a potem bez skrupułów pozostawia gdzieś na obcym terenie, mało tego, w bestialski sposób przywiązując do drzewa, pozostawiając tym samym na pewną śmierć. Mi na samą myśl serce się kraje i nie wyobrażam sobie żebyśmy mieli tak postąpić z naszą sunią.
Zawsze, gdy wyjeżdżaliśmy zostawialiśmy ją pod opieką rodziny i nigdy nie było z tym problemów, a nawet raz Szilka była z nami nad morzem, była przeszczęśliwa :)
Jednak nie wszystkie PIESY mają takich oddanych właścicieli.
Ten spot w taki szczególny sposób dociera do nas ze swoim przekazem,  zobaczcie …


4. Upał w samochodzie. Wiadomo, gdy jest gorąco to otwieramy okna w samochodzie, bądź włączamy klimatyzację. Trzeba jednak pamiętać, by nie przesadzić z ustawioną temperaturą w środku, by nie było zbyt dużej różnicy między tą na zewnątrz, a tą w środku. Temperaturę jaką ja ustawiam to minimum 20 stopni, niektórzy mają tylko 16, 17 stopni, a potem dziwią się, dlaczego często się przeziębiają.
Jest jednak coś co mrozi krew w żyłach. Ostatnio coraz częściej mówi się o przypadkach zostawienia zwierząt lub dzieci zamkniętych w samochodzie na upale. Nie wiem jak to się dzieje. Osobiście uważam, że osoby odpowiedzialne za to, najzwyczajniej w świecie są pozbawione tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za myślenie. Dla mnie w tej kwestii nie ma wytłumaczenia.
W tym punkcie pozwolę sobie przytoczyć dwa spoty.
Jak reagować i ratować dziecko z nagrzanego auta, zobaczcie …


Jak ratować psa pozostawionego w nagrzanym samochodzie ….



Nie bójmy się, reagujmy i pomagajmy.

W 4 punktach przedstawiłam, moim zdaniem najważniejsze zagrożenia wakacyjne, które mogą doprowadzić do poważnych i tragicznych konsekwencji.
Z tego miejsca, głośno apeluję, uważajcie, a przede wszystkim pomyślcie, zanim zrobicie coś, co zaważy na Waszym życiu i waszych bliskich.

A Wy moi drodzy czytelnicy, co sądzicie o tym, co tu dziś przeczytaliście? Może coś jeszcze Wam się nasunęło, o czym zapomniałam napisać? Czekam na Wasze sugestie i komentarze :)

Niech żyją wakacje? … czyli plusy i minusy

I tak od półtorej tygodnia mamy upragnione i wyczekiwane WAKACJE. Wzmożony okres urlopowy, ograniczona ilość personelu: to są minusy, które odczuwamy praktycznie na każdym kroku, ale za to plusy są bezcenne: wypoczynek, turystyka, odprężenie, cieplej, więcej słonka itp. Najbardziej na ten  czas czekają dzieci i młodzież szkolna, by chociaż  przez te dwa miesiące nie musieć zaglądać do książek i zeszytów, by się zresetować :)
Dzieciaki wyjeżdżają na kolonie bądź obozy, starsze pociechy nawet same organizują sobie jakiś wypad, czy to z dziewczyną, czy ze znajomymi. Dlatego drodzy rodzice warto zainteresować się tym, gdzie i jak będą wypoczywać Wasze pociechy oraz jakim transportem mają zamiar podróżować. Teraz jak zapewne słyszeliście jest możliwość zgłoszenia na Policję, by sprawdzili dany autokar, czy jest na pewno sprawny i bezpiecznie dowiezie dzieci do celu.
Rodzice, którzy mają już w zasadzie samodzielne i dorosłe pociechy mają większe pole do popisu, bo mogą brać sobie urlop w okresie jaki im pasuje ponieważ wiadomo, że starsza młodzież nie chce już wyjeżdżać z wapniakami na wczasy ;)
Nasz synalek odkąd skończył 2 latka jeździł z nami przez kolejne kilka lat nad morze, dzięki temu uodpornił się i rzadko chorował. Następnie będąc w wieku szkolnym przez kilka lat latał z nami i z dziadkami za granicę, trzeba przyznać, że zwiedził i widział wiele.

Skończywszy 15 lat syn nie chciał już z nami wyjeżdżać, zaczęłam więc szukać jakiegoś obozu dla niego. K. jest otwarty na wszelkie nowości, wszystko go interesuje, jest aktywny i lubi próbować różnych nowych dziedzin sportowych. Znalazłam, więc coś co go zainteresowało. I tak to sam pojechał  z Krakowa nad morze, na obóz windsurfingowy. Wsadziliśmy go na dworcu w autobus, poprosiliśmy kierowców, by mieli go na oku. I tak nasz synal jechał sobie przez całą noc, a ja denerwując się nie zmrużyłam oka do rana. Objechało nasze dziecię szczęśliwie w obie strony :)
Zadowolony i zakręcony na punkcie deski za rok pojechał z kolegą, też autobusem. Natomiast za trzecim razem obaj pojechali już z nami samochodem, bo zatęskniliśmy za naszym morzem, a przy okazji mieliśmy młodzież na oku ;)
Przez kolejne 2 lata syn ciężko pracował przez półtorej miesiąca w czasie wakacji, by zarobić sobie na wspólny wyjazd z dziewczyną za granicę. W jednym roku byli w Tunezji, a w drugim w Turcji. Jestem dumna z niego, że tak dobrze sobie radzi i nie boi się żadnej pracy. Jestem spokojna o niego i wiem, że w przyszłości z głodu nie zginie :)

Wakacje dla rodziców pracujących i mających malutkie dzieci to poniekąd problem, bo często w miasteczkach, czy na wsiach zamykane są żłobki i przedszkola na całe 2 miesiące.  Szczęśliwie się składa, gdy tylko przez miesiąc jest zamknięte i dodatkowo w tym czasie jest dostępna placówka dyżurna. Nie zawsze pod ręką są bowiem dziadkowie, czy inni bliscy, by mogli w tym okresie zająć się maluchem.
Najczęściej jest tak, że przedszkole jest nieczynne przez miesiąc i niestety nie ma żadnego innego dyżurującego. Znam takie osoby, które radzą sobie w ten sposób, przez pierwsze dwa tygodnie jedzie tata z dzieckiem, a przez drugie dwa, mama. Niestety nie są w stanie oboje dostać miesiąca urlopu w tym samym czasie. No cóż, jest to trudna i na pewno przykra sytuacja dla obojga rodziców, która przedstawia fakt, iż nie wszyscy mogą spędzać wczasy wspólnie.

Takim istotnym minusem tych wakacji, który przyszedł mi na myśl jest jeszcze dodatkowe obciążenie naszego portfela.
Okres urlopowy, wyjazdy, wycieczki i oczywiście zapewnienie dzieciakom jakiegoś zajęcia, czy wszelkich rozrywek, by przypadkiem się zbytnio nie nudziły, to niestety  mocno uszczupla nasz budżet.

Kolejnym takim zagadnieniem, które chciałam tu jeszcze poruszyć jest kierunek, miejsce i sposób,  w jakim lubicie wypoczywać.
KIERUNEK – co was bardziej satysfakcjonuje, nasze morze, czy jakieś zagraniczne,
ciepłe, a może góry te krajowe, bądź zagraniczne?
Jestem wysoko ciśnieniowcem, więc lepiej czuję się na terenach nizinnych, a poza tym zdecydowanie wolę ciepłe morze i dużo słonka :) Są za granicą takie miejsca, gdzie jest zarówno morze, jak i góry np. na Riwierze Tureckiej, gdzie byliśmy i ponoć Chorwacja oraz Portugalska Madera. Z polskich miejsc kocham nasz Bałtyk, czuję się tam jak ryba w wodzie :) Dlatego jak tylko są ku temu możliwości, to staramy się go, od czasu do czasu odwiedzić.
Mąż lubi góry, kilkukrotnie z synem robili sobie takie męskie, górskie wycieczki, bo ja niestety nie dam rady wędrować po tego typu terenach.

MIEJSCE – wolicie bardziej zaludnioną i imprezową, czy spokojniejszą okolicę, gdzie można wypocząć w ciszy bez zgiełku i tłumów? A może jest Wam wszystko jedno?
My jeżeli jedziemy za granicę, to liczymy się z tym, że ogólnie będzie głośniej. Zależy to też po części od hotelu i okresu wypoczynku. Jeżeli wybierzemy się gdzieś poza sezonem, wtedy jest zdecydowanie mniej osób z dziećmi oraz im więcej atrakcji, zwłaszcza dla dzieci, tym więcej rodzin tam przebywa. Jak Polska to tylko Bałtyk, bardzo spodobały nam się okolice Helu, zwłaszcza Chałupy i Kuźnice. Ogólnie spokojnie, jest gdzie spacerować, plaża nie jest przeludniona i nie trzeba nigdzie daleko chodzić, bo np. Kuźnice mają najwęższy punkt lądowy. Z jednej strony zatoka pucka, a z drugiej morze.
Piękny widok :) Jest to oczywiście raj dla windsurferów i kitesurferów. Mój mąż też próbował swoich sił w pływaniu na desce i muszę Wam powiedzieć, że całkiem nieźle mu szło :)

SPOSÓB w jaki lubicie wypoczywać, czy biernie, czy może czynnie? Jedni lubią cały czas coś zwiedzać, wspinać się po górach, czy uprawiać różne sporty, a inni wolą poleżeć na leżaczku i poopalać się, poczytać książkę, popływać, pospać.
Ja bardzo lubię poleżeć na leżaku do słonka, poczytać książkę, czy pospacerować trochę. Lubię też zwiedzać pod warunkiem, że nie trzeba gdzieś daleko i dużo chodzić. Natomiast, gdy jesteśmy gdzieś za granicą uwielbiam chodzić wieczorami po sklepach, tam mają fajne rzeczy, zwłaszcza w Turcji. Dużo ciuchów innych niż u nas, w przystępnej cenie i bardzo dobrym gatunku, a podróbek tam Ci dostatek :)

Mam taki pomysł żeby opisać miejsca, w których byliśmy i umieścić jakieś wskazówki, czy rady. Wielu z nich już nie pamiętam, zwłaszcza tych, gdy syn był mały, ale może podczas pisania mi się coś przypomni. Co Wy na to?

A tutaj posłuchajcie jak śpiewa o wakacjach Majka Jeżowska :)


Na ten okres wakacyjny chciałam wszystkim dużym i małym życzyć udanego wypoczynku, dużo słonka, wielu wrażeń oraz zdrowych i bezpiecznych WAKACJI  :)

Ostatniego dnia, tych pamiętnych wakacji…

Tak na marginesie chciałam Was poinformować, że zabieg miał być 8 marca, ale z powodu grypy jaka mnie dopadła, został przełożony i odbędzie się już po Świętach Wielkanocnych. W dalszym ciągu przyjmuję od Was wszelaką dobrą energię, która umacnia mnie coraz bardziej w przekonaniu, że wszystko na pewno się uda :)
Tym wpisem rozpocznę moją historię, o tym co mnie spotkało nad morzem, byście mogli lepiej zrozumieć mnie, mój strach i obawy, co dalej ze mną będzie …
Dobrze kojarzycie, tytuł postu jest zdaniem wyrwanym z piosenki pt. „Agnieszka”  zespołu Łzy.
Ciężko jest mi o tym pisać przywołując tym samym przykre wspomnienia, ale pomimo wszystko, chcę wyrzucić to z siebie, dając Wam świadectwo tego, że moje życie to CUD, do którego przyczyniło się wiele życzliwych mi osób: znajomi, bliscy i przede wszystkim Wy moi kochani czytelnicy. Przesyłaliście mi swoją dobrą energię, modlitwę, swoich Aniołów Stróży.

Bóg wszystkich wysłuchał i pomimo cierpienia jakie przeszłam (wierzcie mi ciężko to  opisać słowami) ocalałam, jestem i żyję :)

ZAPRASZAM na odcinek I

DSC03572

Piękny Bałtyk, jedyny w swoim rodzaju, który kocham bezgranicznie  :)

Nasz dwutygodniowy urlop dobiegał końca. Dzień przed wyjazdem do domu planowaliśmy, jak spędzimy ten ostatni dzień  wspaniałego pobytu nad morzem. Zamówiliśmy smaczną wędzoną rybkę, którą nazajutrz mieliśmy wziąć ze sobą w naszą podróż do domu, by rodzinka mogła pokosztować nadmorskich specjałów :) Polecam pysznego wędzonego Łososia bałtyckiego, dużo lepszy od norweskiego i oczywiście fląderkę też wędzoną, PYSZOTA :)
Mąż miał jeszcze iść na koniec sobie poserfować, bo jak za pewne wiecie, Półwysep Helski i Chałupy słyną z szusowania na desce, a ja miałam w tym czasie pakować ten nasz majdan. Cieszyliśmy się, że wracamy do domu, tacy wypoczęci, opaleni, wyciszeni i pełni gotowości do dalszego życia. Powrót był zaplanowany na środę w godzinach nocnych. W niedzielę czekała nas ważna uroczystość rodzinna, a mianowicie chrzest mojej siostrzenicy, której chrzestnym miał być mój syn :)
Niestety, jak to w życiu bywa, nie zawsze jest sielankowo.

DSC03628

Zatoka Pucka, która jest mekką dla windsurferów i kitesurferów  :)

Otóż w środę nad ranem coś około 5:00 obudziły mnie silne bóle brzucha, które narastały z każdą minutą. Zaniepokojona obudziłam męża, który widząc mnie zwijającą się, natychmiast skoczył na równe nogi.
Powiedział: – Aga, nie ma na co czekać, musimy wezwać karetkę, bo to są te same bóle, które miałaś w zeszłym roku.
Zgodziłam się bez wahania, było mi wszystko jedno, byleby przestało boleć. Mąż migiem poszedł do właścicielki, by uregulować wpłatę za nasz pobyt w jej slamsach. Inaczej się nie dało nazwać tej nory, w której wypoczywaliśmy. Staraliśmy się tam jak najmniej przebywać, dużo spacerowaliśmy.
Po zapłaceniu, P. zadzwonił na pogotowie. Powiedziano mu, że szybciej będzie, jak sam przywiezie mnie do nich. Bez zastanowienia, zaczął więc szybko wszystko wrzucać do walizek, pomógł mi się ubrać i już po półgodzinie siedzieliśmy w aucie gotowi do drogi.
Brzuch tak bardzo mnie bolał, że wrzeszcząc i kuląc się, chciałam jak najszybciej znaleźć się na miejscu :(  Po około pół godzinie wreszcie dotarliśmy. Mąż pobiegł po wózek i szybko zawiózł mnie na SOR, gdzie na szczęście od razu mnie przyjęli.
Po wejściu do gabinetu, o zgrozo, moim oczom ukazał się doktorek w sędziwym wieku, tak na moje oko około 80 lat, a u jego boku pielęgniarka, która większość badań i decyzji podejmowała za kompletnie nie kumatego lekarza. Po okazaniu mu moich kart informacyjnych z wcześniejszych pobytów w szpitalach, podsumował to jednym zdaniem: - Dziwię się, że taka schorowana osoba gdziekolwiek wyjeżdża, powinna pani siedzieć w domu. Mnie po prostu zatkało, lecz nie miałam siły tego komentować.
Po tej całej  bezsensownej rozmowie doktor i piguła zlecili mi kroplówkę z elektrolitami, by mnie nawodnić i Ketonal (mocny środek przeciwbólowy). Następnie zawieźli mnie do takiej obskurnej i ciasnej sali, gdzie ledwo zmieściły się trzy łózka. Leżały tam już dwie kobiety. Jedna starsza z problemami trawiennymi i druga młoda, która została przywieziona z utratą przytomności i zaburzeniami akcji serca.

Podłączono mi kroplówkę i lek przeciwbólowy, który powoli zaczął działać.
W między czasie do młodej kobiety (tak na oko 20 paroletniej) przyszli policjanci i zaczęli ją  wypytywać, czy przypadkiem nie wzięła jakichś narkotyków. Dziewczyna wspomniała, że sama nic nie brała, ale, że była na imprezie z kumpelą i może ktoś jej coś dosypał do picia. No więc zlecono jej pobranie krwi na toksykologię. Wynik okazał się pozytywny, w jej organizmie znajdował się narkotyk, nie pamiętam dokładnie co to było, ale wnioskując po jej wyjaśnieniach, najprawdopodobniej była to Marycha. Na sali ponownie pojawili się policjanci i zaczęli już bardziej nachalnie maglować ową młoda damę. W końcu przyznała się, że na imprezie obie z koleżanką piły alkohol i paliły trawkę. Policjanci udzielili jej pouczenia i opuścili salę. Lekarz powiedział, że miała kupę szczęścia, że tak to się skończyło, że mogła nawet stracić życie. Jej organizm mocno się zbuntował po mieszance alkoholu i narkotyku, natomiast jej koleżance nic na szczęście się nie stało.
Słyszę czasem o młodzieży, która próbuje i eksperymentuje z tymi niebezpiecznymi substancjami nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji i niebezpiecznych konsekwencji.
Tłumaczą się, że to tylko raz, tak na wyluzowanie się, spróbowanie, że przecież Marihuana ma właściwości lecznicze. Pomijając pewną głośną sprawę o lekarzu, który podawał ten narkotyk dzieciom chorym (dla zainteresowanych, tutaj znajdziecie artykuł na ten temat KLIK ), jakoś nie mam do końca przekonania, by to był środek leczniczy. Aczkolwiek na pewno, nie w dużych ilościach, z niewiadomego pochodzenia i w połączeniu z alkoholem.
Przepraszam, że zboczyłam trochę z tematu, ale przy tej okazji musiałam też wspomnieć o tym wielkim problemie występującym wśród młodzieży, i nie tylko.
W swoim jak mniemam kilkuodcinkowym opowiadaniu oprócz problemu zdrowotnego,  będę też analizować inne ważne  sytuacje, które mają wpływ na nasze życie.

Dla tych co słyszeli i nie słyszeli, POSŁUCHAJCIE …


Wracając jednak do głównego tematu, po podaniu leków moje dolegliwości bólowe trochę się wyciszyły, jednak nie na długo. W związku z tym, że nadal nie było wiadomo co mi jest, zlecono kolejne badania. Wyobraźcie sobie, że ten budynek był na tyle stary, że nie było w nim windy, więc by dostarczyć mnie na konsultację ginekologiczną bądź na RTG klatki piersiowej, dwóch osiłków woziło mnie na takim stołku z kółkami. Pech chciał, że gabinet ginekologiczny był piętro niżej od SORu, a RTG piętro wyżej niż SOR. To była jakaś masakra, tak mnie wytyrpali i wytrzepali na tych schodach, że boleści brzucha wróciły na nowo i to z podwójną siłą. Wrzeszcząca i wyjąca z bólu dotarłam z powrotem na poczekalnię tzw. SORu. Wszyscy na mnie patrzyli wzrokiem bazyliszka :( Myśląc pewnie, co to za baba, musi być jakaś nienormalna, że się tak wydziera.
Z gabinetu lekarza wyszła pielęgniarka i spytała dlaczego tak krzyczę, odparłam, że brzuch znów mnie strasznie zaczął boleć. Mąż wspomniał, że to na pewno po tych wstrząsach, podczas wożenia mnie po schodach tam i z powrotem. Oburzona Piguła powiedziała, że więcej przeciwbólowych mi nie może podać i poszła sobie. Lekarz dziadzio przeglądnął wyniki i stwierdził, że on kompletnie nie wie co mi się dzieje i proponuje przewiezienie mnie na SOR przyszpitalny. Zgodziliśmy się oczywiście , ale  musieliśmy poczekać na karetkę, która po dłuższej chwili zabrała mnie do Wejherowa.  Znajdował się tam bowiem duży szpital z Oddziałem Ratunkowym. Pojechałam więc w kolejną podróż z nadzieją, że wreszcie ktoś ulży mojemu cierpieniu :(

Co takiego ciekawego dowiedziała się Stąpająca Stopa – ciąg dalszy.

Poradnik Niepełnosprawnego podróżnika – TURCJA :)    - część I
Jak to „stąpająca stopa” poradziła sobie na urlopie – Turcja II   - część II

CZĘŚĆ III
Po śniadaniu udaliśmy się na małe zwiedzanie posiadłości, na której mieliśmy mieszkać przez kolejne 14 dni. Poczłapaliśmy w stronę plaży położonej bardzo blisko hotelu, bo około 200 m. Okazało się, że dla stąpającej stopy była to odległość nie do pokonania. Załamałam się, bo być tak blisko morza i nie móc do niego dojść, było dla mnie rzeczą niewyobrażalną. Coraz bardziej żałowałam, że nie posłuchałam męża, który sugerował, żebyśmy pożyczyli wózek inwalidzki w Polsce i wzięli go ze sobą. No, ale skoro dotarłam prawie pod plażę, to teraz musiałam jakoś wrócić. Wtedy mój wspaniałomyślny mąż powiedział, żebyśmy poszli skrótem, który to odkrył, podczas porannego dżogingu. Jako, że to ja uchodziłam za tą, co ma słabą orientację w terenie, zdałam się całkowicie na jego perfekcyjną intuicję. I drobnym kroczkiem poczłapaliśmy z powrotem w stronę hotelu. Jakoś ten skrót zaczął się dziwnie wydłużać, bo okazało się, że mężullo źle skojarzył drogę i nie ma przejścia między hotelami, tylko trzeba zaiwaniać do głównej, a potem dopiero skręcić do hotelu. Nie chcielibyście słyszeć, w jaki sposób wyrażałam swoje niezadowolenie ;)
Stąpająca stopa coraz bardziej bolała i ślubny był zmuszony nieść mnie co kawałek na barana. Po dłuższej chwili, udało nam się wreszcie dotrzeć na miejsce.
Byłam mega wkurzona, ale gdy zobaczyłam zafrasowaną minę P. i do tego usłyszałam: „przepraszam Cię, nie zrobiłem tego specjalnie, chciałem Ci skrócić drogę, żeby Cię ta stopa nie bolała”, uśmiechnęłam się i wszelkie złości poszły precz :)

Taki apetycznie przyrządzony barek z sałatkami :)

DSC03350

Po tej niezbyt udanej wycieczce poszliśmy na lancz. Stołówka była duża, bardzo przyjemnie urządzona, ale najważniejsze, że było dużo pysznego jedzonka  :)
Po posiłku mieliśmy iść na recepcję, ponieważ miało odbyć się spotkanie z naszą rezydentką. Mężullo wrócił się jeszcze na chwilę do pokoju, a ja powoli pokuśtykałam na miejsce. Naszej rezydentki jeszcze nie było, ale przy jednym ze stolików siedziała  reprezentantka innego biura i rozmawiała po Polsku z taką starszą panią, na oko gdzieś 70 lat z hakiem.  Usłyszałam, że rozmawiają o wycieczkach. Przywitałam się i zagadnęłam parę słów, następnie usiadłam kawałek dalej. W tym czasie nadszedł mój ślubny. Usłyszawszy nasz ojczysty język podszedł ochoczo do owych pań. Zapytał o naszą rezydentkę, na co starsza pani takim rozanielonym głosem z uśmiechem na ustach spytała mojego męża: „a może przejechałby się pan z nami na wycieczkę?”
Na co mój nic nie kapujący mąż odpowiedział: „niestety moja żona ma złamana stopę i nie może dużo chodzić, więc nie damy rady”. W tym momencie zobaczyłam grymas niezadowolenia na twarzy owej białogłowej i usłyszałam taki zawiedziony ton wypowiadający „aha”. P. grzecznie się pożegnał i podszedł do mnie. Jak zobaczył banana na mojej twarzy, to chyba zakapował, bo zapytał: „i z czego się tak cieszysz kobieto?” Nie mogąc się powstrzymać od śmiechu, odpowiedziałam: „no kochanie, miałeś rwanie, ta pani najwyraźniej była Tobą zainteresowana, liczyła pewnie na to, że pojedziesz z nią na wycieczkę”. :D
Swoją drogą, to dobrze, że nie była to jakaś atrakcyjna laska, bo przypuszczam, że wtedy nie byłoby mi tak wesoło ;)

Pośmialiśmy się oboje jeszcze przez chwilę, bo na horyzoncie pojawiła się nasza rezydentka. Na spotkaniu byliśmy tylko my, więc mogliśmy pozwolić sobie na taką luźną rozmowę. Pani była bardzo uprzejma i sympatyczna. Dowiedzieliśmy się od niej mnóstwo ciekawych rzeczy. Mianowicie spytaliśmy o wypożyczenie wózka inwalidzkiego. Po jej konsultacji z recepcją okazało się, że hotel może wypożyczyć taki wózek dla mnie, ale tylko do poruszania się na terenie hotelu. Poinformowano nas też, że czasem niektóre duże hotele mają takie wózki na własność. Szczerze mówiąc nie urządzało mnie to, bo ja chciałam się dostać do morza i pobliskich sklepów. Zrezygnowaliśmy więc z tej opcji. Wiedziałam, że, kto jak kto, ale ja na pewno sobie poradzę :)
Zgłosiliśmy też problem z mrówkami, który nasza pani  przekazała do recepcji.
Miło nam się gawędziło i od słowa do słowa, okazało się, że rezydentka ma męża Turka i mieszka od dwóch lat w Turcji. Bardzo nas to zaintrygowało, więc z naszej strony padło wiele pytań. Oczywiście jak się domyślacie, jednym z nich było:

MY – Czy nie bała się pani poślubić Turka i zamieszkać z nim tutaj?
ONA – Obecnego męża poznałam na studiach w Polsce. Robił wówczas drugi fakultet, hotelarstwo. Zanim przyleciałam tu na stałe poznałam też jego rodzinę, która przyjęła mnie bardzo ciepło i serdecznie.
Moi rodzice obawiali się naszego związku, więc żeby ich uspokoić i sobie                           udowodnić, iż nic mi nie grozi z ich strony, byłam tutaj kilka razy, zanim                               zamieszkaliśmy w Turcji na stałe.
MY – To, jak to jest, że tyle złego się słyszy o tym narodzie?
ONA – Tak na prawdę za tego typu opinie o Turkach, odpowiedzialny jest odłam (nazwa mi umknęła), który emigruje z Turcji i osiedla się w innych krajach, ot tacy pseudo Turcy.
Jestem szczęśliwa ze swoim mężem, on spełnia się zawodowo i ja też. Szanuje mnie, moje zasady i kulturę. I wbrew pozorom nie taki diabeł straszny jak go malują :)

Co jak co, ale z tym diabełkiem, którego za pewne wszyscy znacie nie mogłam sobie odmówić sweet foci  :)

DSC03355

Pani rezydentka pożegnała się z nami i udała się na kolejne spotkania w innych hotelach. My poszliśmy do pokoju się przebrać, by następnie udać się na basen przy hotelu, ponieważ póki co, tylko ta opcja wchodziła w grę.
Na drugi dzień, gdy wróciliśmy z basenu zauważyliśmy, że nasz balkon został spryskany środkiem na mrówki, ponieważ ta grupa, która tłumnie do nas przybyła została zgładzona, a nowe posiłki już nie nadchodziły. W między czasie smród ściekowy też się uspokoił i mogliśmy już w pełni cieszyć się naszym zaczętym urlopem. Dobrze, że nie zmieniliśmy jednak pokoiku, bo był w takim zacisznym i nienasłonecznionym bardzo miejscu, oraz co ważne na przeciwko windy, by stąpająca stopa miała jak najmniej wysiłku :)

A tutaj mój Mężullo w roli głównej atakuje nasz basen  - szczęki II  :)

DSC03049

Taki expresik :)

Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie i zainteresowanie moimi oczętami :) Byłam wczoraj na kontrolnej wizycie w klinice okulistycznej, a że obiecałam, iż dam Wam znać, więc piszę. Po wnikliwym badaniu okazało się, że obrzęk plamki żółtej na szczęście ustąpił. Niewtajemniczonych zapraszam TUTAJ. Jednak staram się nie cieszyć zbyt bardzo, ponieważ już tak wcześniej miałam, że obrzęk się ponownie nawrócił. Plan działania jest taki: mam mieć w grudniu ważne badanie Angiografię Fluoresceinową, która dokładnie sprawdzi moje oczy i wtedy wszystko będzie wiadomo, czy konieczna jest laseroterapia (wyznaczono już terminy na 16 i 30 grudzień) i co tam z tą plamka żółtą się dzieje. Póki co mam się obserwować i gdybym zauważyła znaczne pogorszenie wzroku, to mam się od razu do nich zgłosić. Tak, że moi drodzy proszę nie zwalniać swoich Aniołów Stróży, bo mi się jeszcze przydadzą ;) Na razie nie szukam innej kliniki, bo widzę, że sensownie się mną tutaj zajmują.

Jeszcze taki news :) Dziś w nocy wyjeżdżamy nad nasz polski Bałtyk, więc wybaczcie mi, że tak króciutko piszę. Mam jeszcze mnóstwo roboty, a jestem z ręką w nocniku :)
Nie będzie mnie 2 tygodnie, jeżeli oczywiście wszystko będzie dobrze, a jak ja to mówię, że musi być i na pewno będzie :) Jeżeli tylko dotrze tam za mną internet, to obiecuję coś skrobnąć i do Was też zaglądnąć. Możemy sobie na taki luksus pozwolić, ponieważ mąż ma w pracy sporo zaległego urlopu, a poza tym Turcję mieliśmy wygraną, więc dodatkowe koszty były symboliczne i coś niecoś w zapasie zostało :)
Zatęskniłam za tą naszą wielką wodą i dobrą rybką. Nigdzie nie ma takiego klimatu, jak nad naszym morzem, ono ma swój urok i czar, dlatego na wszelki wypadek zabieram kożuch i kozaki, oraz odważniki co by mnie nigdzie indziej nie wywiało :)
Jeżeli bym jednak wsiąkła, to się okazało, że albo mnie wicher porwał, albo nie mam kontaktu z cywilizacją.
Życzę wszystkim udającym się na urlop, dużo słonka i udanego, oraz spokojnego wypoczynku :)

A oto miejsce naszego pobytu :) (miał być teledysk, ale, że za dużo w nim golizny było, to jest taka wersja)  :)